(...) człowiek jest z istoty wielobytem, konsekwencją niekończącej się mnogości wyobrażeń siebie (...). Pragnienie poznanie siebie jest to tylko daremnym błądzeniem pośród tych wyobrażeń. Być może nawet czymś w rodzaju tęsknoty za sobą, rozpaczy za sobą, ale też ustawiczną ucieczką od siebie w nasze o sobie wyobrażenia. Powie ktoś: a pamięć? Czyż nie jest strażnikiem naszego ja? Czyż nie zapewnia nam poczucia, że to my, nie kto inny? Otóż nie radziłbym ufać pamięci, jako że pamięć jest podległa naszej wyobraźni, więc nie może być wyrocznią prawdy o nas. Tak naprawdę kim jesteśmy zawdzięczamy wyobraźni.
Ostatnie rozdanie Wiesława Myśliwskiego jest zapisem życia pewnego mężczyzny i jego konfrontacji z własnymi wyborami, wyobrażeniami oraz pamięcią. Osią książki jest stary, spięty gumą notes z nazwiskami i imionami, który bezimienny narrator próbuje uporządkować, zastanawiając się, które nazwiska wykreślić, kogo zostawić. Przeglądanie rozsypujących się kartek przywołuje wspomnienia, zwłaszcza te z domu rodzinnego, z czasów dzieciństwa i młodości, które przypadły na okres tuż powojenny. Jest to opis świata mocno zanurzonego w PRL-u, który staje się stopniowo bliższy naszej współczesności, mglisto określonej. Można się z tego upływu czasu domyślić, że bohater przekroczył już znacznie wiek średni. W dzieciństwie mieszkał w małym miasteczku, gdzie matka prowadziła pensjonat. Uczył się w liceum plastycznym. Potem studiował malarstwo, które porzucił, podobnie jak naukę krawiectwa, by wreszcie dorobić się majątku na robieniu różnych interesów.
Jest w głównej postaci powieści wewnętrzny niepokój, który każe jej co jakiś czas przeglądać notes. Ten niekończący się proces porządkowania notatek staje się próbą opowiedzenia sobie swojego życia, zrozumienia go poprzez relacje z innymi, jakkolwiek byłyby one nietrwałe, czy zerwane. Najczęściej wspomina matkę, swoją pierwszą miłość, mieszkańców miasteczka, zwłaszcza miejscowego krawca, jego pomocników, szewca, z którym grywał namiętnie w pokera. Czasami są to historie o ludziach spotkanych przelotnie, których zachowania czy słowa na zawsze utrwaliły się w jego pamięci. Obraz, jaki się wyłania ze wspomnień sprawia wrażenie, że osoby z
przeszłości bohatera są intensywniej istniejące, bardziej żywe niż on sam. Tak jakby on, ciągle zmieniający
mieszkania, zajęcia,
pogrążony w robieniu coraz to innych interesów, niespokojny duch niemogący się przywiązać na dłużej do nikogo, istniał mniej. Jakby był kimś pustym i w pewien sposób dotkliwie świadomym tej wewnętrznej pustki, stąd to ciągłe dążenie do jej chwilowego wypełnienia. Wybór nieustanych życiowych zmian, jeśli to był wybór a nie zdanie się na przypadek lub ucieczka (od samego siebie? pójścia na kompromisy? od przywiązania się do kogoś?) stał się jego sposobem na życie. Może zaś w tych ciągłych poszukiwaniach, porzucaniu miejsc i ludzi jest
uwydatniona nie tylko prawda o bohaterze, który opowiadając kiedyś
dziecku baśń - w gruncie rzeczy o sobie samym - najczęściej powtarzał zwrot: w tym momencie, lecz też ogólnie o kondycji człowieka, który obecnie, bardziej
niż kiedykolwiek w przeszłości, ma silne poczucie tymczasowości wszystkiego.
Ostatnie rozdanie stawia fundamentalne pytania o to kim jest człowiek, czym jest pamięć, czy da się uchwycić sens życia, odczytać własny los. Refleksje, które snuje, są jednak dalekie od abstrakcyjnych rozważań. Powieść rozgałęzia się na historie o poszczególnych postaciach, mocno osadzone w codzienności. Dzięki uważnemu przyglądaniu się ich losom i charakterom pokazuje indywidualność i niepowtarzalność każdego z nich, czyni zwykłych ludzi niezwykłymi. Należy jeszcze podkreślić, że ponieważ główny bohater to niedoszły artysta, książka jest malarska, nasycona obrazami. Nie chodzi tylko o piękno i obrazowość języka, które sprawia, że poszczególne sceny zostają na długo z czytelnikiem. Ani też o opisy prac malarskich, w większości
potencjalnych, choć są to fascynujące fragmenty książki, stawiające pytania w różnych kontekstach o to, czym jest sztuka. Po prostu patrzenie, uważne przyglądanie
się (życiu, światu, ludziom) jest ogromnie ważne w powieści zarówno w sensie dosłownym, jak i metaforycznym. Na przykład, jeden z jej najpiękniejszych rozdziałów dotyczy wyglądania przez okno: Zastygałem nieraz
na długo w tym oknie patrząc. I wystarczyło mi, że patrzę. Miałem
poczucie, że nie dlatego patrzę, że mam oczy, lecz jakbym został
obdarzony przez ten widok za oknem łaską patrzenia. I może nawet jestem, dzięki temu, że patrzę.


