niedziela, 18 października 2026

"Najwyższy człowiek świata. O Józefie Czapskim" Adam Zagajewski


 Nie jestem pewien, czy można o nim powiedzieć, że miał "silną osobowość". Osobowość jest czymś, co ogranicza. Osobowość pokazuje się innym, jest ona instrumentem, za pomocą którego wywieramy presję na innych, podbijamy innych, kolonizujemy innych. (...) Czapski nie miał silnej osobowości, miał silne człowieczeństwo.  
 
Najwyższy człowiek świata składa się z dwóch części. Pierwsza nosząca tytuł Eseje zawiera pięc szkiców o Józefie Czapskim. Szósty nigdy nie powstał z powodu choroby i śmierci Adama Zagajewskiego. Najbardziej jednak poruszająca jest druga częśc książki pokazująca rozwój wzajemnej relacji między poetą a malarzem zatytułowana Rozmowa przyjaciół. Zaczyna się ona wpisem z dziennika Czapskiego ze stycznia 1983 roku, zapowiadającym wizytę młodego ówczas poety. Zapiskom dziennika towarzyszą wiersze i listy. Całość opracował i opatrzył posłowiem Andrzej Franaszek. 
 
 
Część esejów jest rozwinięciem tekstów okolicznościowych: wstępu do książki Czapskiego Tumult i widma, szkicu poświęconego wydanej po latach długoletniej korespondencji Czapskiego i Ludwika Herlinga, którzy poznali się w latach trzydziestych, ich związek przerwała wojna i zobaczyli się ponownie w latach siedemdziesiątych w Paryżu. Pretekstem do powstania ostatniego eseju była szwajcarska wystawa Czapskiego w październiku 2020 roku. Zagajewski interesująco zestawia w nim malarstwo Czapskiego z obrazami Pierre'a Bonnarda. Najciekawsze jednak wydają się dwa pierwsze szkice, najbardziej ogólne, choć wszystkie teksty zamieszczone w tym tomie służą do przedstawienia wielowymiarowej i niezwykłej postaci Józefa Czapskiego. Był on więźniem obozu sowieckiego, który przypadkiem uniknął losu innych polskich oficerów, żołnierzem Armii Andersa, członkiem paryskiej Kultury - ale jak pisze Zagajewski, jego osoba i twórczość zarówno eseistyczna, jak i przede wszystkim malarska przekraczała wymiar bycia świadkiem historii. Zawsze też prowadził podwójne życie między malarstwem a myśleniem, między książkami a sztalugami. Uprawianie malarstwa przez Czapskiego też charakteryzowało się pewną dwoistością - ogromna praca i dyscyplina, aby oddać moment olśnienia doznany w czasie, na przykład włóczegi po Paryżu. Przy czym pociągały go obiekty skromne, codzienne, więc malował wózki na dworcu, samotnych ludzi, białe miseczki na stole, a nie słynne budowle czy okolice. Jednak na czym najbardziej zależy Zagajewskiemu w swoich esejach, to nie jest stworzenie portretu świadka historii, pisarza czy malarza, a uchwycenie niezwykłości Józefa Czapskiego w takim czysto ludzkim wymiarze. 
 
Najlepiej to ostatnie oddaje druga część książki, najbardziej fascynująca, pokazująca migawki z rozwoju wzajemnej przyjaźni między poetą a malarzem. Zaczyna się od listownej reakcji na kilka wierszy Adama Zagajewskiego. Nie są one jedynymi poetyckimi utworami tu zamieszczonymi. Pozostałe powstały z inspiracji rozmowami z przyjacielem. Gdy się poznali w 1983 roku Józef Czapski miał osiemdziesiąt lat, jak pisze wcześniej w esejach Zagajewski: Już zdaje się nie jeździł na swoim sławnym motorowerze, już rzadko wybierał się do Paryża. Poza tym jednak, poza tymi dwoma ustępstwami na rzecz wieku, był człowiekiem w gruncie rzeczy młodym, pochłoniętym malowaniem, lekturami, rozmowami z przyjaciółmi. Trwająca sześć lat korespondencja ukazuje go coraz bardziej kruchego, tracącego wzrok, narzekającego na pamięć, ale dalej żywo, emocjonalnie reagującego. Listowne ślady ich sporów o rzeczy najważniejsze, a więc nierozstrzygalne, są najbardziej poruszające. Na przykład: Czapski piszący do Zagajewskiego, że jego tekst Po końcu świata opowiadający o tym, że po wszystkich kresach świata życie toczy się dalej, wywołuje w nim bunt. Stale widoczna jest w tej wymianie listów niezgoda na zło i ciągle wraca pytanie, upraszając, czy piękno świata, które przecież próbuje uchwycić sztuka, w jakiś sposób równoważy cierpienie. Według Czapskiego - nie. Piękno nie jest odpowiedzią, a strumieniem potężnym, równoległym. "Tobie śpiewa żywioł wszelki, bądź pochwalon Boże wielki". Ale naturalnie to piękno, ta chwała może być odczuta, uczczona, kiedy nie jesteś zmiażdżony przez śmierć najbliższej istoty; ależ nie tylko, nawet przez widok rozszarpanego kota na ulicy! Jednak przyznawał w listach, że poezja Adama Zagajewskiego działała na niego kojąco. Ostanie strony należą więc do niej. Cztery wiersze zamykające książkę są poetyckim portretem Czapskiego, pożegnaniem z przyjacielem i mistrzem. 
 
