niedziela, 21 czerwca 2026

21 czerwca - pierwszy dzień lata

"Na jeziorze zalegała o tej porannej porze mgła, czasami tak gęsta, że gdy się stanęło na tym wysokim brzegu, wzrokiem nie docierało się do lustra wody w dole. Dopiero kiedy wstające po drugiej stronie na przeciwległym brzegu słońce zaczynało rozrzedzać mgłę, wyłaniało się z wolna i jezioro. Było coś niezwykłego w tym słońcu wydostającym się z takim uporem i przebijającym się przez mgłę jakby zacieśniającą się przed nim w obronie. Ale, być może, już zapomniałem, jak wstaje słońce, i teraz na nowo to odkrywałem. Bo też kiedy ja widziałem ostatni raz wstające słońce, próbowałem sobie przypomnieć. Musiało to być bardzo dawno, tak że pamięć się zerwała. 
 
Pożałowałem, że nie maluję już, bo gdybym malował, postawiłbym na brzegu sztalugi i próbował przenieść to słońce na płótno. Miałbym nawet tytuł Narodziny słońca. Omal bezświetliste, odarte z promieni, pozbawione ciepła, rozrzedzone przez mgłę, która jakby je wsysała, wraz z całym światem, że nawet ziemia nie miała siły, aby mu pomóc. Czułem niemal jego ból, jego niewiarygodny wysiłek, gdy wypychało się samo na ten świat. Wydawało mi się, że unosi z sobą również całą ziemię wraz z tą przepastną mgłą. I doznawałem wręcz ulgi, gdy się wreszcie wydobyło. Po czym zmierzając szerokim pasem po wyrąbanym jakby dla niego lesie, aby go nic już nie zatrzymało na drodze do jeziora, dochodziło po tamtej stronie do brzegu i zanurzało się, obmywając ze swojej męki. I już po tafli, rozbryzgując mgłę promieniami, szło najwyraźniej ku nam, że nawet czułem jakiś rodzaj napięcia, towarzyszący zapewne każdemu oczekiwaniu, kiedy podejdzie pod ten wysoki brzeg, gdzie staliśmy ja i mój Oskar. Pewnie czuł to samo i Oskar, bo nie dał się nigdy odciągnąć, dopóki słońce nie podeszło na tyle blisko do nas, że mogłem powiedzieć, dzięki ci, słońce, żeś wzeszło, a Oskar radośnie zaszczekał. Po kilku dniach sam mnie już ciągnął każdego ranka na ten brzeg. Przysiadał na tylnych łapach i ani zaskamlał, warknął czy zaszczekał. Podnosił tylko łeb i z niepokojem na mnie popatrywał. I czekaliśmy, kiedy słońce zacznie wschodzić, i dopiero gdy podeszło do nas, dał się poprowadzić w las."
 

  

Róża Morning Sun 

_____

Ostanie rozdanie Wiesław Myśliwski  

sobota, 20 czerwca 2026

"Tymczasowy dżentelmen" Sebastian Barry


Bardzo trudno przypomnieć sobie pijaństwo, bo w zasadzie jest to pewna forma ludzkiej nieobecności, potężna trąba powietrzna, która wymazuje cały krajobraz.  
 
Tymczasowy dżentelmen jest historią Jacka McNulty'ego, irlandzkiego weterana drugiej wojny światowej, który pod koniec lat pięćdziesiątych trafia z ramienia ONZ do Akry. Tam zaczyna spisywać wspomnienia, będące próbą emocjonalnego poukładania swojego życia, przede wszystkim zaś przyjrzenia się relacjom z żoną i córkami. W tle dzieje się wielka historia, która subtelnie odzwierciedla losy Jacka. Jego młodość, wchodzenie w życie zbiega się z optymizmem początków wolnej Irlandii, pełne napięć lata trzydzieste i wojna w Europie są jak rzeka, do której wpadają nieszczęścia osobiste. Okres przejściowy między końcem panowania brytyjskiego a powstaniem niepodległej Ghany Jack spędza w stanie zawieszenia na afrykańskiej ziemi, usiłując uporządkować własne życie, zanim będzie mógł ruszyć dalej. 
 
