czwartek, 11 kwietnia 2024

"Raj utracony" John Milton


Raj utracony
Miltona to jedno z najważniejszych dzieł w literaturze angielskiej. Ten siedemnastowieczny poemat podzielony na dwanaście ksiąg przedstawia biblijną opowieść o upadku pierwszych ludzi. Mimo tego, że historia jest powszechnie znana, że książka zajmuje się teologicznymi kwestiami żywo obchodzącymi ludzi w przeszłości, dzisiaj już może niekoniecznie, dalej jest godnym uwagi, poruszającym dziełem literackim kunsztownie splatającym dwa główne wątki. Pierwszy to zemsta, której chce dokonać Szatan strącony za swój bunt z Niebios w otchłań, drugi zaś opowiada o życiu Adama i Ewy w Raju. 

Warto chyba w tym miejscu napisać kilka słów o okolicznościach powstania Raju utraconego. Ten utwór to dowód zdumiewającej siły wyobraźni i niezłomności ludzkiego ducha, która pozwoliła Miltonowi wykreować z takim rozmachem, tak porywające, wizyjne dzieło. Księga trzecia tego poematu zaczyna się pozdrowieniem światła: Witaj, światłości święta, dziecię pierwsze Niebios (...) Zanim powstało słońce i niebiosa/ Ty byłaś. Skontrastowane to zostało dalej z wersem: (...) wiekuista ciemność mnie otacza. Jest to stwierdzenie tragicznego faktu. W czasie powstawania Raju utraconego Milton był od kilku lat niewidomy. Pisanie odbywało się w ten sposób, że komponował niewielki fragment tekstu w głowie i gdy był on już gotowy, dyktował go swoim córkom. Poeta miał też za sobą bardzo trudne przeżycia. Zmarła przy porodzie wraz z dzieckiem jego druga żona. Prawdopodobnie to, że był powszechnie znanym w Europie twórcą i filozofem, ocaliło go od wyjątkowo okrutnej śmierci na szafocie po przywróceniu monarchii w Anglii. Milton, jako zaciekły antymonarchista, brał bowiem udział w purytańskiej rewolucji Cromwella, która obaliła i ścięła Karola I Stuarta wprowadzając republikę. Przez około dwadzieścia lat pracował jako sekretarz przy Radzie Państwa powołanej przez Olivera Cromwella. Oczywiście, że poniższe twierdzenie jest zbytnim uproszczeniem, ale być może osobiście odczuwana przegrana rewolucji, którą mocno popierał, sprawia, że słowa zbuntowanego Szatana brzmią tak wiarygodnie. Przykładowo, kiedy po ostatecznej klęsce, z dna otchłani mówi on, że została mu jeszcze śmiałość,
co każe, by się nie poddawać 
Nigdy i nigdy nie korzyć, na koniec
Nie dać się zdeptać. 
Podobnie wybrzmiewa najsłynniejszy cytat z Raju utraconego: (...) bowiem lepiej/ Być władcą w piekle niż sługą w Niebiosach. 
 
Rozpatrywany w kontekście atmosfery religijnej epoki poemat Miltona jest dziełem teologicznym podejmującym próbę odpowiedzi na pytanie, dlaczego zło istnieje wobec wszechmocy Boga. Jest także prezentacją poglądów autora, zarówno jako zwolennika purytanizmu, jak i jego własnych oryginalnych przekonań religijnych. Przykładem tych ostatnich jest brak wiary w dualistyczną naturę świata. To, co powszechnie uważano za duchowe, było według niego też jakąś formą materii. Znajduje to odzwierciedlenie, między innymi, w zabawnym dla współczesnych czytelników fragmencie poematu, w którym poważnie rozpatruje się kwestię, czy anioły, jako istoty duchowe, mogą jeść (odpowiedź brzmi: tak), a skoro jedzą, czy trawią pokarm i jak wydalają. Natomiast purytanizm widać w mocno patriarchalnym przedstawieniu relacji między Adamem a Ewą. Z jednej strony są one bardzo pięknie opisane, jak zresztą cały ich pobyt w Raju. Najlepszym przykładem jest tu motyw, który kieruje Adamem, by zjeść owoc z drzewa poznania dobra i zła, gdy skosztowała go już Ewa. Po prostu nie wyobraża sobie, nie chce życia w Raju bez niej. Z drugiej strony, Ewa jest podporządkowana Adamowi w takim stopniu, że to nie jest chyba tylko prezentacja poglądów charakterystycznych dla epoki, ale może wyraz osobistych przekonań i fantazji autora, który zdaje się nie zauważać, że jego wizja bardzo uległej Ewy, będącej przecież jeszcze przed grzechem pierworodnym, wydaje się łamać przykazanie: Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną. Dla niej, nie do końca chyba w świadomym zamiarze ze strony autora, niemal Bogiem ma być właśnie Adam. Zastrzeżenia można też mieć do zakończenia poematu (mniej więcej od połowy księgi jedenastej i prawie cała dwunasta), które jest zwięzłym przytoczeniem wydarzeń opisanych w Starym i Nowym Testamencie. Ma to głębokie uzasadnienie teologiczne - ideą jest ukazanie nadziei dla przyszłej ludzkości, ale kondensacja zdarzeń sprawia, że Raj utracony trochę traci swój fascynujący charakter.  
 
