Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szostak Wit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szostak Wit. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 maja 2024

"Zagroda zębów" Wit Szostak



Zagroda zębów
to zbiór poetyckich miniatur, będących reinterpretacjami Odysei Homera. Każda z nich jest osobną historią, wariantem życia Odyseusza, któremu przypada inny los w zależności od przypadku i podjętych przez niego decyzji. Wit Szostak buduje bowiem rzeczywistość pozbawioną boskiej interwencji. Bogowie zbiegli po upadku Troi, został świat, w którym człowiek jest pozostawiony samemu sobie. 
 
Chociaż miniatur jest kilkadziesiąt to jednak całość stanowi bardzo precyzyjną konstrukcję. Jest tu siedem punktów węzłowych (plus prolog i epilog), od których rozgałęzia się historia i poszczególne jej warianty, czasami bardzo liczne. Wszystkie te węzły znajdują swoje oparcie u Homera i występują w kolejności u niego przedstawionej. Odyseja zaczyna się od przybycia na dwór w Itace Sowiookiej Ateny w przebraniu, która nakłania Telemacha do poszukiwania ojca. Co się stanie, gdy zamiast niej przybędzie nieznajomy, zwany tu Sowiookim właśnie, a nie mający żadnych boskich mocy i nie zostanie przyjęty? Albo, jak dzieje się to w drugim punkcie, zostanie, ale Telemach nie wyruszy na wyprawę? Trzecim węzłem jest pobyt Odyseusza u Feaków. Czwartym zaś, szczególnie obfitym w warianty, bo też najbardziej otwartym na możliwości, jest wyruszenie w drogę po zburzeniu Troi. To koniec pewnego świata i początek czegoś nowego. Czy więc Odys zginął w czasie zdobywania miasta? Utonął w morzu? Może został w ruinach z mieszkańcami, którzy cudem uniknęli rzezi? Piąte i szóste rozgałęzienia historii przedstawione są z punktu widzenia Penelopy. Siódme zaś opowiada o śmierci Odyseusza.

Zagroda zębów jest prozą poetycką ze wszystkimi jej cechami charakterystycznymi: zabawą konotacjami wyrazów, zwięzłością, precyzją i plastycznością języka. Całości pewien rytm i spójność nadają powtarzające się frazy, takie jak na przykład: morze ciemne jak wino czy tytułowa zagroda zębów. Ta ostatnia oznacza milczenie, słowa nigdy niewypowiedziane. Szostaka interesuje bowiem konfrontacja z mitem, pokazanie tego, co się w nim nie mieści. Są to bowiem historie o zawikłanych ludzkich losach i relacjach, dotykające trudnych emocji: wstydu, poczucia winy i zagubienia. Opowiadają o doświadczeniach, o których nikt nie układa pieśni. W tych opowieściach Odyseusz to już nie heros otoczonym opieką bóstw - bogowie zbiegli po upadku Troi (jeszcze jedna z fraz powtarzających się jak refren), lecz zwykły, zmęczony człowiek, który być może nigdy nie zdoła powrócić do domu, bo przeżyta wojna i wieloletnia tułaczka uczyniły powrót nierealnym fizycznie albo psychicznie. A jednak, mimo demitologizacji postaci i wydarzeń, bardzo silnie pokazany jest w Zagrodzie zębów nieprzemijający rdzeń antycznej opowieści. Już u Homera Odyseusz jest kimś, kto przybiera różne imiona i zmienia tożsamość kilka razy (czyniąc to głównie z ostrożności). W boskim Odysie, kiedy odejmie się jego niezwykłość jest coś, z bycia nikim (w końcu sam się tak nazwał) i każdym. Zagroda zębów to znakomicie, w sposób bardzo przemyślany rozwija. Przedstawia różnych Odyseuszy - z wielu perspektyw kreśli tematy wędrówki, zagubienia, bezdomności, samotności, prób zbudowania życia na nowo. Ta ponadczasowość i uniwersalność opowieści o Odyseuszu wybrzmiewa zwłaszcza w epilogu książki.  
 
