Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura angielska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura angielska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 kwietnia 2026

"Sprawa Stalina" Giles Milton


Gdy się Triumwirat wspólnie brał
Za świata historyczne kształtyWiadomo, kto Cezara grał

Sprawa Stalina Gilesa Miltona opowiada o tym, jak doszło do zawarcia koalicji antyniemieckiej między Wielką Brytanią, Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim, sojuszu z jednej strony zaskakującego ze względu na wzajemną wrogość i różnice ideologiczne stron, z drugiej zaś bardzo pożądanego z powodu nazizmu, który niczym walec miażdżył Europę. Punktem przełomowym była napaść Hitlera na Związek Radziecki w 1941 roku. Książka pokazuje kulisy wielkiej polityki, która zmieniła losy świata, a także interesująco kreśli portrety Churchilla, Roosevelta i ich pierwsze wrażenia ze spotkania z Józefem Stalinem. Trzeba bowiem pamiętać, że na skutek izolacji ZSRR, był on osobą kompletnie nieznaną na arenie międzynarodowej. Głównie jednak Giles Milton przedstawia skomplikowaną i zmieniającą się w czasie dynamikę relacji między Wielką Trójką, wynikającą nie tylko ze zmiennej sytuacji na froncie, gry interesów, ale też z odmienności charakterów, wzajemnego braku zaufania i niestety rywalizacji między przywódcami zachodnich aliantów. Jak pisze brytyjski autor - w pewnym momencie Roosevelt stawiał sobie za punkt honoru utrzymywać lepsze relacje ze Stalinem niż Churchill.
 
Giles Milton ma lekkie pióro - całość, pełna anegdot, jest napisana wciągająco, niemal sensacyjnie. Przedstawia wydarzenia z punktu widzenia bardzo wielu osób, ale szczególnie ważnymi postaciami w jego książce są ambasadorowie: ekscentryczny brytyjski Archibald Clark Kerr i amerykański, były przemysłowiec, Averell Harriman. Ten ostatni zaczynał jako osoba organizująca dostawy żywności, sprzętu i uzbrojenia do Związku Radzieckiego, a wcześniej do Wielkiej Brytanii. W jego misjach zarówno pomocowych, jak i dyplomatycznych towarzyszyła mu córka Kathleen. Głównie dzięki jej dziennikom i listom, książka daje wgląd w życie codzienne, napierw w bombardowanym Londynie, a potem w Moskwie, oczywiście na tyle, na ile to było możliwe w warunkach sowieckiej dyktatury. Jest to perspektywa z jednej strony ograniczona, bo skupiona w dużej mierze na życiu w ambasadzie, z drugiej pozwala spojrzeć na wielkich tego świata od bardziej prywatnej strony. 
 
Łatwo wybrać ścieżkę dźwiękową do tej książki. Byłaby nią piosenka Jacka Kaczmarskiego zatytułowana Jałta, z gorzką, przejmującą ironią, ale jakże celnie podsumowująca obrady Wielkiej Trójki i ich konsekwencje dla Europy. Na marginesie, decyzje podejmowane w Jałcie były tylko rozwinięciem postanowień ze wcześniejszej konferencji w Teheranie, co jest dobrze przedstawione w książce. Widać w niej znakomicie politykę imperialną. W czasie spotkań Wielka Brytania, stara potęga rywalizowała ze wschodzącym imperium (USA), a totalitarna dyktatura, wzmocniona przez Amerykanów, też zaczynała mieć ambicje mocarstwowe, czego najlepszą oznaką były zmieniające się portrety w siedzibach radzieckich władz. Marks i Lenin zostali zastąpieni przez carskich generałów. Czy zdawano sobie sprawę z rosnących apetytów Sowietów i z tego że, na przykład plany przeprowadzenie uczciwych referendów w krajach bałtyckich po wejściu tam Armii Czerwonej to mrzonki? Sprawa Stalina pokazuje rodzącą się z czasem świadomość, przynajmniej u niektórych uczestników wydarzeń, niestety tych, których wpływ na rzeczywistość był ograniczony, że stanowisko zachodnich aliantów wobec agresywnych, imperialnych zapędów Związku Radzieckiego było nie tyle podyktowane własnymi interesami (choć to oczywiście też), co po prostu nieprzemyślane i zbyt naiwne. Nie ma wątpliwości, że spuszczamy Frankensteina ze smyczy na Europę - jak to konkluduje poniewczasie jedna z postaci. 

środa, 29 października 2025

"Kuzynka Phillis" Elizabeth Gaskell

Kuzynka Phillis to jeden z krótkich utworów Elizabeth Gaskell, który najpierw został opublikowany w wiktoriańskim miesięczniku The Cornhill Magazine w czterech odcinkach na przełomie lat 1863 i 1864. Piąta i szósta część były planowane, ale ich realizacja nigdy nie doszła do skutku. W rezultacie czytelnicy otrzymali dzieło - chyba dość rzadko spotykane w literaturze tej epoki - o otwartym zakończeniu. Narratorem, z którego punktu obserwujemy wszystkie wydarzenia w noweli, jest Paul Manning. W wieku siedemnastu lat podejmuje on pracę jako pomocnik inżyniera na kolei. Dwa lata później tory kładzone są w okolicy, gdzie na farmie mieszka jego daleka krewna z mężem pastorem i córką. Mama Paula upiera się, że powinien koniecznie złożyć im wizytę. Chłopak jest temu niechętny, bo ma raczej niepochlebną opinię o pastorach, ale w końcu to robi. Pierwsze spotkanie przebiega w na tyle sympatycznej atmosferze, że z czasem obie rodziny się zaprzyjaźniają, zwłaszcza Paul i córka pastora, Phillis. Kłopot polega na tym, że choć Paul ma dobre serce i jest uważnym obserwatorem, więc zauważa to, czego nie widzi otoczenie dziewczyny, ma tylko dziewiętnaście lat i brak mu rozwagi, wynikającej z życiowego doświadczenia.  
 
   
 
Niewiele się w tej noweli dzieje - raczej o jej dużym uroku przesądza świetnie nakreślona dziewiętnastowieczna codzienność. Większość wydarzeń rozgrywa się na farmie. Czynności związane z prowadzeniem gospodarstwa, zmieniające się pory roku, prostota takiego życia, blisko związanego z naturą i wypływający stąd spokój są znakomicie odmalowane za pomocą opisów jedno-, najwyżej kilku zdaniowych. Oprócz życia na farmie, czytelnik ma okazję zerknąć, jak wyglądała praca na kolei w tym okresie, oraz zyskać wgląd w funkcjonowanie niezależnych, nonkonformistycznych pastorów. Na tym tle Gaskell z wielką psychologiczną wnikliwością kreśli bohaterów i ich wzajemne relacje. Obok dwójki młodych postaci, ich bardzo subtelnie pokazanych uczuć, świetnie są tu sportretowani rodzice, zwłaszcza ten typ rodziców, którzy ogromnie kochają swoje dziecko, ale nie dostrzegają, że ono dorasta. Głównym przedmiotem noweli jest bowiem dojrzewanie i wchodzenie młodych ludzi w dorosłość, co bywa niełatwym i często bolesnym procesem.
 
PS 
Pierwsze zdania Kuzynki Phillis świetnie zapowiadają poruszany w utworze temat:
Wielkie to przeżycie dla młodego mężczyny, kiedy przyjdzie mu pierwszy raz zamieszkać samemu. Chyba nigdy w życiu nie byłem tak usatysfakcjonowany i dumny, jak wówczas, gdy w wieku siedemnastu lat zasiadłem w maleńkim, trójkątnym pokoiku nad cukiernią... 

czwartek, 16 października 2025

Cztery cytaty z "Róż Orwella" Rebecci Solnit

1. Nawet jabłonki dożywają około stu lat, a zatem koksy pomarańczowe zasadzone przeze mnie w 1936 roku mogą rodzić owoce jeszcze długo po wejściu w XXI wiek. Dąb czy buk potrafi rosnąć przez setki lat, będąc źródłem uciechy dla tysięcy, jeśli nie dziesiątków tysięcy ludzi, nim ostatecznie trafi do tartaku. Nie twierdzę, że można zwolnić się ze wszystkich zobowiązań wobec społeczeństwa przez prywatny program zalesiania. Nie wydaje mi się jednak złym pomysłem, aby każdy popełniony antyspołeczny czyn odnotować sobie w dzienniku, a gdy nadejdzie odpowiednia pora roku, wetknąć w ziemię żołędzia.
 
2. W 1941 roku, opuszczając Londyn podczas Blitzu, dzień po wyprawie do podziemnych schronów w tunelach metra i koscielnej krypcie, pisarza zanotował w swoim dzienniku:
"W Wallington. Wszędzie wokół krokusy, kilka łodyg laku wypuszcza pączki, pięknie rozkwitły przebiśniegi. Parki zajęcy siedzą tu i ówdzie w oziminie i gapią się na siebie. Podczas tej wojny, gdy człowiek raz na kilka miesięcy wysunie na parę chwil głowę ponad powierzchnię wody, dostrzega, że Ziemia wciąż się kręci wokół Słońca"
 
 
 
3. Wiston po raz pierwszy uświadomił sobie jej piękno. Nigdy przedtem nie zdawał sobie sprawy, iż ciało pięćdziesięcioletniej kobiety, stwardniałe i zgrubiałe od ustawicznej pracy, grudowate jak przejrzała rzepa, może być urodziwe. Ale dlaczego nie, pomyślał. Masywne, bezkształtne ciało podobne do bloku granitu, ze swoją szorstką, czerwonawą skórą, tak się ma do ciała młodej dziewczyny jak owoc dzikiej róży do jej kwiatu. Dlaczegóż owoc miałby być gorszy?
 
