Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 lipca 2026

Lista najlepszych książek pierwszego półrocza 2026 roku.



Kolejność w zestawieniu jest przypadkowa. Listę opowiadań zdominowały pozycję dwojga autorów: Marleny Haushofer i Wojciecha Guni. 
 
I Powieści:
  
1. Azard Paweł Kozioł
2. Śnieg Orhan Pamuk 
3. Derwisz i śmierć Meša Selimović 
4. Karawele Antonio Lobo Antunes
5. Ostatnie rozdanie Wiesław Myśliwski
6. Potwór pamięci Yishai Sarid
7. Noc w Lizbonie Erich Maria Remarque 

II Opowiadania:

1. Zabijemy Stellę Marlen Haushofer
2. Piąty rok Marlen Haushofer
3. Okruchy dla nocy Wojciech Gunia 
4. Pneumatyczne Wojciech Gunia
5. Kiedy będziesz gotowy, idź Wojciech Gunia
6. Wieża milczenia Wojciech Gunia

III Eseje: 

1. Trzy pierścienie Daniel Mendelsohn 
 
IV Powtórki:

1. Lalka Bolesław Prus

poniedziałek, 16 marca 2026

"Trzy pierścienie" Daniel Mendelsohn


Trzy pierścienie
Daniela Mendelsohna to składający się z trzech części, krótki esej, którego tematykę zapowiada podtytuł: Rzecz o wygnaniu, opowieści i losie. W pierwszej części szkicu autor przywołuje swoje dwie inne, bardzo osobiste książki: pierwszą o wykładach na temat Odysei i podróży śladami Odyseusza, oraz drugą zatytułowaną Zagubieni. W poszukiwaniu sześciorga spośród sześciu milionów, w której próbował zrekonstruować losy swoich krewnych w czasie Holokaustu. Trzy pierścienie podejmują podobne wątki opowiadając o wygnańcach, o utraconym życiu i przeszłości niemożliwej do odtworzenia. Jeszcze jeden temat jest kluczowy dla tego eseju, któremu patronuje dzieło Homera i archetyp tułacza, jakim jest niewątpliwie Odyseusz, a mianowicie sztuka narracji. Szczególną uwagę zaś poświęca Mendelsohn kompozycji pierścieniowej, polegającej, upraszczając, na połączeniu różnych historii - w pierwszej zaczyna się druga, w drugiej trzecia itd, które zazębiając, uzupełniają się wzajemnie, dając czytelnikowi jasny obraz tego, co się wydarzyło.
 
Jedną z wielu postaci przewijających się na kartach książki jest uchodźca z hitlerowskich Niemiec, Erich Auerbach, który swoje wielkie dzieło Mimesis - Rzeczywistość przedstawioną w literaturze Zachodu napisał na wygnaniu w Stambule. Rozprawa ta, do dziś uznawana za klasyczną pozycję dwudziestowiecznej nauki o literaturze, rozpoczyna się od zestawienia i analizy sposobu snucia opowieści charakterystycznego dla Odysei i Biblii. Jak pisze Daniel Mendelsohn: 
 
Są różne sposoby na zdefiniowanie dwóch stylów narracji, które Auerbach przeciwstawia sobie na początku imponującej podróży przez literaturę Zachodu - owe dwa style nie przypadkiem są także dwoma filarami cywilizacji europejskiej.
 
Homerycki, czyli grecki sposób pisania, od którego wybitny krytyk zaczyna swój wywód, można nazwać stylem "optymistyczny". Przypomina jaskrawe światło, które spłaszcza cienie i kontury, stawia na jednym poziomie wszystko, przeszłość i teraźniejszość, historię i legendę - sugerując, że wszystko można poznać, objaśnić, wytłumaczyć. Na przeciwległym biegunie plasuje się mroczny, nieprzenikniony styl hebrajski, "ścieżka" pesymistyczna, która zakłada, że twór pisarski, podobnie jak Bóg, jest nierozpoznawalny i może podlegać (jak przekonuje dalej Auerbach) wyłącznie interpretacji. (...)
 
Zastanawia mnie, że wspomniane style, pesymistyczny i optymistyczny, nie są przeciwstawne, tylko komplementarne, że reprezentują dwa aspekty tego samego złożonego zjawiska, że oba są niezbędne, by je opisać i stanowią nierozerwalną całość (...) 

O ile pierwsza część Trzech pierścieni skupiała uwagę w dużej mierze na sposobie narracji w Odysei, to druga opowiada o niezwykle popularnym siedemnastowiecznym retellingu tejże stanowiącym rozwinięcie przygód Telemacha, a także o tym, jak ta książka autorstwa Françoisa Fénelona, również wygnańca, rezonowała w kulturze europejskiej (o tym, że była powszechnie czytana świadczy choćby fakt, że na ziemiach polskich w XIX wieku ukazało się siedem wznowień tłumaczenia). W sposób niezwykły Daniel Mendelsohn znajduje powiązania między twórczością Fénelona a Proustem i jego dziełem W poszukiwaniu straconego czasu. Wszystko się tutaj łączy, dopełnia, objaśnia. Jeśli, według wyżej przedstawionego podziału, jest to opowieść optymistyczna, to pesymistyczną, komplementarną do niej narrację stanowi trzecia część eseju opowiadająca głównie o twórczości W. G. Sebalda, pokazującą rzeczywistość potrzaskaną, której nie da się odtworzyć, w pełni opowiedzieć, z której pozostały tylko fragmenty, drobiny. 
 
Trzy pierścienie napisane są z wielką lekkością i precyzją. Snując swoje pełne dygresji historie, podając mnóstwo szczegółów, wprowadzając poboczne, jak się zdaje wątki, przywołując powtarzające się obrazy pisarz buduje swój esej w sposób kołowy zarówno w  poszczególnych częściach, jak i nadając całej książce kształt łączących się pierścieni. Dygresje okazują się pętlami i pętelkami, poboczne wątki ściankami narracyjnej szkatułki, powtarzające się obrazy częściami większego wzoru, a związki między wszystkimi szczegółami stają się nagle jasne. Nie ma tu ani jednego nieprzemyślanego zdania. Wszystko się ze sobą splata na wiele różnych sposobów, odnosi wzajemnie do siebie i tematu: wygnania, opowieści i losu. Śledzenie tych wzorów, powiązań poprzez czas i przestrzeń, snutych przez autora sprawia niezwykłą czytelniczą radość.  
 

piątek, 16 stycznia 2026

"Prawie nic. Józef Czapski. Biografia malarza" Eric Karpeles



Ja dopiero zaczynam być, jak maluję.

Prawie nic. Józef Czapski. Biografia malarza to książka ukazująca Józefa Czapskiego zarazem jako świadka historii i twórcę, podążającego własną drogą artystyczną. Jej autor, Eric Karpeles, jest amerykańskim malarzem zainteresowanym powiązaniami między malarstwem a literaturą. Zbierając materiały do esejów o obrazach w powieści Prousta natrafił na niewielką napisaną po francusku książkę, która wywarła na nim ogromne wrażenie. Były nią szkice zatytułowane Proust w Griazowcu napisane przez Czapskiego w obozie jenieckim na terenie Związku Radzieckiego. O sile fascynacji tą książką i samą osobą Czapskiego świadczy powstanie tej biografii, wymagające ogromu pracy i zaangażowania w dotarciu do dokumentów, listów, osób, które Czapskiego znały, oraz do rozproszonych po świecie obrazów. Wszystko to, aby napisać książkę o człowieku, o którym się przedtem nigdy nie słyszało. 

 


Znaczna część biografii poświęcona jest historii Polski w XX wieku, z którą losy Czapskiego były ściśle splecione. Józef Czapski urodził się w Pradze w 1896 roku w arystokratycznej, kosmopolitycznej rodzinie, w której polskość była kwestią wyboru. Dzieciństwo spędził na wsi pod Mińskiem, skąd wyjechał na studia do Petersburga, gdzie był świadkiem rewolucji rosyjskiej. Po zakończeniu pierwszej wojny światowej związał się ze środowiskiem kapistów i wraz z nimi przebywał w Paryżu poświęcając się malarstwu. Zmobilizowany w 1939 roku, brał udział w kampanii wrześniowej i dostał się do niewoli radzieckiej. Tylko zbiegiem okoliczności uniknął tragicznego losu innych żołnierzy polskich, rozstrzelanych przez Sowietów. Po podpisaniu porozumienia Sikorski-Majski został specjalnym wysłannikiem generała Andersa jeżdzącym po Związku Radzieckim w poszukiwaniu polskich oficerów, jak wiadomo nadaremnie. Po wojnie osiadł we Francji i był współzałożycielem "Kultury Paryskiej". Pisał książki o swoich wojennych przeżyciach, podróżował z odczytami, stawał przed komisjami (między innymi amerykańskiego Kongresu), aby dać świadectwo prawdzie o zbrodni katyńskiej. 

Jest w tej książce rozmach w kreśleniu wydarzeń historycznych połączony z intymnym portretem jej bohatera. Całość napisana jest z wrażliwością i szacunkiem. Nie idealizując Czapskiego, Karpeles potrafi pokazać wielkość i złożoność tej postaci, a co więcej: pokazać żywego człowieka obdarzonego pięknymi cechami: wiernością sobie, empatią, ciekawością świata. Nieustannie poszukującego sensu, czego najlepszym wyrazem są dzienniki, prowadzone przez Czapskiego przez wiele lat. Były one antidotum na samotność i ciągłym dialogiem z samym sobą, z czytanymi książkami, widzianymi dziełami sztuki, wreszcie drogą rozwoju duchowego. Strony dziennika zapełnione rysunkami stanowią pogranicze pisarstwa i malarstwa, będącego w życiu Czapskiego rzeczą najbardziej istotną. Uważał się on bowiem przede wszystkim za malarza, co biografia świetnie pokazuje. Opowiada ona o jego drodze  artystycznej, ogromnej pasji twórczej, która powodowała, że szukał wytrwale swojego stylu, własnej odrębności malarskiej – zarówno w młodości, jak i potem, po prawie 10-letniej przerwie spowodowanej wojną, kiedy jako osoba już po pięćdziesiątce musiał praktycznie zaczynać od nowa.   
 