Poniższy cytat to przykład jednego z kilku wariantów wyprawy Telemacha w poszukiwaniu Odyseusza:

"Telemach wypłynął na morze, morze ciemne jak wino. Znika z oczu Itaka, wzruszenie. Nigdy nie opuszczał wyspy. Razem z nim płynie Laertes w swą ostatnią wyprawę. Zawijają do portów, goszczą w królewskich pałacach. Wszędzie to samo pytanie, nigdzie śladu Odysa.
Są coraz dalej od domu, żeglują przez wody nieznane. Laertes uczy wnuka morza i sekretów nieba. Telemach jest pojętny, potrafi słuchać i milczeć. Dłonie twardnieją od lin, twarz mężnieje od wiatru. Starzec dostrzega w nim cień syna. Widzi tę samą zawziętość, przebiegłość, szukanie sposobów. Wspomina dawne lata, kiedy wypływał z Odysem.
Telemach słabo znał dziadka, ten żył poza pałacem. Widywał go na Itace od święta, rzadkie są uczty bez króla. Teraz na łodzi zdani są swą bliskość, oszczędne słowa i mądre milczenie. Syn Odysa wpatruje się w żłobioną twarz Laertesa, skupioną na znakach morza. I w tej twarzy widzi profil ojca znany mu tylko z monet. 
Sypiali pod gołym niebem w bezimiennych zatokach. Dogasały ogniska, gwiazdy nad ich głowami. Stary Laertes śpiewał swą młodość, wyprawa Argonautów, wskrzeszał stare mity. Telemach słuchał udając sen, pieśń kołysała go do snu. Żeglowali straciwszy cel, nikt o Odysie nie słyszał. Byli już wszędzie, gdzie można być, poza bramami Hadesu. Nie mówili o tym, o czym każdy z nich myślał. Ale Telemach zapamiętał dzień, gdy o tym razem milczeli. Długie spojrzenia bez słów zamknięte zagrody zębów. Nie będą dłużej szukać. Jeden w drugim znalazł Odysa. Zawrócili łódź na Itakę." 

czwartek, 1 lipca 2021

Cztery ulubione książki, czyli podsumowanie półrocza 2021

 

Poniżej są trzy powieści plus tom poezji, które wzbudziły we mnie najwięcej emocji w pierwszej połowie tego roku. Kolejność dowolna. 
 
1. Cudze słowa Wita Szostaka to bardzo dobra literatura, która może być punktem wyjścia do fascynujących dyskusji, ale jednocześnie niesie ze sobą spory ciężar emocjonalny. Jest w pewnym sensie bezlitosna, bo wielogłosowość powieści sprawia, że mity jakie budują bohaterowie na swój temat i wokół swoich relacji z centralną postacią książki - Benedyktem (notabene: Benedykt to imię, oznaczające: tego, o którym mówi się dobrze) zostają  zburzone. Szerzej pisałam o niej tutaj: link
 
2. Jesień Ali Smith. Książka utkana ze wspomnień i snów, której głównym tematem jest czas i pamięć. W Wielkiej Brytanii tuż po referendum brexitowym trzydziestoparoletnia Elisabeth zatrzymuje się na dłużej u matki i odwiedza swojego przyjaciela, prawie stuletniego Daniela, który leży pogrążony w śpiączce. Ta powieść wzbudza różne uczucia u czytelników. U niektórych wywołuje zachwyt, inni zarzucają jej bycie o niczym i chaotyczność. Należę do pierwszej grupy. Jeden z wielu moich ulubionych cytatów: 
 
Wiesz, nic nie szkodzi, że zapominasz. Dobrze, że zapominamy. Czasami nawet musimy zapomnieć. Zapominanie jest ważne. Robimy to celowo. Dzięki temu możemy trochę odpocząć. Słuchasz mnie? Musimy zapominać. Inaczej już nigdy byśmy nie zasnęli. (...) Wyobrażam sobie, że to, co zapomniałem, cokolwiek to jest, przycupnęło obok mnie jak śpiący ptak. (...) I potem wiesz, co robię? Po prostu trzymam go, nie za mocno i pozwalam spać. I tylko tyle.
 
