Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Le Guin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Le Guin. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 grudnia 2022

Dedykacje (1)


Nie wszystkie książki mają dedykacje, a jeśli już mają, są one zazwyczaj bardzo proste: czyjeś imię lub coś w rodzaju: Książkę dedykuję moim dzieciom, wnukom i prawnukom, jak w przypadku ekologicznego eseju O czasie i wodzie Andri Snaera Magnasona. Czasami jednak dedykacje bywają dłuższe, nawet całkiem obszerne, wzruszające albo zabawne. 
 
 
Oto siedem dedykacji, które bardzo lubię:

Frans de Waal, światowej sławy prymatolog i etolog, w swoich dwóch bardzo znanych i świetnych książkach uhonorował swoją żonę formułując dedykacje następująco:

1. 
Dla Catherine, mojego ulubionego naczelnego (Bonobo i ateista. W poszukiwaniu humanizmu wśród naczelnych, Frans de Waal).
 
2. 
Dla Catherine - całe szczęście byłem wystarczająco bystry, aby ją poślubić (Bystre zwierzę. Czy jesteśmy dość mądrzy, aby zrozumieć mądrość zwierząt?, Frans de Waal)
 
Książki dla dzieci powinny być zadedykowane dzieciom, jak słusznie zauważa autor poniżej, ale co zrobić, gdy osoby, którym najbardziej chcemy poświęcić swój utwór są już dorosłe. Da się znaleźć wyjście pośrednie z tej sytuacji, jak w następujących dwóch przypadkach: 

3.
Mojej młodszej siostrze Mirjam
Dzieciom, którymi byłyśmy
Tamtemu latu na sianie, kiedy czytałyśmy, czytałyśmy
bez końca... (Lampka, Annet Schaap)
 
4. 
LEONOWI WERTH
Przepraszam wszystkie dzieci za poświęcenie tej książki dorosłemu. Mam ważne ku temu powodu: ten dorosły jest moim najlepszym przyjacielem na świecie. Drugi powód: ten dorosły potrafi zrozumieć wszystko, nawet książki dla dzieci. Mam też trzeci powód: ten dorosły znajduje się we Francji, gdzie cierpi głód i chłód. I trzeba go pocieszyć. Jeśli te powody nie wystarczą - chętnie poświęcę tę książkę dziecku, jakim był kiedyś ten dorosły. Wszyscy dorośli byli kiedyś dziećmi. Choć niewielu z nich o tym pamięta. Zmieniam więc moją dedykację: 
LEONOWI WERTH
gdy był małym chłopcem
(Mały Książę, Antoine de Saint-Exupéry)
 
Można też dość przezornie zadedykować swoją książkę redaktorowi, i mimo całej skromności przebijającej z tekstu dedykacji i małej objętości samej powieści, jest to książka wybitna i najlepsza w dorobku autora.

5. 
Jak najbardziej w duchu Mateusza Salingera - który skończył już rok - nalegającego przy śniadaniu na współbiesiadnika, żeby od niego przyjął wystygłą fasolę, proszę mojego redaktora, mentora i (Boże bądź mu miłościw) najserdeczniejszego przyjaciela Williama Shawna, który jako genius loci redakcji "New Yorker" lubi stawiać na niepewną kartę, broni mało płodnych i beznadziejnie błyskotliwych pisarzy, i mimo niezaprzeczonego prawa do miana redaktora-artysty jest najskromniejszym z ludzi, żeby ode mnie przyjął tę dość ubogo wyglądającą książeczkę.  (Franny i Zooey, J. D. Salinger)
 
Relacje między redaktorami a pisarzami pewnie bywają burzliwe, gdy dochodzi do redakcyjnych poprawek. Wydawanie książek też bywa działalnością ciut szaloną, więc czemu nie napisać o tym komedii kryminalnej (tak, słusznie się domyślacie, że to zwłoki redaktora znaleziono pewnego poranka w wydawnictwie) i nie zadedykować jej tak:
 
6.
Przydawkom poległym w boju (Nagle trup, Marta Kisiel)
 
I na koniec wzruszająca dedykacja, bo na pewno wielu czytelników żywiło podobne uczucia, jak Ursula K. Le Guin, która zadedykowała swoją książkę przeznaczoną dla młodszego czytelnika następująco: 
 