4. Nie potrafiłbym jednak napisać książki czy choćby dłuższego artykułu, gdyby nie było to zarazem doświadczenie estetyczne. Każdy, kto zada sobie trud przeanalizowania mojej twórczości, zauważy, że nawet gdy jest to jawna propaganda, zawiera ona wiele elementów, które zawodowy polityk uznałby za zbędne. Nie jestem w stanie, ani nie chcę, całkowicie porzucić światopoglądu nabytego w dzieciństwie. Tak długo, jak będę żył i starczy mi sił, będę nadal żywił stanowcze przekonania na temat stylu pisarskiego, miłował ziemię, po której stąpam, i czerpał przyjemność z solidnych przedmiotów oraz strzępków bezużytecznych informacji. Nie widzę sensu w tłumieniu tej części swojej własnej osobowości. Cała rzecz polega na pogodzeniu wpojonych mi sympatii i antypatii z publicznymi, nieindywidualnymi działaniami, które obecne czasy wszytkim nam narzuciły. 
____________
1. A Good Word for the Vicar of Bray George Orwell (26 kwietnia 1946 Tribune); Róże Orwella Rebecca Solnit, str 16
2. Dziennik wojenny George Orwell (wpis z 4 marca1941); tamże, str 254
3. Rok 1984 George Orwell; tamże, str 316
4. Dlaczego piszę George Orwell; tamże, str 43. Przez słowo propaganda Orwell rozumie tutaj popieranie jakieś sprawy. 

środa, 15 stycznia 2025

Powieści historyczne

W roku 2024 przeczytałam lub przesłuchałam w formie audiobooka sporo powieści historycznych. Poniżej znajduje się lista tych książek, które mi się podobały z krótkim omówieniem. Powiedzmy, choć granica między literaturą piękną a gatunkową jest płynna, że początkowe trzy pozycje w zestawieniu przynależą do tej pierwszej kategorii. Tak się składa, że dotykają one w mniejszym lub większym stopniu tematu władzy: jej zdobycia, utrzymania, ceny, jaką za to trzeba zapłacić. W kategorii drugiej znalazły się powieści kryminalne, sensacyjne plus tom opowiadań przygodowo-awanturniczych. Książki umieszczone są na liście w kolejnosci, mniej więcej, chronologicznej.  


1. Czerwone tarcze Jarosław Iwaszkiewicz (był o tej książce osobny wpis - link) - jedna z pierwszych ubiegłorocznych lektur i od razu znakomita. Jest to mniej znany utwór Iwaszkiewicza  z 1934 roku opowiadający o losach księcia Henryka Sandomierskiego, syna Bolesława Krzywoustego, napisany bardzo piękną proza, wręcz malarską w opisach przyrody, przesyconą tak charakterystyczną dla Iwaszkiewicza melancholią, poczuciem niespełnienia, refleksją nad przemijaniem. Może mi się nie podobać, w jaki sposób pokazuje Iwaszkiewicz konfrontacje wielkiego marzenia żywionego przez bohatera z rzeczywistością, ale nie mogę odmówić mu prawdopodobieństwa psychologicznego i prawdziwości w pokazywaniu konsekwencji określonych postaw życiowych. 

2. August John Williams (recenzja - link). Przyznaję, że było to lekkie rozczarowanie spowodowane zbyt wysokimi oczekiwaniami, bo kiedyś inna książka tego autora, mianowicie: Profesor Stoner zrobiła na mnie ogromne wrażenie. August został napisany w latach sześćdziesiątych, co jest o tyle ważne, że chyba wtedy powszechną opinią wśród historyków było nie tylko to, że Oktawian August był wybitnym, ale także łagodnym władcą, szczególnie w porównaniu z mającym opinię despoty swoim następcą Tyberiuszem. Autor podąża za tym przekonaniem, dlatego portret Augusta wydaje się zbyt gładki, zbyt szlachetny, jak na człowieka, który doszedł do władzy w wyniku prowadzonej przez siebie wojny domowej, a potem sprawował niepodzielne rządy. Bardzo doceniam refleksyjność tej prozy, bowiem epistolarna forma powieści sprzyja snuciu przez różne postacie rozważań na temat miłości, sztuki, rodzicielstwa, władzy. Są to niebanalne, pięknie ujęte refleksje, na pewno warte lektury. 

3. Aecjusz, ostatni Rzymianin Teodor Parnicki. Jedna z pierwszych książek tego autora, wydana w 1937 roku, opowiadająca o wybitnym dowódcy i polityku walczącym z Wizygotami i Hunami w piątym wieku naszej ery. Powieść obejmuje okres od czasów dzieciństwa Aecjusza, a zatrzymuje się na parę lat przed jego największym triumfem wojskowym - zwycięstwem na wojskami Atylli w roku 451 n.e. Zaskakujące w niej jest to, że jak na historię o wielkim wodzu, nie ma tu opisów bitew. Pokazywane są za to skutki zwycięstw i klęsk Aecjusza, jego życie prywatne, intrygi dworskie, walka o władzę. Wielką zaletą powieści jest ukazanie skomplikowanej mozaiki ówczesnej rzeczywistości - przenikanie się świata Rzymian, Hunów, Franków, Wizygotów, istnienia, obok dwóch zwalczających się, ale równorzędnych odłamów chrześcijaństwa, wyznawców starych rzymskich bogów. Aecjusz nazywany jest w powieści ostatnią tarczą Rzymu przed zalewającymi go barbarzyńcami, a przecież sam ma pochodzenie na wpół barbarzyńskie i do obrony cesarstwa używa barbarzyńskich wojsk i metod. To każe postawić pytanie, co kryje się pod pojęciem Rzymu i czy istniała wtedy jakaś jego przewaga (cywilizacyjna, kulturowa) nad państwami Wizygotów. Znakomita, niejednoznaczna powieść, acz ustępująca późniejszym dokonaniom autora.  

4. Wielka ucieczka Robert Harris. Harris jest moim ulubionym pisarzem powieści historyczno-sensacyjnych. Odkryciem był dla mnie jego Oficer i szpieg opowiadający o sprawie Dreyfusa. Bardzo też cenię Trylogię Rzymską, będąca fabularyzowaną biografią Cycerona. Wielka ucieczka jednak podobała mi się mniej. Główny trzon akcji rozgrywa się po obaleniu purytańskich, rewolucyjnych rządów Olivera Cromwella i ponownym wprowadzeniu monarchi w Anglii. Wszyscy, którzy uczesniczyli w rewolucji, a zwłaszcza ci, którzy skazali na śmierć poprzedniego króla, Karola I Stuarta, są ścigani przez prawo i kończą na szafocie. Dwóch głównych bohaterów próbuje uciec przed politycznym odwetem, docierając aż do angielskich osad w Ameryce. Pościg, który wyrusza za nimi jest bardzo zacięty, bo organizuje go ktoś, kto ma z nimi prywatne porachunki. Oprócz sensacyjnej akcji, chociaż napięcie opada w drugiej połowie, książka oferuje obraz purytańskiej społeczności z jej całym fanatyzmem, tak jakby mimochodem pokazując społeczne przyczyny dołączania zwykłych ludzi do skrajnych ruchów religijnych. Powieść Harrisa okazuje się interesującą lekturą z jeszcze jednej przyczyny, mianowicie, przybliża atmosferę czasów, w której powstawał Raj utracony Miltona. 

5. Rogata dusza Łukasz Malinowski. Akcja powieści rozgrywa się w 1243 roku na dworze śląskiego księcia Bolesława Rogatki. Podczas odbywającego się tam pierwszego na ziemiach polskich turnieju rycerskiego zostaje zamordowany jeden z dworzan. Książę zleca szukanie zabójcy podkomorzemu Raszko Drzemlikowi. Sprawa okazuje się trudna i niebezpieczna, bo morderca nie poprzestaje na jednym zabóstwie. Wątek kryminalny nie okazał się dla mnie wciągający, ale trzeba przyznać autorowi, że miał na swoją książkę ciekawy pomysł i konsekwetnie go zrealizował. Średniowiecze jest tu odmalowane jako epoka silnie rozpięta między świętością a grzesznością. Jak przystało na kryminał ukazana jest głównie ta druga. Autor pokusił się nawet o uczynienie narratorem niektórych partii tekstu samego diabła. I ten pomysł wypada w powieści świetnie. Bardzo interesujące są też fragmenty dotyczące barwnie odmalowanego turnieju rycerskiego, funkcjonowania dworu, intryg, jakie się tam zawiązują. Książę Bolesław Rogatka pokazany jest ciekawie, w kontraście do swojego ojca Henryka Pobożnego. Ich przydomki okazują się bardzo znaczące w interpretacji tych postaci przez autora, a ich relacje ukazane są w sposób zniuansowany. Jednym słowem, tło historyczne Rogatej duszy, klimat epoki zarysowane są tu znakomicie i choćby z tego powodu książka jest warta lektury. 

6. Alchemik C. J. Sansoma to druga część serii o londyńskim prawniku z XVI wieku Matthew Shardlake'u. Pierwsza część zatytułowana Komisarz (osobna opinia - link) była świetną rozrywką. W tej książce Matthew podejmuje się obrony nastolatki oskarżonej o zamordowanie swojego kuzyna. Los jej zdaje się być już przesądzony, między innymi dlatego, że dziewczyna uparcie milczy. Adwokatowi udaje się uzyskać odroczenie wyroku śmierci w zamian za wykonanie tajnej misji zleconej mu przez kanclerza Thomasa Cromwella, który chwyta się wszystkiego, aby odzyskać łaskę króla, Henryka VIII. Powieść ma wszystkie zalety części pierwszej - świetnie przedstawione realia historyczne oraz ciekawie nakreślone relacje między postaciami. Kuleje zakończenie, trochę wygląda tak, jakby autorowi zabrakło pomysłu na rozwiązanie i uznał, że czym bardziej dramatyczne, tym lepsze. 
  
