Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura węgierska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura węgierska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 kwietnia 2024

23 kwietnia - Światowy Dzień Książki

O czytaniu
 
"Czytać należy intensywnie. Czasami powinieneś czytać z intensywnością większą od tej, z jaką pisano tekst, który czytasz. Czytać należy gorliwie, z pasją, z uwagą i bezlitośnie. Autor może paplać, lecz ty czytaj rozumnie; każde słowo, jedno po drugim tam i z powrotem, wsłuchując się w książkę, wypatrując śladów, które prowadzą w gąszcz, uważając na tajemnicze sygnały, które sam autor mógł przeoczyć, gdy kroczył naprzód w puszczy swojego dzieła. Nigdy nie należy czytać lekceważąco, od niechcenia, jak ktoś, kogo zaproszono na królewską ucztę, a on tylko dłubie końcem widelca w potrawach. Czytać trzeba elegancko, wielkodusznie. Czytać należy tak, jakbyś w celi śmierci czytał ostatnią książkę, którą ci przyniósł strażnik więzienny. Czytać trzeba na śmierć i życie, bo to największy ludzki dar. Pomyśl: tylko człowiek umie czytać." 
 
 
____
Księga ziół Sándor Márai; przełożył Feliks Netz
Czytelnik Warszawa 2003

poniedziałek, 23 maja 2022

"Podróżny i światło księżyca", Antal Szerb

 Podróżny i światło księżyca został napisany przez węgierskiego pisarza Antala Szerba w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Jest to nostalgiczna powieść opowiadająca o poszukiwaniu siebie i swojego miejsca w życiu. Dla trzydziestoparoletniego bohatera podróż poślubna po Włoszech staje się okazją do powrotu myślami do przeżyć wczesnej młodości. Pod wpływem tych wspomnień, na wpółświadomie, trochę przypadkowo (bo wsiada przez pomyłkę do niewłaściwego pociągu), Mihály opuszcza swoją świeżo poślubioną żonę i wyrusza na samotną wędrówkę po Italii. 

 Podróżny i światło księżyca to bardzo wciągająca książka, niepozbawiona poczucia humoru. Pod tą lekkością kryje się jednak egzystencjalny niepokój, odczuwane przez bohatera, a w pewnym stopniu i inne postacie, rozdarcie między potrzebą wolności a skutkami jej wyboru: utratą pewności i poczucia bezpieczeństwa. Nawiedzany przez duchy przeszłości, Mihály czuje, że nie pasuje do swojego obecnego stabilnego, mieszczańskiego życia. Tęskni za młodością, intensywnością ówczesnych uczuć, z których najważniejsza była więź z rodzeństwem Ulpiusów. Tamás i Eva, naznaczeni śmiercią matki, społecznie odizolowani, starali się żyć na własnych warunkach. Eksperymentowali z teatrem i stworzyli enklawę bardzo pociągającą dla jeszcze kilku, oprócz Mihályego, osób. Przyjaźń ta zakończyła się tragedią i rozpadem grupy. Dla Mihályego małżeństwo jest środkiem do poczucia się dobrze w swoim ustabilizowanym życiu i pomysłem na uwolnienie się od przeszłości. Niemożliwym do zrealizowania, także dlatego, że oboje z żoną, mimo uczucia jakie ich łączy, mają przeciwstawne oczekiwania, co do swojego związku. 

 Tłem tej gorzko-słodkiej opowieść o niespełnieniu i poszukiwaniu wolności są Włochy. Jak wielu innych pisarzy przed nim i po nim, Szerb uległ urokowi Italii i nakreślił ją, jako miejsce, w którym szuka się siebie, swoich korzeni i konfrontuje z własnymi demonami. Odmalował ją jako trochę mityczną, pogodną, acz naznaczoną już cieniem rodzącego się faszyzmu, krainę, gdzie szczęśliwe przypadki są częstsze niż gdzie indziej. Gdzie na pytanie: Co robić? - skuteczną radą jest: Jedź do Rzymu, bo tam w końcu prowadzą wszystkie drogi. I być może coś w tym jest. Podróż jako remedium na egzystencjalne lęki. Podróżny i światło księżyca to piękna powieść o przeczuciu, nie wiadomo na ile zwodniczym, które mówi nam, że prawdziwe życie jest gdzie indziej.

