Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura południowoafrykańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura południowoafrykańska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 grudnia 2023

Podsumowanie (4) - 10 ulubionych powieści

Jednym z głównych założeń mojego bloga jest pisanie o książkach, które mi się podobają, zachwycają, które uważam za bardzo dobre i godne polecenia. Czytam też przeważnie powieści, więc przy pisaniu poniższego wpisu trochę pożałowałam mojego pomysłu sprzed paru dni wybrania dziesięciu ulubionych książek, bo wybór okazał się trudny i wiele pozycji skreśliłam z pierwszej wersji tej listy bardzo niechętnie. Powstał zestaw książek szczególnie mi bliskich, ale zdaję sobie sprawę, że innego dnia zadecydowałabym inaczej. 
Książki zamieszczone są w kolejności alfabetycznej według nazwisk autorów. 
 
1.
Odpływ Lars Saabye Christensen
To zachwycająca powieść o dorastaniu, o pewnych pamiętnych wakacjach na norweskiej wyspie w lipcu 1969 roku, kiedy ludzie pierwszy raz lądowali na Księżycu, opowiedziana z perspektywy dorosłego mężczyzny usiłującego pogodzić się ze stratą.
 
2.
Piranesi Susanna Clarke 
Niewielka książka z gatunku fantastyki. Najbardziej fascynujące jest w niej to, jak dużo przestrzeni i wolności zostawia ona czytelnikowi na snucie własnych skojarzeń i refleksji. Czytanie tej powieści przypomina w pewien sposób leżenie na łące i patrzenie w niebo na płynące chmury.
 
3.
Ze wszystkich znanych mi utworów tego autora, ta powieść zrobiła na mnie największe wrażenie. Opowiada o wyborze radykalnej wolności. W obronie przed wojną i zniewoleniem, jakie ona niesie,  Michaela K. decyduje się na ekstremalny powrót do natury. Jest artystą ucieczek wymykającym się z wszelkich wiezień, kimś, kto odmawia istnienia we wspólnocie ludzkiej.
 
4.
Siddhartha Hermann Hesse 
Wielka pochwała indywidualizmu i poszukiwania prawdy. Książka będąca rodzajem ogromnie poruszającej medytacji nad życiem, której poszczególne rozdziały będą oddziaływać na czytelnika z odmienną intensywnością zależnie od jego osobistych doświadczeń. 
 
5.
Układ okresowy Primo Levi
Ten utwór wymyka się klasyfikacji, a jednak ze względu na wybitne walory literackie - najbliższy jest chyba powieści. I to powieści przepełnionej głębokim humanizmem, jakkolwiek by to banalnie zabrzmiało. Pokazuje relacje między nauką a życiem. Przyznano jej także tytuł najlepszej książki naukowej, jaka powstała (proszę sobie obejrzeć listę książek, jakie pokonała w konkursie, w którym zdobyła to miano). 
 
6.
Tylko Beatrycze Teodor Parnicki 
Powieść dziejąca się w średniowieczu (początek XIV wieku) i opowiadająca nie tylko o wydarzeniach historycznych, ale będąca także refleksją nad dochodzeniem do prawdy historycznej. Bardzo gęsta i eksperymentalna proza. Dziwna i piękna w swojej złożoności. Osnuta wokół zakończenia wiersza Lechonia, będącego też mottem książki: Nie ma nieba ni ziemi, otchłani ni piekła, Jest tylko Beatrycze. I właśnie jej nie ma. 
 
7.
Franny i Zooey J. D. Salinger
Niewielka książka opowiadająca o szukaniu poczucia sensu w życiu. Pozbawiona akcji, składająca się z długich rozmów, z których te najważniejsze toczą się między rodzeństwem Franny i Zooeyem. 
 
8. 
Grona gniewu John Steinbeck
Powieść opowiadająca o kryzysie lat trzydziestych ubiegłego wieku, o biedzie, bezsilności, ale też o małych i wielkich gestach ludzkiej solidarności. Określenie wielka amerykańska powieść drogi pasuje tu idealnie. 