7. Przeciw diabłom i infamisom. Przypadki starościca Wolskiego Józefa Hena to cykl składający się z siedmiu opowiadań o charakterze przygodowo-awanturniczym dziejących się na początku XVII wieku. Czego w tych krótkich historiach nie ma? Miłość, intrygi, procesy sądowe, skarb, morderstwa, porwania, pojedynki, trzymanie swoich wrogów w lochach, zajazdy szlacheckie, oblężenie dworów, miast nawet, i to nie małych, bo samego Przemyśla. Opowiadania połączone są jednym bohaterem, tytułowym Piotrem Wolskim, młodym starościcem, który jako urzędnik królewski robi, co może, aby zbrodnia nie pozostała bezkarna, a prawo działało. A nie jest to łatwe, bo są to czasy samowoli szlacheckiej - kto ma zbrojnych i pieniądze, ten górą. Egzekwowania prawa wymaga więc niemało sprytu, nierzadko narażenia życia. Czasami sprawa przedstawiona w opowiadaniu dotyczy bezpośrednio starościca, a kiedy indziej, zjawia się on tylko z odsieczą w kluczowym momencie. Wszystko opisane jest barwnym, pięknym, stylizowanym na epokę językiem, dając świetny obraz życia społecznego i prawnego Rzeczpospolitej tamtego okresu. Parę lat później po napisaniu tych opowiadań Józef Hen jeszcze raz powrócił do wykreowanego przez siebie świata, tworząc powieść Crimen (link), w której starościc Piotr Wolski pojawia się na drugim planie. Oba te utwory są znakomite. 

sobota, 6 lipca 2024

"Komisarz" C. J. Sansom


Komisarz
C. J. Sansoma to wciągający kryminał historyczny. Jego akcja rozgrywa się za panowania Henryka VIII, dokładnie w roku 1537. Rok wcześniej Anna Boleyn została ścięta. Jej małżeństwo z królem spowodowało oddzielenie się Anglii od Rzymu, śmierć jednak nie zahamowała postępującej Reformacji. W tym czasie na czele zmian w angielskim Kościele stanął Thomas Cromwell, będący właśnie u szczytu swojej potęgi. Zarządził on przejęcie wszystkich klasztorów i ich majątków na rzecz Korony. Spowodowało to bunt na północy kraju i trzeba się było czasowo przynajmniej wycofać z tych planów i załatwić rzecz bardziej dyplomatycznie. Do jednego z ważniejszych klasztorów w królestwie został więc wysłany w dyskretnej misji specjalny komisarz, aby przekonać zakonników wszelkimi możliwymi metodami do dobrowolnego samorozwiązania. Został on zabity w budzących grozę okolicznościach. Wyjaśnienie tego morderstwa Cromwell zlecił  londyńskiemu prawnikowi o nazwisku Matthew Shardlake. Miał on załatwić sprawę jak najszybciej. Ta jednak okazała się bardzo trudna, a w klasztorze doszło do kolejnych morderstw. 
 
Komisarz to powieść kryminalna z zamkniętym kręgiem podejrzanych, intrygująco skonstruowaną zagadką kryminalną, z tropami zręcznie podsuwanymi czytelnikowi, aby mógł sam odgadnąć przynajmniej częściowo jej rozwiązanie i w końcu, z satysfakcjonującym finałem. Wszystko to składa się na dobrze napisany klasyczny kryminał. A żeby nawiązanie do tradycji gatunku było jeszcze pełniejsze mamy w powieści układ: detektyw i jego pomocnik, bowiem Shardlake ma asystenta, który na co dzień pomaga mu w prowadzeniu praktyki prawniczej w Londynie, i którego zabiera ze sobą na miejsce zbrodni do klasztoru. Ponieważ Mark jest dużo młodszy od Shardlake'a, ich relacja ma charakter bardziej mentorski niż przyjacielski. Bywa, że się komplikuje w wyniku porywów młodości prowadzących do kłopotów, a także uczuć mało szlachetnych, jak na przykład: zazdrość. Matthew Shardlake, obdarzony dużą inteligencją i wzbudzający sympatię, nie jest bowiem postacią pozbawioną wad i kompleksów. Te ostatnie są zresztą zupełnie zrozumiałe, gdyż jako osoba z poważną wadą sylwetki, garbem od dzieciństwa, był z jej powodu wyśmiewany i szykanowany. Matthew jest również zaangażowany politycznie - popiera reformy Cromwella. Już jako młody student prawa był pilnym czytelnikiem Erazma z Rotterdamu i stał się gorącym zwolennikiem naprawy Kościoła. Po latach coś w nim jeszcze zostało z tego dawnego idealisty, któremu pod wpływem rzeczywistości, wcielania jego ideałów z młodości w życie, rozwiewają się ostatnie złudzenia, że w sporze między papistami a zwolennikami zmian chodzi o coś więcej niż o pieniądze i władzę.  

Książka Sansoma to też dobra powieść historyczna, a więc historia nie jest tu tylko tłem, fakty z przeszłości mają zasadniczy wpływ na przebieg fabuły, choćby na przykład, żeby nie zdradzać za dużo, proces likwidacji klasztorów na początku XVI wieku w Anglii. Realia historyczne i społeczne są tu wiarygodnie przedstawione, wplecione w opowieść w niedużych dawkach na raz, tak, że całość bardzo płynnie się czyta. Obecne są tez zabawne smaczki historyczne podkreślające koloryt epoki, przykładowo: reakcja londyńczyków na mówiącą papugę. Szkoda tylko, że na tylnej stronie okładki widnieje przyrównanie tej powieści z Imieniem róży Umberto Eco, co ma stanowić zachętę do przeczytania. Jest to niestety miecz obosieczny, bo z jednej strony na pewno przyciągnie odbiorców, z drugiej ponieważ Komisarz, mimo wiernego przedstawienia epoki, nie dosięga głębi prezentacji procesów historycznych u Umberto Eco i poziomu literackiego jego dzieła, to rozczaruje tak nastawionych czytelników, a książka na to nie zasługuje, bo jest świetnie napisaną prozą gatunkową.
 

poniedziałek, 20 maja 2024

"Góry. Stan umysłu" Robert Macfarlane

 
Jak to się jednak stało, że szczyty i roztaczające się z nich widoki z taką mocą zawładnęły wyobraźnią tak wielu ludzi? Albo jak to ujął Tennyson w tonie lekkiego braku zrozumienia: "Jaką przyjemność można czerpać z wysokości (...) z wysokości i zimna?"
 
Góry. Stan umysłu to znakomita książka na pograniczu osobistego eseju i literatury popularnonaukowej, będąca próbą zrozumienia relacji człowiek - natura i tego, jak kształtowała się ona na przestrzeni wieków. Robert Macfarlane stara się odpowiedzieć na pytania, czego ludzie szukają wspinając się na szczyty. Co jest takiego fascynującego w stertach kamieni i lodu? A przede wszystkim, jak to się stało, że góry postrzegane, jako uciążliwa przeszkoda w podróży, ewentualnie siedziba bóstw i demonów, której należy unikać, stały się zbiorową fascynacją w kulturze zachodniej i zmiana ta nastąpiła w ciągu zaledwie ostatnich dwóch stuleci.
 
Pierwszy rozdział książki jest zatytułowany, jakże znacząco, Opętanie i opowiada o zafascynowaniu pisarza relacjami z wypraw górskich - książkami znalezionymi w czasie wakacji w domu dziadków. Najbardziej do jego nastoletniej wyobraźni przemawiały zapisy z pierwszych prób zdobycia Mount Everestu na początku XX wieku przez George'a Mallory'ego, podróżnika, mającego na punkcie tej góry obsesje. W ostatnich rozdziałach swojego eseju Robert Macfarlane przedstawia szczegółowy opis tych pierwszych wypraw w Himalaje, tworząc klamrę spinającą jego książkę. Góry. Stan umysłu mają bowiem znakomitą, uporządkowaną, kompozycję. Są też bardzo erudycyjne, oparte o bogate, choć w przeważającej mierze brytyjskie, źródła zarówno historyczne, jak i literackie. Autor stara się przedstawić fascynację górami wieloaspektowo. Wpisuje to zjawisko w szerszy kontekst, ustalając jego związki z epoką odkryć geograficznych i podbojami kolonialnymi, szczególnie zaś z rozwojem nauki. XIX wiek to bowiem stulecie gwałtownego rozwijania się geologii. Przełomem było odkrycie istnienia epoki lodowcowej, a jeszcze większym długiego wieku Ziemi, co pozwoliło inaczej spojrzeć na krajobraz - góry zaczęły być wielką kamienną księgą, dzięki której można sięgnąć w niewyobrażalnie daleką przeszłość. Znaczącym faktem w zmianie nastawienia do gór było także to, że pod koniec wieku XVIII zmieniły się pojęcia filozoficzno-estetyczne w postrzeganiu piękna, czego najlepszym przykładem jest wymyślenie kategorii wzniosłości, oznaczające zachwyt nad obiektami budzącymi grozę. Zmieniło to stosunek do postrzegania dzikiego krajobrazu i ryzyka  - uwidoczniła się bardziej potrzeba sprawdzenia się, odkryto, a właściwie szeroko opisywano strach, który przynosi przyjemność. Pojawiła się idea pięknego widoku - możliwości spojrzenia z góry na świat, niemal z boskiej perspektywy, sprawiająca, że uwielbienie dla wysokości stało się z czasem automatyczną reakcją, raczej nieoczywistą w wiekach wcześniejszych. Wyprawy w góry zaczęły być też szeroko relacjonowane przez prasę, książki, co w sposób zrozumiały spowodowało rozprzestrzenianie się opętania górami. Wszystko powyżej to przykłady głównych przyczyn, omówionych szeroko w książce, a zmieniających podejście do gór. 
 