John Milton nazywany bywa prekursorem fantastyki. Wydaje się, że po pierwsze ze względu na fakt, jak monumentalna, cudownie fantastyczna jest jego wizja biblijnych, i nie tylko, wydarzeń, na przykład wtedy gdy opisuje stworzenie Ziemi, albo starcie zastępów anielskich z diabelską armią w wielkiej bitwie pod murami Niebios. Po drugie (nie wspominając już o drobiazgu, o opisaniu magicznego przedmiotu, jakim jest laska ujawniająca prawdziwą istotę rzeczy i osób), we wspaniałej kreacji postaci, przykładowo Grzech i Śmierć są spersonifikowanymi potworami. Najbardziej fascynującym bohaterem Raju utraconego jest oczywiście Szatan, pragnący wolności buntownik, kierowany uczuciem zemsty i zazdrości o to, co sam z własnej winy utracił. To postać tragiczna, dumna, czującą bezbrzeżną rozpacz, wzbudzająca współczucie. Siła jego mów, wygłaszanych w piekle, czy wewnętrznych monologów robi ogromne wrażenie. Jest to wizja wielce pociągającego, mistrzowsko manipulującego innymi zła. Sposób, w jaki kusi Ewę do zerwania owocu z zakazanego drzewa, jest niezwykle wiarygodny pod względem psychologicznym. Jako postać literacka sprawdza się znakomicie i nic dziwnego, że służył jako wzór i inspiracja dla innych twórców, począwszy już od romantyków, którzy byli nim zafascynowani, a skończywszy na współczesnych twórcach fantastyki, najlepszym przykładem chyba jest tu Neil Gaiman. Miltonowska wizja Boga i Szatana jest również bardzo swoista. Nie ma tu poczucia inności, tajemnicy. Jakże odmienna jest ona od tej przedstawionej, na przykład, przez Dantego w Boskiej Komedii. U Dantego Szatan znajdujący się na dnie piekła jest okropnym milczącym obrazem, dopowiedzeniem wizualnym przeprowadzonej wcześniej strasznej rozmowy z jednym z przebywających tam grzeszników. Podobnie jest z Bogiem, też jest obrazem, nieopisanie piękną wizją jawiącą się przed oczami Dantego, który opowiada po prostu o swoim ogromnym zachwycie. Natomiast u Miltona Bóg i Szatan tracą swój transcendentny charakter. To obdarzone potężną mocą, ale mówiące, ujawniające własne uczucia, i między innymi, dzięki temu, bardzo ludzkie istoty. Najlepszym przykładem jest tu Bóg, który mówi do Adama: 
Jak ci się zdaję, czy jestem szczęśliwy,
Czy też nie jestem, Ja, który przez wieczność
Całą samotny jestem? 
Milton przedstawia Boga zgodnie z przekazem biblijnym, ale jako postać literacka nie jest on specjalnie porywający, na pewno jest o wiele mniej interesujący niż Szatan. Pisząc to powyżej, chce zaznaczyć, że bliska jest mi myśl Simone Weil, mówiąca, że: Zło wyimaginowane jest romantyczne, barwne, zło rzeczywiste jest szare, monotonne, jałowe, nudne. Dobro wyimaginowane jest nudne, dobro rzeczywiste jest zawsze nowe, cudowne i upajające. 
 
