Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jansson Tove. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jansson Tove. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 maja 2022

10 książek na Dzień Matki

Poniżej znajduje się zestawienie dziesięciu książek mówiących o relacjach między matką a dzieckiem. Są to powieści różnych gatunków, bo jest tu i fantastyka, i literatura dla dzieci, czy klasyka, Wszystkie opowiadają o tej podstawowej dla człowieka więzi albo z perspektywy matek albo dzieci, dorastających czy dorosłych. Lista jest oczywiście bardzo subiektywna i zawiera wyłącznie książki, które cenię i bardzo lubię.

1. Pejzaż w kolorze sepii Kazuo Ishiguro. Debiutancka, wydana w latach osiemdziesiątych książka noblisty przedstawia konsekwencje klęski Japonii w II wojnie światowej i przemiany społeczne zachodzące w latach pięćdziesiątych w tym kraju. Jest to nostalgiczna, delikatna, opowieść, pełna niedomówień i fragmentaryczna, tak jak niepełne i cząstkowe bywają wspomnienia, zwłaszcza osoby pogrążonej w żałobie. Po samobójczej śmierci córki, Etsuko, mieszkająca od lat w Wielkiej Brytanii, wraca myślami do lat tuż powojennych spędzonych w Japonii. Szczególnie jedno wspomnienie okazuje się ważne. Dotyczy poznanej wtedy kobiety i jej jedenastoletniej córki. Myśląc  o nich, Etsuko zastanawia się, czy decyzje jakie podejmowała były słuszne. Jak wybory dokonywane przez matkę, na przykład wybranie czegoś, co uważa się dla siebie za lepszy los, wpływają na dzieci. Oczywiście, na te pytania nie ma jednoznacznych odpowiedzi.
 
2. Elena wie Claudia Piñeiro. Książka jest bardzo przejmującym studium walki z chorobą Parkinsona. Jest to historia krótkiej podróży pociągiem do centrum Buenos Aires, którą podejmuje chora Elena, by szukać pomocy w ustaleniu, co stało się z jej córką. Mimo, że nikt jej nie wierzy, Elena jest przekonana, że córka nie popełniła samobójstwa i analizuje wszystkie fakty mogące świadczyć o tym, że ktoś spowodował jej śmierć. Ze wszystkich jej wspomnień wynika jasno, że miała z córką trudną relację. Była wobec niej bardzo krytyczna, często się kłóciły, nie akceptowała jej partnera. Choroba Eleny wszystko jeszcze bardziej skomplikowała. Ich wzajemne stosunki przedstawione są w tej krótkiej powieści bardzo wiarygodnie. Otrzymujemy tu świetne portrety kobiet, głównie Eleny. Ogólnie zaś mówiąc, bo łatwo opowiadając o tej książce zdradzić za dużo, jest to fenomenalnie napisana, zaangażowana społecznie proza.
 
3. Pępowina Majgull Axelsson. Książka opowiada o powikłanych relacjach między rodzicami a dziećmi i o konsekwencjach rodzicielskich błędów. Akcja powieści rozpoczyna się w zajeździe nad jeziorem w czasie jesiennego sztormu, który okaże przełomowy w życiu kilku postaci, zwłaszcza zaś Minny. Została ona odrzucona przez swojego ojca i jego rodzinę. Była to rodzina z tradycjami, zamożna i nie mieli ochoty komplikować sobie życia nieślubnym dzieckiem. Minny postanowiła, że swoją córkę otoczy troskliwą opieką, jakiej ona nigdy nie zaznała, ale nie można dać komuś, czego się samemu nie miało. To zdanie określa też inne postacie w powieści, głównie kobiety. Mimo uczucia jakie darzą swoje córki, czy synów, i mimo że chcą dla nich jak najlepiej, ich własna przeszłość, stosunki społeczne, w których panują, na przykład: podwójne standardy, inaczej ocenia się mężczyzn niż kobiety, sprawiają, że relacje z dziećmi są trudne, pełne rodzicielskich błędów, do których niełatwo się przyznać nawet przed samym sobą.
 
