Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smith Ali. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smith Ali. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 listopada 2023

"Znowu listopad..."

 

 "Znowu listopad. (...) 
 Nasiona jaworu uderzają o szybę na wietrze jak... nie, jak nic innego, jak nasiona jaworu uderzające o szybę.
 Ostatnie noce były wietrzne. Liście przyklejają się do wilgotnej ziemi. Te na chodniku są żółte i gniją, las w rozproszeniu. Jeden przywarł tak mocno, że gdy w końcu się odkleja, pozostawiony po nim kształt, cień liścia, przetrwa na chodniku do wiosny.
 W ogrodzie rdzewieją meble. Zapomnieli je schować na zimę.
 Drzewa odsłaniają swoją strukturę.
 Nozdrza wychwytują w powietrzu dymną nutę. Duszę wyszły z ukrycia i grasują. Są jednak róże, jeszcze są róże. W tej wilgoci i chłodzie, na krzewie, który wygląda na uschnięty, rozwinięta róża, jeszcze.
 Spójrz na jej kolor."
 
__________
Jesień Ali Smith WAB 2020 

niedziela, 3 października 2021

"Jesień", Ali Smith

Jesień
Ali Smith jest bardzo nieoczywistą książką, wielowątkową, pełną odniesień do literatury, sztuki, polityki, niekiedy podanych wprost, jak przywołanie
brytyjskiej malarki z epoki pop artu Pauliny Boty czy Dickensa. Czasami odwołania do innych dzieł kultury podane są w sposób zakamuflowany, przykładowo: nawiązanie w początkowych partiach książki do Odysei. Oczywiście to tylko jeden z wielu przykładów. Cechą charakterystyczną Jesieni jest meandryczność fabuły. Mamy tu bowiem dwójkę głównych bohaterów - starca pogrążonego w śpiączce i około trzydziestoletnią kobietę, która znalazła się w stanie pewnego życiowego zawieszenia. Na powieść składają się głównie majaczenia senne Davida i wspomnienia Elisabeth z dzieciństwa, w którym David był kimś bardzo ważnym: opiekunem, przyjacielem, kimś, kto w sposób fascynujący pokazywał świat.
 
 Jesień, utkana ze wspomnień, przeniknięta jesienną atmosferą przemijania, opowiada o czasie, jego niszczycielskiej potędze, ale też o pamięci. Jest opowieścią o tym, że z przeszłości można czerpać siły - jest taka piękna, symboliczna scena w książce, gdy bohaterowie musieli się tylko odwrócić, żeby zobaczyć za sobą światło i lato. Powieść mówi również o napięciu miedzy pamiętaniem a zapominaniem, o konieczności tego ostatniego. Musimy zapominać. Inaczej już nigdy byśmy nie zasnęli. Na pierwszym planie pokazana jest międzypokoleniowa przyjaźń. Elisabeth poznaje Daniela, gdy ma osiem lat, a on zbliża się do osiemdziesiątki. Jest to przyjaźń miedzy wrażliwą, inteligentną dziewczynką a starym, doświadczonym, osamotnionym człowiekiem. Obie strony ogromnie czerpią z tej relacji. Daniel jest wsparciem dla Elisabeth, uczy ją rozumienia sztuki, miłości do literatury. Ach, jak świetnie jest w tej powieści pokazana rola czytania, jako czynności z jednej strony pozwalającej zbudować sobie miejsce, w którym można się schronić, a z drugiej będącej sposobem lepszego rozumienia świata. Uczenie Elisabeth pozwala Danielowi przywołać przeszłość, najcenniejsze wspomnienia, poczuć na chwilę, że czas przestał istnieć. Nie jest to jedyna relacja przedstawiona w książce, na ciut dalszym planie mamy niełatwą więź między matką i córką, relacje między rodzeństwem czy miłosne.
 
Jesień nie jest powieścią uciekającą od polityki. Rzecz się dzieje jesienią po referendum brexitowym. Nie ma tu jednak opisu wydarzeń, jest wyrażenie uczuć: oszołomienia jak po ciosie, bezradności. I wreszcie gniewu:

 Mam dość wiadomości. Dość tego, że rozdmuchuje się błahostki i tak lekko traktuje rzeczy, które są naprawdę oburzające. Mam dość jadu. Złości. Perfidii. Mam dość egoizmu. Mam dość tego, że nie robimy nic, żeby temu przeciwdziałać. Że temu wręcz sprzyjamy. Mam dość przemocy, która ujawnia się teraz, i tej, która jeszcze się ujawni, która jeszcze nie zaistniała. Mam dość kłamców. Mam dość świętoszkowatych oszustów. Mam dość tego, że dopuścili do tego, co się stało. Mam dość ciągłego zastanawiania się, czy zrobili to z głupoty, czy z premedytacją. Mam dość rządów, które kłamią. Mam dość społeczeństwa, któremu już wszystko jedno, czy jest okłamywane.
 