Ktoś kiedyś napisał, że cytować pojedyncze, zachwycające wersy z Raju utraconego to jak podziwiać pojedynczy kamień ze wspaniałej katedry, ale język tego dzieła jest fenomenalny. Świetne jest też tłumaczenie Macieja Słomczyńskiego. Może nie umiem docenić całości, tak bardzo, jak na to zasługuje, zwłaszcza tylko po jednym przeczytaniu, ale na pewno zostaną ze mną obrazy, fascynujące, barwne, przemawiające do wyobraźni. Można by je wymieniać długo: Szatan porównany do Słońca zaćmionego przez Księżyc, jego lot nad kosmiczną otchłanią, Ziemia rodząca zwierzęta, Aniołowie rzucający góry w ferworze bitwy, przebudzenie Ewy w Raju, a potem jej kuszenie przez węża, wszystkie opisy światła(!), itd. Pozostaną także piękne frazy, porównania, wersy takie, jak na przykład te (też bardzo znane):
(...) Umysł jest dla siebie 
Siedzibą, może sam w sobie przemieniać
Piekło w Niebiosa, a Niebiosa w Piekło
Mniejsza, gdzie będę, skoro będę sobą. 
________
PS
Jeśli ktoś miałby ochotę w sposób bardzo przystępny przybliżyć sobie trochę rewolucję Cromwella to niedawno ukazała Wielka ucieczka Roberta Harrisa, która jest, jak zawsze u tego autora, dobrą powieścią historyczno-sensacyjną. Opowiada właśnie o tej rewolucji, a także późniejszym przywróceniu monarchii i świetnie pokazuje fanatyzm religijny i okrucieństwo zarówno purytan, jak ich przeciwników.

czwartek, 28 marca 2024

"Białość" Jon Fosse

Zupełna cisza. I ta cisza jest taka cicha, że można jej dotknąć, więc się zatrzymuję. Stoję i wsłuchuję się w ciszę. I ta cisza jakby do mnie przemawia. Ale przecież cisza nie może mówić. Chociaż tak, na swój sposób może, ale czyj jest ten głos, który się wtedy słyszy, tak, czyj to głos. 

Białość jest bardzo krótkim utworem z wątłą fabułą i bogatą symboliką. Zaczyna się prostym zdaniem: Wyjechałem z domu i opowiada o bezimiennym mężczyźnie, który wsiada do samochodu i rusza przed siebie, skręcając raz w lewo, raz w prawo, a w końcu na leśną drogę. Samochód utyka na jakimś wertepie i nie daje się zawrócić. Zaczyna padać śnieg. Szukając pomocy mężczyzna zagłębia się w ciemny las. 

Świat stworzony przez Fossego jest monochromatyczny, uproszczony do czerni i bieli, światła i ciemności. Wypełniony ciszą i pustką. Swoisty jest też styl, w jakim książka jest napisana. Hipnotyzuje w swej monotonności, ciągłym powracaniu do tych samych prostych fraz. Odzwierciedlać to może charakterystyczny dla umysłu chaos, w którym myśli rodzą się nie wiadomo skąd, wypływają z głębi psychiki, zapętlają się w wewnętrznych monologach, zwłaszcza wtedy, gdy podobnie jak bohater, ktoś znajduje się w nie najlepszym stanie psychicznym. Ten strumień świadomości jest bowiem pełen niepokoju, ale jednocześnie wydaje się dziwny, jakby uproszczony, zredukowany do zewnętrznych obserwacji, bo obraz mężczyzny, który wyłania się z pierwszoosobowej narracji jest pozbawiony właściwości. Nie ma on imienia, zawodu, jakichś cech charakterystycznych, ulubionych drobiazgów. Jakby mógł być każdym, albo jakby nic mu nie pozostało (Został opuszczony? Sam opuścił wszystko, na co wskazuje wyjazd z domu?).