Eric Karpeles, sam będąc malarzem, świetnie przybliża twórczość Czapskiego, która na pierwszy rzut oka może wydawać się nieprzystępna. Fascynująco opowiada o jego poszukiwaniach twórczych, codziennej pracy, podążaniu własną drogą wbrew obowiązującym trendom, a także opisuje obrazy. Malarstwo było dla Czapskiego, upraszczając, próbą uchwycenia chwili, zapisem rzeczywistości bez jej upiększania, bo jak twierdził: bezinteresowność jest podstawą sztuki. Oddaję się codzienności, odkryciom dokonywanym, kiedy patrzę na stół, koszyk, twarz w oknie albo kawiarni. Tam znajduję punkt wyjścia do tego, co nazywam bezinteresownym odkryciem i radość z tego.
 
  

środa, 14 stycznia 2026

Fragmenty z "Prawie nic. Józef Czapski. Biografia malarza" Eric Karpeles


"Podczas wernisażu późnej wystawy jego obrazów reporter przeprowadzający wywiad z Czapskim ocenił ich niemodną tematykę, znalazłwszy na nich samotnych ludzi, stoliki w opustoszałych kawiarniach, na wpół ukryte twarze w metrze, stare i niepiękne osoby w pachnących stęchlizną, obitych pluszem fotelach teatralnych lub ponurych pasażach. Drobne codzienne zdarzenia ujrzane w przelocie". Dzienikarz wyróżnił także "jasne pejzaże i na pozór nieistotne przedmioty, takie jak stolik nocny z kawałkiem sznurka na blacie". Czapski odparł: "Tak to prawie nic. Ale to prawie nic oznacza wszystko". 
  



[O odczytach o "W poszukiwaniu straconego czasu" wygłaszanych w obozie jenieckim dla polskich oficerów w Związku Radzieckim w 1941 roku.]
 
"Wspominam z wdzięcznością kolegów, bywało ich o ile sobie ich przypominam, na tych odczytach francuskich o literaturze około 40, przychodzili o zmierzchu w fufajkach, mokrych butach, nieraz po długiej pracy w śniegu w dotkliwy mróz. Zamiast dawnych ikon i żażącej się pod nimi lampady, wisiały w kącie izby portrety Marksa, Lenina, Stalina, w czerwonych tekturkach (...) Koledzy siedzieli na wąskich i chwiejnych ławkach, słuchali w półmroku izby o przygodach księżnej Guermantes, o śmierci Bergotte'a, o mękach zazdrości Swanna."
 
"Dopiero tam zrozumiałem, co znaczy tak ceniona przez Prousta i według niego jedyna istotna i twórcza "pamięć mimowalna" (memoire involantaire). Wówczas zrozumiałem, jak wzmaga tę pamięć oderwanie się od książek, gazet, od miliona drobnych wrażeń intelektualnych normalnego życia. Z daleka od wszystkiego, co mogło mi świat Prousta przypominać, wspomnienia moje o nim, które na początku zdawały mi się niezmiernie szczupłe, zaczęły mi się gwałtownie i nieoczekiwanie rozrastać z siłą i precyzją zarazem jakby zupełnie niezależną od mojej woli."
 


"Kiedy rysujesz, czujesz każdą kreskę prowadzoną na papierze jako coś żyjącego, nieodwołalnego, i naraz rysunek zaczyna żyć. (...) Potem dwie - jedną kreską - notatki tulipanów wydały mi się nagle żywiej istniejące. Dlaczego? Bo je czułem podczas rysowania, czułem ten związek niezdarnego, niepewnego, zdeformowanego trochę rysunku, jakby między końcem ołówka a mną nie było żadnej przerwy. Ja byłem na końcu ołówka." 
*** 
"Mówi się o wyrazie samotności w moich obrazach. Może to prawda, ale nigdy sam nie stawiam tego pytania. Kiedy maluje nie myślę, dlaczego i dla kogo to robię. Jestem sam i maluję to, co mam malować. Ta bezinteresowność jest podstawą sztuki. Oddaję się codzienności, odkryciom dokonywanym, kiedy patrzę na stół, koszyk, twarz w oknie albo kawiarni. Tam znajduję punkt wyjścia do tego, co nazywam bezinteresownym odkryciem i radość z tego! Może to jest ta samotność, którą u mnie widzą, osobny świat".
 

niedziela, 21 grudnia 2025

***(Naprawdę przyszła zima) Charles Reznikoff

 
 
Naprawda przyszła zima; liście z krętych alejek
dawno już wymiotło; drzewa i ziemia pociemniały -
wszędzie porządek.
W parku kwitną tylko latarnie.
Przechadzamy się i rozmawiamy;
ale kłopoty ludzi w średnim wieku, którym się nie wiedzie
są takie nieciekawe!
 
 
___
Co robisz na naszej ulicy Charles Reznikoff
Wybór i przekład Piotr Sommer
Wydawnictwo WBPiCAK w Poznaniu 

piątek, 17 października 2025

"Róże Orwella" Rebecca Solnit


Yes, it is bread we fight for,
But we fight for roses too. 
  
Wiosną 1936 roku pisarz zasadził róże. Tak brzmi pierwsze zdanie zbioru esejów Rebecci Solnit wydanych w 2021 roku, a będących, między innymi, quasi-biografią George'a Orwella. Książka pokazując go od mniej znanej strony dotyka tematów bliskich zarówno Solnit, jak i autorowi Roku 1984, takich jak: relacja człowiek - natura, pisarstwo, propaganda, zaangażowanie w życie społeczne i polityczne. Zbiór rozpoczyna się opisem podróży Rebecci Solnit do istniejącego do dziś domu Orwella w Wallington, w którym mieszkał on w kluczowym dla swojej twórczości okresie. Druga połowa lat trzydziestych była bowiem dla niego czasem przemiany w pisarza politycznego. W tym okresie odbył dwie wyprawy. Pierwszą była ekspedycja do zagłębi górniczych w Anglii, drugą udział w wojnie domowej w Hiszpanii. W tekście Dlaczego piszę Orwell twierdził: (...) wydarzenia z lat 1936-1937 przechyliły polityczną szalę i odtąd wiedziałem, po której stronie stoję. Każda linijka poważnego tekstu napisana przeze mnie po 1935 roku jest bezpośrednią lub pośrednią krytyką totalitaryzmu i pochwałą demokratycznego socjalizmu, tak jak go rozumiem. W innym eseju zaś napisał: Poza pisaniem najbardziej zajmuje mnie praca w ogrodzie (...). Urządzanie ogrodu było dla pisarza powrotem do zainteresowań przyrodniczych z wczesnej młodości, szukaniem odskoczni, może nawet reakcją obronną wobec doświadczeń wojennych.  
 
Róże Orwella mają formę kłącza (Rebecca Solnit sama przywołuje to porównanie) rozrastającego się w różnych kierunkach. Eseistystyczne kłącze wypuszcza więc pędy z jednej strony w kierunku ewolucji okrytonasiennych, z drugiej symboliki róż, by następnie opowiedzieć historię powstania słynnego dla ruchu sufrażystek amerykańskich, a także dla kobiecego ruchu związkowego hasła Bread and Roses oraz pieśni pod tym samym tytułem. Hodowla róż, powstawanie nowych odmian i krzyżówek genetycznych prowadzi autorkę do radzieckiego uczonego Łysenki kwestionującego genetykę, który wywarł znaczący wpływ na zduszenie wolności naukowej w ZSRR. Ten wątek rozrasta się dalej sięgając tematu Hołomodoru (siłą rzeczy dość skrótowo potraktowanego) i jego negowania na Zachodzie. Osobną gałąź stanowi fragment mający charakter bardziej reportażowy, a pozwalający przyjrzeć się bliżej współczesnej hodowli róż na rynek amerykański i związanymi z tym kwestiami środowiskowymi i pracowniczymi. Są w książce wątki poświęcone zarówno brytyjskiemu imperializmowi, propagandzie, jak i roli sztuki, czy szerzej piękna w życiu. Najbardziej ujmującym fragmentem jest tu ten dotyczący oglądania obrazów Vermeera. Zresztą wymieniać poruszane w esejach tematy można by było długo. Wszystkie one harmonijnie się ze sobą splatają wokół pędu głównego, który stanowi życie i twórczość George'a Orwella. 
 

Esej jest gatunkiem przedstawiającym subiektywne refleksje autora i mającym bardzo osobisty charakter. Tak też jest w przypadku Róż Orwella, zwłaszcza że Rebecca Solnit pisze także o sobie, niespecjalnie dużo, ale za to w sposób dobrze wspasowujący się w tematykę esejów. Twierdzi wprost, że od początków jej pisarstwa twórczość Orwella była dla niej jednym z głównych wzorców literackich, nawet gdy niewiele o nim wiedziała. W tej książce przygląda się jego życiu uważnie, choć nie bezkrytycznie. Orwell, jak wszyscy, miał wady i był pod wieloma względami dzieckiem swoich czasów. Mimo to jest postacią, której postawa imponuje i stanowi inspirację do dzisiaj. Natomiast zaskakuje, że przy całym jego zaangażowaniu politycznym, społecznym, przenikliwych analizach totalitaryzmu i propagandy, gdy się przyjrzeć bliżej jego twórczości, zwłaszcza eseistycznej, okazuje się, że Orwell zdumiewająco często pisał o swoich zamiłowaniach: o książkach, a przede wszystkim o naturze, ogrodnictwie, życiu na wsi. Choć może te ostanie zainteresowania powinny być dla nas oczywiste u autora Folwarku zwierzęcego. W swoich felietonach do prasy socjalistycznej pisarz poruszał tak często tematy przyrodnicze, że redakcje otrzymywały listy od oburzonych czytelników, że powinno się pisać o poważniejszych sprawach niż o różach, zwłaszcza w 1944 roku, w czasie trwającej wojny. Jeśli zaś dokładniej wczytać się w powieści Orwella również w nich można odnaleźć wiele opisów kwiatów, łąk, pastwisk. Nawet w Roku 1984 istnieje dziki zakątek przyrody, miejsce wolności i piękna, które zostaje nazwane Złotą Krainą. 
 