7.
Wszystkim kotom, które kochałam (Kotolotki, Ursula K. Le Guin)


piątek, 1 lipca 2022

Wiersz na lipiec

 Lipiec


 
Słońce ogrzewa grzbiet jaszczurki
i pokorny grzbiet góry
Kruk skrzeczy niesiony prądem ciepła.
Dolinny dąb pochyla się nad stodołą,
obumiera gałąź za gałęzią.
Stoi spokojnie śmiertelny, rad
z ciepłego światła, którym karmiły się liście,
z ciemnych wód, którymi karmiły się korzenie, 
z żołędzi, którymi karmiły się dzięcioły
przez pół tysiąca deszczowych pór roku.
 
 
 
____________
Autorka: Ursula K. Le Guin
Tłumaczenie:  Justyna Bargielska, Jerzy Jarniewicz, .
Źródło: Dotąd dobrze, Wydawnictwo: Prószyński i S-ka; 2019

czwartek, 26 maja 2022

10 książek na Dzień Matki

Poniżej znajduje się zestawienie dziesięciu książek mówiących o relacjach między matką a dzieckiem. Są to powieści różnych gatunków, bo jest tu i fantastyka, i literatura dla dzieci, czy klasyka, Wszystkie opowiadają o tej podstawowej dla człowieka więzi albo z perspektywy matek albo dzieci, dorastających czy dorosłych. Lista jest oczywiście bardzo subiektywna i zawiera wyłącznie książki, które cenię i bardzo lubię.

1. Pejzaż w kolorze sepii Kazuo Ishiguro. Debiutancka, wydana w latach osiemdziesiątych książka noblisty przedstawia konsekwencje klęski Japonii w II wojnie światowej i przemiany społeczne zachodzące w latach pięćdziesiątych w tym kraju. Jest to nostalgiczna, delikatna, opowieść, pełna niedomówień i fragmentaryczna, tak jak niepełne i cząstkowe bywają wspomnienia, zwłaszcza osoby pogrążonej w żałobie. Po samobójczej śmierci córki, Etsuko, mieszkająca od lat w Wielkiej Brytanii, wraca myślami do lat tuż powojennych spędzonych w Japonii. Szczególnie jedno wspomnienie okazuje się ważne. Dotyczy poznanej wtedy kobiety i jej jedenastoletniej córki. Myśląc  o nich, Etsuko zastanawia się, czy decyzje jakie podejmowała były słuszne. Jak wybory dokonywane przez matkę, na przykład wybranie czegoś, co uważa się dla siebie za lepszy los, wpływają na dzieci. Oczywiście, na te pytania nie ma jednoznacznych odpowiedzi.
 
2. Elena wie Claudia Piñeiro. Książka jest bardzo przejmującym studium walki z chorobą Parkinsona. Jest to historia krótkiej podróży pociągiem do centrum Buenos Aires, którą podejmuje chora Elena, by szukać pomocy w ustaleniu, co stało się z jej córką. Mimo, że nikt jej nie wierzy, Elena jest przekonana, że córka nie popełniła samobójstwa i analizuje wszystkie fakty mogące świadczyć o tym, że ktoś spowodował jej śmierć. Ze wszystkich jej wspomnień wynika jasno, że miała z córką trudną relację. Była wobec niej bardzo krytyczna, często się kłóciły, nie akceptowała jej partnera. Choroba Eleny wszystko jeszcze bardziej skomplikowała. Ich wzajemne stosunki przedstawione są w tej krótkiej powieści bardzo wiarygodnie. Otrzymujemy tu świetne portrety kobiet, głównie Eleny. Ogólnie zaś mówiąc, bo łatwo opowiadając o tej książce zdradzić za dużo, jest to fenomenalnie napisana, zaangażowana społecznie proza.
 