Białość jest enigmatycznym utworem. Jest trochę jak biała kartka, którą czytelnik może wypełnić własnymi interpretacjami i emocjami. Autor podsuwa kilka tropów, na przykład: literackich, czy religijnych, choć może lepiej te ostatnie nazwać metafizycznymi. Daleko im jednak do jednoznaczności. Wejście w las jest zagubieniem, zanurzeniem się w rozpacz, nieuświadomioną, kryjącą pod powierzchnią krótkich, powtarzanych zdań. W ciemności nagle zjawia się tytułowa Białość, jasna i świetlista. Halucynacja? Ratunek? Biel symbolizuje zbawienie, świętość, co jest podkreślone jeszcze przez pozostałe okoliczności jej pojawienia się. Może jednak być też nicością, śmiercią, pustką. Obecne jest tu także (zwłaszcza w dialogach) silne poczucie bezsensu, wyobcowania i niemożliwej do zrealizowania tęsknoty za bliskością i porozumieniem z innymi. Białość jest emocjonalnie poruszająca, zapewne dlatego, że pokazuje ludzką samotność na najbardziej podstawowym, egzystencjalnym poziomie.

poniedziałek, 18 marca 2024

"Rozmyślania" Marek Aureliusz


Gdybyś miał równocześnie macochę i matkę, to ową otaczałbyś szacunkiem, a przecież stale uciekałbyś pod opiekę matki. A tym jest dla ciebie teraz pałac cesarski i filozofia. A więc często nią się zajmuj i przy niej używaj spoczynku. Przez nią bowiem i relacje gdzieniegdzie wydają ci się znośne, a i ty w nich znośny. 

 
Cóż można powiedzieć o książce, która ma już prawie dwa tysiące lat, i o której przez ten czas pisano wielokrotnie. Ponadto Rozmyślania Marka Aureliusza należałoby zapewne odczytywać w kontekście innych dzieł stoicyzmu, nurtu filozoficznego, stale powracającego w kulturze zachodniej. Także obecnie, od końca ubiegłego stulecia, wzrasta zainteresowanie odnową tego kierunku filozoficznego zmierzające do przystosowania go do dzisiejszych potrzeb. Istnieje prężnie rozwijający się ruch stoicyzmu współczesnego. Pisanie zatem o tej książce po jednym jej przesłuchaniu (w znakomitej interpretacji Krzysztofa Gosztyły) jest zadaniem karkołomnym. Jest to utwór przeznaczony do wielokrotnych powrotów, wczytywania się w poszczególne zdania czy akapity. Poniżej znajduje się tylko garść pierwszych wrażeń, raczej bardzo mało mówiących o stoicyzmie.
 
Wprawdzie ogólnie wiadomo, że cesarz Marek Aureliusz pisał Rozmyślania dla siebie, ale nadal najbardziej zaskakującą rzeczą przy lekturze jest osobisty charakter tej książki. Czasami, w niektórych polskich wydaniach istnieje dopisek na okładce: Do samego siebie, nawiązujący do dosłownego brzmienia greckiego tytułu Rozmyślań: Te do siebie samego. Oryginał bowiem powstał w języku greckim, prawdopodobnie w ostatniej dekadzie życia Marka Aureliusza. Zapiski te nie były czytane ani publikowane przed śmiercią cesarza. Mimo tej wiedzy, i tak bardzo uderza osobisty ton tego dzieła. Sprawia on, że fragmenty, które można traktować osobno jako pouczenia, maksymy filozoficzne, zalecenia etyczne w kontekście całości jawią się bardziej jako pocieszenie, próby nabrania dystansu, ćwiczenia z samodyscypliny, jakże potrzebne komuś kto, tak jak Aureliusz, posiadał nieomal nieograniczoną niczym władzę. Ta książka ma autoterapeutyczny charakter. Można prawie zgadywać z czym ten człowiek zmagał się codziennie. Weźmy na przykład pierwsze zdanie Rozmyślań, początek księgi drugiej. Pierwsza jest bowiem oddaniem hołdu i wyrażeniem wdzięczności wobec bliskich. Druga rozpoczyna się tak: Zaczynając dzień, powiedz sobie: Zetknę się z ludźmi natrętnymi, niewdzięcznymi, zuchwałymi, podstępnymi, złośliwymi i niespołecznymi... Witamy w pracy (cesarza) polegającej na zarządzaniu i kontakcie, często frustrującym, z wielką liczbą różnych ludzi. Cały ten akapit poświęcony jest gniewowi i kończy się zdaniem: Wzajemne szkodzenie sobie jest przeciwne naturze, wzajemnym zaś szkodzeniem jest uczucie gniewu i nienawiści. Motyw ten zresztą stale powraca. Jest też sporo o kierowaniu się w podejmowaniu decyzji (niezależnych, przemyślanych i rozumnych) dobrem społecznym, a także świadomość, że dwór cesarki zawsze wygląda tak samo, i podobnie funkcjonował za poprzednich cesarzy, Augusta czy Hadriana, należy więc ze spokojem przyjmować pochlebstwa i niechęć. W Rozmyślaniach Marek przekonuje sam siebie: (...)gdzie można żyć, tam można żyć dobrze. Można żyć w pałacu, można więc i w pałacu żyć dobrze. Obecne są tu próby radzenia sobie z niemożliwą chyba do zrealizowania potrzebą spokoju: Ludzie szukają zacisza na wsi, nad morzem lub w górach. I ty zwyczajnie bardzo za tym tęsknisz. Wszystko to jest bardzo niemądre, bo przecież można udać się kiedykolwiek zechcesz, w głąb siebie (...) Te i podobne im akapity, a są jeszcze mówiące o marności sławy zarówno za życia, jak i pośmiertnej, służą do nabrania dystansu koniecznego do dobrego sprawowania obowiązków i osiągnięcia celu, jakim jest dla Marka życie zgodne z wyznawanymi zasadami, przy całej świadomości, jakie jest to trudne: Farsa, wojna, lęk, odrętwienie i służalstwo dzień po dniu zetrą z ciebie owe święte pewniki i prawdy, które utworzyłeś na podstawie filozofii i które szanujesz.
 