9.
Matei Brunul Lucian Dan Teodorovici 
Książka o Rumunii lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Autorowi, dzięki temu, że główny bohater jego powieści jest lalkarzem, udaje się fenomenalnie pokazać, z jednej strony istotę dyktatury, z drugiej, że sztuka jest czymś, co pozwala radzić sobie ze skrajnie trudną rzeczywistością. 
 
10.
Pałac lodowy Tarjei Vesaas  
Mroczna, piękna i smutna historia o stracie i żałobie opowiedziana za pomocą zimowych, poetyckich obrazów.

niedziela, 18 listopada 2018

"Czekając na barbarzyńców", J. M. Coetzee

Co nam uniemożliwia życie zgodnie z prawami natury, podobne do tego, jakie ryby wiodą w wodzie, ptaki w powietrzu, czy dzieci? Wszystkiemu winne Imperium! To Imperium wymyśliło historię. Imperium za podstawę swego istnienia uznało nie spokojnie toczący się czas według powracających pór roku, ale szarpiący bieg wzlotów i upadków, początku i końca, katastrofy. Imperium samo siebie skazuje na obracanie koła historii i jednocześnie knuje przeciwko niej. Tylko jedna myśl absorbuje ograniczony rozum Imperium: jak przedłużyć okres swego panowania. Jest podstępne i bezlitosne, węszące krew psy rozsyła na cztery strony świata. Nocą karmi się obrazami nieszczęścia: plądrowanie miast, niewolenie ludności, stosy kości, spustoszone hektary ziemi - oto jego sny. 

W Czekając na barbarzyńców swoją historię opowiada bezimienny Sędzia rządzący nienazwanym, leżącym na skraju Imperium miastem, gdzie rytm życia wyznaczają pory roku. Pewnego dnia jednak ta spokojna egzystencja się kończy. Przyjeżdża ze stolicy, z wydziału specjalnego, pułkownik Joll. Twierdzi on, że rdzeni mieszkańcy tego obszaru, zwani barbarzyńcami, zagrażają istnieniu Imperium i najlepszą metodą obrony przed ich nadchodzącą inwazją jest atak. Wojska więc zostają wysłane w głąb terytorium. Ku przerażeniu Sędziego, żołnierze powracają ze schwytanymi przypadkowymi, barbarzyńskimi wieśniakami, których pułkownik Joll każe torturować. Sędzia staje przed dylematem, czy godzić się na to bestialstwo.

Coetzee osadzając swoją opowieść w nieokreślonym czasie i miejscu, nadaje przedstawianym wydarzeniom uniwersalny wymiar. Staje się ona opisem zła tkwiącego zarówno w instytucjach państwowych, jak i w samych ludziach. Wielkość Imperium buduje się używając przemocy a władzę sprawuje się najłatwiej na strachu przed obcymi. Chwiejące się państwo, a może tylko rządzących zagrożonych utratą panowania, łatwo podeprzeć, stwarzając albo wyolbrzymiając niebezpieczeństwo. Dowodów na to, że barbarzyńcy szykują się do najazdu nie ma lub są bardzo nikłe. Jednak: Ci ludzie zawsze są jakimś rozwiązaniem, bo można odwołując się do podziału "my i obcy", wzbudzając pogardę dla innego, uruchamiając, tkwiące w tak zwanym cywilizowanym człowieku, barbarzyństwo, wzmocnić swoją władzę.