3. Pępowina Majgull Axelsson. Książka opowiada o powikłanych relacjach między rodzicami a dziećmi i o konsekwencjach rodzicielskich błędów. Akcja powieści rozpoczyna się w zajeździe nad jeziorem w czasie jesiennego sztormu, który okaże przełomowy w życiu kilku postaci, zwłaszcza zaś Minny. Została ona odrzucona przez swojego ojca i jego rodzinę. Była to rodzina z tradycjami, zamożna i nie mieli ochoty komplikować sobie życia nieślubnym dzieckiem. Minny postanowiła, że swoją córkę otoczy troskliwą opieką, jakiej ona nigdy nie zaznała, ale nie można dać komuś, czego się samemu nie miało. To zdanie określa też inne postacie w powieści, głównie kobiety. Mimo uczucia jakie darzą swoje córki, czy synów, i mimo że chcą dla nich jak najlepiej, ich własna przeszłość, stosunki społeczne, w których panują, na przykład: podwójne standardy, inaczej ocenia się mężczyzn niż kobiety, sprawiają, że relacje z dziećmi są trudne, pełne rodzicielskich błędów, do których niełatwo się przyznać nawet przed samym sobą.
 
4. Kwietniowa czarownica Majgull Axelsson. Bardzo smutna książka o dorastaniu czwórki dziewczynek w Szwecji w latach 50 i 60. Dla tych przybranych sióstr bolesne przeżycia z dzieciństwa nie dają o sobie zapomnieć i kształtują ich teraźniejszość. I nic nie daje się naprawić, rany nie goją się a przysychają, bo dotyczą sprawy fundamentalnej: relacji matki dziecko. Bycie porzuconym czy źle traktowanym we wczesnym dzieciństwie przez matkę sprawia, że brak poczucia bezpieczeństwa i przynależności dręczy całe życie. Jest to powiedziane wprost: Jeśli ktoś nie jest najważniejszy dla swojej matki, nigdy nie będzie się naprawdę liczył dla innych. Nawet dla siebie. Równie ważnym wątkiem jest w powieści adopcja, nieudana dodajmy. Świetnie jest pokazane, jak delikatna jest to sprawa, i że presja z zewnątrz może sprawić, że bycie rodzicem adopcyjnym może kogoś przerosnąć.   

5. Szkarłatna litera Nathaniel Hawthorne. Ta powieść jest bardzo żarliwą krytyką purytanizmu z jego rygoryzmem religijnym i moralnym. Świetnie narysowany jest tu obraz macierzyństwa potępionego społecznie. Nieślubne dziecko jest dowodem występku matki, skazującym ją na ostracyzm. Dla samej Hester córeczka jest sensem życia, ale mimo wewnętrznego buntu i powolnego kształtowania własnego osądu moralnego innego, niż narzucany jej przez purytańskie otoczenie, tkwi w niej poczucie winy, co sprawia, że jej macierzyństwo jest trudniejsze niżby mogło być. Hester jest oddaną matką, ale w jej stosunku do dziecka obecna jest ambiwalencja. Czasami myśli, że dziecko jest owocem grzechu, stąd też bierz się jej obawa o jego charakter i przyszłość. Dziewczynka podskórnie czuje to napięcie i odbija się to na jej zachowaniu, co pogłębia lęki i wyrzuty sumienia matki. Jest to jednak silna i dobra relacja, skoro w zakończeniu powieści wspomniane są fakty, świadczące o tym, że dorosła już córka dba troskliwie o matkę. 
 
6. Wchodzi koń do baru David Grosman. Książka, która na pozór nie ma nic wspólnego z tematem relacji dziecko matka, opowiada bowiem o występie stand-upowym, gdzieś w małym miasteczku na pograniczu izraelsko-palestyńskim. Narratorem jest jeden z widzów, który ku swojemu wielkiemu zaskoczeniu został specjalnie zaproszony przez komika na to przedstawienie. Znali się dawno temu w czasach nastoletnich. Występ trwa, sypią się żarty, anegdoty z życia, wiele z gatunku tych smutnych, w których śmiech jest jedynie reakcją obronną, dziwne napięcie rośnie na sali, niezadowolona publiczność gwiżdże, część wychodzi trzaskając drzwiami. Najwytrwalsi usłyszą sedno powoli snutej ze sceny historii, którym są relacje dziecko rodzice, zwłaszcza syn matka. A czytelnik musi sobie odpowiedzieć na pytanie: na ile dziecko może być wsparciem dla rodzica i jak bardzo jest to dla niego obciążające. 