Chociaż w eseju Roberta Macfarlane nie brak zajmujących, czasami drastycznych w szczegółach, opisów zdobywania szczytów, będących zarówno relacjami przeżyć autora, jak i prezentacją mniej lub bardziej znanych górskich wypraw, to jednak w jego książce przede wszystkim, zgodnie z jej podtytułem, chodzi o stan umysłu, o przedstawienie historycznej zmiany świadomości i idącej za nią zmiany kultury. Jak się wydaje, Robert Macfarlane także chce swoim pisaniem dołożyć cegiełkę do jeszcze innego sposobu myślenia o górach. Zakończenie bowiem można odczytać nie tylko, jako osobiste wyznanie autora, lecz postulat wyrażający pragnienie, aby w wędrówkach po górach bardziej chodziło, nie o wyzwanie czy rywalizację, a pewien rodzaj doświadczania świata. Pisze tak:
 
Co najważniejsze, góry wzmagają w nas zachwyt. Prawdziwym błogosławieństwem gór nie jest stawianie wyzwań czy pobudzanie do rywalizacji, nie są one czymś, co należy pokonać i zdominować. Dają nam coś o wiele szlachetniejszego i nieskończenie potężniejszego: uczą nas dostrzegać piękno - czy to będą ciemne wiry, w jakie woda układa się pod taflą lodu, czy delikatność mchu porastającego osłonięte  od wiatru części głazów i drzew. Przebywanie w górach rozbudza w nas na nowo zachwyt nad najprostszymi procesami świata fizycznego: płatek śniegu (...) pada na wyciągniętą dłoń, woda cierpliwie żłobi rowek na powierzchni granitu, kamień bez powodu toczy się po piargu. Dotknąć fałdów i karbów pozostawionych przez nieistniejący już lodowiec, usłyszeć, jak zbocze góry ożywa od spływającej po deszczu wody, zobaczyć późnym latem światło zalewające pejzaż niczym wody z niewyczerpanego zbiornika - żadnego z tych doświadczeń nie nazwiemy błahym. Góry przywracają nam bezcenną zdolność do zachwytu (...)

czwartek, 11 kwietnia 2024

"Raj utracony" John Milton


Raj utracony
Miltona to jedno z najważniejszych dzieł w literaturze angielskiej. Ten siedemnastowieczny poemat podzielony na dwanaście ksiąg przedstawia biblijną opowieść o upadku pierwszych ludzi. Mimo tego, że historia jest powszechnie znana, że książka zajmuje się teologicznymi kwestiami żywo obchodzącymi ludzi w przeszłości, dzisiaj już może niekoniecznie, dalej jest godnym uwagi, poruszającym dziełem literackim kunsztownie splatającym dwa główne wątki. Pierwszy to zemsta, której chce dokonać Szatan strącony za swój bunt z Niebios w otchłań, drugi zaś opowiada o życiu Adama i Ewy w Raju. 

Warto chyba w tym miejscu napisać kilka słów o okolicznościach powstania Raju utraconego. Ten utwór to dowód zdumiewającej siły wyobraźni i niezłomności ludzkiego ducha, która pozwoliła Miltonowi wykreować z takim rozmachem, tak porywające, wizyjne dzieło. Księga trzecia tego poematu zaczyna się pozdrowieniem światła: Witaj, światłości święta, dziecię pierwsze Niebios (...) Zanim powstało słońce i niebiosa/ Ty byłaś. Skontrastowane to zostało dalej z wersem: (...) wiekuista ciemność mnie otacza. Jest to stwierdzenie tragicznego faktu. W czasie powstawania Raju utraconego Milton był od kilku lat niewidomy. Pisanie odbywało się w ten sposób, że komponował niewielki fragment tekstu w głowie i gdy był on już gotowy, dyktował go swoim córkom. Poeta miał też za sobą bardzo trudne przeżycia. Zmarła przy porodzie wraz z dzieckiem jego druga żona. Prawdopodobnie to, że był powszechnie znanym w Europie twórcą i filozofem, ocaliło go od wyjątkowo okrutnej śmierci na szafocie po przywróceniu monarchii w Anglii. Milton, jako zaciekły antymonarchista, brał bowiem udział w purytańskiej rewolucji Cromwella, która obaliła i ścięła Karola I Stuarta wprowadzając republikę. Przez około dwadzieścia lat pracował jako sekretarz przy Radzie Państwa powołanej przez Olivera Cromwella. Oczywiście, że poniższe twierdzenie jest zbytnim uproszczeniem, ale być może osobiście odczuwana przegrana rewolucji, którą mocno popierał, sprawia, że słowa zbuntowanego Szatana brzmią tak wiarygodnie. Przykładowo, kiedy po ostatecznej klęsce, z dna otchłani mówi on, że została mu jeszcze śmiałość,
co każe, by się nie poddawać 
Nigdy i nigdy nie korzyć, na koniec
Nie dać się zdeptać. 
Podobnie wybrzmiewa najsłynniejszy cytat z Raju utraconego: (...) bowiem lepiej/ Być władcą w piekle niż sługą w Niebiosach. 
 
Rozpatrywany w kontekście atmosfery religijnej epoki poemat Miltona jest dziełem teologicznym podejmującym próbę odpowiedzi na pytanie, dlaczego zło istnieje wobec wszechmocy Boga. Jest także prezentacją poglądów autora, zarówno jako zwolennika purytanizmu, jak i jego własnych oryginalnych przekonań religijnych. Przykładem tych ostatnich jest brak wiary w dualistyczną naturę świata. To, co powszechnie uważano za duchowe, było według niego też jakąś formą materii. Znajduje to odzwierciedlenie, między innymi, w zabawnym dla współczesnych czytelników fragmencie poematu, w którym poważnie rozpatruje się kwestię, czy anioły, jako istoty duchowe, mogą jeść (odpowiedź brzmi: tak), a skoro jedzą, czy trawią pokarm i jak wydalają. Natomiast purytanizm widać w mocno patriarchalnym przedstawieniu relacji między Adamem a Ewą. Z jednej strony są one bardzo pięknie opisane, jak zresztą cały ich pobyt w Raju. Najlepszym przykładem jest tu motyw, który kieruje Adamem, by zjeść owoc z drzewa poznania dobra i zła, gdy skosztowała go już Ewa. Po prostu nie wyobraża sobie, nie chce życia w Raju bez niej. Z drugiej strony, Ewa jest podporządkowana Adamowi w takim stopniu, że to nie jest chyba tylko prezentacja poglądów charakterystycznych dla epoki, ale może wyraz osobistych przekonań i fantazji autora, który zdaje się nie zauważać, że jego wizja bardzo uległej Ewy, będącej przecież jeszcze przed grzechem pierworodnym, wydaje się łamać przykazanie: Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną. Dla niej, nie do końca chyba w świadomym zamiarze ze strony autora, niemal Bogiem ma być właśnie Adam. Zastrzeżenia można też mieć do zakończenia poematu (mniej więcej od połowy księgi jedenastej i prawie cała dwunasta), które jest zwięzłym przytoczeniem wydarzeń opisanych w Starym i Nowym Testamencie. Ma to głębokie uzasadnienie teologiczne - ideą jest ukazanie nadziei dla przyszłej ludzkości, ale kondensacja zdarzeń sprawia, że Raj utracony trochę traci swój fascynujący charakter.  
 
John Milton nazywany bywa prekursorem fantastyki. Wydaje się, że po pierwsze ze względu na fakt, jak monumentalna, cudownie fantastyczna jest jego wizja biblijnych, i nie tylko, wydarzeń, na przykład wtedy gdy opisuje stworzenie Ziemi, albo starcie zastępów anielskich z diabelską armią w wielkiej bitwie pod murami Niebios. Po drugie (nie wspominając już o drobiazgu, o opisaniu magicznego przedmiotu, jakim jest laska ujawniająca prawdziwą istotę rzeczy i osób), we wspaniałej kreacji postaci, przykładowo Grzech i Śmierć są spersonifikowanymi potworami. Najbardziej fascynującym bohaterem Raju utraconego jest oczywiście Szatan, pragnący wolności buntownik, kierowany uczuciem zemsty i zazdrości o to, co sam z własnej winy utracił. To postać tragiczna, dumna, czującą bezbrzeżną rozpacz, wzbudzająca współczucie. Siła jego mów, wygłaszanych w piekle, czy wewnętrznych monologów robi ogromne wrażenie. Jest to wizja wielce pociągającego, mistrzowsko manipulującego innymi zła. Sposób, w jaki kusi Ewę do zerwania owocu z zakazanego drzewa, jest niezwykle wiarygodny pod względem psychologicznym. Jako postać literacka sprawdza się znakomicie i nic dziwnego, że służył jako wzór i inspiracja dla innych twórców, począwszy już od romantyków, którzy byli nim zafascynowani, a skończywszy na współczesnych twórcach fantastyki, najlepszym przykładem chyba jest tu Neil Gaiman. Miltonowska wizja Boga i Szatana jest również bardzo swoista. Nie ma tu poczucia inności, tajemnicy. Jakże odmienna jest ona od tej przedstawionej, na przykład, przez Dantego w Boskiej Komedii. U Dantego Szatan znajdujący się na dnie piekła jest okropnym milczącym obrazem, dopowiedzeniem wizualnym przeprowadzonej wcześniej strasznej rozmowy z jednym z przebywających tam grzeszników. Podobnie jest z Bogiem, też jest obrazem, nieopisanie piękną wizją jawiącą się przed oczami Dantego, który opowiada po prostu o swoim ogromnym zachwycie. Natomiast u Miltona Bóg i Szatan tracą swój transcendentny charakter. To obdarzone potężną mocą, ale mówiące, ujawniające własne uczucia, i między innymi, dzięki temu, bardzo ludzkie istoty. Najlepszym przykładem jest tu Bóg, który mówi do Adama: 
Jak ci się zdaję, czy jestem szczęśliwy,
Czy też nie jestem, Ja, który przez wieczność
Całą samotny jestem? 
Milton przedstawia Boga zgodnie z przekazem biblijnym, ale jako postać literacka nie jest on specjalnie porywający, na pewno jest o wiele mniej interesujący niż Szatan. Pisząc to powyżej, chce zaznaczyć, że bliska jest mi myśl Simone Weil, mówiąca, że: Zło wyimaginowane jest romantyczne, barwne, zło rzeczywiste jest szare, monotonne, jałowe, nudne. Dobro wyimaginowane jest nudne, dobro rzeczywiste jest zawsze nowe, cudowne i upajające. 
 
