Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura rosyjska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura rosyjska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 czerwca 2023

12 najlepszych powieści pierwszego półrocza 2023 roku


 

Przeważnie wybieram kilka najlepszych książek w pierwszym półroczu danego roku, ale ponieważ pierwsza połowa 2023 obfitowała w dobre lektury podzieliłam je na cztery kategorie, czy też bawiąc się w ranking na cztery miejsca obejmujące po kilka książek. W ramach danej kategorii kolejność jest przypadkowa. Większość pozycji ma swoje osobne wpisy. Linki do nich znajdują się w tytułach.  


Pierwsze miejsce
 
 Najlepszymi książkami, które przeczytałam w pierwszym półroczu były wstrząsające powieści poruszające temat wojny, totalitaryzmu, dyktatury. Są to dzieła literacko wybitne, które czyta się ze ściśniętym gardłem. Na równi postawiłabym na pierwszym miejscu trzy. Odrobinę ustępuje im Żyć, książka także znakomita, która jednak troszkę słabiej zapadła mi w pamięć.
 
Chleb rzucony umarłym Bogdan Wojdowski. Wróciłam do tej książki po paru latach. Powtórna lektura okazała się równie poruszająca jak pierwsza. Jest to powieść częściowo autobiograficzna oparta o wspomnienia autora z dzieciństwa spędzonego w getcie warszawskim. Niezwykła dziecięca perspektywa, język - oszczędny i zarazem poetycki, z wielką wnikliwością przedstawione portrety ludzi postawionych w sytuacjach ostatecznych przesądzają o wybitności tej książki. Daje ona wiarygodny obraz życia w getcie od postawienia muru do akcji likwidacyjnej w lipcu 1942 roku. 

Matei Brunul Lucian Dan Teodorovici. Opowieść o rumuńskiej dyktaturze w czasach stalinowskich, której ofiarą jest tytułowy Matei Brunul, lalkarz. Pomysł, żeby głównego bohatera obdarzyć właśnie takim zawodem i pasją teatralną, nie mówiąc już o tym, że marionetka sama w sobie jest nośną metaforą kontroli, sprawia, że ta książka w niezwykły sposób pokazuje komunistyczny system zniewolenia jednostki.

Wszystko płynie Wasilij Grossman. Obraz Związku Radzieckiego lat pięćdziesiątych widziany oczyma byłego więźnia, wypuszczonego na fali odwilży Chruszczowa po trzydziestu latach łagru, będący jednocześnie rozliczeniem okresu leninizmu i stalinizmu. Wstrząsające pokazanie Wielkiego głodu na Ukrainie, życia w obozach koncentracyjnych, terroru. Rzecz wybitna, mówiąca o niewoli i codziennym funkcjonowaniu w państwie totalitarnym, pokazująca jak cenna jest ludzka wolność.
 
O książce pisał też obszernie i wnikliwie Ambrose'y na blogu Klub A+A - link
 
Żyć! Yu Hua. Przetaczająca się przez Chiny wojna domowa, rządy komunistów, a następnie rewolucja kulturalna Mao dotyka swoimi konsekwencjami zwykłą, wiejską rodzinę z dwójką dzieci. Ich losy są tragiczne, ale ujmująca jest w tej opowieści wola przetrwania i opis uczuć łączących członków rodziny. 

 
Drugie miejsce
 
Schron przeciwczasowy  Georgi Gospodinow. Książka niezwykła, będąca gdzieś na pograniczu powieści i eseju, mozaika złożona z wielu pojedynczych historii, refleksji, przywoływanych smaków, zapachów, obrazów z przeszłości, cytatów literackich. Rzecz napisana bardzo kunsztownie, z wyraźnym wątkiem polityczno-społecznym, a będąca rozważaniami na temat czasu, przemijania, nostalgii za przeszłością, ważności pamięci. Dopóki pamiętasz, trzymasz przeszłość z boku. To jakbyś nocą rozpalił ognisko pośrodku lasu. Wokół przyczaiły się demony i wilki, bestie przeszłości zacieśniają krąg, ale jeszcze nie mają śmiałości się zbliżyć. Alegoria jest prosta. Dopóki płonie ogień pamięci, masz władzę. Gdy tylko zacznie dogasać, wycie stanie się głośniejsze i bestie podejdą bliżej. Wataha przeszłości. Im mniej pamięci, tym więcej przeszłości.

 
Trzecie miejsce
 
Są tu powieści głównie skupione na relacjach rodzinnych i/lub przyjacielskich. Wszystkie znakomite, mimo drobnych wad, czy też cech charakterystycznych, które mogą sprawić, że nie dla wszystkich będą porywającą lekturą. Obiektywnie rzecz biorąc, tylko ostatnia pozycja w tej kategorii, należąca do klasyki literatury, brzydko się zestarzała pod pewnym względem, ale jej zalety przeważają nad tym mankamentem. 