7.  Odpływ Lars Saabye Christensen. Książka zaczyna się rozdziałem opowiadającym o lecie roku 1969, które nastoletni Chris spędzał razem z matką nad norweską zatoką. Wakacje te okazały się przełomowe w jego życiu, naznaczone tymi wszystkimi rzeczami, które zdarzają się po raz pierwszy: pierwsza sympatia, próby literackie, przyjaźń i zdrada tej przyjaźni. Jest jeszcze jedno cenne wspomnienie z tego czasu, które wraca do Chrisa po latach: wspólne wieczory spędzone z mamą na pływaniu w morzu. Jest to jeden z wielu przykładów w powieści świadczący o bardzo dobrych relacjach, jakie Chris miał ze swoją matką. W książce ta więź jest nie tylko przedstawiona z punktu widzenia nastolatka, ale też już mocno dorosłej osoby. Powoli, w miarę czytania, odsłania się więc bardzo wnikliwie i z czułością zarysowany portret kobiety, która zrezygnowała z życie zawodowego, aby zajmować się dzieckiem, domem, z wszystkimi cieniami tej sytuacji, bo takie były oczekiwania społeczne w tym czasie. Na marginesie, w Odpływie istnieje też na drugim planie wątek macierzyństwa nieakceptowanego przez społeczeństwo w tak dużym stopniu, że jest ono ukrywane.

8. Niebieska księga z Nebo Stefan Ros Manon to niewielkich rozmiarów przejmująca książka o życiu po upadku cywilizacji mająca formę dwóch przeplatających się relacji matki i syna zapisywanych w niebieskim notesie.  Więź między matką a nastoletnim Siônem jest tu bardzo bliska - są zdani na siebie i muszą sobie radzić, bo ich codzienność to walka o przeżycie. Matka z jednej strony widzi, że radzenie sobie z wyzwaniami daje Siônowi wewnętrzną siłę i dojrzałość, z drugiej wie, że jest tylko dzieckiem i stara się chronić zarówno syna, jak i jego młodszą siostrę, na tyle na ile warunki pozwalają, na przykład: trzymając pewne rzeczy w tajemnicy. Ma to zapewnić synowi poczucie (względnego!) bezpieczeństwa, podobnie jak wspólnie stworzone rytuały, takie jak: czytanie tych samych książek, czy wieczorne rozmowy na dachu przybudówki.
 
9. Grobowce Atuanu Ursula K. Le Guin. Ta książka nie miałaby nic wspólnego z tematem macierzyństwa, gdyby nie pewien szczegół. Powieść opowiada o losach kapłanki mrocznych bóstw zamieszkujących grobowce na jednej z wysp Ziemiomorza, tytułowym Atuanie.  Dziewczynka została przeznaczona na kapłankę, ponieważ urodziła się w chwili śmierci poprzedniej. W wieku kilku lat trafiła do świątyni przy grobowcach, a mając piętnaście została pożarta - oddana bogom i jako jedyny człowiek na wyspie mogła wchodzić do ich siedziby, olbrzymiego podziemnego labiryntu.
 W pisarstwie Ursuli K. Le Guin zachwyca prawdziwość i głębia w przedstawianiu psychiki bohaterów. Przeważnie są to niewielkie fragmenty tekstu trafiające jednak w sedno sprawy. Nie inaczej jest w przypadku Grobowców Atuanu. Powieść ma prolog, w którym pokazana jest ogromna miłość do córki. Tragiczna, bo matka wiedziała, że niedługo dziecko zostanie jej zabrane, i że jej prawdopodobnie nie będzie pamiętać. Chciała jednak dać córce jak najwięcej i to uczucie jest jakoś obecne w życiu Arhy (Pożartej) i wpływa na dokonywane przez nią wybory. 