Ktoś kiedyś napisał, że cytować pojedyncze, zachwycające wersy z Raju utraconego to jak podziwiać pojedynczy kamień ze wspaniałej katedry, ale język tego dzieła jest fenomenalny. Świetne jest też tłumaczenie Macieja Słomczyńskiego. Może nie umiem docenić całości, tak bardzo, jak na to zasługuje, zwłaszcza tylko po jednym przeczytaniu, ale na pewno zostaną ze mną obrazy, fascynujące, barwne, przemawiające do wyobraźni. Można by je wymieniać długo: Szatan porównany do Słońca zaćmionego przez Księżyc, jego lot nad kosmiczną otchłanią, Ziemia rodząca zwierzęta, Aniołowie rzucający góry w ferworze bitwy, przebudzenie Ewy w Raju, a potem jej kuszenie przez węża, wszystkie opisy światła(!), itd. Pozostaną także piękne frazy, porównania, wersy takie, jak na przykład te (też bardzo znane):
(...) Umysł jest dla siebie 
Siedzibą, może sam w sobie przemieniać
Piekło w Niebiosa, a Niebiosa w Piekło
Mniejsza, gdzie będę, skoro będę sobą. 
________
PS
Jeśli ktoś miałby ochotę w sposób bardzo przystępny przybliżyć sobie trochę rewolucję Cromwella to niedawno ukazała Wielka ucieczka Roberta Harrisa, która jest, jak zawsze u tego autora, dobrą powieścią historyczno-sensacyjną. Opowiada właśnie o tej rewolucji, a także późniejszym przywróceniu monarchii i świetnie pokazuje fanatyzm religijny i okrucieństwo zarówno purytan, jak ich przeciwników.

sobota, 16 grudnia 2023

16 grudnia - 248 rocznica urodzin Jane Austen


 
  W marcu 1826 roku Walter Scott pisał w swoim dzienniku: "Czytałem również, i to po raz trzeci, pięknie napisaną powieść Dumę i uprzedzenie. Ta młoda dama ma niezwykły talent opisywania pospolitych czynności, postaci i uczuć w najcudowniejszy sposób, w jakim dane mi było kiedykolwiek się zetknąć. Rozmaite brewerie to ja opisać potrafię, ale niedostępna mi owa niezwykła umiejętność, która sprawia, że zwykłe, powszednie zdarzenia i postacie budzą ciekawość dzięki prawdziwości opisu i uczuć. Jaka szkoda, że tak utalentowana osoba zmarła tak wcześnie". (...)
 
  Z listów i zachowanych wspomnień rodzinnych wychyla się najpierw twarz młodej dziewczyny, szczęśliwej i pogodnej, obdarzonej inteligencją i poczuciem humoru niewątpliwie ponad stan, ale zdolnej znaleźć wyraz dla swoich kipiących talentów. Ta dziewczyna pisze trzy pierwsze powieści. Potem następuje przerwa i możemy zobaczyć twarz kobiety świadomej tego, co potrafi, artystki, która się spieszy. Trzy następne powieści dźwigają już większy ciężar świadomych artystycznych założeń i przyjętych rygorów. Przez te dwadzieścia kilka twórczych lat prowadził ją rozsądek, dowcip i łącząca jedno z drugim nieprzeparta potrzeba pisania. (...)
 
  Czy była dobrym człowiekiem? Może to niestosowne pytanie, a jednak spróbujmy je postawić. Miała talent i spożytkowała go należycie. Spożytkowała, a nie wykorzystała. Była początkującą pisarką, ale odmówiła podjęcie dworskiego tematu, chociaż mogłoby to jej przynieść poparcie najbardziej wpływowego środowiska, poparcie, a z nim - pieniądze, których bardzo potrzebowała. Odmówiła, ponieważ temat jej nie interesował. Była młodą i bezposażną kobietą, bez widoków na przyszłość, ale odmówiła ręki zamożnemu mężczyźnie, bo go nie kochała. Możemy więc powiedzieć z przekonaniem, że miała zasady. (...)
 
  Opisywała najbardziej słoneczny okres w życiu swoich bohaterek, budzącej się i dojrzewającej miłości. Ale dobrze wiedziała, że potem będzie trudniej. Miała oczy szeroko otwarte i nie pozostawiała czytelnikowi wątpliwości co do tego, jak może być dalej. (...) z wyjątkiem państwa Musgrove i admirała Crofta, nie znajdujemy w jej powieściach szczęśliwych małżeństw. Pod obowiązującą poprawnością formy kryje się czy to wzajemny brak szacunku, jak w małżeństwie państwa Bennet, czy to sztywna formalność Bertramów, fałszywa układność państwa Dashwood. Małżeństwo nie jest udaną instytucją, zdaje się mówić Jane Austen, a jednak małżeństwem kończy każdą opowieść, tyle że małżeństwem, jakie zawiera równą miarę uczucia co rozsądku, ponieważ tylko takie ma szanse na szczęście.
  Sama takiego rozwiązania nie wybrała. Pozostała samotną, czujną obserwatorką, nie zawsze pewną siebie, ale nawet własną niepewność umiała wykorzystać w sztuce.
___________
Jane Austen i jej racjonalne romanse Anna Przedpełska-Trzeciakowska, WAB Warszawa 2014

piątek, 15 grudnia 2023

Podsumowanie (4) - 10 ulubionych powieści

Jednym z głównych założeń mojego bloga jest pisanie o książkach, które mi się podobają, zachwycają, które uważam za bardzo dobre i godne polecenia. Czytam też przeważnie powieści, więc przy pisaniu poniższego wpisu trochę pożałowałam mojego pomysłu sprzed paru dni wybrania dziesięciu ulubionych książek, bo wybór okazał się trudny i wiele pozycji skreśliłam z pierwszej wersji tej listy bardzo niechętnie. Powstał zestaw książek szczególnie mi bliskich, ale zdaję sobie sprawę, że innego dnia zadecydowałabym inaczej. 
Książki zamieszczone są w kolejności alfabetycznej według nazwisk autorów. 
 
1.
Odpływ Lars Saabye Christensen
To zachwycająca powieść o dorastaniu, o pewnych pamiętnych wakacjach na norweskiej wyspie w lipcu 1969 roku, kiedy ludzie pierwszy raz lądowali na Księżycu, opowiedziana z perspektywy dorosłego mężczyzny usiłującego pogodzić się ze stratą.
 
2.
Piranesi Susanna Clarke 
Niewielka książka z gatunku fantastyki. Najbardziej fascynujące jest w niej to, jak dużo przestrzeni i wolności zostawia ona czytelnikowi na snucie własnych skojarzeń i refleksji. Czytanie tej powieści przypomina w pewien sposób leżenie na łące i patrzenie w niebo na płynące chmury.
 
3.
Ze wszystkich znanych mi utworów tego autora, ta powieść zrobiła na mnie największe wrażenie. Opowiada o wyborze radykalnej wolności. W obronie przed wojną i zniewoleniem, jakie ona niesie,  Michaela K. decyduje się na ekstremalny powrót do natury. Jest artystą ucieczek wymykającym się z wszelkich wiezień, kimś, kto odmawia istnienia we wspólnocie ludzkiej.
 
4.
Siddhartha Hermann Hesse 
Wielka pochwała indywidualizmu i poszukiwania prawdy. Książka będąca rodzajem ogromnie poruszającej medytacji nad życiem, której poszczególne rozdziały będą oddziaływać na czytelnika z odmienną intensywnością zależnie od jego osobistych doświadczeń. 
 
5.
Układ okresowy Primo Levi
Ten utwór wymyka się klasyfikacji, a jednak ze względu na wybitne walory literackie - najbliższy jest chyba powieści. I to powieści przepełnionej głębokim humanizmem, jakkolwiek by to banalnie zabrzmiało. Pokazuje relacje między nauką a życiem. Przyznano jej także tytuł najlepszej książki naukowej, jaka powstała (proszę sobie obejrzeć listę książek, jakie pokonała w konkursie, w którym zdobyła to miano). 
 
6.
Tylko Beatrycze Teodor Parnicki 
Powieść dziejąca się w średniowieczu (początek XIV wieku) i opowiadająca nie tylko o wydarzeniach historycznych, ale będąca także refleksją nad dochodzeniem do prawdy historycznej. Bardzo gęsta i eksperymentalna proza. Dziwna i piękna w swojej złożoności. Osnuta wokół zakończenia wiersza Lechonia, będącego też mottem książki: Nie ma nieba ni ziemi, otchłani ni piekła, Jest tylko Beatrycze. I właśnie jej nie ma. 
 
7.
Franny i Zooey J. D. Salinger
Niewielka książka opowiadająca o szukaniu poczucia sensu w życiu. Pozbawiona akcji, składająca się z długich rozmów, z których te najważniejsze toczą się między rodzeństwem Franny i Zooeyem. 
 
8. 
Grona gniewu John Steinbeck
Powieść opowiadająca o kryzysie lat trzydziestych ubiegłego wieku, o biedzie, bezsilności, ale też o małych i wielkich gestach ludzkiej solidarności. Określenie wielka amerykańska powieść drogi pasuje tu idealnie. 

9.
Matei Brunul Lucian Dan Teodorovici 
Książka o Rumunii lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Autorowi, dzięki temu, że główny bohater jego powieści jest lalkarzem, udaje się fenomenalnie pokazać, z jednej strony istotę dyktatury, z drugiej, że sztuka jest czymś, co pozwala radzić sobie ze skrajnie trudną rzeczywistością. 
 
10.
Pałac lodowy Tarjei Vesaas  
Mroczna, piękna i smutna historia o stracie i żałobie opowiedziana za pomocą zimowych, poetyckich obrazów.

czwartek, 23 listopada 2023

"Hamnet" Maggie O'Farrell

 

W latach osiemdziesiątych szesnastego wieku pewnemu małżeństwu mieszkającemu na Henley Street w Stratfordzie urodziła się trójka dzieci: Susanna, a następnie bliźnięta - Hamnet i Judith. Chłopiec, Hamnet, zmarł w tysiąc pięćset dziewięćdziesiątym szóstym roku, w wieku jedenastu lat. Mniej więcej cztery lata później jego ojciec napisał sztukę zatytułowaną "Hamlet". 
 
Powyższa nota historyczna, którą na początku swojej powieści o życiu rodzinnym Williama Shakespeare zamieściła Maggie O'Farrell dobrze oddaje charakter historii opowiedzianej w Hamnecie, to odwrócenie perspektywy, skupienie się na relacjach rodzinnych, małżeństwie, dzieciach, wreszcie przedwczesnej śmierci syna i wpływie tego zdarzenia na poszczególnych członków rodziny. Teatr istnieje na dalszym planie i jest istotny, o tyle, o ile odnosi się do życia. To inne spojrzenie podkreśla jeszcze celowy zabieg, na który zdecydowała się autorka. W całej książce William Shakespeare nie występuje pod swoim imieniem. Jest on zamiast tego nazywany: mężem, ojcem, nauczycielem, bratem itd, bo ważniejsze niż twórczość są jego relacje z innymi. Podstawowe fakty dotyczące prywatnego życia Shakespeare są powszechnie znane. Urodził się w roku 1564 w rodzinie rękawicznika w Stratford, tam też umarł. W 1582 roku jako osiemnastolatek ożenił się z Anne Hathaway, która miała wtedy 26 lat. Na podstawie tych historycznych danych Maggie O'Farrell stworzyła własną interpretację biografii angielskiego dramaturga, wydobywając z cienia żonę Shakespeare'a i czyniąc ją pierwszoplanową postacią swojej powieści. O Anne Hathaway wiadomo tak niewiele, że nawet jej imię jest niepewne i autorka zdecydowała się na wersję Agnes, kierując się tym, że tak została ona nazwana w testamencie swojego ojca. W książce jej perspektywa, choć nie jedyna, jest kluczowa.
 