Powieść zachwyca pięknym, emocjonalnym językiem. Sprawia on wrażenie trochę staroświeckiego, kwiecistego, ale jest taki, jakim mógłyby wypowiadać się ktoś, kogo dzieciństwo przypadło na czasy jeszcze przed pierwszą wojną światową, a młodość na lata dwudzieste. Jest to też język nasączony odniesieniami religijnymi, jak na katolickiego Irlandczyka przystało. Oprócz wiarygodnej narracji Sebastian Barry świetnie buduje w książce napięcie. Już otwierająca scena - storpedowania okrętu - przykuwa uwagę i w pewien sposób charakteryzuje bohatera, któremu nie jeden raz dzięki ślepemu trafowi udaje się ocalić życie lub nie ponosić konsekwencji własnych zachowań.  
 
Czy da się rozliczyć własne życie, zobaczyć, co w nim było dobrego, co złego, wreszcie przyznać się do własnych win i błędów oraz spróbować zacząć od nowa? To jest jedno z głównych pytań, jakie zadaje powieść. Jackowi podsumowywanie swojego życia idzie mozolnie. Ciężko mu nie tyle przyznać się do swoich win, co w pełni zrozumieć ich wagę. Nie chce przyjąć własnej przegranej i czepia się wątłej nadziei, że coś jeszcze da się naprawić. I to jest takie ludzkie, tak powszechne.  Umieszcza w swoim dzienniku trzeźwe zdanie: Niniejsze sprawozdanie z własnych poczynań napełnia mnie pokorą, jest to jednak w ogromnej mierze historia złego człowieka. I trudno nie przyznać mu racji, przy czym nie ma w nim okrucieństwa, jest raczej bezmyślność, egoizm, uzależnienie od hazardu i alkoholu. Twierdzi, że bardzo kochał swoją żonę Mai, ale kiedy zadaje pytanie: Chciałbym zapytać Boga, a jeśli nie Boga, to jakiegoś dobrotliwie nastawionego anioła, o odpowiedź na pytanie, dlaczego Mai Kirwan przypadł w udziale taki los, dlaczego spośród wszystkich kobiet na świecie, jej właśnie zapisano taką przyszłość, choć zaczynała tak pełna obietnic i szczodrych darów - ma się ochotę nim potrząsnąć, bo w niedostatecznym stopniu dostrzega własną odpowiedzialność. Mai przytrafił się on, jako mąż. I jeszcze życie w katolickiej, tradycyjnej Irlandii, gdzie czternastolatki oddaje się do klasztoru, nieposłuszne żony się zamyka, kobieta nie może się rozwieść, nie może po ślubie podjąć pracy, a jej majątkiem, także tym odziedziczonym po rodzicach, zarządza mąż.
 
Dla swoich córek Jack jest głównie rodzicem nieobecnym, co przy problemach ich matki z depresją i również alkoholem jest po prostu smutne. W najbardziej trudnej sytuacji rodzinnej jego pomysłem na jej rozwiązanie jest zaciągnięcie się do armii brytyjskiej na ochotnika, czego nie musi robić, bo jest obywatelem neutralnego państwa. Sytuacja Irlandii w czasie drugiej wojny światowej była bowiem skomplikowana. Władze bardzo starały się zachować neutralność, obawiając się, że pozwolenie na wejście angielskim okrętom do portów sprawi, że one już ich nie opuszczą i państwo straci dopiero co uzyskaną suwerennośc. Wielu też Irlandczyków tak nienawidziło Brytyjczyków, że życzyło Niemcom zwycięstwa. Pierwsze zadanie jakie Jack otrzymał po wstąpieniu do armii nie było specjalnie zaszczytne. Popłynął do Afryki pilnować brytyjskich kolonii na wypadek zamieszek lub gdyby francuski rząd Vichy postanowił je zająć. Refleksja nad byciem brytyjskim oficerem, przedstawicielem imperium też przychodzi w jego życiu dość późno. 
  