Ballada o lutniku  Wiktor Paskow. Druga pozycja z literatury bułgarskiej na tej liście. Krótka, poruszająca, napisana poetyckim językiem historia, będąca afirmacją sztuki, zwłaszcza muzyki. Akcja rozgrywa się w komunistycznej Sofii i opowiada o niezwykłej przyjaźni chłopca i starego mistrza lutnictwa, który robi swoje ostatnie skrzypce w życiu.

Dom Toni Morrison. Książka noblistki przedstawia obraz Ameryki z lat pięćdziesiątych z punktu widzenia osób czarnoskórych. Codziennością jest tu bieda, wyzysk i rasizm. Powieść skupia się na relacjach rodzinnych, głównie między rodzeństwem, bratem a jego młodszą siostrą, którzy są dla siebie wzajemnie oparciem. Ich więź pozwala obojgu pogrzebać tragiczną przeszłość i wziąć odpowiedzialność za swoje życie.
 
Ostatni wywiad  Eshkol Nevo. Ciepła, czuła, smutna powieść o pisarzu w średnim wieku pogrążonym w kryzysie życiowym i twórczym, który zamiast pisać następną swoją książkę, odpowiada na pytania przesłane przez internautów z portalu literackiego. Są tu ogromnie fascynująco pokazane skomplikowane relacje między literaturą a życiem. W tle zaś świetny obraz współczesnego Izraela z wszystkimi jego problemami. 

Sedno rzeczy Sōseki Natsume. Japońska klasyczna powieść z początku XX wieku kreśląca bardzo wnikliwe, pogłębione portrety psychologiczne bohaterów. Narrator, student z uniwersytetu w Tokio opowiada o swojej przyjaźni ze starszym mężczyzną, którego usiłuje zrozumieć, a zwłaszcza dociec przyczyn samotności, wybranej dobrowolnie przez tego ostatniego.  

Grek Zorba Nikos Kazantzakis  - Oczywiście, że można prosić postać literacką o radę. To tylko kwestia tego, na ile jesteś skłonny zawiesić nieufność - twierdzi pisarz z Ostatniego wywiadu i dopowiada: Od czasu do czasu, gdy znalazłem się na rozdrożach życia, konsultowałem się z nim. Z nim, czyli z Zorbą. Grek Zorba jest niewątpliwie fascynującą postacią, pełną współczucia dla innych i życiowej mądrości wynikającej z przeżytego cierpienia. To człowiek, który intensywnie, całym sobą żyje tu i teraz. Na pytanie: Co to znaczy żyć? - odpowiada: Szukać guza. I dodaje: Siedzi we mnie diabeł i krzyczy, a ja robię co mi każe. Kiedy tylko zaczynam się dusić, wrzeszczy: "Tańcz" I tańczę. Powieść Nikosa Kazantzakisa, oprócz portretu głównej postaci, ma jeszcze kilka zalet, między innymi, piękne, sensualne opisy Grecji, ale trzeba sobie powiedzieć szczerze, że trudno się czyta momentami tę bardzo dobrą książkę, z powodu dużej dawki mizogini, w niej zawartej, co pewnie kiedyś nie raziło, tak jak teraz. 

 
Czwarte miejsce

Do tej kategorii zaliczyłam dwie bardzo dobre powieści historyczne dziejące się w wieku XV. Obie świetnie napisane i mimo swoich niewielkich wad ogromnie wciągające. 
 
 Segretario Maciej Hen. Powieść o młodej kobiecie, imieniem Gredechin, która chcąc zdobyć wykształcenie, musi przekroczyć ograniczenia związane z własną płcią. W męskim przebraniu studiuje więc medycynę na Akademii Krakowskiej. Książka ma formę dwunastu listów, które w roku 1496 Gredechin wysyła do swojej przyjaciółki z lat dziecinnych. Epistolarna forma powieści świetnie się sprawdzająca przy pokazywaniu uczuć, wewnętrznych przeżyć, mniej przekonująco wypada w przedstawianiu dramatycznych wydarzeń, zwłaszcza dziejących się daleko od Krakowa. Za to tam, gdzie powieść ma bawić, bawi znakomicie swoją lekką, niekiedy wręcz frywolną narracją, dowcipem, mrugnięciem oka do czytelnika. 
 
O tej książce bardziej entuzjastyczne recenzje niż moja ukazały się na blogach: Za okładki płotem (link) i Zacofany w lekturze (link).
 
Trylogia husycka Andrzej Sapkowski Dziejący się w czasie wojen husyckich (1419 -1431) na Śląsku przygodowy cykl powieściowy przeznaczony jest bardziej dla miłośników historii niż fantastyki, chociaż ta ostatnia też występuje w nim obficie. Jak zawsze u Sapkowskiego, nie brakuje w książce humoru, licznych, pełnokrwistych, budzących żywe emocje postaci, niekoniecznie ludzi, choć niestety główny bohater, Reinmar z Bielawy parający się medycyną i magią, wypada troszkę słabiej niż pozostali. Ponieważ Sapkowski jest raczej mistrzem krótkiej formy, więc poszczególne wątki czy sceny wypadają w trylogii ciut lepiej niż całość. Ta zaś stanowi bardzo wiarygodny obraz wojny religijnej. 
 