10. Muminki Tove Jansson. Oczywiście, że na liście nie mogło zabraknąć Muminków i archetypicznej postaci Mamusi Muminka, jako przykładu obdarzania innych mądrą troską i opieką, w której jest miejsce na dużo wolności, zrozumienia i akceptacji. Przy czym, Mama Muminka jest oparciem nie tylko dla swojego syna, ale też dla różnych małych stworzonek, które trafiają do Doliny Muminków. Najlepszym przykładem, jak jest skuteczna w dawaniu wsparcia jest historia o niewidzialnej dziewczynce. Ale są też w Muminkach fragmenty, które pokazują, jak bardzo czasami Mama Muminka potrzebuje odpoczynku i własnej przestrzeni. W Dolinie Muminków w czasie rodzinnej wyprawy ucina sobie drzemkę: Mama Muminka położyła się tu, w tym osłoniętym od wiatru miejscu. Widziała stąd tylko błękitne niebo i goździki morskie kołyszące się nad jej głową. "Odpocznę tylko chwilę" - pomyślała. Wkrótce jednak spała głębokim snem na ciepłym piasku. Jeszcze silniej potrzeba wytchnienia i własnego miejsca wybrzmiewa w części zatytułowanej Tatuś Muminka i morze, w której rodzina opuszcza Dolinę Muminków i przenosi się na wyspę, gdzie życie staje się zdecydowanie trudniejsze. Mamusia Muminka, aby zachować równowagę psychiczną, tworzy sobie własnoręcznie, tylko dla siebie, kolorową przestrzeń, w której może się schronić. 

niedziela, 22 grudnia 2019

"Choinka", Ursula K. Le Guin


"Była to śliczna jodełka, metr, może metr dwadzieścia wysokości - stołowe drzewko, jak powiedziała sprzedawczyni w kwiaciarni obok Trade Joego, gdzie je kupiliśmy. Postawiliśmy je w drewnianej skrzynce, w narożnym oknie salonu, ponieważ uważam, że świąteczne drzewko powinno być widziane z zewnątrz i móc wyglądać na zewnątrz. Ściśle mówiąc, nie uważam, żeby drzewo mogło widzieć, ale może jakoś rozróżniać światło od ciemności, wnętrze od zewnętrza. Poza tym odpowiednio wygląda z niebem nad sobą albo prześwitującym przez gałęzie. Zanim je ubraliśmy, stało tam w surowej ciemnej zieleni: złożony wyższy organizm, bardzo wyraźna obecność w pokoju. Kiedy mieliśmy sztuczną choinkę, jej mierność pozwoliła mi zrozumieć swoje uczucia wobec żywej, nie tylko takiej wspaniałej i wysokiej, jakie mieliśmy, gdy byłam dzieckiem albo gdy moje dzieci były dziećmi, ale też takiej małej - że generuje w pokoju identyczne wrażenie obecności jak człowiek czy zwierzę. Nieruchomej obecności, która nic nie mówi, po prostu jest. Jak bardzo małomówny gość z Norwegii, być może. Nie mówi po angielsku, nie jest wymagający, nie chce niczego oprócz kubka wody raz kilka dni. Spokojny. Przyjemny dla oka. Kryjący w sobie mrok, ciemność lasu w zielonych ramionach, wyciągniętych tak spokojnie, wytrwale, bez wysiłku.
 Nasz norweski gość przechylał się trochę w stronę pokoju - nie potrafiliśmy ustawić go całkiem pionowo śrubami w stojaku, ale nie przejmowaliśmy się, jako że i tak nikt nie mógł go zobaczyć z boku, gdyż stał między biurkiem a biblioteczką. Był pięknie symetryczny, choć nie przycinali mu sekatorem końców połowy gałęzi, jak często się zdarza szkółkowym drzewkom. Bo z pewnością pochodził ze szkółki. (...). Nasze drzewko nie poznało lasu, ale i tak było leśnym drzewem. Poznało słońce i deszcz, śnieg i burzę, wszelkie odmiany pogody i wszystkie wiatry, z pewnością też wiele ptaków za swoich dni. I gwiazdy za swoich nocy. (...)
 Tak więc przyszły święta, a drzewko jaśniało każdego dnia i każdej nocy, dopóki nie wyłączyłam lampek, idąc do łóżka. Wiem, że właściwie nie trzeba ich gasić, LED-y prawie się nie grzeją, ale bezpieczeństwo to bezpieczeństwo, nawyk to nawyk, a zresztą wydaje się niewłaściwe, by odmawiać choince ciemności. Czasami, kiedy już wyłączyłam lampki, stałam obok i patrzyłam na drzewko, milczące i mroczne w ciemnym pokoju, rozjaśnione tylko blaskiem elektrycznej świecy za nim, oświetlającej napis POKÓJ. Poprzez gałęzie i igły świeca rzucała na sufit słabe skomplikowane cienie. Drzewko w ciemności pachniało pięknie.
 Minęły święta, potem Nowy Rok i dzień później stwierdziłam, że powinniśmy rozebrać choinkę, więc to zrobiliśmy. (...)
 W końcu drzewko i tak już zostało odcięte od korzeni; jego życie u nas było powolnym umieraniem. Prawdziwe świąteczne drzewko, ścięta choinka to przecież rytualna ofiara. Lepiej nie zaprzeczać  temu faktowi, tylko uznać i przemyśleć."
_____
Cytat pochodzi z książki Nie ma czasu. Myśl o tym, co ważne będącej zbiorem wydanych drukiem zapisków z bloga Ursuli K. Le Guin.