Tymczasowy dżentelmen Sebastiana Barry'ego nie jest tak wybitną i wstrząsającą książką jak Czas starego boga, ale dalej jest wart lektury, chocby tylko ze względu na wspaniały styl autora.  
 

sobota, 13 czerwca 2026

"Kiedy będziesz gotowy, idź: osiem opowieści o ludziach na drogach donikąd" Wojciech Gunia

Cierpienie nie zasługuje na aż taki bezsens. Imię go nie unieważnia, ale przynajmniej odejmuje z niego odrobinę tego ciemnego ciężaru. Choć to jak wybieranie łyżką wody z oceanu. Cóż to zawsze łyżka mniej. Chcę tak myśleć, nawet jeśli się w ten sposób tylko głupio okłamuję. Ale co mogę zrobić innego? Przecież człowiek musi codziennie wmawiać sobie różne kłamstwa, aby w ogóle móc oddychać.  

Kiedy będziesz gotowy, idź Wojciecha Guni to osiem opowiadań przynależnych do weird fiction, która choć sama mieści się w fantastyce i literaturze grozy jest pojęciem szerokim i niezbyt jasnym. To hybryda gatunkowa, w której świat przedstawiony charakteryzuje się lekko zaznaczoną dziwnością i niesamowitością. Weird skupia się na budowaniu atmosfery niepokoju i zagubienia. Koncentruje raczej na psychice bohaterów niż na grozie znajdującej się na zewnątrz i często silnie podkreśla egzystencjalną samotność człowieka w świecie. Gdyby się przyjrzeć zbiorowi Guni pod kątem tradycyjnych gatunków, to dwa opowiadania można zakwalifikować do horroru psychologicznego (Przemiana Tamary D., Pneumatyczne), tytułowe jest fantastyką, dwa następne przynależą do literatury postapokaliptycznej łamanej na wojenną (Płyną, Kiedy przyszli), a trzem zaś najbliżej jest do prozy realistycznej (Okruchy dla nocy, Wieża milczenia, Trzy spotkania z Jonaszem Dotem). 
 
Wszystkie opowiadania są znakomicie napisane: bardzo literackim językiem z licznymi nawiązaniami do klasyki literatury, a także w przemyślany i finezyjny sposób skonstruowane. Mistrzowsko oddana jest w nich przestrzeń, w której rozgrywają się wydarzenia. Jest ona realistyczna, ale subtelnie odkształcona, wzbudzająca podskórny niepokój, sprawiająca wrażenie labirytu, znajdującego odbicie w psychice postaci zmagających się z przemocą, lękiem, pogrążających się w obsesji lub chorobie. Albo tylko mierzących się z niełatwą codziennością. Bohaterzy są zazwyczaj pozbawieni wsparcia, znajdują się w skrajnych sytuacjach, na drogach donikąd, na których tracą ostanie złudzenia, jakie mają. Samotność postaci jest dojmująca i łączy się z grozą istnienia wynikającą z bycia w świecie pozbawionym sensu. Są to bardzo mroczne opowiadania, w których w zasadzie nie ma nadziei, ale jest w nich coś, co mimo ich dotkliwego pesymizmu, sprawia, że chce się kontynuować lekturę. To bardzo uważne i pełne współczucia spojrzenie, jakim autor obdarza swoich bohaterów i ich zmagania z losem.

Poniżej są opisane dokładniej, acz krótko, cztery opowiadania, które spodobały mi się najbardziej. 
 