Spośród wielu kwestii poruszanych w Różach Orwella dwie wydają się najbardziej istotne. Pierwszą jest to, że przy prowadzeniu aktywnego politycznie czy społecznie życia, istnieje konieczność pewnego rodzaju balansu, przestrzeni, gdzie można zregenerować siły. Może nią być przyroda, może być sztuka, niekoniecznie zaangażowana. O tej ostatniej Rebbeca Solnit pisze tak: Sztuka odcinająca się od bieżącej polityki może pogłębiać poczucie własnego "ja", zacieśniać więzi społeczne (...), rozwijać zdolność skupiania uwagi - dopiero tak wyposażeni jesteśmy w stanie stawić czoło kryzysom. Natomiast kontakt z przyrodą pozwala nabrać nadziei i dystansu, zaś trzymanie się blisko natury, ziemi uczy zwracania uwagi na konkrety, rzeczy namacalne, jako coś, czego nie da się zakłamać. Orwell, będąc podejrzliwy wobec prawd absolutnych i teorii usiłujących naginać rzeczywistość, wielokrotnie pisał o tym, jak zmysłowe i konkretne doświadczenia potrafiły go zaskoczyć oraz podważyć sposób jego myślenia. Drugą kwestią jest to, że walka o sprawiedliwośc społeczną to także walka o szeroki dostęp do piękna, edukacji, do pełnego życia. Wybrzmiewa to wielokrotnie w książce, na przykład, gdy Rebecca Solnit opisuje odpowiedź Orwella na pretensje, że pisze o różach i wtedy, gdy interpretuje pieśń Bread and Roses: Róże we frazie "chleba i róż" stanowiły argument nie tylko za czymś więcej, ale również za czymś bardziej zniuansowanym, nieuchwytnym, za "prawem do życia, a nie tylko egzystowania"(...). Przekonywały one, że to, co nadaje naszemu życiu wartość, jest do pewnego stopnia niemierzalne i nieprzewidywalne; dla każdego może to być coś innego. W tym sensie róże oznaczają także subiektywność, swobodę i prawo do samostanowienia.
 

czwartek, 16 października 2025

Cztery cytaty z "Róż Orwella" Rebecci Solnit

1. Nawet jabłonki dożywają około stu lat, a zatem koksy pomarańczowe zasadzone przeze mnie w 1936 roku mogą rodzić owoce jeszcze długo po wejściu w XXI wiek. Dąb czy buk potrafi rosnąć przez setki lat, będąc źródłem uciechy dla tysięcy, jeśli nie dziesiątków tysięcy ludzi, nim ostatecznie trafi do tartaku. Nie twierdzę, że można zwolnić się ze wszystkich zobowiązań wobec społeczeństwa przez prywatny program zalesiania. Nie wydaje mi się jednak złym pomysłem, aby każdy popełniony antyspołeczny czyn odnotować sobie w dzienniku, a gdy nadejdzie odpowiednia pora roku, wetknąć w ziemię żołędzia.
 
2. W 1941 roku, opuszczając Londyn podczas Blitzu, dzień po wyprawie do podziemnych schronów w tunelach metra i koscielnej krypcie, pisarza zanotował w swoim dzienniku:
"W Wallington. Wszędzie wokół krokusy, kilka łodyg laku wypuszcza pączki, pięknie rozkwitły przebiśniegi. Parki zajęcy siedzą tu i ówdzie w oziminie i gapią się na siebie. Podczas tej wojny, gdy człowiek raz na kilka miesięcy wysunie na parę chwil głowę ponad powierzchnię wody, dostrzega, że Ziemia wciąż się kręci wokół Słońca"
 
 
 
3. Wiston po raz pierwszy uświadomił sobie jej piękno. Nigdy przedtem nie zdawał sobie sprawy, iż ciało pięćdziesięcioletniej kobiety, stwardniałe i zgrubiałe od ustawicznej pracy, grudowate jak przejrzała rzepa, może być urodziwe. Ale dlaczego nie, pomyślał. Masywne, bezkształtne ciało podobne do bloku granitu, ze swoją szorstką, czerwonawą skórą, tak się ma do ciała młodej dziewczyny jak owoc dzikiej róży do jej kwiatu. Dlaczegóż owoc miałby być gorszy?
 
4. Nie potrafiłbym jednak napisać książki czy choćby dłuższego artykułu, gdyby nie było to zarazem doświadczenie estetyczne. Każdy, kto zada sobie trud przeanalizowania mojej twórczości, zauważy, że nawet gdy jest to jawna propaganda, zawiera ona wiele elementów, które zawodowy polityk uznałby za zbędne. Nie jestem w stanie, ani nie chcę, całkowicie porzucić światopoglądu nabytego w dzieciństwie. Tak długo, jak będę żył i starczy mi sił, będę nadal żywił stanowcze przekonania na temat stylu pisarskiego, miłował ziemię, po której stąpam, i czerpał przyjemność z solidnych przedmiotów oraz strzępków bezużytecznych informacji. Nie widzę sensu w tłumieniu tej części swojej własnej osobowości. Cała rzecz polega na pogodzeniu wpojonych mi sympatii i antypatii z publicznymi, nieindywidualnymi działaniami, które obecne czasy wszytkim nam narzuciły. 
____________
1. A Good Word for the Vicar of Bray George Orwell (26 kwietnia 1946 Tribune); Róże Orwella Rebecca Solnit, str 16
2. Dziennik wojenny George Orwell (wpis z 4 marca1941); tamże, str 254
3. Rok 1984 George Orwell; tamże, str 316
4. Dlaczego piszę George Orwell; tamże, str 43. Przez słowo propaganda Orwell rozumie tutaj popieranie jakieś sprawy. 

środa, 13 sierpnia 2025

"Dzikie bezkresy" Lauren Groff


Dzikie bezkresy
opowiadają o ucieczce młodej dziewczyny z angielskiej osady w Ameryce Północnej. Choć nie jest to nigdzie powiedziane, łatwo ustalić, że tą osadą jest Jamestown na przełomie roku 1609 i 1610 dotknięty klęską głodu. Według zapisów historycznych z około pięciuset osadników tę zimę przetrwało sześćdziesięciu. Ale nie tylko głód, również inne dramatyczne okoliczności sprawiają, że dziewczyna podejmuje decyzję o ucieczce. Wie, że zostanie wysłany za nią pościg, więc z ogromną determinacją, mimo skrajnego wyczerpania stara się posuwać naprzód przez niekończący się las. Jej celem jest dotarcie do francuskich kolonii na północy.

Książka Lauren Groff to historia o konfrontacji człowieka i dzikiej natury. Narracja balansuje między brutalnym realizmem w pokazywaniu kruchości jednostki skazanej bez pomocy innych ludzi na rozpaczliwą walkę o przetrwanie, a onirycznością wykorzystującą sny, halucynacje, marzenia, by pogłębić portret psychologiczny dziewczyny. Istotną, choć nie zbyt obszerną część książki stanowią jej wspomnienia o życiu w Anglii. Dają one interesujące spojrzenie na ówczesne społeczeństwo z punktu widzenia kogoś stojącego na samym dole drabiny społecznej - najpierw dziecka z przytułku, wziętego na służbę i w związku z tym pracującego od piątego roku życia, które dorasta i staje dziewczyną narażoną na wykorzystywanie, tak przynależną do swojego państwa, że nikomu nawet do głowy nie przyjdzie, aby spytać ją, czy chce płynąć do Ameryki. Dominującą emocją w powieści jest jednak poczucie osamotnienia i idące za nim przekonanie, że przetrwanie może być triumfem, ale jest niewystarczające do życia. 
 
Opowiedzenie znanej historii (tu początków kolonizacji Ameryki) z innej niż tradycyjna perspektywy, na przykład właśnie kobiecej, kryje w sobie pewną pułapkę. Punkt widzenia bliski dzisiejszej wrażliwości musi być przedstawiony tak, aby nie brzmiał sztucznie, zbyt współcześnie. Pisarce udaje się w większości wypadków zręcznie manewrować i nie przekraczać granicy wiarygodności. Jednak w drugiej połowie książki znajduje naprawdę piękna scena mówiąca o sile języka. Potem zaś jest kilka zdań o tym, że może on być narzędziem dominacji. Są one zbyt wyraźnie nowoczesne i chyba niepotrzebne. Mam jeszcze jedno zastrzeżenie, bardzo subiektywne, bo wolę, gdy pisarz zostawia czytelnikowi więcej przestrzeni, nie dopowiada wszystkiego do końca, jak się to dzieje w przypadku Dzikich bezkresów. To nie jest to koniecznie wada, inni przecież mogą preferować dobitną narrację i wyraziste zakończenie, zwłaszcza gdy całość jest tak ujmująco napisana.   
 
Trzeba bowiem podkreślić, że powieść charakteryzuje się pięknym, plastycznym językiem. Zachwycające są opisy odchodzącej zimy i budzącej się powoli wiosny. Mimo ekstremalnych warunków, walki o życie, bycie wśród natury daje dziewczynie czasami krótkie, trwające kilka chwil poczucie harmonii i misternej sieci wiążącej wszystko, co żyje. Moment oddechu i dostrzega ona (a czytelnik wraz z nią) zmieniające się światło na rzece, pąki na drzewach, bezkresną przestrzeń - całe to zapierające dech w piersiach dzikie piękno przyrody i jednocześnie jej obojętnośc, niewzruszoności na los pojedynczego ludzkiego istnienia. 

środa, 15 stycznia 2025

Powieści historyczne

W roku 2024 przeczytałam lub przesłuchałam w formie audiobooka sporo powieści historycznych. Poniżej znajduje się lista tych książek, które mi się podobały z krótkim omówieniem. Powiedzmy, choć granica między literaturą piękną a gatunkową jest płynna, że początkowe trzy pozycje w zestawieniu przynależą do tej pierwszej kategorii. Tak się składa, że dotykają one w mniejszym lub większym stopniu tematu władzy: jej zdobycia, utrzymania, ceny, jaką za to trzeba zapłacić. W kategorii drugiej znalazły się powieści kryminalne, sensacyjne plus tom opowiadań przygodowo-awanturniczych. Książki umieszczone są na liście w kolejnosci, mniej więcej, chronologicznej.  