3. Pałac lodowy Tarjei Vesaas. Głęboki psychologicznie portret osoby zmagającej się ze stratą. Vesaas opowiada swoją historię w bardzo poetycki sposób, przy czym jest to poezja surowa, oszczędna w słowach. To, co naprawdę istotne pozostaje niewyrażone, jest pokazane w postaci zimowych obrazów. Szerzej o tej powieści można przeczytać tutaj: link

4. Dzikie brzoskwinie. Antologia poetek amerykańskich to bardzo szeroki wybór poezji amerykańskiej pisanej przez kobiety od Emily Dickinson po laureatkę Nagrody Nobla z roku 2020  Louise Glück. Na razie jest to jedyna antologia, w której można przeczytać trzy wiersz napisane przez ubiegłoroczną noblistkę. Wyboru utworów i większości tłumaczeń dokonała Julia Hartwig. Nawiasem mówiąc, w tym roku przypada stulecie urodzin tej wybitnej poetki i tłumaczki. Pozostałych przekładów dokonali, między innymi: Barańczak, Miłosz, Poświatowska. Wiersze są różnorodne, więc bardzo łatwo znaleźć coś dla siebie. Ogromne wrażenie zrobił na mnie poemat Diane Wakoski Pięć snów Jennifer Snow i jej testament oraz poezja Denise Levertov (tu: Kontrabanda w tłumaczeniu Czesława Miłosza, a tutaj: Latem - przekład Julii Hartwig ) i Jane Hirshfield. Poniżej wiersz Louise Glück (Julia Hartwig):
 
Eros
 
Przysunęłam moje krzesło do okna, by patrzeć na deszcz.
 
Byłam jakby we śnie lub w transie -
zakochana, a jednak nie chciałam niczego.

Nie musiałam cię dotykać, patrzeć na ciebie.
Chciałam tylko jednego: tego pokoju, krzesła, szumu
                                                                  padającego deszczu,
godzina za godziną, ciepła tego wiosennego wieczoru.
 
Nie trzeba mi było nic więcej; byłam samą sytością.
Moje serce stało się małe, niewiele potrzebowało, by się napełnić.
Patrzyłam na deszcz padający ciężkimi strugami nad
                                                         ciemniejącym miastem - 

Byłeś poza tym: zgadzałam się byś żył
wedle swych chęci.

O zmierzchu deszcz zelżał. Zajęłam się rzeczami
jakie wykonujemy w świetle dziennym, byłam pogodzona,
ale poruszałam się jak lunatyczka.
To wystarczało i nie miałeś z tym już nic wspólnego.
Kilka dni w obcym mieście.
Rozmowa, dotyk dłoni.
A potem zdjęłam obrączkę.

Tego właśnie chciałam: być naga.

wtorek, 20 kwietnia 2021

"Cudze słowa", Wit Szostak

 

 Zwróciłam cudze słowa (...).

 Jestem pełna wątpliwości czy wrócą własne. Zdążyły zdziczeć i zachowują się jak obcy ludzie, nie rozpoznajemy się nawzajem. A może nie ma własnych słów, może wszystkie są cudze? Tamte, które miałam za własne, też od kogoś dostałam. 

Cudze słowa Wita Szostaka to książka złożona z przeplatających się wzajemnie opowieści siedmiu osób, które na różnych etapach swojego życia znały Benedykta, kiedyś bardzo obiecującego studenta filozofii, potem współwłaściciela restauracji w Krakowie

 Rzeczą, która najbardziej rzuca się w oczy przy czytaniu tej powieści jest misterny sposób, w jaki jest ona skonstruowana. Język ma w niej ogromne znaczenie, słowa ujawniają tu swoją moc zasłaniania i odsłaniania rzeczywistości. Wystarczy jedna fraza, jedno zdanie dodane do tego, co czytelnik już wie, by wzbudzić u niego uczucie niepewności albo zmienić całkowicie jego ogląd przedstawionej sytuacji. Najbardziej manifestuje się to w zakończeniu, gdy powtórzony jest początkowy fragment książki, tym razem bez skreśleń. 