sobota, 12 maja 2018

"Trzydzieści srebrników" Sándor Márai

Wtedy szatan wszedł w Judasza, zwanego Iskariotą, który był jednym z Dwunastu. (Łk 22,3) - tylko tyle o motywach zdrady Judasza mówi ewangelista. Sándor Márai próbę odpowiedzi na pytanie "dlaczego?" stawia w centrum swojej książki. Trzydzieści srebrników nie jest powieścią ani esejem, raczej bardzo udana próba połączenia tych gatunków. Zaczyna się od opisu Galilei: Była to prowincja pasterzy, rolników i rybaków. I każdy, kto ją widział, zapewniał, że piękna była Galilea, bujna, zachwycająca. Wprawdzie nie było tam dużych miast, ale były pola usłane makami. I trawa miękka niczym jedwab. Na łąkach pasły się tłuste krowy, utuczone woły i owce. W każdym zakątku Galilei pachniały kwiaty. Może więc można książkę potraktować jako zaproszenie do wędrówki w czasie, w towarzystwie kogoś, kto z pasją i erudycją, opowie nam własną wersję wydarzeń, a dokładniej, bo pisarz trzyma się wiernie przekazu Ewangelii, swoją interpretację faktów. Wrażenie pogłębiają osobisty ton, trochę podniosły, powtórzenia, nacisk na pewne zdarzenia (na przykład: na chrzest w Jordanie).

Márai szeroko zakreśla scenerię, poczynając od opisu warunków przyrodniczych, sytuacji politycznej, stronnictw istniejących w Palestynie (zeloci, saduceusze, faryzeusze, esseńczycy), przez obraz długiej i żywej tradycji prorockiej, kończąc zaś na nastrojach społecznych narodu żyjącego w niewoli. Przedstawia pewne powszechnie wtedy panujące oczekiwanie końca świata i zbawienia: Ta atmosfera to atmosfera świata niewolników, Żydów strwożonych końcem narodowego bytu, atmosfera zmierzchu i gaśnięcia antycznej kultury, umarłych bóstw, a także nadziei na wyratowanie się z niewoli, atmosfera świata ludzkości ogarniętej tęsknotą za zbawieniem. Na tak zakreślonym tle zostają przedstawione sylwetki kluczowych postaci. Obraz Jezusa odmalowany jest zgodnie z dogmatem podwójnej naturze Chrystusa, a jednocześnie z wrażliwością człowieka wierzącego i przenikliwego. Jezus jest bardzo ludzki, uchwycony w chwili uświadamiania sobie kim jest: wypełnia go owa straszna świadomość, że Jedyny, Bezimienny jest z nim, człowiekiem, jednym.

Portrety innych uczestników wydarzeń też są interesujące: Jan Chrzciciel, najważniejsi z apostołów Szymon, Jan, Jakub. I wreszcie Judasz. To postać, która na stale wrosła w czas. Zrobiła się przeraźliwie wielka, jak oblicza potworów w nocnych koszmarach(...). Dlatego, że jak pisze Márai: Od stuleci chodzi ulicami, mieszka pośród nas. Pozostałych jedenastu nie żyje w sposób tak rzeczywisty. Nie ma żywych Mateuszów i Piotrów. Są za to żywi Judasze. Na scenie teatru historii pojawia się jako ktoś odmienny od innych apostołów, rybaków, pasterzy, mieszkańców Galilei, przybysz z daleka. Jest człowiekiem z miasta (Kariotu), kimś, kto dużo podróżuje w interesach, kto na pewno, był przecież skarbnikiem apostołów, orientował się, jaka jest różnica pomiędzy wieloma rodzajami pieniędzy grecką drachmą, miną, talentem, rzymskimi sestercjami, perskimi darejkami, żydowskimi srebrnymi i złotymi syklami. Nic dziwnego, że w momencie podejmowania decyzji, w chwili wahania, Márai przedstawia go rozmawiającego o swoich wątpliwościach z celnikiem Mateuszem. Mateusz i Judasz to ludzie wykształceni, umiejący czytać i pisać. Pozostali znają się na łataniu sieci i entuzjazmowaniu, nie  rozumieją, co Rabbi mówi: jakby wcale nie było ważne co mówi, ale raczej jedynie to, że właśnie on mówi,(...) jakby to on był całym sensem tych słów. Ich wyobrażony dialog przy drodze do Kafarnaum jest kluczową sceną książki. To rozmowa o tym, co jest prawdą, o dwóch językach: serca i rozumu i o wartości słów, a także o tym, jak istotne jest bycie częścią narodu wybranego. Potem jest już tylko opis Ostatniej Wieczerzy z punktu widzenia Judasza (jeden znakomity akapit), wędrówka przez pełną ludzi, mroczną Jerozolimę, spotkanie z Annaszem i Judasz na czele żołnierzy znikający w ciemności ogrodu.