Kilka słów o tym, jak Rozmyślania są napisane. Jak to bywa w dziennikach osobistych sporo jest tu powrotów do tych samych kwestii, podobnych stwierdzeń. Oryginał stworzony był, jak już wyżej wspomniano, po grecku, przypuszczalnie z tego powodu, że stoicyzm był myślą, która powstała i była rozwijana na gruncie greckim. Język ten był językiem filozofii także w Rzymie. W książce przytaczane są cytaty z Platona, Epikura i innych myślicieli z odautorskim komentarzem. Być może użycie obcej mowy ułatwiać miało to, co jest sednem stoicyzmu - nabranie dystansu do rzeczywistości. Nie wiadomo też, czy zapiski te były pierwotnie podzielone na dwanaście ksiąg czy jest to zabieg późniejszy. W ramach poszczególnych ksiąg znajdują się niedługie akapity. Czasami skrawki myśli. Lakoniczne zdania, jak to najbardziej znane: Skromnie przyjmuj, spokojnie trać. Filozofia jest tu rozumiana jako sztuka życia, próba znalezienia odpowiedzi, jak żyć mądrze i etycznie. I chociaż Rozmyślania skupiają się na tym temacie, to nie brak w nich odwołań do bogów, a przede wszystkim do natury, pewnie jakoś zdefiniowanej w filozofii stoickiej, ale którą można intuicyjnie rozumieć, jako wszechświat podlegający nieustannym zmianom, a jednocześnie będący jednością, którego każdy człowiek jest mikroskopijną częścią. W tą nieustanną przemianę świata wpisana jest śmierć. W licznych rozważaniach na jej temat w kilku miejscach przebija wyjątkowo osobisty ton, jak na przykład we fragmencie, który jest spokojnym godzeniem się z możliwym zamachem na własne życie. Refleksje o śmierci obecne są od początku, jednak wydaje się, że w dalszych księgach akapitów jej poświęconych jest więcej, a ton książki staje się bardziej podszyty wprawdzie łagodną i spokojną, ale melancholią: Człowiekowi przepojonemu zasadami prawdziwymi wystarczy zdanie bardzo krótkie i bardzo znane, by go znowu natchnąć pogodą ducha i spokojem np. następujące: A wszystkie liście tak samo ku ziemi wiatr zmiata... Tak i ród ludzki. Listkami są i twe dzieci. Liśćmi są i ci, którzy z udanym przekonaniem głośno cię wielbią i sławią albo - przeciwnie - przeklinają, albo po cichu gania i wyszydzają. Liśćmi są ci, którzy będą dalej głosić sławę pośmiertną.(...) Wszystko jest krótkowieczne, a ty unikasz i pożądasz wszystkiego, jakby to miało istnieć przez wieczność. Perspektywa odejścia ze świata służy więc do spojrzenia na dziejące się rzeczy z odpowiednią miarą. Pozwala skupić się na tym, co ważne: Dlaczego się niepokoję? Przyjdzie na mnie chwila przemiany w pył, czegokolwiek bym nie robił. Albo w innym miejscu: Nie żyj tak, jakbyś miał żyć lat dziesięć tysięcy. Los wisi nad tobą. Dopóki żyjesz, dopóki możesz, bądź dobry.