 Książka próbuje szukać odpowiedzi na pytanie, jak sobie poradzić z trudnymi czasami, w których przyszło komuś żyć? Bardzo charakterystyczne jest pierwsze zdanie powieści. Jest w nim zawarta świadomość, że nigdy nie było łatwych, spokojnych czasów. Jesień zaczyna się parafrazą początku Opowieści o dwóch miastach Dickensa: Była to najlepsza i najgorsza z epok, wiek rozumu i wiek szaleństwa, czas wiary i czas zwątpienia, okres światła i okres mroków...  przywołując gwałtowny czas zmian pod koniec XVIII wieku, między innymi, czas rewolucji francuskiej. Te słowa o najlepszej i najgorszej z epok pasują jednak bardziej do odtworzonych w Jesieni lat sześćdziesiątych. Książka sięga więc jeszcze gdzie indziej. Ali Smith przekształca pierwsze zdanie Dickensa w bardzo charakterystyczny sposób: Była to najgorsza z epok, była to najgorsza z epok. Znowu. To słówko znowu odsyła do czasów przywołanych w książce w lekko zawoalowany sposób, do okresu tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej, w którym zaczynała się epoka trzymania ludzi za drutami. Co więc robić, gdy w najbliższej, tak jak przypadku bohaterów, okolicy, znowu postawiono płot z drutu. Jesień Ali Smith szuka odpowiedzi na to pytanie.

czwartek, 1 lipca 2021

Cztery ulubione książki, czyli podsumowanie półrocza 2021

 

Poniżej są trzy powieści plus tom poezji, które wzbudziły we mnie najwięcej emocji w pierwszej połowie tego roku. Kolejność dowolna. 
 
1. Cudze słowa Wita Szostaka to bardzo dobra literatura, która może być punktem wyjścia do fascynujących dyskusji, ale jednocześnie niesie ze sobą spory ciężar emocjonalny. Jest w pewnym sensie bezlitosna, bo wielogłosowość powieści sprawia, że mity jakie budują bohaterowie na swój temat i wokół swoich relacji z centralną postacią książki - Benedyktem (notabene: Benedykt to imię, oznaczające: tego, o którym mówi się dobrze) zostają  zburzone. Szerzej pisałam o niej tutaj: link
 
2. Jesień Ali Smith. Książka utkana ze wspomnień i snów, której głównym tematem jest czas i pamięć. W Wielkiej Brytanii tuż po referendum brexitowym trzydziestoparoletnia Elisabeth zatrzymuje się na dłużej u matki i odwiedza swojego przyjaciela, prawie stuletniego Daniela, który leży pogrążony w śpiączce. Ta powieść wzbudza różne uczucia u czytelników. U niektórych wywołuje zachwyt, inni zarzucają jej bycie o niczym i chaotyczność. Należę do pierwszej grupy. Jeden z wielu moich ulubionych cytatów: 
 
Wiesz, nic nie szkodzi, że zapominasz. Dobrze, że zapominamy. Czasami nawet musimy zapomnieć. Zapominanie jest ważne. Robimy to celowo. Dzięki temu możemy trochę odpocząć. Słuchasz mnie? Musimy zapominać. Inaczej już nigdy byśmy nie zasnęli. (...) Wyobrażam sobie, że to, co zapomniałem, cokolwiek to jest, przycupnęło obok mnie jak śpiący ptak. (...) I potem wiesz, co robię? Po prostu trzymam go, nie za mocno i pozwalam spać. I tylko tyle.
 
3. Pałac lodowy Tarjei Vesaas. Głęboki psychologicznie portret osoby zmagającej się ze stratą. Vesaas opowiada swoją historię w bardzo poetycki sposób, przy czym jest to poezja surowa, oszczędna w słowach. To, co naprawdę istotne pozostaje niewyrażone, jest pokazane w postaci zimowych obrazów. Szerzej o tej powieści można przeczytać tutaj: link

4. Dzikie brzoskwinie. Antologia poetek amerykańskich to bardzo szeroki wybór poezji amerykańskiej pisanej przez kobiety od Emily Dickinson po laureatkę Nagrody Nobla z roku 2020  Louise Glück. Na razie jest to jedyna antologia, w której można przeczytać trzy wiersz napisane przez ubiegłoroczną noblistkę. Wyboru utworów i większości tłumaczeń dokonała Julia Hartwig. Nawiasem mówiąc, w tym roku przypada stulecie urodzin tej wybitnej poetki i tłumaczki. Pozostałych przekładów dokonali, między innymi: Barańczak, Miłosz, Poświatowska. Wiersze są różnorodne, więc bardzo łatwo znaleźć coś dla siebie. Ogromne wrażenie zrobił na mnie poemat Diane Wakoski Pięć snów Jennifer Snow i jej testament oraz poezja Denise Levertov (tu: Kontrabanda w tłumaczeniu Czesława Miłosza, a tutaj: Latem - przekład Julii Hartwig ) i Jane Hirshfield. Poniżej wiersz Louise Glück (Julia Hartwig):
 
Eros
 
Przysunęłam moje krzesło do okna, by patrzeć na deszcz.
 
Byłam jakby we śnie lub w transie -
zakochana, a jednak nie chciałam niczego.

Nie musiałam cię dotykać, patrzeć na ciebie.
Chciałam tylko jednego: tego pokoju, krzesła, szumu
                                                                  padającego deszczu,
godzina za godziną, ciepła tego wiosennego wieczoru.
 
Nie trzeba mi było nic więcej; byłam samą sytością.
Moje serce stało się małe, niewiele potrzebowało, by się napełnić.
Patrzyłam na deszcz padający ciężkimi strugami nad
                                                         ciemniejącym miastem - 

Byłeś poza tym: zgadzałam się byś żył
wedle swych chęci.

O zmierzchu deszcz zelżał. Zajęłam się rzeczami
jakie wykonujemy w świetle dziennym, byłam pogodzona,
ale poruszałam się jak lunatyczka.
To wystarczało i nie miałeś z tym już nic wspólnego.
Kilka dni w obcym mieście.
Rozmowa, dotyk dłoni.
A potem zdjęłam obrączkę.

Tego właśnie chciałam: być naga.