Recenzje dwóch pierwszych części Trylogii husyckiej ukazały również się na blogu unSerious.pl: Narrenturm (link) i Boży bojownicy (link).

poniedziałek, 26 czerwca 2023

"Wszystko płynie" Wasilij Grossman


 Wolność żyła dlatego, że ludzie wciąż pozostawali ludźmi.
 
Wszystko płynie
Wasilija Grossmana powstało w latach 1955 - 1963. Książka doczekała się pierwszej publikacji w roku 1970 za granicą, już po śmierci autora. W Rosji ukazała się drukiem dopiero w 1989 roku. Jest wstrząsającym oskarżeniem totalitaryzmu sowieckiego. Rzecz dzieje się w czasach Chruszczowa i opowiada o życiu Iwana Grigorjewicza, który za wystąpienie przeciw dyktaturze na uniwersytecie trafił do łagru. Po trzydziestu latach tam spędzonych, na fali odwilży, został wypuszczony na wolność. Jego losy, obserwacje, przemyślenia są ramą spajającą całość książki. Jest ona bardzo bogata w treść, zawiera, między innymi, duże fragmenty będące właściwie szkicami eseistycznymi. Mimo to czyta się ją jednym tchem, bo jest przejmującą, przenikliwą, prosto napisaną analizą leninizmu i stalinizmu, dodatkowo pokazującą obraz Związku Radzieckiego pod koniec lat pięćdziesiątych.
 
 Przede wszystkim dzieło Grossmana doskonale ukazuje działanie mechanizmu totalitarnego państwa wciągającego jednostki w swoje tryby i stawiającego je albo po stronie ofiar, albo katów. Powieść robi to na dwóch planach: jednostkowym, o czym dalej, i ogólnym, na przykład: znajduje się tu rozdział jakże znamiennie opowiadający o rodzajach Judaszy, a będący studium motywów uległości wobec sowieckiego państwa. Nie brakuje w książce rozważań na temat rewolucji pożerającej własne dzieci, czy fragmentów wprost, z bezpardonową ostrością rozliczających Lenina i Stalina za stworzenie totalitarnej dyktatury, czy wreszcie historiozoficznych refleksji nad dziejami Rosji z gorzkim podsumowaniem: Rosja widziała wiele wielkich rzeczy w ciągu tysiąca lat swoich dziejów (...) Jednego tylko nie widziała Rosja przez tysiąc lat - wolności. Zwłaszcza rozdziały poświęcone Leninowi musiały w latach sześćdziesiątych brzmieć wyjątkowo mocno. Budowanie przez tego ostatniego sprawnego państwa, które miało być wcieleniem idei komunizmu z pominięciem ludzkiej wolności, a za pomocą nieludzkiego terroru spowodowało paradoks: aby obalić coś, co było niewolą, zbudowano system równie, lub jeszcze bardziej niż Rosja oparty na poddaństwie. Lenin pokazany jest w książce jako wytwór i dziedzic tej historycznie przez wieki ukształtowanej niewoli. Stalin zaś to prawowierny kontynuator leninizmu, którego śmierć nie zmieniła zasadniczo fundamentów ustroju. Państwo pozbawione wolności (...) założył Lenin, zbudował je Stalin. I oto nadszedł trzeci etap - zbudowane państwo niewoli zostało oddane do użytku. 
 
 Na planie jednostkowym dla pokazania mechanizmu działania totalitaryzmu najważniejsze wydają się dwie rozmowy. Pierwsza to spotkanie po latach Iwana z jego kuzynem Nikołajem Adrejewiczowem, szanowanym naukowcem. Ta konfrontacja służy do pokazania człowieka przyzwoitego, który ze strachu, posłuszeństwa, w imię wygody głosował, jak mu kazano i potępiał kogo mu wskazano. I gdy ogłoszono raport Chruszczowa zaczyna się martwić, iż okaże się, że nie wszechmocne, bezgrzeszne państwo bierze na siebie wszystko co zaszło, że odpowiadać wypada jemu, Nikołajowi Adrejewiczowi, a on przecież nie wątpił, on na wszystko głosował i wszystko podpisywał (...) odzywał się w nim gorzki, przeszywający żal do państwa - czemu, czemu się przyznawało! Lepiej było milczeć! Nie miało prawa się przyznać, niechby wszystko zostało po staremu. 
 
