piątek, 27 stycznia 2023

"Chleb rzucony umarłym" Bogdan Wojdowski

 

Jeżeli coś usprawiedliwia literaturę, która kreśli nietrwałe znaki, to nietrwałość losu człowieka. Po to, aby świadectwo (lub strzęp świadectwa, jak w moim wypadku) zostało kiedyś doniesione, wielu ludzi złączonych przypadkiem staje obok siebie. Mnie w tym szeregu przypadła nader skromna rola, ponieważ funkcja pisarza jest dzisiaj skromna i prosta.
 
 Bogdan Wojdowski był polskim pisarzem żydowskiego pochodzenia, jednym z ocalałych z Holokaustu. Urodził się w 1930 roku w Warszawie. Po wybuchu wojny trafił razem z rodzicami i młodszą siostrą do getta warszawskiego. Latem 1942 został z niego wyprowadzony i ukrywał się po aryjskiej stronie. Cała jego rodzina, oprócz siostry, zginęła. Chleb rzucony umarłym jest jego najbardziej znaną powieścią wydaną na początku lat siedemdziesiątych. Stanowi wstrząsający zapis historii warszawskiego getta od momentu jego utworzenia jesienią 1940 roku aż do wielkiej akcji deportacyjnej trwającej od lipca do września 1942 roku, w czasie której większość mieszkańców została wywieziona do obozu zagłady w Treblince. 
 
 Chleb rzucony umarłym ma charakter na poły autobiograficzny. Oprócz własnych doświadczeń autor korzystał z dokumentów i  wspomnień innych. W wywiadzie, w którym opowiadał o pisaniu swojej książki, mówił: ...szukałem syntezy, bez niej powieść obyć się może, ale zacząłem od siebie i od własnej biografii. Historia getta pokazana jest z perspektywy dziecka - wchodzącego dopiero w wiek dorastania chłopca. To dziecięce spojrzenie płynnie rozszerza się przechodząc w dokumentalny obraz Zagłady. Powieść napisana jest mistrzowsko: językiem surowym, mimo obrazowych opisów i metafor; z wielką wnikliwością nakreślone są tu portrety psychologiczne ludzi postawionych w sytuacjach ostatecznych. Na przykład, dwunastoletniego dziecka, które narażając się na kule przechodzi codziennie na drugą stronę muru, aby zdobyć jedzenie dla  rodziny:  
 
 Ale o tym — jak powiedzieć? Wstyd, hańba. Zawsze, kiedy jest po tamtej stronie, kupuje osobno ćwierć kilo chleba i zjada ukradkiem, sam, bo kupuje tę ćwiartkę skrycie dla siebie; w sieni najbliższego domu, gdzie się chowa po wyjściu ze sklepu, połyka w paru kęsach i milczy o tym; połyka ze wstydem, zamykając oczy i dając się unieść występnej rozkoszy napychania brzucha. A przecież mógłby odnieść wszystko do domu, zacisnąć zęby, wytrwać — tak, a kiedy myśli o czekającej go drodze powrotnej, jakiś głos mówi pobłażliwie: „Nażryj się, to już ostatni raz!” Słucha posłusznie tego głosu, głosu rozsądku, który zawsze wiedzie na pokuszenie, bo za każdym razem jest ostatni raz. Czy wolno tak? Wiedział, że nie wolno.
 
 To, co wyróżnia dzieło Wojdowskiego to ukazanie judaizmu jako znaczącej części życia postaci przedstawionych w książce. Zaczyna się ona od pierwszych wspomnień z wczesnego dzieciństwa, obrazów jeszcze przedwojennych. Z chaosu dziecięcych wrażeń wyłaniają się obrazy modlącego się dziadka i ojca. Żydowskie święta obchodzone są również w getcie. Traktowane są jako jedne ze ostatnich skrawków normalności, które stopniowo usuwają się spod nóg, zmieniając się w szyderstwo wobec wszechobecności głodu i śmierci: Rosz Haszana, nowy rok, minął bez nadziei i głosu trąbki, Jom Kipur, sądny dzień, dopełnił się bez skruchy, Sukkot, święto zbiorów i urodzaju, nadciągnęło bez chleba. Z głodu czerniały twarze. Słońce tych jesiennych dni wisiało nad miastem jak tyfusowa wesz, która grozi wszystkim. Ci, którzy mieli umrzeć, już wymarli. Ci, którzy będą dopiero umierać, żyli jeszcze, czekając na swoją kolej. Książka kończy się apokaliptycznymi scenami likwidacji getta i wywózki jego mieszkańców.
 