Na okładce książki: Pocałunek Judasza, fresk Giotta di Bondone w Padwie (źródło Wikipedia)
Ponieważ Sándor Márai przeżył wygnanie z rodzinnego miasta, dwie wojny światowe, patrzył na zagładę Żydów węgierskich, rządy Sowietów w Budapeszcie, powątpiewa w ewangeliczną wersję dalszych losów Judasza. Wystarczy przywołać wspomnienia tamtych okropnych lat, kiedy zdrada rozprzestrzeniała się niczym zaraza, na którą nie ma szczepionki. Wie, że przeważnie za zdradą nie idą wyrzuty sumienia: Możliwe, że się powiesił i rzucił z powrotem pieniądze. Możliwe, że tych pieniędzy nie oddał i nie popełnił samobójstwa, za to kupił pole krwi, część cmentarza, gdzie kazali się chować obcy. Możliwe, że żył tam jeszcze długo, nieopodal tej działki, w spokoju, którego nikt mu nie zakłócał. I możliwe, że gdy już minął początkowy przestrach, otoczono go powszechnym szacunkiem i zmarł jako majętny właściciel cmentarza, otrzymujący co roku zapłatę za opieką nad grobami Rzymian, Greków, Persów, zmarłych tu, z dala od swojej ojczyzny. Zdrajcy żyją zazwyczaj długo, najczęściej są też ludźmi łagodnymi i zadowolonymi. 

środa, 9 maja 2018

"Maruderzy", Sándor Márai

Pisarz, Peter Garren, na prośbę swojego byłego pracodawcy, potężnego przedsiębiorcy, przyjeżdża do Berlina lat trzydziestych by sprawdzić, czy rozlegający się tam Głos stanowi zagrożenie dla Europy. Jakiś czas później odwiedza rodzinne miasto przywrócone ojczyźnie. Fabuła Maruderów Sándora Máraia, ostatniego tomu sagi rodzinnej Dzieło Garrenów  jest więc zasadniczo prosta. To, co sprawia, że proza Máraia jest tak fascynująca tkwi, nie w przebiegu zdarzeń, ale w umiejętności autora budowania napięcia, wnikliwości i erudycji jego spostrzeżeń, ukazywaniu istoty zdarzeń, zazwyczaj przełomowych dla jednostki lub społeczeństwa.

Olśniewającym przykładem mistrzostwa autora jest pierwsza część powieści obejmująca pobyt bohatera w hitlerowskich Niemczech, zatytułowana Znaczek i meldunek. Opis pierwszych wrażeń z Berlina Peter Garren, narrator w tej części książki, kończy relacją z wizyty w księgarni. Tam okazuje się, że książki znanego pisarza Bertena zostały wycofane ze sprzedaży, a dzieł Goethego już się nie wznawia.

Niepokój bohatera wzrasta, gdy Peter rozmawia z odmienionym bratem. Spotkanie z nim w lesie staje się wieczorem niemym jak człowiek, któremu odjęło mowę ze strachu i milczy bezradnie, przeczuciem ciemności, bo najbliższy krewny stanął po stronie tych, co mają siłę, by ruszyć świat z miejsca, choćby ceną miało być utopienie go we krwi.