Opór wobec barbarzyństwa jest czymś rzadkim (przeważnie to tylko jednostki protestują, najczęstsza jest obojętność). Skąd się bierze jest równie niejasne, jak przedstawiona w książce relacja Sędziego z barbarzyńską, okaleczoną dziewczyną. Czy ten dziwny związek jest formą dalszego zniewolenia drugiego człowieka pod pozorem niesienia mu pomocy? Leczeniem własnych wyrzutów sumienia? Lustrem, w którym ogląda się skutki braku sprzeciwu, następstwa własnej bezczynności? Faktem jest, że dopiero pod odwiezieniu dziewczyny jej ludowi i tym samym jej uwolnieniu, Sędzia wybiera otwarte przeciwstawienie się pułkownikowi Jollowi. Może więc opór bierze się z poczucia więzi.

Coetzee pokazuje dobitnie, że ceną za niezgodę na barbarzyństwo jest poczucie dojmującej samotności i cierpienie, które staje się udziałem Sędziego, i które, autor nie pozostawia złudzeń, jest oddarte z godności. W moim cierpieniu nie ma nic wzbudzającego szacunek. W tym, co nazywam cierpieniem, nawet ból jest znikomą cząstką. Moje życie zostało zredukowane do troski o najbardziej podstawowe potrzeby ciała: o coś do picia, o zmniejszenie bólu czy też znalezienie takiej pozycji, w której najmniej go odczuwam. Nie można jednak postąpić inaczej, bo sprzeciw jest wyrazem zyskanej samoświadomości:


Nie byłem bowiem, choć lubiłem w ten sposób o sobie myśleć, uganiającym się za miłosnymi przygodami kochankiem, przeciwieństwem zimnego, surowego pułkownika. Ja reprezentowałem kłamstwa, które Imperium w siebie wmawia w czasach spokojnych, on prawdę, którą Imperium głosi, kiedy coś się święci. Dwie strony medalu rządów Imperium, ani mniej, ani więcej. (...) "Cierpliwości, lada dzień on sobie pójdzie, lada dzień wróci spokój: nasze sjesty wydłużą się jeszcze bardziej, a rdza pokryje szable jeszcze grubszą warstwą, wartownicy będą się przemykali ukradkiem po schodach wieży, żeby przespać noc u boku żony, zaprawa murarska będzie się z wolna wykruszać, aż między cegłami zalęgną się jaszczurki, z dzwonnicy wyfruwać będą sowy, linia znacząca na mapie granicę Imperium będzie coraz mniej wyraźna, zacznie się zacierać i w końcu, na szczęście o nas zapomną". W ten sposób zwodziłem samego siebie, kiedy brałem kolejny fałszywy zakręt na drodze, która wydając się słuszna, doprowadziła mnie do samego środka labiryntu.
 
Czekając na barbarzyńców jest znakomitym obrazem społeczeństwa żyjącego w strachu podsycanym przez władzę, w którym tylko jednostki potrafią przeciwstawić się terrorowi.

wtorek, 21 lipca 2015

"Życie i czasy Michaela K.", J. M. Coetzee



Jest jak kamień, jak kamyk, który leżał sobie spokojnie, nikomu nie wadząc, od zarania czasu, a teraz ktoś go nagle podniósł i przerzuca niedbale z ręki do ręki. Mały twardy kamień, ledwo świadom swojego otoczenia, zatopiony w samym sobie i we własnym życiu wewnętrznym. Przelatuje przez te zakłady, obozy, szpitale i Bóg wie co jeszcze niczym kamień. Przez kiszki wojny. Nie rodząca i nie narodzona istota. 

Tekst powyżej to jedna z wielu charakterystyk tytułowego bohatera  Życia i czasów Michaela K. Coetzeego. Akcja utworu toczy się w targanej wojną domową Republice Południowej Afryki. Michaela K. poznajemy, gdy wraz z chorą matką próbuje opuścić Kapsztad, by osiąść w jej rodzinnych stronach. Nie jest to łatwe, bo Michael wydaje się bezbronny wobec świata. Ma zajęczą wargę, jest prawie niemową, traktowany przez innych, jako głupek, bez pieniędzy, dokumentów, środków transportu, z uporem pcha sklecony wózek z matką. Po jej śmierci osiada na pozostałościach farmy próbując uprawiać ziemię. Zawracany z drogi, łapany, osadzany w areszcie, obozie pracy przymusowej, szpitalu uparcie ucieka i powraca na kawałek ziemi, który uznał za swój. Na pytanie, dlaczego tak się upiera przy tym zajęciu pada odpowiedź:
 ponieważ dostatecznie wielu ludzi poszło na wojnę mówiąc, że na ogródki przyjdzie czas wtedy, kiedy wojna się skończy; a tymczasem ktoś musi pozostać w tyle i nie dać umrzeć ogródkom, a przynajmniej samej idei ogródka. Bo kiedy raz się zerwie tę nić, ziemia stwardnieje i zapomni o swoich dzieciach. Oto dlaczego.

