Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vesaas Tarjei. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vesaas Tarjei. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 lipca 2021

Cztery ulubione książki, czyli podsumowanie półrocza 2021

 

Poniżej są trzy powieści plus tom poezji, które wzbudziły we mnie najwięcej emocji w pierwszej połowie tego roku. Kolejność dowolna. 
 
1. Cudze słowa Wita Szostaka to bardzo dobra literatura, która może być punktem wyjścia do fascynujących dyskusji, ale jednocześnie niesie ze sobą spory ciężar emocjonalny. Jest w pewnym sensie bezlitosna, bo wielogłosowość powieści sprawia, że mity jakie budują bohaterowie na swój temat i wokół swoich relacji z centralną postacią książki - Benedyktem (notabene: Benedykt to imię, oznaczające: tego, o którym mówi się dobrze) zostają  zburzone. Szerzej pisałam o niej tutaj: link
 
2. Jesień Ali Smith. Książka utkana ze wspomnień i snów, której głównym tematem jest czas i pamięć. W Wielkiej Brytanii tuż po referendum brexitowym trzydziestoparoletnia Elisabeth zatrzymuje się na dłużej u matki i odwiedza swojego przyjaciela, prawie stuletniego Daniela, który leży pogrążony w śpiączce. Ta powieść wzbudza różne uczucia u czytelników. U niektórych wywołuje zachwyt, inni zarzucają jej bycie o niczym i chaotyczność. Należę do pierwszej grupy. Jeden z wielu moich ulubionych cytatów: 
 
Wiesz, nic nie szkodzi, że zapominasz. Dobrze, że zapominamy. Czasami nawet musimy zapomnieć. Zapominanie jest ważne. Robimy to celowo. Dzięki temu możemy trochę odpocząć. Słuchasz mnie? Musimy zapominać. Inaczej już nigdy byśmy nie zasnęli. (...) Wyobrażam sobie, że to, co zapomniałem, cokolwiek to jest, przycupnęło obok mnie jak śpiący ptak. (...) I potem wiesz, co robię? Po prostu trzymam go, nie za mocno i pozwalam spać. I tylko tyle.
 
3. Pałac lodowy Tarjei Vesaas. Głęboki psychologicznie portret osoby zmagającej się ze stratą. Vesaas opowiada swoją historię w bardzo poetycki sposób, przy czym jest to poezja surowa, oszczędna w słowach. To, co naprawdę istotne pozostaje niewyrażone, jest pokazane w postaci zimowych obrazów. Szerzej o tej powieści można przeczytać tutaj: link

4. Dzikie brzoskwinie. Antologia poetek amerykańskich to bardzo szeroki wybór poezji amerykańskiej pisanej przez kobiety od Emily Dickinson po laureatkę Nagrody Nobla z roku 2020  Louise Glück. Na razie jest to jedyna antologia, w której można przeczytać trzy wiersz napisane przez ubiegłoroczną noblistkę. Wyboru utworów i większości tłumaczeń dokonała Julia Hartwig. Nawiasem mówiąc, w tym roku przypada stulecie urodzin tej wybitnej poetki i tłumaczki. Pozostałych przekładów dokonali, między innymi: Barańczak, Miłosz, Poświatowska. Wiersze są różnorodne, więc bardzo łatwo znaleźć coś dla siebie. Ogromne wrażenie zrobił na mnie poemat Diane Wakoski Pięć snów Jennifer Snow i jej testament oraz poezja Denise Levertov (tu: Kontrabanda w tłumaczeniu Czesława Miłosza, a tutaj: Latem - przekład Julii Hartwig ) i Jane Hirshfield. Poniżej wiersz Louise Glück (Julia Hartwig):
 
Eros
 
Przysunęłam moje krzesło do okna, by patrzeć na deszcz.
 
Byłam jakby we śnie lub w transie -
zakochana, a jednak nie chciałam niczego.

Nie musiałam cię dotykać, patrzeć na ciebie.
Chciałam tylko jednego: tego pokoju, krzesła, szumu
                                                                  padającego deszczu,
godzina za godziną, ciepła tego wiosennego wieczoru.
 
Nie trzeba mi było nic więcej; byłam samą sytością.
Moje serce stało się małe, niewiele potrzebowało, by się napełnić.
Patrzyłam na deszcz padający ciężkimi strugami nad
                                                         ciemniejącym miastem - 

Byłeś poza tym: zgadzałam się byś żył
wedle swych chęci.

O zmierzchu deszcz zelżał. Zajęłam się rzeczami
jakie wykonujemy w świetle dziennym, byłam pogodzona,
ale poruszałam się jak lunatyczka.
To wystarczało i nie miałeś z tym już nic wspólnego.
Kilka dni w obcym mieście.
Rozmowa, dotyk dłoni.
A potem zdjęłam obrączkę.