1. Czerwone tarcze Jarosław Iwaszkiewicz (był o tej książce osobny wpis - link) - jedna z pierwszych ubiegłorocznych lektur i od razu znakomita. Jest to mniej znany utwór Iwaszkiewicza  z 1934 roku opowiadający o losach księcia Henryka Sandomierskiego, syna Bolesława Krzywoustego, napisany bardzo piękną proza, wręcz malarską w opisach przyrody, przesyconą tak charakterystyczną dla Iwaszkiewicza melancholią, poczuciem niespełnienia, refleksją nad przemijaniem. Może mi się nie podobać, w jaki sposób pokazuje Iwaszkiewicz konfrontacje wielkiego marzenia żywionego przez bohatera z rzeczywistością, ale nie mogę odmówić mu prawdopodobieństwa psychologicznego i prawdziwości w pokazywaniu konsekwencji określonych postaw życiowych. 

2. August John Williams (recenzja - link). Przyznaję, że było to lekkie rozczarowanie spowodowane zbyt wysokimi oczekiwaniami, bo kiedyś inna książka tego autora, mianowicie: Profesor Stoner zrobiła na mnie ogromne wrażenie. August został napisany w latach sześćdziesiątych, co jest o tyle ważne, że chyba wtedy powszechną opinią wśród historyków było nie tylko to, że Oktawian August był wybitnym, ale także łagodnym władcą, szczególnie w porównaniu z mającym opinię despoty swoim następcą Tyberiuszem. Autor podąża za tym przekonaniem, dlatego portret Augusta wydaje się zbyt gładki, zbyt szlachetny, jak na człowieka, który doszedł do władzy w wyniku prowadzonej przez siebie wojny domowej, a potem sprawował niepodzielne rządy. Bardzo doceniam refleksyjność tej prozy, bowiem epistolarna forma powieści sprzyja snuciu przez różne postacie rozważań na temat miłości, sztuki, rodzicielstwa, władzy. Są to niebanalne, pięknie ujęte refleksje, na pewno warte lektury. 

3. Aecjusz, ostatni Rzymianin Teodor Parnicki. Jedna z pierwszych książek tego autora, wydana w 1937 roku, opowiadająca o wybitnym dowódcy i polityku walczącym z Wizygotami i Hunami w piątym wieku naszej ery. Powieść obejmuje okres od czasów dzieciństwa Aecjusza, a zatrzymuje się na parę lat przed jego największym triumfem wojskowym - zwycięstwem na wojskami Atylli w roku 451 n.e. Zaskakujące w niej jest to, że jak na historię o wielkim wodzu, nie ma tu opisów bitew. Pokazywane są za to skutki zwycięstw i klęsk Aecjusza, jego życie prywatne, intrygi dworskie, walka o władzę. Wielką zaletą powieści jest ukazanie skomplikowanej mozaiki ówczesnej rzeczywistości - przenikanie się świata Rzymian, Hunów, Franków, Wizygotów, istnienia, obok dwóch zwalczających się, ale równorzędnych odłamów chrześcijaństwa, wyznawców starych rzymskich bogów. Aecjusz nazywany jest w powieści ostatnią tarczą Rzymu przed zalewającymi go barbarzyńcami, a przecież sam ma pochodzenie na wpół barbarzyńskie i do obrony cesarstwa używa barbarzyńskich wojsk i metod. To każe postawić pytanie, co kryje się pod pojęciem Rzymu i czy istniała wtedy jakaś jego przewaga (cywilizacyjna, kulturowa) nad państwami Wizygotów. Znakomita, niejednoznaczna powieść, acz ustępująca późniejszym dokonaniom autora.  

4. Wielka ucieczka Robert Harris. Harris jest moim ulubionym pisarzem powieści historyczno-sensacyjnych. Odkryciem był dla mnie jego Oficer i szpieg opowiadający o sprawie Dreyfusa. Bardzo też cenię Trylogię Rzymską, będąca fabularyzowaną biografią Cycerona. Wielka ucieczka jednak podobała mi się mniej. Główny trzon akcji rozgrywa się po obaleniu purytańskich, rewolucyjnych rządów Olivera Cromwella i ponownym wprowadzeniu monarchi w Anglii. Wszyscy, którzy uczesniczyli w rewolucji, a zwłaszcza ci, którzy skazali na śmierć poprzedniego króla, Karola I Stuarta, są ścigani przez prawo i kończą na szafocie. Dwóch głównych bohaterów próbuje uciec przed politycznym odwetem, docierając aż do angielskich osad w Ameryce. Pościg, który wyrusza za nimi jest bardzo zacięty, bo organizuje go ktoś, kto ma z nimi prywatne porachunki. Oprócz sensacyjnej akcji, chociaż napięcie opada w drugiej połowie, książka oferuje obraz purytańskiej społeczności z jej całym fanatyzmem, tak jakby mimochodem pokazując społeczne przyczyny dołączania zwykłych ludzi do skrajnych ruchów religijnych. Powieść Harrisa okazuje się interesującą lekturą z jeszcze jednej przyczyny, mianowicie, przybliża atmosferę czasów, w której powstawał Raj utracony Miltona. 

5. Rogata dusza Łukasz Malinowski. Akcja powieści rozgrywa się w 1243 roku na dworze śląskiego księcia Bolesława Rogatki. Podczas odbywającego się tam pierwszego na ziemiach polskich turnieju rycerskiego zostaje zamordowany jeden z dworzan. Książę zleca szukanie zabójcy podkomorzemu Raszko Drzemlikowi. Sprawa okazuje się trudna i niebezpieczna, bo morderca nie poprzestaje na jednym zabóstwie. Wątek kryminalny nie okazał się dla mnie wciągający, ale trzeba przyznać autorowi, że miał na swoją książkę ciekawy pomysł i konsekwetnie go zrealizował. Średniowiecze jest tu odmalowane jako epoka silnie rozpięta między świętością a grzesznością. Jak przystało na kryminał ukazana jest głównie ta druga. Autor pokusił się nawet o uczynienie narratorem niektórych partii tekstu samego diabła. I ten pomysł wypada w powieści świetnie. Bardzo interesujące są też fragmenty dotyczące barwnie odmalowanego turnieju rycerskiego, funkcjonowania dworu, intryg, jakie się tam zawiązują. Książę Bolesław Rogatka pokazany jest ciekawie, w kontraście do swojego ojca Henryka Pobożnego. Ich przydomki okazują się bardzo znaczące w interpretacji tych postaci przez autora, a ich relacje ukazane są w sposób zniuansowany. Jednym słowem, tło historyczne Rogatej duszy, klimat epoki zarysowane są tu znakomicie i choćby z tego powodu książka jest warta lektury. 

6. Alchemik C. J. Sansoma to druga część serii o londyńskim prawniku z XVI wieku Matthew Shardlake'u. Pierwsza część zatytułowana Komisarz (osobna opinia - link) była świetną rozrywką. W tej książce Matthew podejmuje się obrony nastolatki oskarżonej o zamordowanie swojego kuzyna. Los jej zdaje się być już przesądzony, między innymi dlatego, że dziewczyna uparcie milczy. Adwokatowi udaje się uzyskać odroczenie wyroku śmierci w zamian za wykonanie tajnej misji zleconej mu przez kanclerza Thomasa Cromwella, który chwyta się wszystkiego, aby odzyskać łaskę króla, Henryka VIII. Powieść ma wszystkie zalety części pierwszej - świetnie przedstawione realia historyczne oraz ciekawie nakreślone relacje między postaciami. Kuleje zakończenie, trochę wygląda tak, jakby autorowi zabrakło pomysłu na rozwiązanie i uznał, że czym bardziej dramatyczne, tym lepsze. 
  
7. Przeciw diabłom i infamisom. Przypadki starościca Wolskiego Józefa Hena to cykl składający się z siedmiu opowiadań o charakterze przygodowo-awanturniczym dziejących się na początku XVII wieku. Czego w tych krótkich historiach nie ma? Miłość, intrygi, procesy sądowe, skarb, morderstwa, porwania, pojedynki, trzymanie swoich wrogów w lochach, zajazdy szlacheckie, oblężenie dworów, miast nawet, i to nie małych, bo samego Przemyśla. Opowiadania połączone są jednym bohaterem, tytułowym Piotrem Wolskim, młodym starościcem, który jako urzędnik królewski robi, co może, aby zbrodnia nie pozostała bezkarna, a prawo działało. A nie jest to łatwe, bo są to czasy samowoli szlacheckiej - kto ma zbrojnych i pieniądze, ten górą. Egzekwowania prawa wymaga więc niemało sprytu, nierzadko narażenia życia. Czasami sprawa przedstawiona w opowiadaniu dotyczy bezpośrednio starościca, a kiedy indziej, zjawia się on tylko z odsieczą w kluczowym momencie. Wszystko opisane jest barwnym, pięknym, stylizowanym na epokę językiem, dając świetny obraz życia społecznego i prawnego Rzeczpospolitej tamtego okresu. Parę lat później po napisaniu tych opowiadań Józef Hen jeszcze raz powrócił do wykreowanego przez siebie świata, tworząc powieść Crimen (link), w której starościc Piotr Wolski pojawia się na drugim planie. Oba te utwory są znakomite. 

piątek, 4 października 2024

"August" John Williams

 

(...) moim przeznaczeniemzawsze było zmienić świat. Może powinniem powiedzieć, że świat był moim wierszem, że podjąłem trud ułożenia jego części w całość, podporządkowując jedną frakcję drugiej i udzielając im łask stosownych do zasług. Jeśli jednak ułożyłem wiersz, to nie przetrwa on długo. 