 Druga rozmowa jest przedstawieniem, chyba pierwszym w literaturze rosyjskiej, Wielkiego głodu na Ukrainie celowo wywołanego przez władze radzieckie. Jest to wstrząsający portret zbiorowy ludzi miażdżonych przez państwo, w którym jest też miejsce na opis indywidualnych przypadków, jak na przykład Wasilija Timofiejewicza, który odmawia sobie odrobiny jedzenia, aby jego rodzina mogła żyć choć trochę dłużej. Inną, przerażającą historią są losy Maszy Lubimowej, młodej kobiety skazanej na łagier za to, że nie doniosła na męża, zwłaszcza gdy sobie uświadomić, że takich Maszy były tysiące. O Hołomodorze opowiada Iwanowi Anna Siergiejewna, aktywistka partyjna na Ukrainie. Jej opowieść jest pokazaniem siły propagandy radzieckiej odczłowieczającej ofiary, a zarazem stanowi oskarżenie pod adresem Związku Radzieckiego, w którym zrównuje się go z hitlerowskimi Niemcami: Przypominam sobie teraz rozkułaczanie i inaczej wszystko widzę, nie jestem już zamroczona, ludzi zobaczyłam. Dlaczego taka byłam jak z lodu? Przecież ludzie się okropnie męczyli. Straszne rzeczy tym ludziom robiono! A ja mówiłam: "To nie ludzie, to kułactwo". Przypominam to sobie, przypominam sobie to wszystko i zachodzę w głowę - kto też takie słowo wymyślił "kułactwo"? Czyżby Lenin? (...) Żeby ich zabić, trzeba było ogłosić: "Kułacy to nie ludzie" Niemcy tak samo mówili "Żydzi to nie ludzie" Tak samo i Lenin, i Stalin: "Kułacy to nie ludzie". To nieprawda! (...) To zaczęłam rozumieć Wszyscy są ludźmi!
 
 Wszystko płynie Grossmana jest książką wybitną, poruszającą w sposób kompleksowy i przejmujący wiele tematów, przede wszystkim zaś mówiącą o wolności, zniewoleniu i codziennym funkcjonowaniu w totalitarnym państwie. Ma głęboko humanistyczne przesłanie, pokazujące, że pomimo, iż totalitarna wiara, że wszystko jest możliwe doprowadziła do zbrodni przekraczających ludzkie wyobrażenie, do triumfu potęgi państwa nad jednostką, to są miejsca, szczeliny, gdzie można znaleźć nadzieję.

czwartek, 9 lutego 2023

"Kąpiel w stawie podczas deszczu" George Saunders

 

 W swoim zbiorze tekstów George Saunders zaprasza do uważnego przeczytania siedmiu opowiadań z klasyki literatury rosyjskiej. Znalazły się tutaj dwa utwory Tołstoja, trzy Czechowa, po jednym Turgieniewa i Gogola. Pełny tytuł razem z przypisem brzmi - Kąpiel w stawie podczas deszczu, w trakcie której czterech Rosjan prowadzi warsztaty pisania, czytania i życia - i sporo wyjaśnia w sprawie treści książki. Została ona napisana na podstawie prowadzonego przez Saudersa uniwersyteckiego kursu dla pisarzy. Nie jest jednak przeznaczona wyłącznie dla osób, które już piszą i starają się robić to lepiej, ale także dla szerokiego grona czytelników, chcących czytać bardziej wnikliwie i wszechstronnie. 

 Układ książki jest następujący: najpierw zamieszczone jest całe opowiadanie (w jednym przypadku kolejne fragmenty), potem jego omówienie. Saunders zachęca, aby w czasie lektury utworu zadawać sobie pytania, co nas porusza, w którym miejscu jesteśmy najbardziej zainteresowani, a może znudzeni lub rozzłoszczeni, bo twierdzi, że wszelka analiza powinna zacząć się od autentycznej reakcji. Opowiada on też o własnych odczuciach i emocjach, ale przede wszystkim pokazuje strukturę danego utworu od podszewki. Jego opis, w gruncie rzeczy, skupiony jest na sprawach technicznych: konstrukcji i działaniu danych zabiegów literackich. Przedstawia wszystkie mechanizmy narracji, które sprawiają, że dane opowiadanie jest tak bardzo wyjątkowe. Są tu też ćwiczenia i konkretne porady dla przyszłych pisarzy, ale w głównej mierze autorowi chodzi o zwiększenie świadomości pisarskiej i o pomoc w odnalezieniu własnego indywidualnego głosu w literaturze.

 Wydaje się, że ta książka jest bardzo przydatna dla osób chcących tworzyć prozę, zwłaszcza jej krótką formę, ale najlepiej ocenią to zainteresowani. Dla zwykłych czytelników będzie to fascynująca pozycja pod warunkiem, że lubią szczegółową analizę tekstu. Jakość przemyśleń, refleksji Saundersa sprawia, że zaczyna się inaczej myśleć o tym, co się czyta. Prezentuje on mistrzostwo rosyjskich klasyków, ich umiejętność kreowania świata, wyjątkową wrażliwość w pokazywaniu ludzi. Nie jest jednak bezkrytyczny w stosunku do tych opowiadań, przedstawia ich mankamenty i przekonuje, że są świetne mimo swoich wad, albo czasami dzięki nim. Wszystko to powiedziane jest jak najprościej, z pasją i poczuciem humoru. Nie należy się też martwić, że taka szczegółowa analiza i rozbieranie na kawałeczki (są tabelki i wykresy), odbierze tym utworom ich urok, wręcz przeciwnie: prowadzi do ich lepszego zrozumienia. Sekret kunsztu rosyjskich autorów, czyli ich umiejętność pokazania za pomocą literatury złożonej i pełnej sprzeczności rzeczywistości, nie daje się też do końca odsłonić. Pozostaje jakaś tkwiąca w tych opowiadaniach tajemnica. Dzięki zaś interpretacji Saundersa zaczynają lśnić, bo  wydobywa on na powierzchnię, między innymi: istniejących w nich głęboki humanizm:

 Napisano je, żeby skłaniać do namysłu, budzić sprzeciw, oburzać. A także, na swój skomplikowany sposób pocieszać. Kiedy zaczynamy je czytać - a w większości są to teksty apolityczne, dotyczące niepozornych, domowych spraw - myśl ta może wydawać się dziwna, ale jest to literatura sprzeciwu (...) Bunt w tych opowiadaniach jest cichy i zawoalowany i wyrasta z najradykalniejszej bodaj myśli na świecie, mianowicie takiej, że każdy człowiek zasługuje na uwagę oraz że źródła wszelkich dobrych i złych postępków na ziemi można dostrzec, obserwując jedną, choćby najskromniejszą osobę i ruch jej myśli. 

 Kąpiel w stawie podczas deszczu jest pasjonującą książką wyrastającą z wiary w literaturę. George Saunders twierdzi, że ta część umysłu, która czyta opowiadanie, jest zarazem częścią czytającą świat - może nas zwodzić, ale możemy ją trenować [za pomocą lektury] (...) i wówczas przemieni nas ona w dociekliwszych, ciekawszych, uważniejszych czytelników rzeczywistości. Jednak jego wiara w literaturę nie jest pozbawiona wątpliwości. Wręcz przeciwnie. Cały rozdział Saunders poświęca pytaniom, nie znajdując żadnych rozstrzygających odpowiedzi, a raczej podając argumenty przeciwne tezie, że literatura w jakikolwiek sposób oddziałuje na rzeczywistość, czy sprawia, że jest ona lepsza. Być może  wymyślanie racjonalnych argumentów za dobroczynnym działaniem prozy ma w gruncie rzeczy usprawiedliwić pracę pisarzy i ulubioną czynność niektórych ludzi, czyli czytanie, dzięki któremu intensywniej przeżywają swoje życie. Dla mnie ten ostatni powód jest wystarczający, Saunders idzie jednak dalej i wierzy, że proza: stopniowo zmienia stan czyjegoś umysłu. Tyle. Ale wiecie - ona naprawdę to robi. Zmiana jest ograniczona, lecz realna. I to nie jest nic. Nie jest wszystko, ale nie jest nic.

 _______

Należy bardzo docenić pracę redakcji i tłumacza (Krzysztof Umiński) przy wydawaniu tej książki. Polskie tłumaczenia rosyjskich opowiadań są przejrzane pod kątem fragmentów, które cytuje Saunders, ze względu na istniejące różnice między przekładami polskim i angielskim, i opatrzone w przypisy. 

 

środa, 10 listopada 2021

"Jesień w Kachetii", Bułat Okudżawa

Nagle przyszedł wieczór jesienny. I opadł na wzgórze.
Krwawy jastrząb
w liściach krwawych
jakby nurzał się w purpurze
Liście miały kształt dziwaczny -
ludzkiej twarzy owal,
opętany jakiś krojczy 
tak je uformował,
a zszywała je szwaczka
łobuzerska, swawolna...
Na żółciutkie
końce palców
opadały z wolna.
 
To właśnie listopad
gdy opada listowie.
Z liśćmi często tak bywa,
to tradycja jesieni.
I było w nich pół na pół
uśmiechu i cierpienia,
triumfu i więdnięcia,
zagłady i odnowy.
A bliziutko za progiem, 
pod samą izdebką
krążył, pląsał i tańcował
podchmielony ździebko
liść w pomyśle chybiony,
jesienny 
purpurowy...
O tej porze chmurny jastrząb wyrusza na łowy. 
 
 
______
Uprzejmie proszę, jeśli ktoś zna nazwisko tłumacza o podanie go w komentarzu.
 
Zdjęcia robione były pod koniec października na pamiątkę wyjątkowo pięknej w tym roku jesienni.


wtorek, 29 maja 2018

"Żyć nauczyłam się prosto i mądrze..." Anna Achmatowa


Żyć nauczyłam się prosto i mądrze,
Patrzeć na niebo, modlić się do Boga
I długo, długo chodzić o wieczorze,
By niepotrzebna ustąpiła trwoga.

Kiedy w wąwozie łopuch drży na wietrze,
Dygoce jarzębina drobnym ciałem,
Układam wtedy swe wesołe wiersze,
O życiu płonnym - płonnym i wspaniałym.

Do domu wracam. Liże moje dłonie
Puszysty kocur, sierść przymilnie zjeża.
W tataraku za jeziorem zorzą płonie
Ze świeżych belek ustawiona wieża.

Jedynie z rzadka rozdzierając ciszę,
Bocian na dachu wrzaśnie czy zapłacze.
I zdaje się, że nawet nie usłyszę
Jeżeli ty do drzwi mych zakołaczesz.