Spokojne uprawianie roślin jest jednak niemożliwe w kraju, który z powodu wojny stał się obozem pogrodzonym drutami. Aby przeżyć w takich czasach człowiek musi być gotów żyć jak zwierzę.(...) Musi żyć tak, by jego życie nie zostawiało śladów. W obronie przed wojną i zniewoleniem, jakie ona niesie, wyborem Michaela K. jest ekstremalny powrót do natury. Trudno określić, czy to jest to jednoosobowa próba, oczywiście niemożliwa, powrotu do czasu sprzed historii, do pradawnego raju, czy zachodzi proces stawania się kimś pierwotnym, czy też wręcz kafkowska zamiana w zwierzę. A może poprzez zbliżenie się do ziemi chodzi o stanie się niedostrzegalnym, kimś dobrze ukrytym, kimś, kogo nie można odnaleźć, kimś, kto nie pozostawia śladów:
 Uważał się nie za coś ciężkiego, co pozostawia za sobą ślady, lecz najwyżej za pyłek na powierzchni ziemi nazbyt głęboko uśpionej, by zauważyć draśnięcie mrówczej nogi, zgrzyt szczęk motyla, wirowanie kurzu.

Wolność, którą wybiera główny bohater, ociera się prawie o wyzbycie się tego, co ludzkie. Michael odmawia wszystkiego, nie potrzebuje kontaktu z ludźmi, słów, jego ciało odrzuca jedzenie. Jego sprzeciw wobec wojny jest radykalny i jednocześnie szczególny. Bo bunt nie oznacza świadomego nieposłuszeństwa, ale fizyczną wręcz niezdolność do podporządkowania się.
 Z upływem czasu zacząłem pomału dostrzegać oryginalność twojego oporu. Ani nie byłeś bohaterem, ani go nie udawałeś, nawet bohatera głodówki. W gruncie rzeczy wcale się nie opierałeś. Kiedy kazaliśmy ci skoczyć, skoczyłeś. Gdy kazaliśmy ci skoczyć drugi raz, skoczyłeś znowu. Ale kiedy kazaliśmy ci skoczyć po raz trzeci, nie posłuchałeś, tylko padłeś jak długi; wówczas zobaczyliśmy wszyscy, zobaczyli nawet ci najbardziej zatwardziali z nas, że zawiodłeś, bo wyczerpałeś wszystkie zasoby posłuszeństwa. 

To słowa drugiego bohatera powieści - lekarza ze szpitala w obozie zamkniętym, którego Michael fascynuje. Po ucieczce swojego pacjenta pozostaje mu zrozumienie kim był i poczucie, że tak dłużej już nie może żyć, ale że jednocześnie ucieczka jest niemożliwa. Próbę dogonienia uciekającego Michaela można przeżyć tylko w wyobraźni. I nawet wtedy jest to wysiłek daremny, bo tylko Michael zna drogę do świętego i kuszącego ogrodu, który rozkwita w sercu pustyni i rodzi strawę życia. My wszyscy wypadliśmy poza krawędź do kotła historii (...).
Okładka książki Życie i czasy Michaela K.

_______________
Wpis powstał w ramach wyzwania: Pod hasłem (edycja lipcowa: Po trzykroć)