Książka Johna Williamsa przedstawia portret Oktawiana Augusta od czasów młodzieńczych, mniej więcej od roku 45 p.n.e. do chwili jego śmierci w 14 n.e. Jest to powieść epistolarna obejmująca listy, notatki, dzienniki, sprawozdania zarówno postaci historycznych, jak i zupełnie fikcyjnych. Wybór takiej formy utworu sprawia, że wydarzenia historyczne, z jednej strony oglądamy z perspektywy ich uczesników, bardzo osobistej, z drugiej strony zaś są one raczej relacjonowane, czy opowiadane niż rozgrywają się na oczach czytelnika. To jeden z powodów nadających tej powieści spokojny, wyważony ton. Innym jest wybór pisarza, aby o dramatycznej zmianie - niewydolną republikę ostatecznie zastępuje dyktatura, bo tym jest od samych swoich początków cesarstwo rzymskie, opowiedzieć w zdystansowany sposób. A przecież głownym tematem książki jest władza i cena, jaką za jej zdobycie i sprawowanie płaci jednostka i jej najbliżsi. Związane z tym tragedie, okrucieństwo, osobiste dramaty chyba nie wybrzmiewają wystarczająco mocno - przedstawiona w powieści interpretacja zdarzeń historycznych wydaje się zbyt wygładzona.

Zgodnie z tytułem, autor skupia się na Oktawianie Auguście i jest to wizerunek człowieka wybitnego, nie tyle okrutnego, czy bezwględnego w dążeniu do zdobycia władzy, a potem jej utrzymania, co konsekwetnego i robiącego tylko to, co jest konieczne. Przełomowym momentem w jego życiu jest decyzja o zemscie na zabójcach Juliusza Cezara i przejęciu, jako najbliższy męski krewny, dziedzictwa tego ostatniego. Ten wybór już w chwili decyzji daje poczucie mocy, ale też straty, gdyż Oktawian wie, że na szczytach władzy będzie samotny. Godzi się na to, ale jak stwierdza po latach: Człowiek nie oszukuje się, jeśli chodzi o konsekwencje własnych czynów, oszukuje się co do łatwości, z jaką będzie z tymi konsekwencjami żyć. Autorefleksyjność tytułowego bohatera jest główną zaletą książki. Może jego przemyślenia nie są specjalnie przekonujące, ale za to pięknie ujęte. August zestawia sprawowanie rządów z uprawianiem sztuki (użyciem odpowiednich środków do osiągniecia celu, a każde rozwiązanie pociąga za sobą nowe wybory) a własną miłość do władzy porównuje do miłości uczonego do swojego dzieła, filozofa do idei, poety do słowa. Ładna refleksja, tylko jak się ma do brutalnej rzeczywistości wojny domowej, której wygranie wymagało eliminacji wrogów, podobnie jak póżniejsze sprawowanie władzy, kiedy trzeba było się wykazać sprytem i z pomocą różnych środków trzymać wszystkich pod kontrolą. Tam gdzie autor wskazuje na szlachetność Augusta, widać raczej jego przebiegłość. Dobrym przykładem na zbyt idealny wizerunek Oktawiana jest ważna w fabule reforma prawa małżeńskiego dokonana przez cesarza. W książce pokazane jest to, jako próba naprawy rzymskiej moralności. Po latach August przynaje, że za pomocą prawa nie dało się tego zrobić, więc było ono na wpół martwe i miało być według niego wyłącznie pokazywaniem dobrych wzorów. Realistycznie zaś patrząc, było to bardzo skuteczne narzędzie władzy, bo skoro małżeństwa i związki nieformalne służyły elitom rzymskim do budowanie pozycji politycznej i zawierania sojuszy, to karanie za cudzołóstwo było świetnym narzędziem ich rozbijania oraz pozbywania się wrogów politycznych pod pretekstem niemoralnego prowadzenia się. Zwłaszcza, że zakres tego prawa był bardzo szeroki - przewidziano kary nie tylko dla niewiernej żony, kochanka, ale też zdradzanego męża.

Mimo, że portret Oktawiana nie jest w tej pięknie napisanej książce przekonujący, najciekawiej wypadają w niej dwie łączące się ze sobą rzeczy: relacja z córką i refleksje snute w późnej starości, kiedy August usiłuje podsumować swoje życie. W tym pierwszym przypadku forma epistolarna sprawdza się doskonale, pozwalając obu stronom dramatu pokazać swoje racje, opowiedzieć historię z własnej perspektywy. Sporo w rozmyślaniach Augusta o podjętych decyzjach, w tym tej najcieższej dotyczącej córki, racjonalizacji i usprawiedliwiania siebie, ale też ironicznego poczucia, że życie jest ciągłym odgrywaniem tak wielu ról, że w końcu przestaje się być sobą. Pośród tych refleksji są również wątpliwości, czy warto było tyle poświęcić dla władzy, czy jak to ujmuje August: dla dobra Rzymu. Na końcu zaś pojawiają się pytania o trwałość własnych dokonań, podszyte dojmującą świadomością, że czas jest największym barbarzyńcą niszczącym wszystko.


sobota, 13 lipca 2024

Podsumowanie półrocza 2024 - 5 ulubionych książek

Celem tego bloga jest prezentowanie utworów, które mi się podobają, więc jak zawsze polecam wszystkie książki, których recenzje ukazały się tu w tym półroczu. Moim zdaniem, jest to znakomita i warta uwagi literatura. Wśród wszystkich tych książek jest jednak pięć, które chciałabym szczególnie wyróżnić. Są to trzy powieści i dwie pozycje z literatury non-fiction. Kolejność na liście jest alfabetyczna. Linki prowadzące do opinii znajdują w tytułach. 
 
Powieści:
 
1. Czas starego boga Sebastian Barry 
 Jak minie dość czasu, to pewne zdarzenia jakby nigdy nie zaszły. To, co dawniej było świeże, bliskie, straszne, odpływa w czas starego Boga, jak ludzie spacerujący po Killiney Strand tak daleko, że przychodzi chwila, kiedy zmieniają się w maleńkie czarne kropeczki, aż wreszcie znikają. 
Niezwykły jest sposób, w jaki ta książka jest napisana: nasycona biblijnymi odniesieniami, obrazowa, a w budowaniu tych obrazów najważniejszą rolę odgrywają morze, światło i mrok. Ma ona również bardzo oniryczny charakter, co tylko podkreśla ogromny ciężar emocjonalny opowiedzianej tu historii życia pewnego emerytowanego policjanta. Jest to na wskroś irlandzka powieść o konfrontacji z przeszłością.
 
2. Na wodach północy Ian McGuire 
Podszyta egzystencjalnym niepokojem brutalna powieść sensacyjno-przygodowa o wyprawie wielorybniczej na daleką północ. Z jednej strony to książka, w której strony w czasie czytania przewracają się same, z drugiej stawiająca podstawowe pytania o kondycję człowieka. Ma więcej niż kilka bardzo poruszających, zostających na zawsze w pamięci scen, jak na przykład ta, w której główny bohater usiłuje recytować Iliadę i przede wszystkim znakomite, niepokojące zakończenie.
 
3. Niebo i piekło Jón Kalman Stefánsson 
Może nie potrzebujemy słów, żeby przeżyć, ale jednak potrzebujemy ich, by żyć. Powieść napisana pięknym, poetyckim językiem, mająca w sobie pewien szczególny rodzaj magii. Jest to zbiorowy portret sprzed stu lat rybaków i mieszkańców małego miasteczka położonego na krańcu świata, w Islandii, gdzie góry stykają się bezkresnym oceanem. Książka opowiadająca o stracie, samotności, zagubieniu, o zadawaniu sobie pytań, na które nigdy nie ma wystarczająco dobrej odpowiedzi. Mówi też o sile i zarazem bezsilności słów i literatury.
 
 


Literatura non-fiction:
 
1. Kobieta osobna i miasto Vivian Gornick 
Jest to eseistyczna autobiografia o życiu w Nowym Jorku. Łatwo można się od tej książki odbić ze względu na jej dygresyjny charakter. Feminizm miesza się tu z anegdotami z życia miasta, osobiste refleksje na temat samotności i związków międzyludzkich z cytatami i odniesieniami literackimi, wspomnienia z dzieciństwa z relacjami z przedstawień i koncertów. Jest jednak w tej książce coś bardzo ujmującego wynikającego z silnej więzi pisarki z Nowym Jorkiem, z umiłowania do chodzenia, włóczenia się po mieście, z czułości i trafności czynionych przez nią spostrzeżeń. 
 
2. Rozmyślania Marek Aureliusz 
Jedna z kluczowych pozycji stoicyzmu, skupiająca się na kwestiach etycznych, rozważaniach moralnych w ramach tego nurtu filozoficznego. Najbardziej jednak uderza przy lekturze osobisty ton tej książki, jej autoterapeutyczny dla autora charakter. Jest coś niezwykłego w tym, że mimo ogromnego dystansu czasowego, upływu tysiącleci, można zobaczyć w dziele filozoficznym żywego człowieka. Dlatego wśród wielu zawartych w Rozmyślaniach maksym i myśli podoba mi się też rozdział 31 z Księgi 11, gdzie Marek Aureliusz cytując kogoś, pisze (o sobie?, o swoim dziecku?, o kimś bliskim? może to zdanie mu się po prostu podoba? - nie wiadomo): "A moje miłe serce roześmiało się".

wtorek, 25 czerwca 2024

"Te Deum" Charles Reznikoff

Nie śpiewam 
z powodu zwycięstw - 
żadnego nie odniosłem,
ale z powodu wspólnego słońca,
powiewu wiatru, 
hojności wiosny. 
 
Nie dla wygranej,
ale z powodu pracy jednego dnia
wykonanej najlepiej jak mogłem;
żeby usiąść przy wspólnym stole,
nie na podium.
_____
Przekład: Piotr Sommer  
Charles Reznikoff to jeden z nowojorskich twórców wspomnianych przez Vivian Gornick w jej książce Kobieta osobna i miasto.
 

poniedziałek, 24 czerwca 2024

"Kobieta osobna i miasto" Vivian Gornick


Wszyscy jesteśmy na Piątej Alei z tego samego powodu, na tych samych prawach. Przemierzamy ulice światowych stolic od niepamiętnych czasów: aktorzy, urzędnicy, przestępcy, dysydenci, uciekinierzy, nielegalni, geje z Nebraski, polscy intelektualiści, kobiety na krańcu czasu. Połowę tych ludzi pochłonie blichtr lub gangsterstwo - znikną w gmachach przy Wall Street, ukryją się na Queensie - ale druga połowa stanie się ze mną miejskim piechurem; zasilą nieskończony strumień nieskończonego tłumu, który z całą pewnością odciska ślad na czyjejś twórczości.
 