 Wizja wydarzeń stworzona przez Maggie O'Farrell na kartach Hamneta jest niezwykle pociągająca, taka, w którą chce się uwierzyć. Zbudowana jest na dwóch zbiegających się liniach czasowych. Pierwsza skupia się na jedenastoletnim Hamnecie, druga dotyczy wydarzeń wcześniejszych i opowiada historię małżeństwa Agnes i Williama. Od początku jest to związek dwóch silnych, bardzo różnych od siebie indywidualności, osób stojących może nie na marginesie społeczności, ale na pewno na uboczu z różnych powodów. Nie zdradzając zbyt dużo: on jest bardzo młodym, wykształconym gruntownie człowiekiem bez stałego zajęcia, udzielającym sporadycznie lekcji łaciny, ona ma powszechną opinię dziwnej kobiety zajmującej się ziołolecznictwem. Oboje są w pewien sposób niezwykli, choć nieprzeciętność Williama jest początkowo widziana tylko przez Agnes. Ta niezwykłość skonfrontowana jest z tym, jak postrzega ich dalsze otoczenie oraz bliscy. Sprawia to, że portrety tych dwojga są w powieści wielowymiarowe. Podobnie sprawa ma się z ich małżeństwem. Jest pokazane realistycznie z wszystkimi dotykającymi go kryzysami. Powieść, jako całość, jest bardzo wiarygodnie napisana, zarówno pod względem przedstawienia realiów epoki, pokazania w jakim stopniu  kobiety mogły być w tamtych warunkach historycznych osobami obdarzonymi sprawczością, jak i w kwestii psychologii postaci. Jednak jest na tej wiarygodności pewna lekka rysa. Wprawdzie, cytując słowa napisane przez bohatera tej książki: Więcej jest rzeczy na ziemi i w niebie /Niż się ich śniło waszym filozofom, ale ukazanie jak bardzo intuicyjnie Agnes odbiera rzeczywistość i innych ludzi momentami przekracza (dla mnie) odrobinę granicę prawdopodobieństwa, mimo że jest to pokazane jako subiektywne przekonanie Agnes czy jej otoczenia. 
 
Chociaż książka skupiona jest na życiu rodzinnym, to przecież nie dało się pominąć wątku teatru. On jest fenomenalnie, od prawie pierwszych stron do finału, wpleciony w powieść, choć początkowo bardzo dyskretnie, na przykład, kiedy William, patrzy przez okno:  
 
Obserwuje drzewa. Ich zbiorowa obecność, gdy tak stoją w szeregach, okalając obrzeża farmy, przywodzi mu na myśl dekoracyjne tło w teatrze, to malowane oszukaństwo, które rozwija się naprędce, by dać widzom znać, że miasto albo ulice z poprzedniej sceny zniknęły, że trafili teraz do boru. 
 
Skoro zaś zostało zasygnalizowane w powieści, że widziany przez okno las przypomina scenę, to musi się na tej scenie coś zacząć, ktoś pojawić. I tak się dzieje. Inny przykład: w środku książki pewna postać wpływa na decyzje innych. Do opisu tego, co robi, słowa związane z teatrem cisną się same na usta: działania zakulisowe, reżyserowanie (tu rzeczywistości). Oczywiście, pojawiają się cytaty z Hamleta, a także echa innych sztuk Shakespeare'a. I jeszcze pierwsze zdanie powieści (choć to subiektywne i niekoniecznie słuszne przekonanie) brzmi jakby mogło być didaskaliami: Chłopiec schodzi po schodach. Ogólnie rzec biorąc, język powieści jest opisowy, budujący poprzez skupienie się na detalach przestrzeń dla rozgrywających się wydarzeń. Jest też chłodny, bardzo zdystansowany, ale ten dystans podkreśla na zasadzie kontrastu obecne w powieści silne emocje. 
 
Hamnet, zgodnie z tytułem, stawia w centrum dziecko. To przede wszystkim historia jego choroby i śmierci, czemu poświęcona jest pierwsza część powieści, druga to studium żałoby. Nie są to nowe tematy w twórczości Maggie O'Farrell. Jest ona autorką autobiograficznego utworu o sytuacjach granicznych zatytułowanego Jestem, jestem, jestem. Siedemnaście przelotnych spotkań ze śmiercią. Jeśli się zna tę znakomitą książkę, to można łatwo dostrzec, jak dużo czerpie autorka z własnych doświadczeń, między innymi: w powieściowych opisach bezradności wobec choroby najbliższej osoby. Bardzo realnie przedstawiona jest w Hamnecie walka o życie dziecka, o jego każdy oddech. Potem brutalność śmierci i powolne godzenie się ze stratą - wszystkie etapy przechodzenia żałoby. Pokazane jest to głównie z perspektywy matki, choć nie tylko. Każdy z członków rodziny przeżywa żałobę po swojemu, indywidualnie i co jest bardzo realistycznie ukazane: każde z nich jest w dużym stopniu osamotnione w swoim bólu.
 
 Interpretacja biografii William Shakespeare'a stworzona przez Maggie O'Farrell na kartach Hamneta jest przejmująca, pociągająca - jak wspomniano wyżej, pragnie się, aby była prawdziwa, więcej, jest na tyle sugestywna, że wzbogaca odbiór Hamleta. Historia duńskiego księcia, który usiłuje pomścić śmierć swojego ojca i odzyskać należny mu tron, nie ma wiele wspólnego, zgoła nic, z historią Hamneta, jedenastolatka, który chodził do szkoły i miał kochającą go rodzinę. A jednak, po przeczytaniu książki Maggie O'Farrell, za każdym razem widząc Hamleta, nie będzie się można od jej wizji uwolnić i zobaczy się obecny w tej sztuce cień chłopca z książką. 

sobota, 4 listopada 2023

"Znowu listopad..."

 

 "Znowu listopad. (...) 
 Nasiona jaworu uderzają o szybę na wietrze jak... nie, jak nic innego, jak nasiona jaworu uderzające o szybę.
 Ostatnie noce były wietrzne. Liście przyklejają się do wilgotnej ziemi. Te na chodniku są żółte i gniją, las w rozproszeniu. Jeden przywarł tak mocno, że gdy w końcu się odkleja, pozostawiony po nim kształt, cień liścia, przetrwa na chodniku do wiosny.
 W ogrodzie rdzewieją meble. Zapomnieli je schować na zimę.
 Drzewa odsłaniają swoją strukturę.
 Nozdrza wychwytują w powietrzu dymną nutę. Duszę wyszły z ukrycia i grasują. Są jednak róże, jeszcze są róże. W tej wilgoci i chłodzie, na krzewie, który wygląda na uschnięty, rozwinięta róża, jeszcze.
 Spójrz na jej kolor."
 
__________
Jesień Ali Smith WAB 2020 

wtorek, 10 października 2023

"Żyjąca góra" Nan Shepherd


(...) miłość praktykowana z zapałem jest jedną z dróg poznania.

Żyjąca góra Nan Shepherd to zapiski autorki z wędrówek po szkockich górach Cairngorms. Na pierwszy rzut oka książka jest ściśle związana z regionem, o którym opowiada, bowiem składają się na nią opisy warunków przyrodniczych oraz flory i fauny tego niezbyt wysokiego - najwyższy szczyt Ben Macdui liczy 1309 metrów - pasma górskiego położonego w północno-wschodniej Szkocji. Mogłoby się więc wydawać, że to doskonała lektura tylko dla osób wybierających się w Góry Cairngorms, jednak jest w niej coś o wiele więcej. To zapis osobistej relacji człowieka z górą. W liczbie pojedynczej, bo, według autorki, całe pasmo gór, przyroda nieożywiona: skały, woda, wiatr, światło, żyjące tam rośliny, zwierzęta i ludzie stanowią zespoloną ze sobą całość - żyjącą górę. 
 
Książka powstała w ostatnich latach II wojny światowej i zaraz po jej zakończeniu i, jak pisze Nan Shepherd, stanowiła dla niej w tamtych niespokojnych i niepewnych czasach schronienie. Napisana jest prostym, skupionym na odczuciach i emocjach autorki językiem, bardzo sensualnym, a czasami wręcz poetyckim, na przykład: brzozy opisane są tak: Najpiękniej jednak wyglądają, kiedy są nagie. W niskim słońcu jedwabiste nici ich gałązek wydają się tworem samego światła. Konkretny opis poszczególnych pór roku, warunków pogodowych i miejsc łączy się z zachwytem i poczuciem wyjątkowości chwili, z chęcią jej dokładnego uchwycenia. Przykładowo, w pewnym momencie autorka rozpisując się szczegółowo o charakterystycznych dla Cairngorms gatunkach zwierząt, stwierdza: zresztą o wszystkich tych stworzeniach można poczytać w książkach. Tylko że mnie chodzi o spotkania w naturze, o takie momenty z ich życia, które zbiegły się z moją tam obecnością. Jest w tej książce poznawanie wszystkimi zmysłami, zapis ulotnych wrażeń, wielka uważność, która sprawia, że każdy szczegół ujawnia swoją wyjątkowość. To rodzaj niezwykłej lekcji kontemplacji przyrody, której autorka uczy czytelników na własnym przykładzie.
 