__________
Wiersz z roku 1912, tłumaczenie: Wiktor Woroszylski
Oryginał po rosyjsku do posłuchania
Źródło wiersza - internetowa strona Wywrota.pl 
Szkic Anny Achmatowej autorstwa Modiglianiego (1911)
Źródło: Wikipedia

czwartek, 30 listopada 2017

"Idiota", Fiodor Dostojewski

Są takie idee, wzniosłe idee, o których nie powinienem nigdy mówić, bo gdy tylko zacznę, z pewnością wszystkich rozśmieszę; (...) Nie mam przyzwoitego gestu, nie mam poczucia miary; moje słowa nie odpowiadają moim myślom, a to poniża owe myśli. I dlatego właśnie nie wolno mi... a ponadto jestem nieufny... chociaż jestem przekonany, że w tym domu nikt mię nie skrzywdzi i że wszyscy mnie tu lubią więcej, niż na to zasługuję, wiem jednak (wiem z całą pewnością), że po dwudziestu latach choroby z konieczności musiało coś pozostać i że trudno się ze mnie nie śmiać... czasami... prawda?

Tworząc głównego bohatera Idioty Dostojewski określił w jednym z listów swój cel: „Chodzi mianowicie o przedstawienie absolutnie doskonałego człowieka." Wydaje się, sądząc po licznych wzmiankach w tekście o Don Kichocie, że miał to być współczesny pisarzowi odpowiednik błędnego rycerza wcielający w życie idee nieobecne w jego otoczeniu, wbrew własnej śmieszności. Oczywiście, jak w przypadku każdej wielkiej powieści, jest to jedna z możliwych interpretacji. Ponadto Dostojewski obdarzył księcia Myszkina swoimi przekonaniami na temat religii, wyjątkowości Rosji, jej historycznego posłannictwa, wreszcie swoją chorobą, epilepsją. Odniesień do życia autora jest zresztą w tekście więcej, na przykład wstrząsająca opowieść o przeżyciach człowieka skazanego na karę śmierci, czego pisarz doświadczył osobiście, bo w 1849 roku był skazańcem stojącym przed plutonem egzekucyjnym, gdy nadeszła wiadomość o nadzwyczajnym złagodzeniu wyroku.

Akcja Idioty rozpoczyna się pod koniec listopada, kiedy po długim leczeniu w Szwajcarii, książę Myszkin wraca do Rosji. W pociągu poznaje swojego rówieśnika Rogożyna. Pierwsze spotkanie i już zarysowuje się między nimi przedmiot, a raczej podmiot, ich przyszłego sporu - piękną Nastasję Filipowną. Relacje tych trzech postaci stanowią główny nurt powieści. Trzymając się rzecznej metafory, "górą" natomiast szeroko rozlewa się opowieść, pełna pobocznych epizodów, wymagających od odbiorcy odrobinę cierpliwości. Czytelnik płynie więc od opisu jednej afery towarzyskiej do następnej poczynając od tego, co się wydarzyło w czasie urodzin Nastasji Filipowny, a kończąc na przyjęciu dla wyższych sfer wydanym przez rodziców Agłai Jepaczyn. W tych wszystkich skandalach książę Myszkin odgrywa rolę katalizatora. Jego prostolinijność i prawdomówność w zderzeniu z ogólnym rozgorączkowaniem, przewrażliwieniem jednych, egoizmem i pychą drugich daje wybuchową mieszankę. W wyrazie jego twarzy, a nawet pozycji ciała zawsze się jakoś uwydatniała naiwność, ta ufność, nie podejrzewająca ani drwiny, ani dowcipu. Ta dobroduszność nie oznacza bynajmniej, że książę nie dokonuje wnikliwego, trafniejszego niż inni, osądu sytuacji i osób. Niech przykładem będzie jego charakterystyka Nastasji Filipowny: bez ustanku krzyczy jak szalona, że nie uznaje żadnej swojej winy, że jest ofiarą ludzi, ofiarą rozpustnika i niegodziwca; ale cokolwiek by mówiła (...) ona pierwsza nie wierzy sobie i że przeciwnie, w swoim sumieniu jest najzupełniej przekonana, iż wina ... leży wyłącznie po jej stronie. Cóż z tego, kiedy rozum mówi jedno, a serce drugie i księciu bywa zazwyczaj bardzo smutno, że jest tak potwornie i złośliwie podejrzliwy w swoich ocenach otoczenia. Niedowierzanie własnym spostrzeżeniom można wytłumaczyć brakiem dojrzałości, doświadczenia życiowego, związanego ze stosunkowo młodym wiekiem (Myszkin ma dwadzieścia pięć lat), długim pobytem za granicą, izolacją społeczną wynikającą z choroby. Mimo tego, wcielanie swoich ideałów w życie na gruncie towarzyskim idzie rosyjskiemu Don Kichotowi całkiem nieźle. Przykro mu, że się śmieją, czy oburzają, ale postępuje zgodnie ze swoimi zasadami. Zło zdaje się odbijać od niego jak od ściany. Rozdźwięk pomiędzy szlachetnością intencji a niemożnością ich realizacji pojawia się, gdy w grę wchodzą uczucia. Sytuacja zaczyna przerastać bohatera, gdy uwikła się w miłosny trójkąt. Mocno upraszczając motywy działania bohaterów, oddane z subtelnością i głęboką  psychologiczną wnikliwością przez Dostojewskiego, dobroć Myszkina w konfrontacji z chęcią bycia niezależną Agłai, poczuciem winy Nastasji, zazdrością Rogożyna przegrywa, co prowadzi do tragicznego finału.