Kobieta osobna i miasto Vivian Gornick to przykład pisarstwa autobiograficznego, w którym migawki z osobistego życia autorki w Nowym Jorku stają się punktem wyjścia do szerszego opisu zjawisk kulturowych i społecznych. 
 
Książka wpisuje się również w tradycję sięgającą jeszcze XIX wieku, kiedy to Francuzi wynaleźli flanera - miejskiego włóczęgę, który w czasie swoich wędrówek zajmował się kontemplowaniem życia miasta. Vivian Gornick zarówno podąża śladami innych twórców, którzy wędrowali po ulicach i dla których relacja z miastem była ważna, jak i sama chodzi namiętnie po Nowym Jorku. Miejska włóczęga jest dla niej doświadczeniem transformującym na wielu poziomach, na przykład w taki sposób: W trakcie tych naszych dalekich spacerów nieraz ukradkiem zmieniał się charakter czasu i przestrzeni, Znikało pojęcie godzin. Ulice były jedną długą wstęgą ciągnącej się hen drogi, po której wędrowaliśmy bez przeszkód. Czas się rozrastał, zaczynał przypominać ten z dzieciństwa, nigdy się niekończący, a nie ten obecny, którego zawsze było za mało (...). W czasie tych wędrówek Vivian Gornick przygląda się uważnie miastu, łapie w locie niezwykłe spotkania, ulotne chwile, spięcia i gesty solidarności międzyludzkiej. Z tych zanotowanych rodzajowych scenek, anegdot, opowieści wyłania się obraz Nowego Jorku, przy czym nie tyle się go widzi oczami wyobraźni, ale bardziej słyszy się splatające, nawarstwiające się głosy jego mieszkańców. Wrażenie słyszenia miasta jeszcze pogłębia kontrastujący z nim opis ciszy na ulicach któregoś poranka zaraz po ataku na World Center w 2001 roku.

Impresje z życia miasta łączą się płynnie z wątkami autobiograficznymi. Włóczęga ulicami ma bowiem często dla autorki terapeutyczny charakter - nic tak nie koiło bólu i złości w sercu jak spacer przez miasto. Jest to bowiem bardzo osobista książka, pełna zawartych w migawkach opisów relacji przyjacielskich, miłosnych i rodzinnych. Sporo jest tu o awansie społecznym (autorce udało się wyrwać z robotniczego Bronxu) i o tym, jak pochodzenie ciągle determinuje pewne zachowania w dalszym życiu. Vivian Gornick uważnie przygląda się związkom międzyludzkim, istniejącej w nich przemocy, zmianom jakie w nich powoduje czas, sprzecznościom tkwiącym w relacjach - temu nieustannemu napięciu między potrzebą bliskości a niezależności. Są to subtelne i przenikliwe spostrzeżenia dotykające też trudnych stanów emocjonalnych -  jakże powszechnej frustracji, niespełnienia, poczucia braku zrozumienia, istniejącego w ludziach pędu do destrukcji. Przy lekturze ma się wrażenie trafiającego w sedno rejestrowania takiego wewnętrznego rozedrgania jakoś współgrającego z rytmem życia Nowego Jorku.
 
Nigdy nie czułam się mniej samotna niż w trakcie samotnego spaceru zatłoczoną ulicą - pisze w którymś momencie Vivian Gornick. Samotność jest jednym z tematów książki. Autorka przygląda się jej wyjątkowo uważnie. Pokazuje swoiste przewartościowanie samotności w wielkim mieście. Samo miasto, zanurzenie się w tłumie, nie wywołuje stanu alienacji, przeciwnie, koi poczucie osamotnienia. Bardzo trafne są uwagi o współczesnej kulturze, która jak żadna inna w historii pozwala na wybór, w tym wybór samotnego życia i płynących stąd korzyści, bo choć samotność przysparza nam cierpień, wcale nie mamy ochoty z niej rezygnować. Vivian Gornick szczególnie interesują kobiety osobne, do których sama się zalicza, które raczej wybierają niezależność niż bycie w związku. Silnie bowiem rezonuje w nich feministyczne hasło, kiedyś wykrzykiwane na nowojorskich ulicach: Miłość bez równości? To ja podziękuję! Pisarka wyrusza więc tropem innych kobiet osobnych, zarówno rzeczywistych jak i tych pokazanych tylko na kartach różnych utworów literackich. Odmalowuje kilka portretów swoich poprzedniczek, autorek mocno związanych z Nowym Yorkiem, na których twórczości to miasto odcisnęło swój ślad. Trzeba bowiem koniecznie zaznaczyć, że książka w ten swój charakterystyczny zwięzły, lekki sposób jest gęsto napakowana cytatami i odwołaniami do sztuki, zwłaszcza zaś do literatury. Tej erudycji, wnikliwości w poruszaniu tematów, między innymi, feministycznych, a także temu uważnemu przyglądaniu się sobie, towarzyszy często poczucie humoru i dystansu do siebie. 
 
Jest coś bardzo ujmującego w tej eseistycznej autobiografii, będącej opowieścią o wędrówce (przez miasto, przez życie) i jednocześnie o poczuciu bardzo silnej więzi z jednym miejscem. Z Nowym Jorkiem i jego mieszkańcami: Co wieczór, gdy przed pójściem spać gaszę światło w moim salonie na piętnastym piętrze, doznaję przyjemnego wstrząsu na widok wznoszących się ku niebu rzędów rozświetlonych okien; otoczona przez nie czuję się tak, jakby obejmowała mnie gromada bezimiennych mieszkańców miasta. To mrowie ludzkich siedzib zawieszonych jak moja w przestrzeni, to ukłon Nowego Jorku w stronę ponadjednostkowej więzi. Ukojenie płynące z tej przyjemności jest nie do opisania.
 

sobota, 4 maja 2024

"Na wodach północy" Ian McGuire


Na wodach północy
to naturalistyczna powieść o wyprawie wielorybniczej z rozbudowanym wątkiem sensacyjnym. Historia rozpoczyna się wiosną 1859 roku, kiedy epoka polowań na wieloryby powoli odchodzi w przeszłość. Stada tych zwierząt zostały przetrzebione, trzeba więc ich szukać na dalekiej północy, a także stopniowo tłuszcz zwierzęcy zastępowany jest w użyciu przez naftę. Jednym z uczestników wyprawy jest Irlandczyk, Patrick Sumner, który usiłując zapomnieć o traumatycznych przeżyciach wojennych w Indiach, zaciąga się na statek jako lekarz okrętowy. Wraz z nim na pokład wsiada seryjny morderca. Kwestią czasu i okoliczności jest, kiedy zacznie zabijać.

Książkę Iana McGuire'a czyta się prawie jednym tchem, więc można łatwo przeoczyć, w jak wielu miejscach nawiązuje ona do innych dzieł literackich, między innymi, do Moby Dicka Melville'a. Te liczne nawiązania są jednak w powieści niewyraźne, jakby zatarte i trudno w wielu przypadkach jednoznacznie stwierdzić, czy to jest wybór autora czy kwestia tłumaczenia, zresztą świetnego. Dobrym przykładem jest pierwsze zdanie powieści: Oto widzicie mężczyznę. Ma ono w języku polskim wydźwięk bardziej neutralny niż oryginał: Behold the man, będący angielski przekładem łacińskich słów wypowiedzianych przez Piłata: Ecce homo - Oto człowiek. I tak, to jest jedno z tych pierwszych znaczących, ważnych zdań książki, które od razu wprowadzają czytelnika w tematykę utworu. Na wodach północy to bowiem fascynujące studium przedstawiające całe spektrum ludzkich zachowań, przede wszystkim w sytuacjach ekstremalnych, choć nie tylko. 

Ogromne zło jest nieobecnością dobra i (...) światłem w rzeczywistości jesteśmy - mówi o ludziach jedna z postaci, harpunnik Otto. To stwierdzenia zastanawiające, bo okrucieństwo i bezwzględność przedstawione są w tej powieści jako immanentna cecha człowieka. Mamy tu ponadprzeciętny pokaz ludzkiej chciwości, pychy i żądzy. Wszystko zaś rozgrywa się w surowych, zimowych warunkach okolic podbiegunowych. Nic więc dziwnego, że śmierć jest powszechna, a krew zarówno ludzka, jak i zwierzęca leje się niemal strumieniami. Dlaczego więc autor każe jednej z postaci wygłaszać takie zdania, tak mocno wierzyć w dobro? Wydaje się, że to jeden z punktów orientacyjnych, dzięki którym kreśli przestrzeń ludzkiego doświadczenia, skrajne miejsce na skali. Opozycją do tego jest oczywiście morderca, bardzo inteligentny, ale nieodróżniający dobra od zła w takim stopniu, że wątpi się w jego człowieczeństwo. Jest jeszcze jedna oś tej przestrzeni z dwoma przeciwstawnymi punktami, a są nimi cywilizacja - świat bezwzględnych interesów i pierwotna przyroda. Ta ostatnia jest wolna od dobra i zła, liczy się tu jedynie przetrwanie, wymagające wytrwałego działania, sprytu i szczęśliwego trafu.
 