4. Kwietniowa czarownica Majgull Axelsson. Bardzo smutna książka o dorastaniu czwórki dziewczynek w Szwecji w latach 50 i 60. Dla tych przybranych sióstr bolesne przeżycia z dzieciństwa nie dają o sobie zapomnieć i kształtują ich teraźniejszość. I nic nie daje się naprawić, rany nie goją się a przysychają, bo dotyczą sprawy fundamentalnej: relacji matki dziecko. Bycie porzuconym czy źle traktowanym we wczesnym dzieciństwie przez matkę sprawia, że brak poczucia bezpieczeństwa i przynależności dręczy całe życie. Jest to powiedziane wprost: Jeśli ktoś nie jest najważniejszy dla swojej matki, nigdy nie będzie się naprawdę liczył dla innych. Nawet dla siebie. Równie ważnym wątkiem jest w powieści adopcja, nieudana dodajmy. Świetnie jest pokazane, jak delikatna jest to sprawa, i że presja z zewnątrz może sprawić, że bycie rodzicem adopcyjnym może kogoś przerosnąć.   

5. Szkarłatna litera Nathaniel Hawthorne. Ta powieść jest bardzo żarliwą krytyką purytanizmu z jego rygoryzmem religijnym i moralnym. Świetnie narysowany jest tu obraz macierzyństwa potępionego społecznie. Nieślubne dziecko jest dowodem występku matki, skazującym ją na ostracyzm. Dla samej Hester córeczka jest sensem życia, ale mimo wewnętrznego buntu i powolnego kształtowania własnego osądu moralnego innego, niż narzucany jej przez purytańskie otoczenie, tkwi w niej poczucie winy, co sprawia, że jej macierzyństwo jest trudniejsze niżby mogło być. Hester jest oddaną matką, ale w jej stosunku do dziecka obecna jest ambiwalencja. Czasami myśli, że dziecko jest owocem grzechu, stąd też bierz się jej obawa o jego charakter i przyszłość. Dziewczynka podskórnie czuje to napięcie i odbija się to na jej zachowaniu, co pogłębia lęki i wyrzuty sumienia matki. Jest to jednak silna i dobra relacja, skoro w zakończeniu powieści wspomniane są fakty, świadczące o tym, że dorosła już córka dba troskliwie o matkę. 
 
6. Wchodzi koń do baru David Grosman. Książka, która na pozór nie ma nic wspólnego z tematem relacji dziecko matka, opowiada bowiem o występie stand-upowym, gdzieś w małym miasteczku na pograniczu izraelsko-palestyńskim. Narratorem jest jeden z widzów, który ku swojemu wielkiemu zaskoczeniu został specjalnie zaproszony przez komika na to przedstawienie. Znali się dawno temu w czasach nastoletnich. Występ trwa, sypią się żarty, anegdoty z życia, wiele z gatunku tych smutnych, w których śmiech jest jedynie reakcją obronną, dziwne napięcie rośnie na sali, niezadowolona publiczność gwiżdże, część wychodzi trzaskając drzwiami. Najwytrwalsi usłyszą sedno powoli snutej ze sceny historii, którym są relacje dziecko rodzice, zwłaszcza syn matka. A czytelnik musi sobie odpowiedzieć na pytanie: na ile dziecko może być wsparciem dla rodzica i jak bardzo jest to dla niego obciążające. 

7.  Odpływ Lars Saabye Christensen. Książka zaczyna się rozdziałem opowiadającym o lecie roku 1969, które nastoletni Chris spędzał razem z matką nad norweską zatoką. Wakacje te okazały się przełomowe w jego życiu, naznaczone tymi wszystkimi rzeczami, które zdarzają się po raz pierwszy: pierwsza sympatia, próby literackie, przyjaźń i zdrada tej przyjaźni. Jest jeszcze jedno cenne wspomnienie z tego czasu, które wraca do Chrisa po latach: wspólne wieczory spędzone z mamą na pływaniu w morzu. Jest to jeden z wielu przykładów w powieści świadczący o bardzo dobrych relacjach, jakie Chris miał ze swoją matką. W książce ta więź jest nie tylko przedstawiona z punktu widzenia nastolatka, ale też już mocno dorosłej osoby. Powoli, w miarę czytania, odsłania się więc bardzo wnikliwie i z czułością zarysowany portret kobiety, która zrezygnowała z życie zawodowego, aby zajmować się dzieckiem, domem, z wszystkimi cieniami tej sytuacji, bo takie były oczekiwania społeczne w tym czasie. Na marginesie, w Odpływie istnieje też na drugim planie wątek macierzyństwa nieakceptowanego przez społeczeństwo w tak dużym stopniu, że jest ono ukrywane.