 
 
1. Okruchy dla nocy
Fabuła ma prosty punkt wyjścia i sama też jest bardzo nieskomplikowana. To krótki utwór opowiadający o nocnej podróży samochodem, a dokładnie o wyścigu z czasem. Czuje się w nim przytłaczającą bezradność, a w końcu daremnośc podejmowanego wysiłku, ale co porusza najbardziej, że jest on podejmowany mimo wszystko. Jest tu pokazana wiara, a może tylko chęć wiary, że gesty, choć nie zmieniają niczego, jednak się liczą w ogólnym rachunku. Chyba najbardziej wzruszające opowiadanie w całym zbiorze.
 
2. Wieża milczenia 
W niedużym mieście rozchodzi się pogłoska o ponownym otwarciu fabryki, co budzi w mieszkańcach nadzieję na lepsze życie. Opowiadanie stanowi niezwykle udane połączenie subtelnej niesamowitości z realizmem. Z jednej strony, opis miasta skupionego wokół nieczynnej fabryki z kominem górujacym nad labiryntem ulic bardzo sugestywnie buduje klaustrofobiczny klimat, dobrze odzwierciedlający położenie bohaterów, którzy są w mieście zamknięci jak w pułapce. Z drugiej, obraz życia mieszkańców jest nakreślony zupełnie realistycznie, na przykład obecne są sceny, będące bardzo trafnym komentarzem społecznym. 
 
3. Pneumatyczne 
Rzecz dzieje się w sierpniu opisanym, między innymi, tak: Sierpień ma zawsze smak pyłu i potu oraz spłowiałe barwy starej, prześwietlonej fotografii, na której zamazują się kształty. Opowiadanie jest wspomnieniem przeżyć z dzieciństwa. Groza czai się tu w obezwładniającym słońcu i upale lata, w pustce wakacyjnych godzin, które dzieciaki spędzają snując się po opustoszałych ulicach w poszukiwaniu jakiejkolwiek rozrywki.  
 
4. Kiedy będziesz gotowy, idź
Tytułowy i ostatni, być może najlepszy utwór w zbiorze, w którym autor sięga do archetypów biblijnych i niezwykle interesująco je rozwija, tworząc uniwersalną i zarazem metaforyczną historiępoddającą się bardzo różnym interpretacjom. W fabułę opowiadania wplecione są rozważania o relacjach między językiem a rzeczywistością, ideami a emocjami. Padają fundamentalne pytania o kondycję człowieka i jego miejsce w świecie. Można też tę opowieść potraktować jako historię o rodzinie. Rzeczywistość, w której rozgrywają się wydarzenia jest tajemnicza, obdarzona fantastycznymi elementami. Rządzi się ona swoistymi regułami, które powoli się odsłaniają przed oczami czytelnika, gdy patrzy on jednocześnie na stopniową destrukcje tego świata. Koniec zapowiada już pierwsze zdanie: dla dwojga nastolatków, którzy wiedzą, że ich matka umiera, świat, jaki znają dotychczas się rozpada. 
 
 

poniedziałek, 1 czerwca 2026

"Gry dziecięce" Krystyna Dąbrowska


Jak to się dzieje, że prawie każde dziecko
na własną rękę wymyśla tę grę:
w przeskakiwanie szczelin
między płytami chodnika.
Pamiętam skupienie, żeby nie nastąpić
na krawędź, pęknięcie, rysę.
Jako dorośli o tym zapominamy:
wpadamy w przepaście
między zdradliwymi tektonicznymi płytami.
Chyba że jest się Ronją, córką zbójnika,
chyba że jest się Birkiem, zbójnickim synem:
skacze się nad Diabelską Czeluścią
aż zabraknie tchu. Aż pod stopą ustąpi
obluzowany kamień. Mój wrogu,
podaj mi linę. 
 
_________
Wiersz z tomu Miasto z indu Krystyna Dąbrowska; Wydawnictwo a5 2022 r.
Ilustracja autorstwa Ilon Wikland z Ronji, córki zbójnika Astrid Lindgren