Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Macfarlane Robert. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Macfarlane Robert. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 maja 2024

"Góry. Stan umysłu" Robert Macfarlane

 
Jak to się jednak stało, że szczyty i roztaczające się z nich widoki z taką mocą zawładnęły wyobraźnią tak wielu ludzi? Albo jak to ujął Tennyson w tonie lekkiego braku zrozumienia: "Jaką przyjemność można czerpać z wysokości (...) z wysokości i zimna?"
 
Góry. Stan umysłu to znakomita książka na pograniczu osobistego eseju i literatury popularnonaukowej, będąca próbą zrozumienia relacji człowiek - natura i tego, jak kształtowała się ona na przestrzeni wieków. Robert Macfarlane stara się odpowiedzieć na pytania, czego ludzie szukają wspinając się na szczyty. Co jest takiego fascynującego w stertach kamieni i lodu? A przede wszystkim, jak to się stało, że góry postrzegane, jako uciążliwa przeszkoda w podróży, ewentualnie siedziba bóstw i demonów, której należy unikać, stały się zbiorową fascynacją w kulturze zachodniej i zmiana ta nastąpiła w ciągu zaledwie ostatnich dwóch stuleci.
 
Pierwszy rozdział książki jest zatytułowany, jakże znacząco, Opętanie i opowiada o zafascynowaniu pisarza relacjami z wypraw górskich - książkami znalezionymi w czasie wakacji w domu dziadków. Najbardziej do jego nastoletniej wyobraźni przemawiały zapisy z pierwszych prób zdobycia Mount Everestu na początku XX wieku przez George'a Mallory'ego, podróżnika, mającego na punkcie tej góry obsesje. W ostatnich rozdziałach swojego eseju Robert Macfarlane przedstawia szczegółowy opis tych pierwszych wypraw w Himalaje, tworząc klamrę spinającą jego książkę. Góry. Stan umysłu mają bowiem znakomitą, uporządkowaną, kompozycję. Są też bardzo erudycyjne, oparte o bogate, choć w przeważającej mierze brytyjskie, źródła zarówno historyczne, jak i literackie. Autor stara się przedstawić fascynację górami wieloaspektowo. Wpisuje to zjawisko w szerszy kontekst, ustalając jego związki z epoką odkryć geograficznych i podbojami kolonialnymi, szczególnie zaś z rozwojem nauki. XIX wiek to bowiem stulecie gwałtownego rozwijania się geologii. Przełomem było odkrycie istnienia epoki lodowcowej, a jeszcze większym długiego wieku Ziemi, co pozwoliło inaczej spojrzeć na krajobraz - góry zaczęły być wielką kamienną księgą, dzięki której można sięgnąć w niewyobrażalnie daleką przeszłość. Znaczącym faktem w zmianie nastawienia do gór było także to, że pod koniec wieku XVIII zmieniły się pojęcia filozoficzno-estetyczne w postrzeganiu piękna, czego najlepszym przykładem jest wymyślenie kategorii wzniosłości, oznaczające zachwyt nad obiektami budzącymi grozę. Zmieniło to stosunek do postrzegania dzikiego krajobrazu i ryzyka  - uwidoczniła się bardziej potrzeba sprawdzenia się, odkryto, a właściwie szeroko opisywano strach, który przynosi przyjemność. Pojawiła się idea pięknego widoku - możliwości spojrzenia z góry na świat, niemal z boskiej perspektywy, sprawiająca, że uwielbienie dla wysokości stało się z czasem automatyczną reakcją, raczej nieoczywistą w wiekach wcześniejszych. Wyprawy w góry zaczęły być też szeroko relacjonowane przez prasę, książki, co w sposób zrozumiały spowodowało rozprzestrzenianie się opętania górami. Wszystko powyżej to przykłady głównych przyczyn, omówionych szeroko w książce, a zmieniających podejście do gór. 
 
Chociaż w eseju Roberta Macfarlane nie brak zajmujących, czasami drastycznych w szczegółach, opisów zdobywania szczytów, będących zarówno relacjami przeżyć autora, jak i prezentacją mniej lub bardziej znanych górskich wypraw, to jednak w jego książce przede wszystkim, zgodnie z jej podtytułem, chodzi o stan umysłu, o przedstawienie historycznej zmiany świadomości i idącej za nią zmiany kultury. Jak się wydaje, Robert Macfarlane także chce swoim pisaniem dołożyć cegiełkę do jeszcze innego sposobu myślenia o górach. Zakończenie bowiem można odczytać nie tylko, jako osobiste wyznanie autora, lecz postulat wyrażający pragnienie, aby w wędrówkach po górach bardziej chodziło, nie o wyzwanie czy rywalizację, a pewien rodzaj doświadczania świata. Pisze tak:
 
Co najważniejsze, góry wzmagają w nas zachwyt. Prawdziwym błogosławieństwem gór nie jest stawianie wyzwań czy pobudzanie do rywalizacji, nie są one czymś, co należy pokonać i zdominować. Dają nam coś o wiele szlachetniejszego i nieskończenie potężniejszego: uczą nas dostrzegać piękno - czy to będą ciemne wiry, w jakie woda układa się pod taflą lodu, czy delikatność mchu porastającego osłonięte  od wiatru części głazów i drzew. Przebywanie w górach rozbudza w nas na nowo zachwyt nad najprostszymi procesami świata fizycznego: płatek śniegu (...) pada na wyciągniętą dłoń, woda cierpliwie żłobi rowek na powierzchni granitu, kamień bez powodu toczy się po piargu. Dotknąć fałdów i karbów pozostawionych przez nieistniejący już lodowiec, usłyszeć, jak zbocze góry ożywa od spływającej po deszczu wody, zobaczyć późnym latem światło zalewające pejzaż niczym wody z niewyczerpanego zbiornika - żadnego z tych doświadczeń nie nazwiemy błahym. Góry przywracają nam bezcenną zdolność do zachwytu (...)