"Podczas wernisażu późnej wystawy jego obrazów reporter przeprowadzający
wywiad z Czapskim ocenił ich niemodną tematykę, znalazłwszy na nich
samotnych ludzi, stoliki w opustoszałych kawiarniach, na wpół ukryte
twarze w metrze, stare i niepiękne osoby w pachnących stęchlizną,
obitych pluszem fotelach teatralnych lub ponurych pasażach. Drobne
codzienne zdarzenia ujrzane w przelocie". Dzienikarz wyróżnił także
"jasne pejzaże i na pozór nieistotne przedmioty, takie jak stolik nocny z
kawałkiem sznurka na blacie". Czapski odparł: "Tak to prawie nic. Ale
to prawie nic oznacza wszystko".
[O odczytach o "W poszukiwaniu straconego czasu" wygłaszanych w obozie jenieckim dla polskich oficerów w Związku Radzieckim w 1941 roku.]
"Wspominam z wdzięcznością kolegów, bywało ich o ile sobie ich przypominam, na tych odczytach francuskich o literaturze około 40, przychodzili o zmierzchu w fufajkach, mokrych butach, nieraz po długiej pracy w śniegu w dotkliwy mróz. Zamiast dawnych ikon i żażącej się pod nimi lampady, wisiały w kącie izby portrety Marksa, Lenina, Stalina, w czerwonych tekturkach (...) Koledzy siedzieli na wąskich i chwiejnych ławkach, słuchali w półmroku izby o przygodach księżnej Guermantes, o śmierci Bergotte'a, o mękach zazdrości Swanna."
"Dopiero tam zrozumiałem, co znaczy tak ceniona przez Prousta i według niego jedyna istotna i twórcza "pamięć mimowalna" (memoire involantaire). Wówczas zrozumiałem, jak wzmaga tę pamięć oderwanie się od książek, gazet, od miliona drobnych wrażeń intelektualnych normalnego życia. Z daleka od wszystkiego, co mogło mi świat Prousta przypominać, wspomnienia moje o nim, które na początku zdawały mi się niezmiernie szczupłe, zaczęły mi się gwałtownie i nieoczekiwanie rozrastać z siłą i precyzją zarazem jakby zupełnie niezależną od mojej woli."
"Kiedy rysujesz, czujesz każdą kreskę prowadzoną na papierze jako coś
żyjącego, nieodwołalnego, i naraz rysunek zaczyna żyć. (...) Potem dwie -
jedną kreską - notatki tulipanów wydały mi się nagle żywiej istniejące.
Dlaczego? Bo je czułem podczas rysowania, czułem ten związek
niezdarnego, niepewnego, zdeformowanego trochę rysunku, jakby między
końcem ołówka a mną nie było żadnej przerwy. Ja byłem na końcu ołówka."
***
"Mówi się o wyrazie samotności w moich obrazach. Może to prawda, ale nigdy sam nie stawiam tego pytania. Kiedy maluje nie myślę, dlaczego i dla kogo to robię. Jestem sam i maluję to, co mam malować. Ta bezinteresowność jest podstawą sztuki. Oddaję się codzienności, odkryciom dokonywanym, kiedy patrzę na stół, koszyk, twarz w oknie albo kawiarni. Tam znajduję punkt wyjścia do tego, co nazywam bezinteresownym odkryciem i radość z tego! Może to jest ta samotność, którą u mnie widzą, osobny świat".


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarze. Uprzejmie proszę o kilka słów opisu, jeśli ktoś zamieszcza link.