Kulminację stanowi przenikliwy, robiący wyjątkowe wrażenie, obraz wiecu narodowych socjalistów. Tłum, w którym człowiek traci swoją indywidualność, tłum uczestniczący w parareligijnym obrzędzie, działający zgodnie z instynktem, a jednocześnie sterowany, uczony posłuszeństwa wobec nowego Porządku. Peter z przerażeniem obserwuje rosnące w masie ludzkiej napięcie, które wybucha w dzikim ryku, gdy Głos staje się ciałem. Chwila wejścia wodza jest jak uderzenie. Nawet Garren ulega powszechnemu uniesieniu. W swojej relacji przechodzi nagle od "ja" do "my". Po początkowej fascynacji, odruchowej sympatii, odzyskuje jednak jasność osądu i przechodzi do uważnej, demaskującej obserwacji:  oto  stoi przed nami przedstawiciel Losu, Przeznaczenia we własnej osobie, człowiek z pędzelkiem wąsów, z kosmykiem włosów opadających na czoło, i tworzy historię przez kłamstwo. Które jest wielką siłą, inną niż Cnota, Męstwo, czy Idea, ale niewątpliwie siłą. Tyle że ta siła prowadzi donikąd. A dokładniej prowadzi gdzieś: w nicość. Scena kończy się ironiczną, groźną w wymowie puentą, przedstawieniem konsekwencji urzeczenia Głosem.

Przeżyte wydarzenie zostaje poddane wnikliwej refleksji w rozmowie Garrena z pisarzem Bertenem, przebywającym w areszcie domowym. Dyskusja toczy się wokół klęski kultury, która nie obroniła narodu przed osuwaniem się w barbarzyństwo, osobistej przegranej starego pisarza, który współtworzył świat kończący się na jego oczach. Towarzyszy temu gorzkie poczucie bezradności, bo co ma zrobić skazany na milczenie, izolowany twórca, którego dyktatura tylko tymczasowo oszczędza by wykorzystywać go w celach propagandowych.

Mocno wybrzmiewa tu także herbertowska w duchu kwestia smaku, wrażliwość na styl rządzących (I, cóż, jego zdania poboczne są niedobre, niestety, nic im nie pomoże. A kiedy zdania poboczne są niedobre, mówca natychmiast podnosi maczugę czy długi nóż); wierność Goethemu, gdy inni wybierają podrzędnych pisarzy, konieczność trwania przy wyznawanych wartościach.

Druga część powieści zaczyna się wielkim triumfem. Oto, dzięki Głosowi, utracone dwadzieścia lat temu Miasto wraca do ojczyzny, obcy musieli odejść. W powszechnym uniesieniu, defiladach, powiewających flagach, które starannie przechowywano na strychach jest jakiś zgrzyt, fałsz, który intuicyjnie wyczuwa Peter. Przeczucie zmienia się w pewność, że powrót do dawnej atmosfery miasta, uczucia bycia u siebie, jest niemożliwy. Po kilku rozmowach z tymi, co zostali na miejscu, pod panowaniem obcych okazuje, że coś nieodwracalnie pękło. Zmieniło się Miasto, zmienili Garrenowie, nie są już indywidualistami, postępującymi według własnych zasad, stanowiącymi wraz innymi mieszkańcami żywy ład Goethego, ducha Miasta. Zarażeni nazizmem stali się ludźmi tworzącymi tłum, co jeszcze dobitniej niż wydarzenia berlińskie, ukazuje zachowanie najmłodszego brata. Rodzina się rozpadła. Pozostała tylko pamięć. Peter jest ostatnim z rodu, na pytanie co ma robić jako pisarz, otrzymuje odpowiedź: Niech pan metodycznie obserwuje, panie Garren (...) I bezlitośnie. 

W drugiej części powieści splatają się wątki całego cyklu, zbierają postacie występujące w pozostałych tomach. Brak znajomości pozostałych części tłumi nieco przyjemność czytania, ale wciąż jest ona duża. Za to pierwsza część jest samodzielnym fragmentem książki, słabo powiązanym z innymi i majstersztykiem pisarskim. Zaś zawarty w niej opis wiecu nazistów w berlińskim Pałacu Sportu jest, jak pisze w posłowiu tłumaczka książki, Teresa Worowska, czymś wyjątkowym w literaturze europejskiej. Myślę więc, Maruderzy Sándor Márai są lekturą konieczną.
_________
Wpis bierze udział w wyzwaniu Pod hasłem.