8. Niebieska księga z Nebo Stefan Ros Manon to niewielkich rozmiarów przejmująca książka o życiu po upadku cywilizacji mająca formę dwóch przeplatających się relacji matki i syna zapisywanych w niebieskim notesie.  Więź między matką a nastoletnim Siônem jest tu bardzo bliska - są zdani na siebie i muszą sobie radzić, bo ich codzienność to walka o przeżycie. Matka z jednej strony widzi, że radzenie sobie z wyzwaniami daje Siônowi wewnętrzną siłę i dojrzałość, z drugiej wie, że jest tylko dzieckiem i stara się chronić zarówno syna, jak i jego młodszą siostrę, na tyle na ile warunki pozwalają, na przykład: trzymając pewne rzeczy w tajemnicy. Ma to zapewnić synowi poczucie (względnego!) bezpieczeństwa, podobnie jak wspólnie stworzone rytuały, takie jak: czytanie tych samych książek, czy wieczorne rozmowy na dachu przybudówki.
 
9. Grobowce Atuanu Ursula K. Le Guin. Ta książka nie miałaby nic wspólnego z tematem macierzyństwa, gdyby nie pewien szczegół. Powieść opowiada o losach kapłanki mrocznych bóstw zamieszkujących grobowce na jednej z wysp Ziemiomorza, tytułowym Atuanie.  Dziewczynka została przeznaczona na kapłankę, ponieważ urodziła się w chwili śmierci poprzedniej. W wieku kilku lat trafiła do świątyni przy grobowcach, a mając piętnaście została pożarta - oddana bogom i jako jedyny człowiek na wyspie mogła wchodzić do ich siedziby, olbrzymiego podziemnego labiryntu.
 W pisarstwie Ursuli K. Le Guin zachwyca prawdziwość i głębia w przedstawianiu psychiki bohaterów. Przeważnie są to niewielkie fragmenty tekstu trafiające jednak w sedno sprawy. Nie inaczej jest w przypadku Grobowców Atuanu. Powieść ma prolog, w którym pokazana jest ogromna miłość do córki. Tragiczna, bo matka wiedziała, że niedługo dziecko zostanie jej zabrane, i że jej prawdopodobnie nie będzie pamiętać. Chciała jednak dać córce jak najwięcej i to uczucie jest jakoś obecne w życiu Arhy (Pożartej) i wpływa na dokonywane przez nią wybory. 

10. Muminki Tove Jansson. Oczywiście, że na liście nie mogło zabraknąć Muminków i archetypicznej postaci Mamusi Muminka, jako przykładu obdarzania innych mądrą troską i opieką, w której jest miejsce na dużo wolności, zrozumienia i akceptacji. Przy czym, Mama Muminka jest oparciem nie tylko dla swojego syna, ale też dla różnych małych stworzonek, które trafiają do Doliny Muminków. Najlepszym przykładem, jak jest skuteczna w dawaniu wsparcia jest historia o niewidzialnej dziewczynce. Ale są też w Muminkach fragmenty, które pokazują, jak bardzo czasami Mama Muminka potrzebuje odpoczynku i własnej przestrzeni. W Dolinie Muminków w czasie rodzinnej wyprawy ucina sobie drzemkę: Mama Muminka położyła się tu, w tym osłoniętym od wiatru miejscu. Widziała stąd tylko błękitne niebo i goździki morskie kołyszące się nad jej głową. "Odpocznę tylko chwilę" - pomyślała. Wkrótce jednak spała głębokim snem na ciepłym piasku. Jeszcze silniej potrzeba wytchnienia i własnego miejsca wybrzmiewa w części zatytułowanej Tatuś Muminka i morze, w której rodzina opuszcza Dolinę Muminków i przenosi się na wyspę, gdzie życie staje się zdecydowanie trudniejsze. Mamusia Muminka, aby zachować równowagę psychiczną, tworzy sobie własnoręcznie, tylko dla siebie, kolorową przestrzeń, w której może się schronić. 

niedziela, 27 sierpnia 2017

"Lato", Tove Jansson


Za każdym razem noce robią się ciemne całkiem niepostrzeżenie. Któregoś wieczora w sierpniu wychodzi się na dwór i nagle wszystko jest czarne jak smoła, wielka ciepła cisza otacza dom. Jest nadal lato, ale ono już nie żyje, zatrzymało się, nie więdnąc i jesień już stoi u progu.