 Cudze słowa zajmują się relacją między opowieścią a realnością. Mit to kluczowe słowo w opowiadaniu o tej książce. Pokazuje ona dlaczego i jak powstają mity - obraz Benedykta jest budowany i burzony, wielogłosowość powieści sprawia, że nie wiadomo o nim nic pewnego, zostają tylko mity na jego temat, różne warianty jego historii. Czy na pewno był kimś niezwykłym, czy tylko otoczenie nakładało na niego swoje oczekiwania, projekcje, budowało jego legendę? Mit jest na oczach czytelnika konstruowany i dekonstruowany. 

 Mit funkcjonuje w powieści Szostaka w jeszcze inny sposób. Chociaż Cudze słowa to książka całkowicie realistyczna, jednocześnie zanurzona jest w mitycznych opowieściach, zarówno biblijnych, jak i antycznych. Ślady do nich prowadzące rozsiane są w całej powieści. Pierwszy, prosty przykład z brzegu - imiona bohaterów: Magdalena, Weronika, Paweł, Jan, Jakub, Józef, Szymon (nie Piotr!). Skojarzenia z postaciami biblijnymi wydają się w pełni uzasadnione. Wszystkie te mitologiczne, jak również filozoficzne odniesienia zasługują na obszerny esej napisany przez kogoś kompetentnego, ja chciałabym tylko wskazać tropy najbardziej oczywiste: uczty i wyspy, które łączą się ze sobą w pewnym momencie powieści. Odwołania do uczty (rzecz dzieje się przecież z racji wykonywanych przez bohaterów zajęć, głównie na uniwersytecie i w restauracji) rozciągają się od Uczty platońskiej do Ostatniej wieczerzy. Wyspa zostaje najpierw wymyślona jako bezpieczna kraina, schronienie przed światem, potem przybiera kształty konkretnego miejsca, by jeszcze później stać się przestrzenią eksperymentów - czarów i dziwów - zmierzających w stronę utopii. 
 
 Cudze słowa są również książką na wskroś współczesną, osadzoną tu i teraz, nie stroniącą od ostrej oceny rzeczywistości. Przykłady, jedne z wielu: przemoc wobec dziecka, niewidzialna dla otoczenia, cierpkie spostrzeżenia kogoś, kto wspina się po drabinie społecznej o tych, którzy już zajmują wyższe szczeble. Jest tu też obecna krytyka uniwersytetu jako instytucji i dekonstrukcja pewnego języka - chyba nikt za pomocą literatury tak nie pokazał mizoginizmu obecnego w oficjalnym nauczaniu Kościoła Katolickiego, jak to zrobił (brawurowo!) autor w tej książce. 
 
 Narracje pierwszoosobowe sprawiają, że czytelnik jest blisko postaci. Buduje to w stosunku do nich zrozumienie, budzi współodczuwanie czy w końcu głębokie współczucie. Zarazem Cudze słowa są książką bezlitosną w pewnym sensie. Historie opowiadane przez bohaterów można potraktować jak ich mowy obrończe, w których pokazują oni najkorzystniejszą dla siebie wersję wydarzeń, a każdy z nich ma coś do ukrycia, także, a może przede wszystkim, przed sobą. Oczywiście jedni są bardziej szczerzy, drudzy mniej, niektórzy też potrafią maskować się lepiej od innych. Wielogłosowość powieści sprawia, że pokazana jest ich bezbronność, zostają obnażeni, ich narracje odsłonięte, maski zdarte. Zostają tylko pytania, w rodzaju tych najpoważniejszych o relacje międzyludzkie, o prawdę, o granice poznania, o sens życia. Bardzo piękna i złożona książka.