Petersburg w roku 1860. Źródło: Wikipedia.

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Książki wakacyjne

1. Kłamstwa Locke'a Lamory Scotta Lyncha to świetna powieść łotrzykowska osadzona w mieście położonym na wyspach, z górującymi nad nim tajemniczymi wieżami i święcącymi po zmierzchu własnym światłem nadbrzeżami, zbudowanymi przez obcych, którzy odeszli. Oprócz bardzo sugestywnego świata, autor stworzył bohaterów, którym czytelnik kibicuje, oraz mistrzowsko przyswoił sobie sposób opowiadania Szeherezady. Fabuła zasadniczo koncentruje się wokół dwóch wątków - zemsty i przygotowywanego przez Locke'a Lamorę i jego przyjaciół kolejnego wyrafinowanego przekrętu. Niecni Dżentelmeni, bo tak się nazywają, są bardzo lojalni wobec siebie i szlachetni, na tyle, na ile się da w okrutnym świecie miasta Camorry, w którym władza została podzielona między rząd i świat przestępczy. Okradają sprytnie tylko bogatych, za pomocą kunsztownych oszustw i wykorzystując ich chciwość. A, że łupy zostawiają sobie, zamiast rozdzielać biednym, no cóż, rozdawanie przyciągnęłoby uwagę. Niezwracanie na siebie uwagi to istotna część porywającej "gry", którą prowadzą. Sprawy się jednak komplikują, kiedy do miasta przyjeżdża ktoś, kto stara się brutalnie zburzyć istniejący porządek.
W czasie czytania ma się ochotę udusić autora gołymi rękami. Z dwóch powodów, po pierwsze, Scott Lynch uwielbia wikłać sprawy już wystarczająco zawiłe. Gdy Niecni Dżentelmeni tkwią już po uszy w kłopotach, sprawia by byli zakryci po czubek głowy, a potem sprytnie wyciąga ich za włosy. Po drugie, zawsze przerywa w najciekawszym miejscu, by opowiedzieć historię dzieciństwa bohaterów i jak można się domyślić, ją także urywa w najbardziej ekscytującym momencie. Trzymanie czytelników na fabularnym głodzie sprawdza się doskonale - jest to książka, od której nie sposób się oderwać.
Po powieść sięgnęłam po przeczytaniu recenzji Królowej Matki.


2. Lewiatan Borisa Akunina. Po tę książkę sięgnęłam zachęcona dobrymi wspomnieniami z lektury trzytomowego cyklu Kryminałów prowincjonalnych o mniszce Pelagii, dziejących się w XIX wieku w głębi Rosji (Pelagia i biały buldog, Pelagia i czarny mnich, Pelagia i czerwony kogut). Dwie pierwsze powieści z tej serii są znakomite i można je polecić każdemu miłośnikowi kryminałów. Akcja Lewiatan również rozgrywa się w XIX wieku, początkowo w Paryżu, gdzie w domu pewnego kolekcjonera indyjskich dzieł sztuki, policja znajduje zwłoki dziesięciorga ludzi. Jedyny trop wiedzie, prowadzącego śledztwo komisarza Gauche, na wyruszający właśnie w rejs do Kalkuty statek. W jednym z portów na "Lewiatana" wsiada obdarzony bujnym, romantycznym wąsem rosyjski dyplomata Erast Fandorin, któremu uda się, dzięki wrodzonej przenikliwości, wskazać mordercę. 
Lewiatan to trzecia książka z cyklu o Fandorinie. Zamknięty krąg podejrzanych, z których każdy ma swoją tajemnicę, wykwintne otoczenie, genialny detektyw, wszystko to stanowi piękny ukłon w stronę twórczości Agathy Christie, zwłaszcza Śmierci na Nilu i czyta się równie dobrze jak dzieła królowej kryminału.


3. Urodził go "Niebieski Ptak" Stefanii Grodzieńskiej to opowieść o Fryderyku Járosym - człowieku instytucji, który przyczynił się do rozwoju teatru w Polsce, wybitnym reżyserze, niepowtarzalnym konferansjerze, bożyszczu przedwojennej Warszawy. Nie jest to jednak typowa biografia, w której wszystko ułożone jest chronologicznie. Stefania Grodzieńska wędruje po swoich wspomnieniach, głównie przedwojennych i wojennych, starając się jak najlepiej przybliżyć postać swojego przyjaciela i mentora. Opisuje swoje pierwsze kroki, jako tancerki, w prowadzonym przez Járosego Cyruliku Warszawskim, pierwszy napisany dla tego teatru skecz, wspólnie spędzone wakacje. Lata tuż przed wojną, mimo trudności, wypadają beztrosko w porównaniu z opisem obrony Warszawy w 1939 i późniejszym czasem okupacji. Ale nie jest to książka o wojnie, a raczej o tym, jak w skrajnie trudnych czasach zachować odrobinę normalności. I w rozpaczliwej sytuacji, takiej w jakiej znajdował się ukrywający się przed gestapo Járosy, pozostać sobą i być oparciem dla innych. Książka jest ciepła, okraszona znakomitym poczuciem humoru, co nie dziwi, gdy się wie, że po wojnie Stefania Grodzieńska została znakomitą satyryczką i pisała monologi i skecze dla, żeby wymienić najbardziej znanych, Bogumiła Kobieli, Hanki Bielickiej, Ireny Kwiatkowskiej. Dla czytelnika te wspomnienia to cudowna dawka życiowego optymizmu.