piątek, 4 sierpnia 2017

Letnie lektury


Siła niższa Marty Kisiel to kontynuacja jej pierwszej, cieszącej się wielką popularnością powieści, czyli Dożywocia. Po spaleniu Lichotki Konrad Romańczuk zabrał swojego zasmarkanego anioła stróża w różowych bamboszkach, utopca, kota i stado królików do nowego domu. Wszystko miało się z czasem ułożyć. Tylko jakoś się nie układało, bo Konrada Romańczuka dopadła codzienność. Dopadła, cisnęła na glebę i skopała po nerkach. Jedyną odskocznią od problemów okazały się cotygodniowe, wieczorne wizyty w supermarkecie połączone z wielogodzinnym, w całkowitym spokoju, wybieraniem makaronu i sosu pomidorowego. I tam pewnego razu Konrad dokonał wstrząsającego odkrycia, co oczywiście spowodowało ściągnięcie sobie na głowę nowych kłopotów.
O ile Dożywocie było raczej zbiorem opowiadań połączonych miejscem akcji i postaciami, tak Siła niższa jest bardziej spójna. Zachowuje zarazem wszystkie zalety pierwszej części, czyli język: zabawny, pełen metafor i aluzji literackich, świetne dialogi oraz postacie, przerysowane zgodnie z humorystyczną konwencją a jednocześnie pełnowymiarowe, zaskakujące i zadziwiająco, chciałoby się rzec pod adresem niektórych, ludzkie. Oprócz starych znajomych (w tym przywołanego na chwilę, ku mojej uciesze, panicza Szczęsnego, widma romantycznego będącego skrzyżowaniem Wertera i Gustawa), pojawiają się nowi: sympatyczny wiking Turu Brząszyk i Tsadkiel powiadający o sobie: Jam jest ostoja, pocieszenie i miłosierdzie i oczywiście dający swoim zachowaniem w kość pozostałym. Mocną bowiem stroną Siły niższej są wzajemne relacje bohaterów i to, że nie przestając być śmieszna ma całkiem serio przesłanie mówiące o odpowiedzialności za innych.


Morski trakt Ursuli Le Guin to zbiór opowiadań nie fantastycznych, jak by się można było spodziewać po najbardziej znanej amerykańskiej pisarce science fiction, a obyczajowych pochodzących z lat dziewięćdziesiątych. Elementem łączącym wszystkie utwory jest miejsce - mała, położona nad Pacyfikiem miejscowość Klatsand, niedaleko Portland.
Jest to lektura do powolnego zanurzania się i refleksji, charakteryzująca się mądrym i uważnym spojrzeniem na losy kobiet, pełna smutku i zarazem przewrotnego i gorzkiego poczucia humoru. Pojawia się ono zwłaszcza w trzech opowiadaniach: w Lunatykach opowiadającym o sądzeniu ludzi po pozorach, w Ramolach, gdzie dochodzi do konfrontacji między tym, jak postrzega siebie bohater a jak widzą go inni, i w Prawdziwej miłości mówiącym o pewnej zapalonej czytelniczce.
Tytuł Trakt morski podkreśla więź z morzem. Ocean jest czymś nieustannie obecnym, istotnym w życiu bohaterek. Zobaczyła rozlewający się Pacyfik. "Tu jesteś, stary, szary potworze. Ty nie odejdziesz, ale ja tak". To cytat z mojego ulubionego tekstu ze zbioru Dłoń, kubek, muszla poruszającego temat ważności każdego człowieka i jednocześnie braku jego znaczenia, kruchości i przemijalności wobec trwającej przyrody. W innych opowiadaniach: opieka nad umierającą matką powoduje odcięcie się od morza (Wewnątrz i na zewnątrz), ale kontakt z jego pięknem jest rozpaczliwą próbą zapełnienia pustki po śmierci najbliższej osoby (Dolmeny). 
Trakt morski to warty przeczytania manifest kobiecości, opowiadający zarówno o kobiecej sile, która potrafi unieść ciężar życiowych doświadczeń, jak i też o słabości, bezradności i zagubieniu wobec losu.