Tego właśnie chciałam: być naga.

piątek, 5 marca 2021

"Pałac lodowy", Tarjei Vesaas

Zamknięty pałac żył.
Oni sami wlali weń życie. Przynieśli światło i życie martwemu zwałowi lodu i milczącym godzinom drugiej połowy nocy. Zanim tu przyszli, wodospad beznadziejnie huczał na oślep, kolos lodowy był tylko czającą się niemą śmiercią. Nie wiedzieli, co się z nimi dzieje, póki nie zostali wciągnięci w grę między, tym co było, a tym co nadejdzie.
Zresztą to jeszcze nie wszystko.
Tu kryje się coś tajemniczego. Ludzie dobywają troski, które muszą ich nękać i wkładają w tę nocną grę ze światłem i przeczuciem śmierci. Tak jest lepiej, ale skutkiem tego łatwiej ulegają potężnemu czarowi. Rozproszyli się po lodowych zakamarkach, latarnie rzucają poziome światło, krzyżujące się z odblaskiem odłamków i graniastosłupów, oświetlają one odcinki, które równie szybko powtórnie zamykają się na zawsze. Tutaj, obok lodowego pałacu, ludzie sami się zatracają. Jakby coś nimi owładnęło, gorączkowo szukają wkoło siebie czegoś cennego, co znalazło się w nieszczęściu, ale oni sami są w to uwikłani. Ci znużeni, poważni ludzie wydają siebie na pastwę uroku i powiadają: ‘To tutaj’. Stoją u stóp lodowych murów z napiętymi twarzami, gotowi dać upust trosce zawodząc żałobną pieśń przed zamkniętym, niewolącym ich pałacem – gdyby, choć jeden z nich miał dosyć silną wolę aby zacząć, wszyscy by się do niego przyłączyli.

 Książka Vesaasa w warstwie fabularnej jest bardzo prostą opowieścią o początku przyjaźni i jej nagłej stracie. Pewnego zimowego wieczoru jedenastoletnia Siss odwiedza nową koleżankę Unn. Następnego dnia Unn zamiast iść do szkoły, wybiera się na samotną wycieczkę, z której nigdy nie wraca. Niezwykłość i siła Pałacu lodowego tkwi w czymś innym niż fabuła. Fascynujący jest sposób, w jaki Vesaas opowiada swoją historię, bardzo sugestywny, tajemniczy, poetycki wręcz, przy czym jest to poezja surowa, oszczędna w słowach. To, co naprawdę istotne pozostaje niewyrażone. Raczej zostaje pokazane w postaci zimowych obrazów, co sprawia wrażenie, że Pałac lodowy jest mroźną, mroczną baśnią, pozwalającą czytelnikowi bardziej czuć niż rozumieć i dającą mu ogromne pole do własnej interpretacji. 
 
Wieloznaczność, metaforyczność, mówienie za pomocą obrazów, nie oznacza braku pogłębionych portretów psychologicznych postaci, głównie Siss. Z wielką wrażliwością odmalowany jest proces nawiązywania pierwszej silnej więzi z kimś poza rodzicami, uczucia jakie temu towarzyszą: oszołomienia i niepewności, a później ból związany ze śmiercią bliskiej osoby. Doskonale odtworzone zostało zmaganie się ze stratą, ten skomplikowany, splątany kłąb emocji niezrozumienia, smutku, tęsknoty, lęku, potrzeby wierności. Potem zima powoli odchodzi, a wraz z jej odejściem żałoba słabnie, zdarza się coś, co pozwala poczuć z powrotem po tak długim czasie radość i sobie to uświadomić. Był czas śniegu, czas śmierci i zamkniętych izb - potem człowiek znalazł się po przeciwnej stronie.
  
 Pałac lodowy można też odczytać jako opowieść o ludzkim losie, w który to los wpisana jest nieuchronnie tragedia. Przeczuwa to na początku historii Siss, bojąc się, po dziecinnemu, czegoś, co znajduje się w ciemności. Wyobraź sobie rzeczywistość, zdaje się mówić autor, w którym ludzie są prawdziwie dobrzy - a w tej powieści są - czy zło dalej istnieje? Odpowiedź Vessasa brzmi: tak. Żyjemy w bardzo pięknym świecie, w którym zło i śmierć są wpisane w samą jego istotę. I jesteśmy wobec tego bezradni. Jedyne co możemy zrobić to okazywać współczucie i solidarność z innymi ludźmi.


środa, 29 października 2014

"Pałac lodowy", Tarjei Vesaas


Dzień siedemnasty – ulubiony cytat z ulubionej książki

Pałac lodowy to moja ulubiona powieść, mało znanego norweskiego pisarza Tarjei Vesaasa. Nie umiem o niej opowiedzieć, tak by oddać jej sprawiedliwość, dlatego będzie cytat. Cytat, jeden z wielu ulubionych (no cóż, najchętniej przytoczyłabym całą książkę), dość losowo wybrany, pochodzi z rozdziału: „Zanim mężczyźni odeszli”. Brzmi on tak:
 
 
„Oni sami wlali weń życie. Przynieśli światło i życie martwemu zwałowi lodu i milczącym, godzinom drugiej połowy nocy.(…) Ludzie dobywają troski, które muszą ich nękać, i wkładają je w tę nocną grę ze światłem i przeczuciem śmierci. Tak jest lepiej, ale skutkiem tego łatwiej ulegają potężnemu czarowi. Rozproszyli się po lodowych zakamarkach, latarnie rzucają poziome światło, krzyżujące się z odblaskiem odłamków i graniastosłupów, oświetlają one odcinki, które równie szybko powtórnie zamykają się na zawsze. Tutaj, obok lodowego pałacu, ludzie sami się zatracają. Jakby coś nimi owładnęło, gorączkowo szukają wkoło siebie czegoś cennego, co znalazło się w nieszczęściu, ale oni sami są w to uwikłani. Ci znużeni, poważni ludzie wydają siebie na pastwę uroku i powiadają: ‘To tutaj’. Stoją u stóp lodowych murów z napiętymi twarzami, gotowi dać upust trosce zawodząc żałobną pieśń przed zamkniętym, niewolącym ich pałacem – gdyby, choć jeden z nich miał dosyć silną wolę, aby zacząć wszyscy by się do niego przyłączyli.”