4.Wilczarz Marii Siemionownej to książka, o której wcześniej nie słyszałam. Lektura jej okazała się całkiem przyjemna. W pewnej krainie potężny kniaź, zwany Ludojadem, wraz ze swoimi wojami wymordował ród Szarych Psów z plemienia Wenów. Z rzezi ocalał tylko chłopiec imieniem Wilczarz. Po latach Wilczarz dokonuje zemsty, oczekując końca swojego życia. Los jednak decyduje inaczej. Wraz z dwojgiem ocalonych przez siebie więźniów: piękną dziewczyną i magiem wyrusza w podróż w stronę wielkiego miasta nad morzem.
W czasie czytania łatwo się zorientować, że bohater zawsze pierwszy zauważy niebezpieczeństwo, dzięki swojej sile i umiejętnościom zwycięży w każdej walce i za każdym razem szlachetnie uratuje innych. Ale ta powtarzalność i schematyzm oraz niespecjalnie udane zakończenie nie przeszkadza, bo całość ma w sobie coś z rosyjskich baśni, czytanych przeze mnie w dzieciństwie. Za mało wiem (zgoła nic), o obyczajach panujących w średniowieczu na Rusi, by poznać na ile autorka inspirowała się realiami historycznymi i rosyjskim folklorem, ale partie powieści, w których ukazuje wierzenia, obrzędy i zwyczaje Wenów wypadają najciekawiej.

wtorek, 22 września 2015

W stylu Horacego, Josif Brodski

Nieś się, stateczku, przez fale złudne.
Łopoczą żagle jak zmięte ruble.
Z ładowni słychać skowyt republik.
Skrzypienie burty.

Trzeszczy w szwach co opina żebra.
W morzu drapieżnych ryb pewnie nie brak.
Nawet pasażer o silnych nerwach
Rzyga jak struty.

Nieś się, stateczku, w burz kłębowisku.
Sztorm, choć wścieklejszy jest od pocisku,
Bezsilniej słucha władnego świstu -
Tak bardzo, że aż

Nie wie, gdzie pędzić: w tę? W tamtą? W jeszcze
Inną? Bo cztery strony ma przestrzeń,
Jak cztery ściany - każde z pomieszczeń,
Choćby w nich mieszkał Boreasz.

Nieś się i nie bój, że skalny występ
Przebije burtę. Odkryjesz wyspę,
Jedną z tych wysp, gdzie sto lat po wszystkim
Krzyże dostrzegasz,

Gdzie obwiązany tasiemką pakiet
Listów sprzedaje ci dziecko: takie
Błękitne oczy jawnym są znakiem -
Ojcem był żeglarz.

Nie wierz, stateczku, przewodnim gwiazdom:
Tyle ich tam, że niebo jest zjazdem
Sztabu głównego, gdy straszą nas tą
Próżnią nad głową,

Wierz tylko temu, co się nie zmieni:
Wierz demokracji wolnych przestrzeni,
Która, choć w burzach sporów się pieni,
Ma dno pod sobą.

Jedni w dal płyną na złość losowi.
Inni - dosolić Euklidesowi.
Inni znów - po to, by mieć to z głowy.
Wszystko to nieźle, lecz ty...

Lecz ty stateczku, o każdej porze
Dostrzeż horyzont choćby w horrorze,
Nieś się w dal, aż sam się staniesz morzem,
Nieśże się, nieśże.


____________
Tłumaczenie: Stanisław Barańczak

czwartek, 5 lutego 2015

"Okna na podwórze", Aleksander Błok


Nadzieja mi jedna została:
Przeglądać się w studni podwórza...
Świt... szata rozwiewa się biała
I w szarzy zarannej się nurza.

 Znów słyszę , jak stara rozmowa
Na samym dnie studni się budzi,
Gdzieś świeca dogasa woskowa,
Mdły blask zostawiony przez ludzi...
 
Dach szronem się okrył, na biało...
Kot głodny, skulony, przy rynnie...
Zapłakać - to jedno zostało,
I słuchać jak śnisz coś niewinnie...
 
Śnisz sobie... w krąg biało i cicho...
A we mnie tęsknota się żali!
I godne, wychudłe, złe licho
W mych skroniach z uporem wciąż wali...
 
Hej, chłopcze! W me oko milczące
Spójrz chociaż! Nie zechcesz... wiem przecież
Ach czuję się dziś jak to słońce:
Zimowe i głupie, na świecie