Żyjąca góra, jako książka, ma jeszcze jeden wymiar - metafizyczny. Jak pisze Nan Shepherd we wstępie: Miejsce i umysł mogą się wzajemnie przenikać aż do obopólnej przemiany natur. Nie mogę powiedzieć, czym dokładnie jest to wzajemne przenikanie - mogę tylko spróbować o tym opowiedzieć. I opowiada o swoim osobistym wieloletnim odkrywaniu gór dla nich samych, o procesie poznawania, w którym kluczową rolę odgrywają wspomniane już zmysły. Opisy wrażeń zmysłowych gęsto są rozsiane po całej książce, ale istnieje też osobny rozdział im poświęcony. Każdy ze zmysłów jest drogą, po której można głębiej wniknąć w góry. Wzrok jest dominujący, więc przeważają opisy widoków, światła, barw, ale na przykład, słuchając, można odkryć, że absolutna cisza jest w górach rzadkością, a jak się trafi to słuchanie jej pozwala wyjść poza czas. Jest jak nowy żywioł. Dzięki zmysłom można doświadczyć istnienia bardzo intensywnie i na głębokim poziomie. Prowadzi to do odkrywania samego siebie, poczucia czystego zachwytu i stawania się częścią większej całości, dla Nan Shepherd częścią żyjącej góry.
 

piątek, 31 marca 2023

Cztery powieści Daphne du Maurier

 Proza Daphne du Maurier sytuuje się gdzieś na pograniczu literatury obyczajowej i grozy. Zaliczana jest już do klasyki i to cieszącej się dużą popularnością wśród czytelników. Nic w tym dziwnego, bo te książki czyta się z przyjemnością. Poniżej znajduje się lista przeczytanych przeze mnie pozycji tej autorki uszeregowana według osobistych preferencji, od tej która podobała mi się najbardziej, do tej najmniej przeze mnie lubianej. 

1. Kozioł ofiarny

 Kozioł ofiarny to utwór, w którym chyba mało jest charakterystycznego dla twórczości Daphne du Maurier budowania klimatu zagrożenia, niesamowitości ze zwyczajnych rzeczy i wydarzeń. Jest to więc najbardziej powieść obyczajowa, ze wszystkich czterech tu przedstawionych, choć pomysł wyjściowy jest dość niezwykły. Rzecz dzieje się po drugiej wojnie światowej we Francji. Oto przypadkiem spotyka się dwóch mężczyzn. Jeden jest Anglikiem, wiodącym bardzo spokojną samotną egzystencję wykładowcy uniwersyteckiego, drugi Francuzem pogrążonym po uszy w kłopotach zarówno finansowych, jak i rodzinnych, których źródła tkwią jeszcze w wydarzeniach związanych z niemiecką okupacją. Łączy ich to, że wyglądają identycznie. Po spędzeniu razem wieczoru John staje się Jeanem i odwrotnie. Krótko mówiąc, zamieniają się na życia, niekoniecznie dobrowolnie z obu stron. 
 
 Jest to na pewno książka mniej wyrazista od powszechnie cenionej i najlepszej powieści Daphne du Maurier, czyli Rebeki. Ma jednak motyw, który bardzo lubię w literaturze - podszywania się pod kogoś. W pierwszej chwili wydaje się, że napięcie budowane będzie na tym, w którym momencie John zostanie zdemaskowany, bo nie poradzi sobie z wszystkimi trudnościami biznesowymi czy kłębowiskiem emocji i sprzecznych oczekiwań rodzinnych, poruszając się w nich tylko na wyczucie. Tak się dzieje, ale pytania, które stawia ta książka są ciekawsze. Jak mocno włożona maska przyrasta do twarzy? Na ile udając kogoś, stajemy się nim? Z czego wynika i czy jest etyczne zaangażowanie się w cudze, jakby nie patrzeć, sprawy? Powieść pokazuje, że subtelne zmiany mogą nieść za sobą nieodwracalne (czy aby na pewno?) i nieprzewidywalne, czasami tragiczne, konsekwencje. Niepokojąca w Koźle ofiarnym okazuje jeszcze jedna kwestia: czy ludzie są naprawdę tak łatwo wymienialni, a relacje rodzinne opierają się na lepszym lub gorszym odgrywaniu ról. Świetnie też autorka rozgrywa emocje czytelnika w zakończeniu książki, każąc mu się zastanowić, jakiego rozwiązania tej historii by sobie życzył. 

2. Rebeka
 
 Śniło mi się tej nocy, że znowu byłam w Manderley. Tak zaczyna się ta powieść i jest to jedno ze słynnych pierwszych zdań, które od razu budują nastrój utworu, pełen niepokoju i melancholii, wynikających z tego, że jest to opowieść o stracie - o spełnionym marzeniu, które z czasem okazało się ułudą. Młoda, uboga, nieśmiała dziewczyna jest damą do towarzystwa pewnej despotycznej kobiety. W czasie pobytu w Monte Carlo poznaje znacznie od niej starszego mężczyznę Maxima de Wintera. Szybko biorą ślub. Zamieszkują razem w jego pięknej angielskiej posiadłości, Manderley, gdzie wszyscy żyją wspomnieniami poprzedniej, charyzmatycznej żony pana de Wintera, Rebeki. Zginęła ona w wypadku. Główna bohaterka zaś, porównując się do nieżyjącej, czuje się coraz bardziej niepewnie. Zaczyna myśleć, iż jej mąż żałuje, że się z nią ożenił.
 
Rebeka jest znakomicie napisaną powieścią. Z jednej strony, można ją potraktować jako bardzo prawdziwe pod względem psychologicznym studium zazdrości w jej różnych formach i objawach, z drugiej jest odmianą historii o nawiedzonym domu, choć duch jest tu tylko wspomnieniem. W tej postaci zmarła Rebeka nawiedza mieszkańców Manderley i pośrednio, ale silnie wpływa na młodą bohaterkę. Charakterystyczne jest to, że ta ostatnia nie ma imienia, co podkreśla jeszcze jej poczucie niższości w porównaniu z Rebeką. 
 

3. Moja kuzynka Rachela

 Moja kuzynka Rachela jest w pewnym sensie powieścią podobną do Rebeki. Również mamy tu bohatera, tym razem męskiego, ale też młodego, naiwnego, bardzo niedoświadczonego i osobę, która już od jakiegoś czasu nie żyje, ale dalej wywiera wpływ na rzeczywistość. Rzecz dzieje się w Kornwalii w XIX wieku. Osierocony w dzieciństwie Filip Ashley zostaje przygarnięty przez starszego, bogatego kuzyna, Ambrożego. Obaj są do siebie bardzo przywiązani, choć Ambroży jest ekscentrycznym, zagorzałym starym kawalerem i nic nie wskazuje, że kiedykolwiek się to zmieni. Zaczyna jednak chorować i jedzie na kurację leczniczą zagranicę. Po pewnym czasie zdumiony siostrzeniec otrzymuje wiadomość, że Ambroży nagle się ożenił ze spotkaną we Włoszech ich daleką kuzynką Rachelą. Następne listy zaczynają być dziwne, a potem rozpaczliwe. Najwyraźniej dzieje się coś bardzo niepokojącego, aż w końcu nadchodzi informacja o śmierci Ambrożego. Wkrótce kuzynka Rachela przyjeżdża do Kornwalii, aby spotkać się z Filipem.  
 
 Wszystko dzieje się w tej powieści niespiesznie, napięcie budowane jest powoli, trochę miedzy słowami, i opiera się na różnicy między rzeczywistością a jej postrzeganiem przez uczestników wydarzeń. W centrum stoi zagadka: co się naprawdę wydarzyło we Włoszech. Jest to historia opowiadająca o snuciu domysłów, o zaufaniu i nieufności, a przede wszystkim o tym, jak bardzo odczytywanie intencji innych jest trudne. Świetnie jest pokazane, zresztą dzieje się tak we wszystkich czterech przedstawionych tu powieściach, że zamiary, intencje innych ludzi odczytywane są nie podług rzeczywistości, ale zgodnie z obrazem, jaki na temat danej osoby mamy. Czasami też pod wpływem drobiazgów potrafi on ulec radykalnej zmianie i niesie to za sobą poważne konsekwencje.
 
4. Oberża na pustkowiu

Mary po śmierci matki zdaje sobie sprawę, że sama nie utrzyma farmy i postanawia przeprowadzić się do Kornwalii do swojej ciotki, która wyszła tam za mąż za oberżystę. Po przybyciu na miejsce szybko się orientuje, że oberża, w której ma zamieszkać cieszy się złą sławą w okolicy, a ciotka z radosnej kobiety, jaką ją Mary zapamiętała z wizyty sprzed kilku lat, zmieniła się w zastraszoną i całkowicie podporządkowaną swojemu mężowi osobę. Szybko też się domyśla, jaki przestępczy proceder uprawiany jest w gospodzie, ale dopiero z czasem odkrywa, jak bardzo przerażające jest zajęcie jej wuja, i że za wszystkimi wydarzeniami kryje się jeszcze jedna, głębsza tajemnica. 
 
Z mojego punktu widzenia Oberża na pustkowiu ma kilka wad. Pierwszą z nich jest wątek romansowy, dość mocno rozbudowany. To nie jest tak, że nie lubię romansów, ale ten wyjątkowo mi się nie podobał, co rzutowało na odbiór całej powieści. Zakończenie też wydało mi się zbyt fantazyjne. Na pewno zaś do zalet książki należy kreacja głównej bohaterki, która jest sympatyczną i energiczną osobą rozdartą między dwa sprzeczne cele. Z jednej strony pragnie, aby wkroczyło prawo i została wymierzona sprawiedliwość, z drugiej za wszelką cenę chce chronić swoja ciocię. Jeszcze jedną rzecz trzeba koniecznie Daphne du Maurier przyznać: opisy Kornwalii są tu pełne piękna i grozy i świetnie budują niesamowity klimat powieści. Dla nich samych warto sięgnąć po tę książkę.

poniedziałek, 7 listopada 2022

"Atlas chmur" David Mitchell



Nie jest żywym 
świadectwem, które 
ktoś zostawił.
To ślad stopy: odcisk
człowieka!
 