 Oblany test spółki autorskiej Michaela Hjortha i Hansa Rosenfeldta jest sprawnie napisanym i trzymającym w napięciu kryminałem. Oddział Krajowej Policji Kryminalnej wraz z współpracującym z nim psychologiem Sebastianem Bergmanem musi rozwiązać przypadek seryjnego mordercy, który zabija gwiazdy telewizyjnych reality show. Ofiary zostają odnalezione w zamkniętych latem szkołach z przypiętymi do pleców testami egzaminacyjnymi.
 Dobry jest w książce pomysł na zabójcę, inteligentnego chociaż popełniającego błędy. Motywy jego działania pozwalają dobrze ukazać świat ludzi znanych z tego, że są znani, mechanizmu kreowania przez telewizję gwiazd oraz funkcjonowania mediów społecznościowych, w których większość użytkowników czuje się upoważniona do wyrażenia swojego zdania na każdy temat a rozkręcające się dyskusje internetowe często prowadzą do obwiniania ofiary. Minusów powieść posiada niestety znacznie więcej niż plusów. Bohaterowie są, z małymi wyjątkami, antypatyczni a ich prywatne problemy niewiarygodne ze względu na wiek. Naprawdę trudno uwierzyć, że doświadczona trzydziestoletnia policjantka z wydziału zabójstw zachowuje się jak nastolatka. Zakończenie, które w zamierzeniu autorów miało być intrygujące wypadło efekciarsko, jak wyciągnięte prosto z filmu klasy B.
                                                              Książka bierze udział w wyzwaniu Pod hasłem - Czar par.

niedziela, 21 grudnia 2014

21/22 grudnia - przesilenie zimowe

"I właśnie jako Ramarren, obcy, spojrzał w niebo późnego poranka zobaczył żółte Słońce Ziemi.
Zatrzymał się, przeniknięty nagłą radością. Bo to było coś - bez względu na to, co było przedtem i co mogło stać się później - naprawdę coś: zobaczyć w swoim życiu światło dwóch Słońc. Pomarańczowozłotego Werel i bladozłotego Ziemi - miał je teraz oba przed oczyma, jak człowiek, który trzyma dwa klejnoty, porównując ich piękność po to, aby jeszcze bardziej nasycić się ich blaskiem.
Chłopiec stał tuż przy nim i Ramarren zaczął szeptać pozdrowienie, jakiego uczą się kelshańskie dzieci, aby witać nim słońce o poranku lub po długich zimowych zawieruchach: "Niech będzie pozdrowiona gwiazda życia, środek roku..."