Lato Tove Jansson to niewielka książka, którą czasami można znaleźć w bibliotece stojącą na półce z literaturą dziecięcą. Nie jest ona przeznaczona dla dzieci i nie należy jej mylić z Latem Muminków, choć oczywiście cień tego, co muminkowe można w niej odnaleźć i to nie jeden. Trudno, na przykład, nie odczytać pierwszej strony jako mrugnięcia okiem autorki, bo otrzymujemy opis sceny, w której babcia gubi sztuczną szczękę. I pierwszym skojarzeniem jest Piżmowiec i niesamowite losy jego zębów. Tak poznajemy jedną z głównych bohaterek Lata - babkę. Równorzędną jej postacią jest mała Sophia. Spędzają one wraz z ojcem dziewczynki lato na wyspie położonej u wybrzeży Finlandii, w małym domku w pobliżu morza.

Codzienne życie na szkierze dostosowane jest do powolnego biegu lata i zmian pogody. Jego mieszkańcy funkcjonują według ustalonych zwyczajów, by zapewnić sobie wyżywienie, bezpieczeństwo, przyjemności a jednocześnie zostawić wyspę w stanie jak najbardziej naturalnym. Z czasem zdają się wrastać w otoczenie. Tak jak babka, która pewnej nocy przemienia się, staje się w oczach wnuczki duchem opiekuńczym wyspy. Blask księżyca spoczywał na jej kapeluszu i barkach, strzegła losu i całej wyspy. Nie było najmniejszej wątpliwości, że znajdzie wszystko, co potrzebne, by zapobiec nieszczęściu i śmierci. Wszystko mieściło się w jej kieszeniach.
Babcia z wnuczką wędrują po okolicy, pływają w morzu, zaglądają do ukrytej jaskini, budują mini-Wenecję, piszą traktat o dżdżownicach i innych małych stworzonkach, przyjmują gości, dzielą się uczuciami i doświadczeniami. Łączy je, z pozoru szorstka, silna więź. Babka bywa zmęczona, łatwo się irytuje. Dokucza jej starość, zarówno fizyczna, jak i psychiczna (sprawy kurczą się dla człowieka i ześlizgują w tył i że to, co było takie przyjemne, nic już nie znaczy i jakby blednie). Wnuczka miewa długie okresy przekory, posługuje się logiką z żelazną, dziecięcą konsekwencją:

 - Czy anioły mogą lecieć do piekła?
- Z pewnością. Przecież tam jest cała masa ich przyjaciół i znajomych.
- Przyłapałam cię - wykrzyknęła Sophia. - Wczoraj mówiłaś, że nie ma żadnego piekła.
Babka rozgniewała się i usiadła.
- Dokładnie tak samo myślę i dziś. Ale to jest przecież tylko zabawa.
- To nie jest żadna zabawa, to poważna rozmowa, kiedy się mówi o Bogu.
- On nigdy by nie zrobił czegoś tak głupiego jak piekła.
- A właśnie, że zrobił.
- Nie, nie zrobił. (...)
Babka podniosła się stanowczo za szybko, bo była zła. Cała łąka zawirowała jej w głowie.
- A co wtedy zrobisz z diabłem? Przecież on mieszka w piekle!
Babka przez chwile zastanawiała się, czy nie powiedzieć, że i diabła nie ma, ale nie chciała być niedobra.

W ich starciach podczas codziennych kontaktów udaje się osiągnąć kruchą równowagę między młodością a starością, potrzebą wolności a bezpieczeństwem, oswoić trudne uczucia, pogodzić się z przemijaniem i znaleźć radość, choćby z drobnych rzeczy. Ojciec dziewczynki zdaje się stanowić milczące tło. Jak bardzo jest ważna jego obecność w życiu bohaterek odkrywamy dopiero z czasem. Między innymi, w rozdziale zatytułowanym Szlafrok. Lato opowiada też o czyjeś przejmującej nieobecności: Sophia zbudziła się w nocy i przypomniała sobie, że wrócili na wyspę i że ma własne łóżko, bo jej mama umarła. Wątek ten w różnej formie powraca kilkakrotnie. I chociaż w pewnym sensie autobiograficzne jest każde, fikcyjne przecież, dzieło literackie, to w niektórych jednak wątki biograficzne przebijają się silniej i Lato do nich należy. Tove Jansson napisała tę książkę dwa lata po śmierci swojej matki. Portretuje też w niej rzeczywiste osoby."Starałam się opisać przyjaźń łączącą moją matkę i córeczkę mego brata"* - pisze do amerykańskiego wydawcy.

