Lato w Baden Leonida Cypkina jest opowieścią o Fiodorze Dostojewskim ujętą w podwójne ramy podróży. Cypkin wyrusza śladami swojego ulubionego pisarza pociągiem z Moskwy do Lenigradu przez grudniową Rosję lat siedemdziesiątych XX wieku. W czasie drogi czyta dziennik Anny Grigoriewny, drugiej żony pisarza, który prowadziła ona podczas podróży poślubnej po Niemczech i Szwajcarii w 1867 roku.
Annę Grigoriewną Dostojewski poznał w trudnym dla siebie okresie. Po śmierci brata Michała w 1864 roku autor Zbrodni i kary popadł w długi. Pismo, które razem prowadzili zostało chwilę wcześniej zamknięte przez cenzurę. Jesienią 1866 zatrudnił do pracy nad pisaną ze względów finansowych w wielkim pośpiechu powieścią Gracz stenotypistkę Annę Grigoriewnę Snitkinę. Poślubił ją na początku następnego roku. Ich podróż, między innymi do Baden, miała być ucieczką od kłopotów rodzinnych i pieniężnych, a skończyła się ciągiem hazardowym, bo Dostojewski przegrywał w badeńskim kasynie wszystkie posiadane pieniądze.
Choć Lato w Baden skupia się na niełatwych początkach małżeństwa, będącego jednym z momentów przełomowych w życiu pisarza, sięga też do wydarzeń wcześniejszych i późniejszych, kreśląc jego żywy i niewygładzony portret od dzieciństwa aż do śmierci. Jest to opowieść biograficzna łącząca w sobie wierność faktografii i wyobraźnię w opisie człowieka straumatyzowanego katorgą, poniżonego i uzależnionego od hazardu. Leonid Cypkin chce zrozumieć wewnętrzny świat Dostojewskiego, zbadać na ile doświadczenia życiowe i poglądy pisarza znajdują odzwierciedlenie w jego twórczości. Niektóre rzeczy są oczywiste, na przykład: powieść Gracz, czy wrażenia z oglądanego w Bazylei obrazu Holbeina Młodszego Chrystus w grobie przypisane potem Myszkinowi z Idioty, którego pierwsze sceny krystalizują się tego lata 1867 w umyśle pisarza. Idąc tym tropem Leonid Cypkin zadaje niewygodne i czasami osobiście bolesne pytania. Trzeba koniecznie podkreślić, że raczej je stawia niż udziela kategorycznych odpowiedzi. Trzy z nich wydają się najbardziej poruszające. Pierwsze dotyka krzywdy uczynionej osobom bezbronnym: Na ile znaczący jest fakt, że Dostojewski nadał swoje imię odrażającej figurze - ojcu z Braci Karamazow? Drugie dotyczy antysemityzmu pisarza:
(...) wydawało mi się niezwykle dziwne, że człowiek tak wrażliwy w swoich powieściach na cierpienie innych, tak gorliwie biorący w obronę skrzywdzonych i poniżonych, tak gorąco i zapamiętale głoszący prawo do życia każdego drania (...) - że taki człowiek nie znalazł ani jednego słowa na obronę lub usprawiedliwienie ludzi prześladowanych od paru tysięcy lat - czy naprawdę był tak ślepy?, a może zaślepiony nienawiścią?
To pytanie jest podobne do problemu antypolonizmu w książkach Dostojewskiego, jaki poruszył Jerzy Stempowski w swoim eseju (Polacy w powieściach Dostojewskiego), dając w odpowiedzi wyrafinowaną i fenomenalną interpretację Zbrodni i kary. W Lecie w Baden to pytanie po prostu zostaje postawione i wybrzmiewa bardzo silnie ze względu na żydowskie pochodzenie Leonida Cypkina.
Leonid Cypkin w swojej książce kreśli również współczesne mu portrety mieszkańców Lenigradu i obraz samego miasta, które zimą najbliżej przypomina dawny Petersburg z czasów Dostojewskiego. Jakby nic się nie zmieniło. To jest, jak się zdaje, trzecie pytanie, jakie stawia autor: o odwieczność Rosji i jej problemów. Opisuje jak w latach siedemdziesiątych wracają jak fala stare kwestie polityczne: historyczny spór między Dostojewskim a Turgieniewem na gruncie różnic ideowych dotyczących relacji Rosji z Zachodem (...), rozgorzał z nową siłą w osobach dwóch dysydentów - Sołżenicyna i Saratowa. Opisani są oni enigmatycznie i bez podawania nazwisk, co niezmienia faktu, że autor nigdy nie zobaczył swojej książki w druku. Jeden z wyżej wymienionych przejął miecz z rąk Dostojewskiego, wymachiwał nim wściekle, oskarżając Zachód o niezrozumienie Rosji i dalszego jej rozwoju, który powinien czerpać siłę z ducha narodu.
Najbardziej uderza w Lecie w Baden jak niezwykle pięknie jest ta książka napisana. Długimi ciągnącymi przez kilka stron zdaniami z zaskakującymi skokami. Jakby narracja imitowała rytm jadącego pociągu i nagle ktoś dostrzegł coś interesującego za oknem lub naśladowała pogrążonego w lekturze czytelnika, którego naszła nagła myśl i podniósł wzrok znad książki. Jednym z wielu przykładów jest wyjazd Dostojewskich z Baden przedstawiony z punktu widzenia Anny:
(...) w wagonie było za gorąco, ale kiedy pociąg wreszcie ruszył, zrobiło się trochę chłodniej - za oknami przesuwały się ceglastoczerwone domy o spadzistych dachach, w dali widniały góry pokryte zielenią, jedna z nich z Nowym i Starym Zamkiem i z nawisłymi u szczytu skałami - teraz, kiedy już odjeżdżali stąd bezpowrotnie, znowu jak wtedy gdy tu przyjeżdżali, dostrzegła piękno tego miasteczka i otaczających je gór, gdzieś w dali zalśnił swoim błękitem Ren i przez moment zrobiło się jej smutno - "Rozłąka, cokolwiek by mówić, jest jak śmierć" - pisała Cwietajewa - opuszczając nawet najgorsze miejsca, zawsze czułem smutek, pewnie dlatego, że wiedziałem, iż nigdy do nich nie wrócę - Fiedia zdobył gdzieś czerwone winogrona, bardzo smaczne, Anna Grigoriewna jadła je z nim w pociągu, niestety kupił ich za mało (...)
Należy jeszcze wspomnieć, jak wspaniale odmalowana jest tu rosyjska zima, skontrastowana z opisem ciepłego lata w Baden. Zimowy pejzaż z szybko zapadającą ciemnością, śniegiem zasypującym miasto, z wyczuwalnymi w dali nieobjętymi śnieżnymi przestrzeniami podkreśla melancholię i smutek tej zachwycającej książki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarze. Uprzejmie proszę o kilka słów opisu, jeśli ktoś zamieszcza link.