 ____________
Miasto złudzeń Ursula K. Le Guin

piątek, 5 grudnia 2014

Zima nadchodzi, czyli o "Planecie wygnania" Ursuli K. Le Guin

Zima nadchodzi, pora roku trwająca jedną czwartą ludzkiego życia.
Na planecie Werel bowiem jeden rok obejmuje czas przeznaczony człowiekowi do istnienia. Dziesięć lat temu przybyli tu koloniści z Ziemi, zrzeszeni w Lidze Wszystkich Światów. Część z nich odleciała na wieść o wojnie z obcym, inni zostali na wybrzeżu wyczekując powrotu pozostałych lub kontaktu z Ligą. Trwają w swoim teraz już jedynym  mieście nad morzem, co raz mniej liczni, bardziej wycofani, żyjący z roku na rok coraz prościej, ponieważ planeta okazała się dla nich nieprzyjazna. Są jak kruche, w kolorze nieba filiżanki, z których piją swój tradycyjny napój - piękne wytwory cywilizacji, która przemija.
Nigdy nie byli na tej planecie sami. Żyły tu plemiona, budujące zimowe miasta, zwane przez nich wifami - wysoko rozwiniętymi formami życia. Dziesięć pokoleń przeminęło, ale ten czas nie przezwyciężył wrogości. Obie grupy siebie określały jako ludzi, ci drudzy to obcy, od których trzeba się trzymać z daleka. 
Zima nadchodzi, pora roku, której tym razem nikt może nie przeżyć.
Bo oprócz zimna i śniegu,  nadchodzą też z północy ghalowie. Gna ich na południe głód, są zorganizowani w duże grupy i po ich przejściu zostaje tylko naga, splądrowana ziemia. Jedyną szansą ocalenia jest współpraca między przybyszami z gwiazd a mieszkańcami planety.
Czy zgodę da się osiągnąć? Kiedy inny staje się swoim, a poczucie wyobcowania mija? A może, jak w pięknie przedstawionym wątku miłosnym, inność jest pociągająca i poznanie jej warte jest wielkiego ryzyka. W powieści te pytania są pięknie zobrazowane. Oprócz tego, występują: wyraziści bohaterowie, świat stworzony kilkoma trafnymi słowami, subtelnie nakreślone opisy stanów uczuciowych postaci. Jest w tej zwięzłej prozie magia i uniwersalność, jaką mają baśnie.


Po za tym, jest to krótka, licząca sto dwadzieścia stron, urzekająca historia o tym, że "był tylko śnieg, który spadł, i śnieg, który padał, i to jedynie na wyciągnięcie ręki, bo dalej nie było już zupełnie nic." Prawdziwy śnieg, którego zwały zasypią lasy i doliny a z północy nadejdzie Zima. I dla bohaterów będzie trwała "pięć tysięcy zimowych nocy, pięć tysięcy zimowych dni - całą resztę ich młodości, a może całą resztę ich życia."
Planeta wygnania to zimowa opowieść o oswajaniu obcości, o tym, co sprawia, że jakieś miejsce staje się domem; do przeczytania właśnie na początku zimy.



sobota, 25 października 2014

Lista ulubionych powieściopisarzy

Dzień trzynasty - ulubiony autor

Usiadłam i napisałam listę wszystkich autorów, których lubię i niestety wyszło ponad kilkadziesiąt nazwisk. Przez chwilę rozważałam wylosowanie dziesięciu. Potem wymyśliłam kryteria przedstawione poniżej w punktach i zaczęłam wielkie wykreślanie.

1. Na początek idąc na łatwiznę usunęłam poetów, dramaturgów, eseistów, popularyzatorów nauki.

2. Wśród powieściopisarzy wymazałam tych, o których już pisałam (dzień 2, 3, 9)

3. Potem skreśliłam tych, którzy piszą  typ literatury, który mi nie odpowiada, na przykład horrory.
4. Ponieważ tytuł dzisiejszego wyzwanie brzmi: ulubiony autor a nie ukochana książka (Kubuś Fatalista i jego pan, Mistrz i Małgorzata, Władca pierścieni, Nędznicy, Żart, Dżuma i inne), pozbyłam się twórców uwielbianych utworów. Bo tak na prawdę nie czytałam ich innych książek lub uważam je za gorsze. Jeśli przyjęłam kryterium dwóch dzieł, pojawiło się pytanie, co zrobić z autorkami, które napisały tylko jedną książkę jak Emilii Brontë czy Harper Lee.

5. Wyrzuciłam pisarzy, których lubię bardziej niż ich dokonania. Bo po prostu z felietonów, wywiadów, działalności publicznej wydają się świetnymi ludźmi. Piszą bardzo dobre książki, ale brakuje tego "czegoś", by pozycje te znalazły się w osobistym rejestrze ważnych i wyjątkowych.

6. Ominęłam też autorów, których twórczość poznałam dopiero w tym roku (lista z wpisu pierwszego), bo potrzebuję nabrać dystansu. Może za dwa lata nie będę ich w ogóle pamiętać.

Kto został? Lista (kolejność dowolna):
Margaret Atwood


Jane Austen
Kazuro Ishiguro
Tove Jansson
Ursula K. Le Guin
Stanisław Lem
  
Astrid Lindgren
Teodor Parnicki
Ian McEwan
Erich Maria Remarque
Harper Lee
Emily Brontë