 

sobota, 10 października 2026

Cztery wiersze Adama Zagajewskiego

Nie pozwól rozpłynąć się skupieniu
 
Nie pozwól rozpłynąć się skupieniu 
Niech nieruchomo trwa błyszcząca chwila
choć kończy się kartka i migoce płomień
Jeszcze nie dostajemy do siebie
powoli jak ząb mądrości rośnie wiedza
Jeszcze wysoko na białych drzwiach
zakarbowany wzrost człowieka
Z daleka słychać trąbki wesoły głos
i zwiniętą jak śpiący kot piosenkę
To co mija nie w próźnię się obraca
Wciąż nowy węgiel rzuca w ogień palacz
Nie pozwól rozpłynąć się skupieniu
W suchym twardym materiale 
prawdę masz utrwalić
 
 
To
 
To, co tak ciąży
i pcha w dół,
to, co boli jak ból
i pali jak policzek,
to może być kamień
lub kotwica.
 
 
Moi mistrzowie
 
Moi mistrzowie nie są nieomylni.
To nie Goethe, który nie może
zasnąć tylko wtedy, gdy oddali
płaczą wulkany, ani Horacy,
piszący w języku bogów
i ministrantów. Moi mistrzowie
pytają mnie o radę. W miekkich
płaszczach narzuconych pośpiesznie
na sny, o świcie, gdy chłodny
wiatr przesłuchuje ptaki, moi
mistrzowie mówią szeptem.
Słyszę jak drży ich głos.
 
 
Stary malarz na spacerze
 
W kieszeniach przysmaki dla okolicznych psów
Już prawie nic nie widzi
Już prawie nie patrzy na drzewa i podmiejskie wille
Zna tu każdy kamień
Wszystko to malowałem próbowałem namalować myśli
I tak niewiele mi się udało
Świat ciągle rośnie rośnie niepowstrzymanie 
A jednak jest go coraz mniej 
 
_____
Źródło: Najwyższy człowiek świata. O Józefie Czapskim Adam Zagajewski; Wydawnictwo a5 Kraków 2023. 

piątek, 2 października 2026

"Lato w Baden" Leonid Cypkin


Lato w Baden Leonida Cypkina jest opowieścią o Fiodorze Dostojewskim ujętą w podwójne ramy podróży. Cypkin wyrusza śladami swojego ulubionego pisarza pociągiem z Moskwy do Lenigradu przez grudniową Rosję lat siedemdziesiątych XX wieku. W czasie drogi czyta dziennik Anny Grigoriewny, drugiej żony pisarza, który prowadziła ona podczas podróży poślubnej po Niemczech i Szwajcarii w 1867 roku. 
 
Annę Grigoriewną Dostojewski poznał w trudnym dla siebie okresie. Po śmierci brata Michała w 1864 roku autor Zbrodni i kary popadł w długi. Pismo, które razem prowadzili zostało chwilę wcześniej zamknięte przez cenzurę. Jesienią 1866 zatrudnił do pracy nad pisaną ze względów finansowych w wielkim pośpiechu powieścią Gracz stenotypistkę Annę Grigoriewnę Snitkinę. Poślubił ją na początku następnego roku. Ich podróż, między innymi do Baden, miała być ucieczką od kłopotów rodzinnych i pieniężnych, a skończyła się ciągiem hazardowym, bo Dostojewski przegrywał w badeńskim kasynie wszystkie posiadane pieniądze. 
 