Powieść przedstawia świetny, pogłębiony psychologicznie portret głównego bohatera, Sumnera. Jego strategią przeżycia w brutalnym świecie jest wycofanie się w sensie dosłownym, jak i psychicznym. Na skutek pewnych wydarzeń w czasie wojny, jako lekarz, nie ma czego szukać na lądzie, więc wybiera ucieczkę na morze. Nie radzi sobie z dręczącym go poczuciem winy i bezsilnym gniewem. Usiłuje więc skupić się wyłącznie na swoim zajęciu, być obojętnym, znieczulić się za pomocą wszystkich dostępnych mu środków i (prze)trwać. Ale to, co miało być spokojnym rejsem, słabo płatną, ale pewną pracą staje się jeszcze jedną konfrontacją ze złem i wrogą naturą. Sumner ma w sobie pewien rys opiekuńczości (nie do końca chyba jest go świadomy), który nie pozwala mu umyć rąk, przejść obojętnie wobec krzywdy dziejącej się komuś słabszemu. Niechętnie, jakby wbrew sobie, ale jednak reaguje. Tak samo nie umie patrzeć na głodzenie żywej istoty i zaczyna się opiekować mały niedźwiadkiem przebywającym na pokładzie statku. Wątek związany z tym zwierzęciem jest zresztą bardzo ważny i przewija się przez całą powieść. Ogólnie rzecz biorąc, niedźwiedź, jako symbol, ma wiele znaczeń. Z jednej strony oznacza ciemność, pierwotną siłę, dzikość, podświadomość, a także nieustępliwość wobec wroga, z drugiej: ochronę, opiekę, a nawet macierzyństwo. Wszystko powyższe wykorzystane jest w powieści w sposób fenomenalny, bardzo złożony i niejednoznaczny. 
 
Jako całość Na wodach północy też jest złożonym i wieloznacznym dziełem, kreślącym bardzo ciemny obraz świata z nielicznymi plamkami światła. W pewnym momencie Sumner pyta o to, dlaczego tak wielkie zło istnieje, jaki jest w tym sens. I dostaje odpowiedź: Najważniejsze pytania to te, na które nie mamy nadziei odpowiedzieć słowami. Może w ogóle odpowiedzi nie istnieją, albo zawsze są one niewystarczające i tymczasowe. Książka Iana McGuire'a to świetna, brutalna powieść naznaczona egzystencjalnym niepokojem i smutkiem.
 

piątek, 15 grudnia 2023

Podsumowanie (4) - 10 ulubionych powieści

Jednym z głównych założeń mojego bloga jest pisanie o książkach, które mi się podobają, zachwycają, które uważam za bardzo dobre i godne polecenia. Czytam też przeważnie powieści, więc przy pisaniu poniższego wpisu trochę pożałowałam mojego pomysłu sprzed paru dni wybrania dziesięciu ulubionych książek, bo wybór okazał się trudny i wiele pozycji skreśliłam z pierwszej wersji tej listy bardzo niechętnie. Powstał zestaw książek szczególnie mi bliskich, ale zdaję sobie sprawę, że innego dnia zadecydowałabym inaczej. 
Książki zamieszczone są w kolejności alfabetycznej według nazwisk autorów. 
 
1.
Odpływ Lars Saabye Christensen
To zachwycająca powieść o dorastaniu, o pewnych pamiętnych wakacjach na norweskiej wyspie w lipcu 1969 roku, kiedy ludzie pierwszy raz lądowali na Księżycu, opowiedziana z perspektywy dorosłego mężczyzny usiłującego pogodzić się ze stratą.
 
2.
Piranesi Susanna Clarke 
Niewielka książka z gatunku fantastyki. Najbardziej fascynujące jest w niej to, jak dużo przestrzeni i wolności zostawia ona czytelnikowi na snucie własnych skojarzeń i refleksji. Czytanie tej powieści przypomina w pewien sposób leżenie na łące i patrzenie w niebo na płynące chmury.
 
3.
Ze wszystkich znanych mi utworów tego autora, ta powieść zrobiła na mnie największe wrażenie. Opowiada o wyborze radykalnej wolności. W obronie przed wojną i zniewoleniem, jakie ona niesie,  Michaela K. decyduje się na ekstremalny powrót do natury. Jest artystą ucieczek wymykającym się z wszelkich wiezień, kimś, kto odmawia istnienia we wspólnocie ludzkiej.
 
4.
Siddhartha Hermann Hesse 
Wielka pochwała indywidualizmu i poszukiwania prawdy. Książka będąca rodzajem ogromnie poruszającej medytacji nad życiem, której poszczególne rozdziały będą oddziaływać na czytelnika z odmienną intensywnością zależnie od jego osobistych doświadczeń. 
 
5.
Układ okresowy Primo Levi
Ten utwór wymyka się klasyfikacji, a jednak ze względu na wybitne walory literackie - najbliższy jest chyba powieści. I to powieści przepełnionej głębokim humanizmem, jakkolwiek by to banalnie zabrzmiało. Pokazuje relacje między nauką a życiem. Przyznano jej także tytuł najlepszej książki naukowej, jaka powstała (proszę sobie obejrzeć listę książek, jakie pokonała w konkursie, w którym zdobyła to miano). 
 
6.
Tylko Beatrycze Teodor Parnicki 
Powieść dziejąca się w średniowieczu (początek XIV wieku) i opowiadająca nie tylko o wydarzeniach historycznych, ale będąca także refleksją nad dochodzeniem do prawdy historycznej. Bardzo gęsta i eksperymentalna proza. Dziwna i piękna w swojej złożoności. Osnuta wokół zakończenia wiersza Lechonia, będącego też mottem książki: Nie ma nieba ni ziemi, otchłani ni piekła, Jest tylko Beatrycze. I właśnie jej nie ma. 
 
7.
Franny i Zooey J. D. Salinger
Niewielka książka opowiadająca o szukaniu poczucia sensu w życiu. Pozbawiona akcji, składająca się z długich rozmów, z których te najważniejsze toczą się między rodzeństwem Franny i Zooeyem. 
 
8. 
Grona gniewu John Steinbeck
Powieść opowiadająca o kryzysie lat trzydziestych ubiegłego wieku, o biedzie, bezsilności, ale też o małych i wielkich gestach ludzkiej solidarności. Określenie wielka amerykańska powieść drogi pasuje tu idealnie. 

9.
Matei Brunul Lucian Dan Teodorovici 
Książka o Rumunii lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Autorowi, dzięki temu, że główny bohater jego powieści jest lalkarzem, udaje się fenomenalnie pokazać, z jednej strony istotę dyktatury, z drugiej, że sztuka jest czymś, co pozwala radzić sobie ze skrajnie trudną rzeczywistością. 
 
10.
Pałac lodowy Tarjei Vesaas  
Mroczna, piękna i smutna historia o stracie i żałobie opowiedziana za pomocą zimowych, poetyckich obrazów.

piątek, 30 czerwca 2023

12 najlepszych powieści pierwszego półrocza 2023 roku


 

Przeważnie wybieram kilka najlepszych książek w pierwszym półroczu danego roku, ale ponieważ pierwsza połowa 2023 obfitowała w dobre lektury podzieliłam je na cztery kategorie, czy też bawiąc się w ranking na cztery miejsca obejmujące po kilka książek. W ramach danej kategorii kolejność jest przypadkowa. Większość pozycji ma swoje osobne wpisy. Linki do nich znajdują się w tytułach.  


Pierwsze miejsce
 
 Najlepszymi książkami, które przeczytałam w pierwszym półroczu były wstrząsające powieści poruszające temat wojny, totalitaryzmu, dyktatury. Są to dzieła literacko wybitne, które czyta się ze ściśniętym gardłem. Na równi postawiłabym na pierwszym miejscu trzy. Odrobinę ustępuje im Żyć, książka także znakomita, która jednak troszkę słabiej zapadła mi w pamięć.
 
Chleb rzucony umarłym Bogdan Wojdowski. Wróciłam do tej książki po paru latach. Powtórna lektura okazała się równie poruszająca jak pierwsza. Jest to powieść częściowo autobiograficzna oparta o wspomnienia autora z dzieciństwa spędzonego w getcie warszawskim. Niezwykła dziecięca perspektywa, język - oszczędny i zarazem poetycki, z wielką wnikliwością przedstawione portrety ludzi postawionych w sytuacjach ostatecznych przesądzają o wybitności tej książki. Daje ona wiarygodny obraz życia w getcie od postawienia muru do akcji likwidacyjnej w lipcu 1942 roku. 

Matei Brunul Lucian Dan Teodorovici. Opowieść o rumuńskiej dyktaturze w czasach stalinowskich, której ofiarą jest tytułowy Matei Brunul, lalkarz. Pomysł, żeby głównego bohatera obdarzyć właśnie takim zawodem i pasją teatralną, nie mówiąc już o tym, że marionetka sama w sobie jest nośną metaforą kontroli, sprawia, że ta książka w niezwykły sposób pokazuje komunistyczny system zniewolenia jednostki.

Wszystko płynie Wasilij Grossman. Obraz Związku Radzieckiego lat pięćdziesiątych widziany oczyma byłego więźnia, wypuszczonego na fali odwilży Chruszczowa po trzydziestu latach łagru, będący jednocześnie rozliczeniem okresu leninizmu i stalinizmu. Wstrząsające pokazanie Wielkiego głodu na Ukrainie, życia w obozach koncentracyjnych, terroru. Rzecz wybitna, mówiąca o niewoli i codziennym funkcjonowaniu w państwie totalitarnym, pokazująca jak cenna jest ludzka wolność.
 
O książce pisał też obszernie i wnikliwie Ambrose'y na blogu Klub A+A - link
 
Żyć! Yu Hua. Przetaczająca się przez Chiny wojna domowa, rządy komunistów, a następnie rewolucja kulturalna Mao dotyka swoimi konsekwencjami zwykłą, wiejską rodzinę z dwójką dzieci. Ich losy są tragiczne, ale ujmująca jest w tej opowieści wola przetrwania i opis uczuć łączących członków rodziny. 