Ostatni rozdział książki przedstawia przygotowania związane z nieuchronnym nadejściem zimy i wyjazdem z wyspy. Opowiada o schyłku lata, o ulubionej, jak można przypuszczać, porze roku Tove Jansson, tak opisanej wcześniej w Muminkach:

Był koniec sierpnia. Nocami hukały sowy, a nietoperze krążyły bezszelestnie nad domem. Las pełen był szumu, morze niepokoju. W powietrzu było oczekiwanie i smutek, a księżyc wschodził wielki i złoty. Muminek zawsze najbardziej lubił ostatnie tygodnie lata, ale nigdy dokładnie nie wiedział dlaczego. Szum wiatru i morza był inny niż zwykle, czuło się w powietrzu odmianę, drzewa stały, jakby na coś czekając.

Podobnie babka lubi tę wielką przemianę w sierpniu, to przejście lata w jesień, pełne melancholii i smutku. To czas porządków, kiedy rzeczy wracają na swoje miejsce, ludzie na ląd, ale jeszcze można pobyć chwilę na wyspie, posłuchać morza przed rozstaniem.
_____
* Tove Jansson. Mama Muminków, Boel Westin

środa, 9 sierpnia 2017

9 sierpnia - rocznica urodziń Tove Jansson

"To w politycznym (szwedzkojęzycznym) satyrycznym piśmie Garm Tove świętowała swoje największe triumfy jako autorka prześmiewczych rysunków i tam zaostrzyła ołówek, aby stać się wysokiej klasy rysowniczką polityczną. W jej najlepszych satyrach widać żądło, brak lęku i wątpliwości. Szydercze obrazki Hitlera doprowadziły do furii kręgi nazistowskie i sympatyzujące z  Niemcami. Nie była to działalność wolna od ryzyka, częstokroć poddawano ją cenzurze. W niektórych wspomnieniach Tove podsumowuje to tymi słowy: Lubiłam pracę dla Garma, a najbardziej to, że mogłam być świńska w stosunku do Hitlera i Stalina. (...)
 Pismo zyskało na znaczeniu dzięki krytyce współdziałania Finlandii z Niemcami. W tym kontekście Tove przypadła rola pierwszoplanowa. Została naczelnym grafikiem - nazywana często "nadwornym" - i jednym i tym samym nieulękłym ołówkiem biczowała lokalne świnie oraz niemieckiego dyktatora. Wstręt do niewoli był dla niej najsilniejszą motywacją. Ribbentrop w Helsinkach. Droga do obłędu! - piszę w czerwcu 1944 roku, a dalej: W mieście kręci się pełno niemieckich żołnierzy, sprzętu wojennego, koni, pojazdów. Jak mnie to mierzi! Wykonała dużo rysunków dotyczących Hitlera, ale przede wszystkim dwa odegrały ważną rolę. Jeden komentuje zachowanie dyktatora na konferencji monachijskiej w 1938 roku, drugi przedstawia akcje podczas ewakuacji fińskiej Laponii jesienią 1944. Jej obrazki wyrastają na coś więcej niż protest satyryczny - przeobrażają się w opowieść o współczesności.
W marcu 1938 roku Hitler wcielił Austrię do Niemiec i zgłosił roszczenia do sudeckich terenów Czechosłowacji. (...) Okładka Tove ukazuje Führera jako rozwydrzone dziecko, które wyje i szlocha, bo chce kolejne ciastko mimo wszystkich słodyczy, które już mu zaserwowano: korytarz polski, Alzacja i Lotaryngia, Gdańsk, Jugosławia. Wszędzie stropieni dorośli podstawiają nowe smakołyki: kawałek tortu Szwajcarii, słodką piramidkę croquembouche Szlezwika, angielski tort kolonialny (wniesiony przez Chamberlaina) - cała kulę ziemską. Hitler przedstawiony jest jako ten, któremu ciągle mało i który pożera demokrację. (...)
 
W dolnym rogu okładki nad cyfrą pięć, przed imieniem Tove znajduje się Niuchacz vel Muminek.