 Chleb rzucony umarłym należy postawić obok Opowiadań Borowskiego czy Medalionów Nałkowskiej. Czyta się tę powieść podobnie - ze ściśniętym gardłem. 
_____
Nota biograficzna, z której pochodzi wypowiedź Wojdowskiego: Holocaust zabija nawet po latach - o życiu i twórczości Bogdana Wojdowskiego (1930 -1994) 
Chleb rzucony umarłym Bogdana Wojdowskiego można pobrać lub przeczytać na stronie Wolnych Lektur.

poniedziałek, 23 stycznia 2023

"Do własnego wiersza" Wisława Szymborska


W najlepszym razie 
będziesz mój wierszu, uważnie czytany,
komentowany i zapamiętany.

W gorszym przypadku 
tylko przeczytany.
 
Trzecia możliwość -
wprawdzie napisany,
ale po chwili wrzucony do kosza.
 
Masz jeszcze czwarte wyjście do wykorzystania - 
znikniesz nienapisany,
z zadowoleniem mrucząc coś do siebie. 
______
Wystarczy, Wisława Szymborska 
Wydawnictwo a5 2011
 

poniedziałek, 16 stycznia 2023

"Drobiazgi takie jak te" Claire Keegan

 
 Drobiazgi takie jak te
Claire Keegan dzieją się na przestrzeni paru miesięcy przed Bożym Narodzeniem 1985 roku w niewielkim irlandzkim mieście nad rzeką Barrow. Bill Furlong jest prawie czterdziestoletnim mężczyzną prowadzącym firmę, która zajmuje się dostarczaniem opału i z jego perspektywy czytelnik obserwuje przedświąteczną rzeczywistość. Niełatwą, bo trwa kryzys, firmy się zamykają, interesy idą tak sobie. W zmęczeniu codziennym kołowrotem myśli Billego snują się prawie same wokół drobiazgów i rzeczy ważnych: czy starczy pieniędzy na remont domu, czy córkom nic się nie stanie. Biegną od wyrzutów sumienia, że planuje trasy dostaw w niedzielę, zamiast skupić się na byciu ze swoją rodziną, aż po pytania, jaki jest sens tego wszystkiego, co go otacza. Nachodzą go bowiem wspomnienia z dzieciństwa, refleksje, że jego los nie musiał potoczyć się tak, jak się potoczył. Pewna kobieta nie zwolniła z pracy dziewczyny będącej w nieślubnej ciąży, a po jej śmierci zajęła się Billem, zapewniając mu przyszłość.  
 
 Drobiazgi takie jak te są bardzo krótkim utworem. To zaledwie kilka zimowych obrazków z życia na irlandzkiej prowincji. Jednak autorce świetnie udaje się oddać atmosferę przygotowań do świąt, i tak jakby mimochodem, za pomocą jednego zdania dialogu czy opisu, znakomicie pokazać hierarchię społeczną i układ władzy w mieście. Niespiesznie, uważnie książka podąża za codziennością przeciętnego człowieka, bo właśnie on i jego decyzje są jej głównym tematem. Bill nie jest przecież nikim ważnym w miejscowej społeczności, choć świetnie dopasował się do życia w niej. I zna to życie niejako od podszewki. Rozwożąc opał zagląda na podwórza, do szop, składów. Pewnego razu widzi w szopie coś, czego nie powinien zobaczyć. Staje więc przed wyborem, co robić dalej. Czytelnik zaś orientuje się, że nie czyta słodko-gorzkiej historii świątecznej, tylko moralitet. Opowieść o wyborach moralnych zwykłych ludzi, takich, którzy chcą tylko w spokoju zajmować się własnymi sprawami. Wiedzą, że lepiej się nie wychylać, bo można sporo stracić. Łatwiej niczego zauważać, ponieważ tak jest bezpieczniej, a może tylko wygodniej. Książka stawia więc pytania, co decyduje, jakie drobiazgi sprawiają, że ktoś jednak zdobywa się na odwagę i reaguje na zło dziejące się tuż obok.