Choć Lato w Baden skupia się na niełatwych początkach małżeństwa, będącego jednym z momentów przełomowych w życiu pisarza, sięga też do wydarzeń wcześniejszych i późniejszych, kreśląc jego żywy i niewygładzony portret od dzieciństwa aż do śmierci. Jest to opowieść biograficzna łącząca w sobie wierność faktografii i wyobraźnię w opisie człowieka straumatyzowanego katorgą, poniżonego i uzależnionego od hazardu. Leonid Cypkin chce zrozumieć wewnętrzny świat Dostojewskiego, zbadać na ile doświadczenia życiowe i poglądy pisarza znajdują odzwierciedlenie w jego twórczości. Niektóre rzeczy są oczywiste, na przykład: powieść Gracz, czy wrażenia z oglądanego w Bazylei obrazu Holbeina Młodszego Chrystus w grobie przypisane potem Myszkinowi z Idioty, którego pierwsze sceny krystalizują się tego lata 1867 w umyśle pisarza. Idąc tym tropem Leonid Cypkin zadaje niewygodne i czasami osobiście bolesne pytania. Trzeba koniecznie podkreślić, że raczej je stawia niż udziela kategorycznych odpowiedzi. Trzy z nich wydają się najbardziej poruszające. Pierwsze dotyka krzywdy uczynionej osobom bezbronnym: Na ile znaczący jest fakt, że Dostojewski nadał swoje imię odrażającej figurze - ojcu z Braci Karamazow? Drugie dotyczy antysemityzmu pisarza:
 
(...) wydawało mi się niezwykle dziwne, że człowiek tak wrażliwy w swoich powieściach na cierpienie innych, tak gorliwie biorący w obronę skrzywdzonych i poniżonych, tak gorąco i zapamiętale głoszący prawo do życia każdego drania (...) - że taki człowiek nie znalazł ani jednego słowa na obronę lub usprawiedliwienie ludzi prześladowanych od paru tysięcy lat - czy naprawdę był tak ślepy?, a może zaślepiony nienawiścią? 
 
To pytanie jest podobne do problemu antypolonizmu w książkach Dostojewskiego, jaki poruszył Jerzy Stempowski w swoim eseju (Polacy w powieściach Dostojewskiego), dając w odpowiedzi wyrafinowaną i fenomenalną interpretację Zbrodni i kary. W Lecie w Baden to pytanie po prostu zostaje postawione i wybrzmiewa bardzo silnie ze względu na żydowskie pochodzenie Leonida Cypkina. 
 

Leonid Cypkin w swojej książce kreśli również współczesne mu portrety mieszkańców Lenigradu i obraz samego miasta, które zimą najbliżej przypomina dawny Petersburg z czasów Dostojewskiego. Jakby nic się nie zmieniło. To jest, jak się zdaje, trzecie pytanie, jakie stawia autor: o odwieczność Rosji i jej problemów. Opisuje jak w latach siedemdziesiątych wracają jak fala stare kwestie polityczne: historyczny spór między Dostojewskim a Turgieniewem na gruncie różnic ideowych dotyczących relacji Rosji z Zachodem  (...), rozgorzał z nową siłą w osobach dwóch dysydentów - Sołżenicyna i Saratowa. Opisani są oni enigmatycznie i bez podawania nazwisk, co niezmienia faktu, że autor nigdy nie zobaczył swojej książki w druku. Jeden z wyżej wymienionych przejął miecz z rąk Dostojewskiego, wymachiwał nim wściekle, oskarżając Zachód o niezrozumienie Rosji i dalszego jej rozwoju, który powinien czerpać siłę z ducha narodu. 
 
Najbardziej uderza w Lecie w Baden jak niezwykle pięknie jest ta książka napisana. Długimi ciągnącymi przez kilka stron zdaniami z zaskakującymi skokami. Jakby narracja imitowała rytm jadącego pociągu i nagle ktoś dostrzegł coś interesującego za oknem lub naśladowała pogrążonego w lekturze czytelnika, którego naszła nagła myśl i podniósł wzrok znad książki. Jednym z wielu przykładów jest wyjazd Dostojewskich z Baden przedstawiony z punktu widzenia Anny:
 
 (...) w wagonie było za gorąco, ale kiedy pociąg wreszcie ruszył, zrobiło się trochę chłodniej - za oknami przesuwały się ceglastoczerwone domy o spadzistych dachach, w dali widniały góry pokryte zielenią, jedna z nich z Nowym i Starym Zamkiem i z nawisłymi u szczytu skałami - teraz, kiedy już odjeżdżali stąd bezpowrotnie, znowu jak wtedy gdy tu przyjeżdżali, dostrzegła piękno tego miasteczka i otaczających je gór, gdzieś w dali zalśnił swoim błękitem Ren i przez moment zrobiło się jej smutno - "Rozłąka, cokolwiek by mówić, jest jak śmierć" - pisała Cwietajewa - opuszczając nawet najgorsze miejsca, zawsze czułem smutek, pewnie dlatego, że wiedziałem, iż nigdy do nich nie wrócę - Fiedia zdobył gdzieś czerwone winogrona, bardzo smaczne, Anna Grigoriewna jadła je z nim w pociągu, niestety kupił ich za mało (...) 
 