Drugi rysunek z Hitlerem przedstawia ewakuację fińskiej Laponii jesienią 1944 roku. Była to sytuacja delikatna politycznie. Finlandia sojusz z Niemcami drugiego września, a zawieszenie broni ze Związkiem Radzieckim podpisano dziewiętnastego. Wycofujące się z północy oddziały niemieckie - po dużych niepowodzeniach latem - szukały jak największych łupów wojennych. Załatwiały - jak mówiono. Hitler wydał rozkaz raczej totalnego zniszczenia niż kapitulacji. Obrazek Tove, który znalazł się na okładce październikowego numeru, zasadza się, dokładnie tak jak poprzedni, na formule deprecjacji: dyktator zostaje zredukowany do żałosnego i przeglądającego się w lusterku głupca, który maniakalnie przeskakuje z jednej czynności w drugą, podpala domy, goni za drobiem, opróżnia komody i ładuje ziemniaki, wszystko dla spółki AB. Załatwiony. Oto Hitler w rozmnożonych wcieleniach, nie jeden, lecz wielu Hitlerów, jak Tove z zadowoleniem zanotowała w swoim pamiętniczku podczas pracy: Okładka Garma z dziesiątką Hitlerów, którzy załatwiają w Laponii. Rozkosz.
Rysowała dla Garma przez piętnaście lat. Najintensywniejszy był rok 1940, gdy uchodziła za Bezspornie pierwszego rysownika satyrycznego Finlandii. Spektrum motywów jest imponujące, jak i liczba prac. W sumie narysowała z setkę okładek, pierwszą w roku 1935, oraz stworzyła około pięciuset obrazków satyrycznych i ilustracji. Garm był jedną z wielu aren, na które rzucała swoje pomysły i wypróbowywała środki wyrazu. W praktyce przekształciła strony ilustrowane w pre-Muminkowy warsztat. To właśnie w Garmie Muminek po raz pierwszy spotkał się z opinią publiczną. Lecz wtedy występował jeszcze pod nazwą Niuchacza.
Niuchacz stał się logo, identyfikatorem towarzyszącym Tove na rysunkach i ilustracjach. Postać jako taka została powołana do życia w 1943 roku na ilustracji do jednego z wielu (raczej słabych) dowcipów alkoholowych w piśmie, istnieją jednak wcześniejsze przykłady. Troll narodził się jakby w delirycznym świecie, związany był z obrazkami i tekstami o marzeniach, halucynacjach, fantazjach. Dano mu wąski nos, wyposażono w małe usta, spiczaste uszka i długi jak sznurek ogonek, zwykle z wściekłym zabarwieniem, korespondującym z satyrycznym żądełkiem rysunków. Jesienią 1944 roku ów osobnik regularnie pojawia się na ilustracjach Tove, zarówno w Garmie, jak i gdzie indziej. Stał się sygnaturą w aktywnej roli - komentując wydarzenia poprzez gesty i mowę ciała albo demonstrując ewentualne konsekwencje. Jest kluczem do obrazka, podkreśla puentę kpiny. Złośliwie, jak to możliwe, parodiuje jego treść. Tove opowiadała później: Miał blisko osadzone, gniewne oczka. (...)
Kiedy ukazała się pierwsza książka o Muminkach, postać ta była już stałym signum na rysunkach w Garmie. W roku 1946 zdobiła wszystkie z dwunastu numerów czasopisma, a okładkę do dziewiątej - Niuchacz znalazł się niemal wszędzie. Malutka figurka urosła, zmieniła aparycję i została graficznym towarzyszem rysowniczki, znakiem rozpoznawczym jej sztuki ilustracyjnej. Jako Muminek pojawiła się również na obrazach Tove.

Portret ołówkiem z intensywnych czasów w Garmie jasno informuje o utożsamieniu rysunkowej postaci z artystką. Tove stoi ubrana w fartuch , z zawiązaną apaszką, w ustach trzyma papierosa, w lewej paletę. Jednak pędzel dzierży maleńka istota obok malarki. Tekst głosi: Tove z Muminkiem narysowani przez Nią Samą. Był rok 1947. Tego samego roku wciągnęła flagę na maszt na swoje własnej wyspie, na Bredskär w archipelagu Pellinge. Widnieje na niej Muminek."

______
Źródło cytatu i rysunków: "Tove Jansson: Mama Muminków", Boel Westin
Tove Jansson (9 sierpnia 1914 - 27 czerwca 2001)

wtorek, 3 lutego 2015

10 książek dla dzieci i młodzieży, które przeczytałam jako dorosła.