Atlas chmur jest powieścią składającą się z sześciu historii. Ułożone są one w specyficzny sposób, w kolejności chronologicznej: od najstarszej dziejącej się w XIX wieku do tej najdalszej, osadzonej w dalekiej przyszłości. Wszystkie opowieści są w pewnym momencie przerwane. Po szóstej, znajdującej się w środku książki, następuje powrót do poprzednich w odwrotnej kolejności, tak, że zakończenie to znowu historia dziewiętnastowieczna. Każda taka relacja jest napisana w innym stylu. Są tu, kolejno: dziennik z zamorskiej podróży, który przeradza się w opowieść epistolarną w tonie farsowo-melodramatycznym z dwudziestolecia międzywojennego. Następnie pojawia się thriller z lat siedemdziesiątych osadzony w Stanach Zjednoczonych, potem jest brytyjska komedia z lat dziewięćdziesiątych ze sporą dawką humoru. Atlas chmur jest bowiem, w niektórych swoich fragmentach, bardzo zabawną książką. Później następuje największy przeskok czasowy i pojawia się powieść science fiction, która płynie przechodzi w dystopię stylizowaną na opowieść przy ognisku. 
 
 Książka Davida Mitchella podejmuje temat natury ludzkiej, kwestię, o której powiedziano już wszystko i to wielokrotnie. Powieść jest tego samoświadoma i nie bawi się w subtelności. Jej przesłanie jest bardzo jasno wyłożone, dodatkowo powtórzone kilka razy w różnych wariantach. Tak, jakby mówiła: ty to doskonale wiesz czytelniku - świat ludzi to chciwość, żądza władzy, egoizm i przemoc -  nie mogę ci pokazać niczego nowego, wszystko już zostało powiedziane, ale przecież w sztuce nie chodzi o to co się mówi, ale jak. I to jak jest tu świetne i to na wielu poziomach, od samej konstrukcji powieści, przez zabawę różnymi formami literackimi, o czy już była mowa wyżej, po przełożenie pojęć abstrakcyjnych, takich jak dobroć, sprawiedliwość, sprzeciw wobec przemocy i władzy na wybory jednostek, czyli losy poszczególnych bohaterów. 
 
 Atlas chmur opowiada również o reinkarnacji, co zdaje się słabym punktem książki. Jest tu ta idea przedstawiona w sposób, który wydaje się zbyt jaskrawy, oczywisty. Możliwe, że to największa wada tej powieści, bo to, co świetnie działałoby jako sugestia w jednej historii, powtórzone w kilku robi zbyt banalne i schematyczne. Być może jednak, wątek ten rzuca się w oczy celowo, jako zaproszenie, by poddać go w wątpliwość. W tej części książki bowiem, gdzie wiara w reinkarnacje przez bohatera (bardzo religijnego), przedstawiona jest wprost, znajduje się zaraz obok komentarz ją kwestionujący. Niewykluczone, że ta schematyczność jest umyślna, że to wskazanie, ciut za dosłowne, na ewidentne podobieństwo, na to, że przy całej nietrwałości ludzkiego istnienia zachodzi powtarzalność ludzkich losów.
 
 Inny rodzaj wiary, obok reinkarnacji, mianowicie, że uprawianie sztuki może być lekarstwem na kruchość życia, skrytykowany jest bezpośrednio: Jakże prostacka jest ta tęsknota za nieśmiertelnością, jak próżna, jak błędna. Kompozytorzy gryzmolą ledwo rysunki na ścianach jaskiń. Muzykę człowiek pisze, dlatego, że zima trwa wiecznie i że bez niej wilki i śnieżyce jeszcze prędzej by go dopadły. Sztuka więc to ledwo okruch rozświetlający ciemność. Jest ona czymś, co niesie tylko, albo aż, chwilową pociechę, na przykład, pada tu takie zdanie o literaturze: Książki nie dają prawdziwej ucieczki, ale mogą powstrzymać umysł, zanim sam siebie rozdrapie do krwi.
  
 Atlas chmur zaczyna się od znalezienia śladu stóp na bezludnym wybrzeżu. Zostawione znaki czy ślady to jeden z najważniejszych motywów powieści. Ogniwami, jak w łańcuchu, łączącymi poszczególne historie są okruchy przeszłości. Nikły ślad, znaleziony przez bohaterów przypadkiem, a sprawiający, że poprzednia opowieść istnieje w następnej w postaci artefaktu: fragmentu dziennika, kilku listów, połowy książki, filmu czy nagrania wideo. Oprócz tego, wydaje się, że tych ludzi pozornie nic nie łączy. Co mogą bowiem mieć ze sobą wspólnego, na przykład: dziennikarka prowadząca śledztwo w sprawie wielkiej korporacji i człowiek będący członkiem pierwotnej plemiennej wspólnoty. Podobnie jest w przypadku innych postaci. Ich historie są całkiem inne, żyją w diametralnie odmiennych warunkach społecznych, oddziela ich od siebie czas, czasami są to dziesiątki, czasami setki lat. A jednak są jak rozsiane w czasie i przestrzeni instrumenty muzyczne grające podobną melodię: sprzeciwu i współczucia. Czasami w małych sprawach, niekiedy w wielkich. Kiedy indziej zaś władza i przemoc są tak wszechobecne i obezwładniające, że prawie nie da się im, nie tylko sprzeciwić, ale też przed nimi uciec. Jakiekolwiek było ich życie, jakkolwiek ciężka była ich walka, zostaje po nich tylko ulotny ślad. Ulotny, bo z upływem czasu staje się on zamazany, traci swoje pierwotne znaczenie, przechodzi do sfery sztuki, mitu, czy wreszcie bajki kołyszącej dzieci do snu, by wreszcie zniknąć. Póki istnieje, jest jednak czymś, co niesie jakiś rodzaj otuchy.
_______
Fragment wiersza: Ślad stopy Vicente Aleixandre;
Cudze moje. Wiersze (wybór przekładów poezji 1968 - 2020) Krystyna Rodowska
 

czwartek, 28 kwietnia 2022

28 kwietnia - rocznica urodzin Terry'ego Pratchetta

10 ulubionych cytatów:


1.
JAK SIĘ NAZYWA TO UCZUCIE W GŁOWIE, UCZUCIE TĘSKNEGO ŻALU, ŻE RZECZY SĄ TAKIE, JAKIE NAJWYRAŹNIEJ SĄ?
- Chyba smutek, panie. A teraz...
JESTEM ZASMUTKOWANY  
 (Mort)
 
2.
Chciałem powiedzieć (...) że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć.
Śmierć zastanowił się przez chwilę.
KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE. 
(Czarodzicielstwo)
 
 3.
 Wewnątrz każdego starego człowieka tkwi młody człowiek i dziwi się, co się stało.
(Ruchome obrazki)
 
4.
Bibliotekarz był oczywiście wielkim entuzjastą czytelnictwa jako takiego, ale sami czytelnicy działali mu na nerwy. Było coś… bluźnierczego w tym, jak stale zdejmowali książki z półek i odczytywaniem zużywali słowa. Lubił tych, którzy książki kochają i szanują, a najlepszą metodą wyrażania tych uczuć - zdaniem bibliotekarza – było – pozostawienie ich na półkach, w miejscu przeznaczonym im przez Naturę.
(Zbrojni)
 
 5. 
Kłopot jednak polegał na tym, że człowiek powinien mieć kogoś obok siebie, żeby mu demonstrować, jaki to jest niezależny i samodzielny. Ludzie, którzy nie potrzebują innych ludzi, potrzebują innych ludzi, by im okazywać, że są ludźmi, którzy nie potrzebują innych ludzi.
(Maskarada)
 

6. 
TAK MYŚLISZ? WEŹ ZATEM WSZECHŚWIAT I ROZGNIEĆ GO NA NAJDROBNIEJSZY PYŁ, PRZESIEJ PRZEZ NAJDROBNIEJSZE SITO, A POTEM POKAŻ MI CHOCIAŻ JEDEN ATOM SPRAWIEDLIWOŚCI, JEDNĄ MOLEKUŁĘ MIŁOSIERDZIA. A JEDNAK... Śmierć machnął ręka. A JEDNAK DZIAŁACIE, JAK GDYBY ISTNIAŁ JAKIŚ IDEALNY PORZĄDEK ŚWIATA, JAK GDYBY BYŁA WE WSZECHŚWIECIE JAKAŚ... JAKAŚ SŁUSZNOŚĆ, WEDŁUG KTÓREJ MOŻNA GO OCENIAĆ. 
(Wiedźmikołaj)
 
7. 
Na świecie istnieją podobno dwa rodzaje ludzi. Jedni kiedy dostają szklankę dokładnie w połowie napełnioną mówią: 'Ta szklanka jest w połowie pełna'. Ci drudzy mówią: 'Ta szklanka jest w połowie pusta'. Jednakże świat należy do tych, którzy patrzą na szklankę i mówią: 'Co jest z tą szklanką? Przepraszam bardzo... No przepraszam... To ma być moja szklanka? Nie wydaje mi się. Moja szklanka była pełna. I większa od tej!'. A na drugim końcu baru świat pełen jest innego rodzaju osób, które mają szklanki pęknięte albo szklanki przewrócone (zwykle przez kogoś z tych, którzy żądali większych szklanek), albo całkiem nie mają szklanek, bo stały z tyłu i barman ich nie zauważył. 
(Prawda)
 
8. 
Znał zatroskanych obywateli. Gdziekolwiek się pojawiali, zawsze mówili tym samym prywatnym językiem, w którym „tradycyjne wartości” oznaczały „powiesić kogoś”. 
(Prawda)
 
9. 
Czekoladka, której człowiek nie miał ochoty zjeść, nie liczy się jako czekoladka. To odkrycie pochodzi z tej samej dziedziny fizyki kulinarnej co ta, która wykazała, że jedzenie skonsumowane nie przy stole nie zawiera żadnych kalorii.
(Złodziej czasu)

10. 
Ludzi po stronie ludu i tak zawsze w końcu czekało rozczarowanie. Odkryli, że lud na ogół nie przejawia wdzięczności, nie docenia, nie jest postępowy ani posłuszny. Lud okazywał się zwykłe małostkowy, konserwatywny, niezbyt mądry, a nawet nieufny wobec mądrości. I tak dzieci rewolucji stawały przed prastarym problemem: nie chodzi o to, że rząd jest niewłaściwy, bo to oczywiste, ale że ma się do czynienia z niewłaściwym ludem. 
(Straż Nocna)