poniedziałek, 4 marca 2024

"Czerwone tarcze" Jarosław Iwaszkiewicz


Czerwone tarcze
to historyczno-psychologiczna powieść Jarosława Iwaszkiewicza z 1934 roku. Opowiada o losach księcia Henryka Sandomierskiego, czwartego z kolei syna Bolesława Krzywoustego. O Henryku, jako postaci historycznej, wiadomo raczej niewiele. Na podstawie tych kilku znanych faktów z jego życia udało się Iwaszkiewiczowi nakreślić interesujący, fikcyjny portret idealisty na książęcym tronie. Pierwsza część książki zaczyna się mniej więcej w roku 1152 od podróży Henryka na dwór cesarski w Bambergu. Był on honorowym jeńcem cesarza Niemiec Konrada III i miał obowiązek stawić się przed jego obliczem. Po śmierci tego ostatniego wyruszył w długą drogę po średniowiecznej Europie, by w końcu dotrzeć do Królestwa Jerozolimskiego. Druga część powieści, ciekawsza, obejmuje rządy Henryka w księstwie sandomierskim.

Książka Iwaszkiewicza charakteryzuje się wolnym, spokojnym tempem i wymaga odrobiny cierpliwości, ale pozwala czytelnikowi głęboko wsiąknąć w średniowieczny świat odmalowany, może nie tyle odkrywczo, ale wyjątkowo sugestywnie i barwnie, oraz zgodnie, na ile to można ocenić, z ówczesnymi realiami. Narracja skupia się głównie na opisach, a te są jak zawsze u Iwaszkiewicza fenomenalne, z tym właściwym dla tego pisarza kontrastem między urodą świata a jego kruchością. Obrazy płynącej rzeki, jesiennych lasów, Wisły pod Sandomierzem wylewającej na wiosnę, mrocznego Krakowa, niszczejących pozostałości starożytnego Rzymu, płonącej twierdzy i wiele, wiele innych pozostają na długo w pamięci. Podobnie rzecz ma się z dziejami starej piastowskiej korony. Jako zaginiony artefakt majaczy najpierw w snutej opowieści, jawi się w niej jako obietnica. Na skutek podjętych poszukiwań zostaje odzyskana w dość mrocznych okolicznościach, ale jakże symbolicznych, by ponownie przepaść.
 
Jest w tej powieści podskórne, ale stale obecne poczucie straty, niepokoju, żalu za utraconą dawną wielkością. Rodzi ono pragnienie u Henryka odzyskania chwały, jaką cieszyła się Polska za Bolesława Chrobrego, czy Śmiałego. Realizacja tego marzenia wymaga centralizacji rządów. A pozbycie się konkurencji, zdobycie władzy, jej sprawowanie łączy się zawsze z bezwzględnością i przemocą, a często i barbarzyńskim okrucieństwem. Henryk, podróżując, widzi to za każdym razem na rozmaitych dworach, więcej w swojej rodzinie, bo przecież jego bracia nie wahali się i pozbawili najstarszego z nich, Władysława Wygnańca, tronu, zmuszając go do ucieczki. Książka znakomicie maluje portret człowieka refleksyjnego, wrażliwego, kogoś, kto z racji swoich podróży ma szerokie horyzonty, dostrzega więcej niż inni, czuje się więc wyobcowany ze swojego otoczenia, co jeszcze podkreślone jest przez bardzo subtelnie zarysowany wątek nieheteronormatywności bohatera. Szlachetne marzenie Henryka o koronie, o byciu dobrym władcą, jego przygotowywanie się do realizacji tego upragnionego celu skonfrontowane jest z z realnością sprawowania władzy, choćby stosunkowo niewielkiej, na poziomie lokalnym. Iwaszkiewicz bardzo konsekwentnie pokazuje skutki idealizmu w polityce, kiedy wielka idea, wyradza się, przysłania rzeczywistość, odpowiedzialność za innych i może paraliżować działanie. Znakomita, bardzo gorzka w swej wymowie powieść.