 
Drugie miejsce
 
Schron przeciwczasowy  Georgi Gospodinow. Książka niezwykła, będąca gdzieś na pograniczu powieści i eseju, mozaika złożona z wielu pojedynczych historii, refleksji, przywoływanych smaków, zapachów, obrazów z przeszłości, cytatów literackich. Rzecz napisana bardzo kunsztownie, z wyraźnym wątkiem polityczno-społecznym, a będąca rozważaniami na temat czasu, przemijania, nostalgii za przeszłością, ważności pamięci. Dopóki pamiętasz, trzymasz przeszłość z boku. To jakbyś nocą rozpalił ognisko pośrodku lasu. Wokół przyczaiły się demony i wilki, bestie przeszłości zacieśniają krąg, ale jeszcze nie mają śmiałości się zbliżyć. Alegoria jest prosta. Dopóki płonie ogień pamięci, masz władzę. Gdy tylko zacznie dogasać, wycie stanie się głośniejsze i bestie podejdą bliżej. Wataha przeszłości. Im mniej pamięci, tym więcej przeszłości.

 
Trzecie miejsce
 
Są tu powieści głównie skupione na relacjach rodzinnych i/lub przyjacielskich. Wszystkie znakomite, mimo drobnych wad, czy też cech charakterystycznych, które mogą sprawić, że nie dla wszystkich będą porywającą lekturą. Obiektywnie rzecz biorąc, tylko ostatnia pozycja w tej kategorii, należąca do klasyki literatury, brzydko się zestarzała pod pewnym względem, ale jej zalety przeważają nad tym mankamentem. 

Ballada o lutniku  Wiktor Paskow. Druga pozycja z literatury bułgarskiej na tej liście. Krótka, poruszająca, napisana poetyckim językiem historia, będąca afirmacją sztuki, zwłaszcza muzyki. Akcja rozgrywa się w komunistycznej Sofii i opowiada o niezwykłej przyjaźni chłopca i starego mistrza lutnictwa, który robi swoje ostatnie skrzypce w życiu.

Dom Toni Morrison. Książka noblistki przedstawia obraz Ameryki z lat pięćdziesiątych z punktu widzenia osób czarnoskórych. Codziennością jest tu bieda, wyzysk i rasizm. Powieść skupia się na relacjach rodzinnych, głównie między rodzeństwem, bratem a jego młodszą siostrą, którzy są dla siebie wzajemnie oparciem. Ich więź pozwala obojgu pogrzebać tragiczną przeszłość i wziąć odpowiedzialność za swoje życie.
 
Ostatni wywiad  Eshkol Nevo. Ciepła, czuła, smutna powieść o pisarzu w średnim wieku pogrążonym w kryzysie życiowym i twórczym, który zamiast pisać następną swoją książkę, odpowiada na pytania przesłane przez internautów z portalu literackiego. Są tu ogromnie fascynująco pokazane skomplikowane relacje między literaturą a życiem. W tle zaś świetny obraz współczesnego Izraela z wszystkimi jego problemami. 

Sedno rzeczy Sōseki Natsume. Japońska klasyczna powieść z początku XX wieku kreśląca bardzo wnikliwe, pogłębione portrety psychologiczne bohaterów. Narrator, student z uniwersytetu w Tokio opowiada o swojej przyjaźni ze starszym mężczyzną, którego usiłuje zrozumieć, a zwłaszcza dociec przyczyn samotności, wybranej dobrowolnie przez tego ostatniego.  

Grek Zorba Nikos Kazantzakis  - Oczywiście, że można prosić postać literacką o radę. To tylko kwestia tego, na ile jesteś skłonny zawiesić nieufność - twierdzi pisarz z Ostatniego wywiadu i dopowiada: Od czasu do czasu, gdy znalazłem się na rozdrożach życia, konsultowałem się z nim. Z nim, czyli z Zorbą. Grek Zorba jest niewątpliwie fascynującą postacią, pełną współczucia dla innych i życiowej mądrości wynikającej z przeżytego cierpienia. To człowiek, który intensywnie, całym sobą żyje tu i teraz. Na pytanie: Co to znaczy żyć? - odpowiada: Szukać guza. I dodaje: Siedzi we mnie diabeł i krzyczy, a ja robię co mi każe. Kiedy tylko zaczynam się dusić, wrzeszczy: "Tańcz" I tańczę. Powieść Nikosa Kazantzakisa, oprócz portretu głównej postaci, ma jeszcze kilka zalet, między innymi, piękne, sensualne opisy Grecji, ale trzeba sobie powiedzieć szczerze, że trudno się czyta momentami tę bardzo dobrą książkę, z powodu dużej dawki mizogini, w niej zawartej, co pewnie kiedyś nie raziło, tak jak teraz. 

 
Czwarte miejsce

Do tej kategorii zaliczyłam dwie bardzo dobre powieści historyczne dziejące się w wieku XV. Obie świetnie napisane i mimo swoich niewielkich wad ogromnie wciągające. 
 
 Segretario Maciej Hen. Powieść o młodej kobiecie, imieniem Gredechin, która chcąc zdobyć wykształcenie, musi przekroczyć ograniczenia związane z własną płcią. W męskim przebraniu studiuje więc medycynę na Akademii Krakowskiej. Książka ma formę dwunastu listów, które w roku 1496 Gredechin wysyła do swojej przyjaciółki z lat dziecinnych. Epistolarna forma powieści świetnie się sprawdzająca przy pokazywaniu uczuć, wewnętrznych przeżyć, mniej przekonująco wypada w przedstawianiu dramatycznych wydarzeń, zwłaszcza dziejących się daleko od Krakowa. Za to tam, gdzie powieść ma bawić, bawi znakomicie swoją lekką, niekiedy wręcz frywolną narracją, dowcipem, mrugnięciem oka do czytelnika. 
 
O tej książce bardziej entuzjastyczne recenzje niż moja ukazały się na blogach: Za okładki płotem (link) i Zacofany w lekturze (link).
 
Trylogia husycka Andrzej Sapkowski Dziejący się w czasie wojen husyckich (1419 -1431) na Śląsku przygodowy cykl powieściowy przeznaczony jest bardziej dla miłośników historii niż fantastyki, chociaż ta ostatnia też występuje w nim obficie. Jak zawsze u Sapkowskiego, nie brakuje w książce humoru, licznych, pełnokrwistych, budzących żywe emocje postaci, niekoniecznie ludzi, choć niestety główny bohater, Reinmar z Bielawy parający się medycyną i magią, wypada troszkę słabiej niż pozostali. Ponieważ Sapkowski jest raczej mistrzem krótkiej formy, więc poszczególne wątki czy sceny wypadają w trylogii ciut lepiej niż całość. Ta zaś stanowi bardzo wiarygodny obraz wojny religijnej. 
 
Recenzje dwóch pierwszych części Trylogii husyckiej ukazały również się na blogu unSerious.pl: Narrenturm (link) i Boży bojownicy (link).

wtorek, 21 lutego 2023

"Dom" Toni Morrison


Ten dom jest obcy(...) Czemu więc, mówcie, zamek w jego drzwiach pasuje pod mój klucz?

 Frank Money jest weteranem wojny w Korei cierpiącym na zespół stresu pourazowego. Nadużywa alkoholu pogrążając się w poczuciu winy i nienawiści do samego siebie. Z tego stanu wyrywa go wiadomość, że jego młodsza o kilka lat siostra Cee jest ciężko chora i okoliczności, z powodu których znalazła się w takim stanie są niejasne i podejrzane. Wyrusza więc na południe Stanów Zjednoczonych, aby ją odnaleźć i zabrać do domu, do rodzinnej miejscowości, z której kiedyś oboje uciekli w poszukiwaniu dla siebie lepszego miejsca do życia. 

 Dom to portret Ameryki z lat pięćdziesiątych. Książka osadzona jest w środowisku osób czarnoskórych i skupia się głównie na relacjach rodzinnych przedstawionych na tle ówczesnych warunków społecznych. Codziennością obok niedostatku jest tu przemoc, wyzysk i rasizm. Brak tu epatowania okrucieństwem, ale brutalność rzeczywistości pokazana jest dobitnie. Stany Zjednoczone to miejsce pełne agresji i bezprawia skierowanego w stronę osób ciemnoskórych. To dla nich obcy dom. 
 
 Całość napisana jest prosto, oszczędnym i pięknym językiem, z jasnym przekazem dla czytelnika. Jest to jednak mistrzowska prostota pokazująca niuanse, dzięki czemu, udaje się przedstawić bardzo realistycznie obraz traumy wojennej, czy wiarygodnie pokazać dynamikę relacji między rodzeństwem: ktoś, kto kiedyś potrzebował wsparcia, staje się na tyle silny, by go teraz udzielić. Bratersko-siostrzana miłość jest dla obojga ratunkiem. Toni Morrison pokazuje ogromną biedę, mierzenie się, z którą tak wyczerpuje, że ludziom nie starcza już sił na troskę o najbliższych. Przedstawia, jak ten brak opieki rodzicielskiej, nasiąkanie powszechnie występującą przemocą, fundamentalnie wpływa na życie dzieci. W dzieciństwie rodzeństwo znajdowało oparcie tylko w sobie nawzajem, podobnie dzieje się w dorosłym życiu. Ta więź daje siłę, aby poradzić sobie z dręczącymi wspomnieniami wojny, podjąć próbę odzyskania siebie i swojej godności. Jak stwierdza Frank: Kim jestem bez niej - tej niedożywionej dziewczynki o smutnych wyczekujących oczach? Za nią pierwszą wziąłem na siebie odpowiedzialność. Gdzieś głęboko w niej tkwił mój sekretny obraz samego siebie - silnego i dobrego. 
 
  Na drugim planie powieści na uwagę zasługuje krąg kobiet z rodzinnej miejscowości Franka i Cee, świetnie sportretowany jako zbiorowość. Brały odpowiedzialność za własne życie, za każdą rzecz, każdą istotę, która potrzebowała ich pomocy. Brak zdrowego rozsądku u innych irytował je, ale nie dziwił. Udzielona przez te kobiety pomoc jest bardzo cenna. Jest ofiarowaniem ogromnego wsparcia, zwłaszcza Cee. Jednak to przede wszystkim więź między rodzeństwem daje im obojgu siłę, by pogrzebać tragiczną przeszłość i wziąć odpowiedzialność za własne życie. Ruszyć dalej i żyć, najlepiej jak się da. Dom bowiem to też książka o postanowieniu, że będzie się samodzielnie decydować o własnym losie, czyli po prostu o stawaniu się wolnym człowiekiem.