Należy jeszcze wspomnieć, jak wspaniale odmalowana jest tu rosyjska zima, skontrastowana z opisem ciepłego lata w Baden. Zimowy pejzaż z szybko zapadającą ciemnością, śniegiem zasypującym miasto, z wyczuwalnymi w dali nieobjętymi śnieżnymi przestrzeniami podkreśla melancholię i smutek tej zachwycającej książki. 
 

wtorek, 25 sierpnia 2026

"Ostatnie kuszenie" Nikos Kazantzakis


Czy Ostatnie kuszenie Nikosa Kazantzakisa dalej jest powieścią kontrowersyjną? 
Wydaje się to kwestią bardzo indywidualnej wrażliwości. Lektura książki na pewno wymaga odrobiny otwartości. Była ona pisana przez wiele lat (1942 - 1951) i jak się zdaje stanowi wyraz osobistych, zarówno duchowych, jak i intelektualnych poszukiwań autora.
 
Sednem powieści jest tytułowe ostatnie kuszenie. Czwarte, wymyślone przez Kazantzakisa, dodane do trzech pozostałych opisanych w Biblii. Przewija się ono przez całą książkę, by wybrzmieć dobitnie w finale. Znaczące jest to, że jest to kuszenie czwarte, bo o ile liczba trzy symbolizuje, to co boskie, cztery wiąże się z kondycją ludzką. Człowieczeństwo Jezusa jest bowiem głównym tematem interesującym pisarza. Kreśli on portret młodego, wrażliwego, zagubionego mężczyzny szukającego celu w swoim życiu. To ktoś, kto przeczuwa własne przeznaczenie i je kwestionuje, czy wprost odrzuca z powodu lęku i wątpliwości. Rozdarty między wiarą a buntem zmaga się z własnymi pragnieniami, samotnością, wyrzutami sumienia powodowanymi niespełnianiem pokładanych w nim przez innych nadziei. 
 
W Ostanim kuszeniu bardzo wybrzmiewa napięcie między tym, co duchowe a tym, co cielesne, między wydarzeniami a ich opisem - zawsze się pisze trochę tak, jak nie jest. Przedstawione jest doskonale tworzenie się kultu wokół jednostki, w którym indywidualność tej jednostki, jej pragnienia są w gruncie rzeczy drugorzędne lub zbędne. Wreszcie pokazane jest znakomicie napięcie między uniwersalizmem przesłania głoszonego przez Jezusa, a potrzebą wyzwolenia narodu spod okupacji rzymskiej. W związku z tym ostatnim tematem na ważną i ciekawą postać wyrasta Judasz.  
 
Całośc dzieła greckiego autora ma charakter apokryficzny. Choć podąża dość wiernie za wydarzeniami opisanymi w Ewangeliach, inaczej jednak rozkłada akcenty, charakteryzuje postacie, oryginalnie interpretuje pewne sceny, czasami umieszczając je w snach lub wyobraźni bohaterów. Książka ma taką falującą strukturę: punkty kulminacyjne przeplatane są fragmentami wolniejszymi, opisowymi, czy wręcz gawędziarskimi. 

Oprócz fabuły i tematyki Ostatnie kuszenie może zaskakiwać językiem - pełnym fascynujących porównań i metafor, poetyckim w najlepszym znaczeniu tego słowa. Już on sam jest dobrym powodem, dla którego warto przeczytać słynne dzieło Nikosa Kazantzakisa. Oto kilka przykładów:

Nad jego głową tańczyły nabrzmiałe gwiazdy, niebo kwitło, a niżej, na ziemi, parowały kamienie, wciąż rozpalone żarem dnia; głęboka cisza ziemi i nieba, utkana z odwiecznych cichszych od samej ciszy głosów nocy. 

(...) zawsze Bóg, głęboko w fundamentach krzywdy, zasiewa mały, wzgardzony krzyk sprawiedliwości. 

Zmierzch spadł nagle jak miecz. Wzgórza nie zdążyły się zaróżowić, a ziemia stała się fiołkowa, potem czarna. Światło, które jeszcze chwilę temu wspinało się po wierzchołkach drzew, skoczyło do nieba i znikło.

Słyszeliście, co to była Arka Noego? Myślicie, że co to było? Serce człowieka! Tam mieszka Bóg ze wszystkimi swymi stworzeniami, kiedy wszystko inne idzie na dno, ono jedno płynie po wodzie z ładunkiem.