Pretekstem do dzisiejszego wpisu był artykuł Justyny Sobolewskiej pod tytułem: "Przyjemność zdziecinnienia" (Polityka nr 51/ 14). Autorka opisuje w nim zjawisko co raz częstszego sięgania dorosłych czytelników po książki przeznaczone dla dzieci i młodzieży. Z tezami postawionymi w tekście się nie zgadzam, ale też nie chcę z nimi polemizować, bo bardziej interesuje mnie co jest czytane niż powody z jakich to jest robione. Chcę napisać o dziesięciu książkach, które przeczytałam jako osoba dorosła i które sprawiły mi czytelniczą radość. A że były to książki przeznaczone dla dzieci i młodzieży - nic nie szkodzi. Na mojej liście są utwory bardzo znane, takie, które przemknęły niezauważone, nowe i stare, raczej powieści obyczajowe niż fantastyczne. Kolejność jest alfabetyczna.

1. Cała ta jazda z Kiffo i Pitbullem Barrego Jonsberga. Może przez tytuł, a może przez okładkę, książka mało znana. Jest to typ książki bardzo zabawnej, w której śmiejemy się póki nie zaczniemy czuć wzruszenia. Główna bohaterka Calma jest błyskotliwą, obdarzoną talentem literackim i bardzo samotną nastolatką. Na własne życzenie i z poczucia lojalności wplątuje się w aferę o zabarwieniu lekko kryminalnym, która kończy się źle.

2. Ella zaklęta Gail Carson Levine. Przy urodzeniu bohaterki pojawiła się wróżka, która obdarowała ją specjalnym darem, mający ułatwić życie jej rodzicom: Ella będzie bezwzględnie posłuszna. Oczywiście wynikają z tego same kłopoty a zaklęcie jest prawie nie możliwe do zdjęcia. Książka to w gruncie rzeczy rozwinięta, jeszcze raz opowiedziana historia Kopciuszka, urzekająca swoją baśniowością i humorem.





3. Flawia de Luce Alana Bradleya, czyli angielska prowincja, stary wiejski dom i trup w ogródku, oraz oczywiście detektyw amator, bez którego pomocy policja sobie nie poradzi.  W tym przypadku jest nim jedenastoletnia, bardzo inteligentna, odrobinę ekscentryczna dziewczynka o imieniu Flawia. Kręcąc się po okolicy na rowerze, wściubiając nos we wszystko, rozumując z żelazną logiką i wreszcie przeprowadzając doświadczenia chemiczne w swoim ukochanym, odziedziczonym po wujku, laboratorium Flawia nie tylko zgaduje: kto jest mordercą, ale także kradnie serca czytelników. W Polsce ukazało się już pięć tomów tego cyklu, szósta jest w tłumaczeniu.








4. Harry Potter i... J. K. Rowling. Nie wszystkie tomy podobały mi się jednakowo. Cechą charakterystyczna cyklu jest, że książki "rosną" z bohaterem. Każda kolejna jest mroczniejsza i porusza poważniejsze problemy. Na początku każdej części autorka gładko streszcza co się wydarzyło wcześniej, więc jeśli chce się opuścić części bardziej dziecięce, spokojnie można zacząć lekturę od tomu trzeciego Harry Potter i wiezień Azkabanu.


5 Księga cmentarna Neila Gaimana opowiada o chłopcu wychowanym przez duchy i zjawy z miejscowego cmentarza, które zaopiekowały się nim po tragicznej śmierci rodziców. Ci ostatni zostali zamordowani, morderca zaś usiłuje dokończyć swoje zadanie. Pełna czarnego humoru, przewrotna, bardzo "gaimanowska", fantastyczna w obu znaczeniach tego słowa historia o dorastaniu.

6 Książka wszystkich rzeczy Guusa Kuijera. Celowo nic nie napiszę o treści, bo powieść po prostu trzeba wziąć i przeczytać. Jedna z najlepszych książek przeczytanych przeze mnie w ubiegłym roku. Opowiadająca o przemocy dziejącej się w bardzo religijnym domu. Pokazująca, że trzeba działać, przerwać zmowę zmilczenia, udzielić wsparcia ofierze. A jednocześnie przy tej warstwie konkretnej mówiącej co robić, wręcz instruktażowej, jest to utwór ukazujący świat przepuszczony przez wrażliwość i fantazję dziecka, wręcz poetycki. Łatwo mogła z tego wyjść książka antyreligijna, ale autorowi udało się uniknąć tej pułapki. Książkę w ogóle cechuje to charakterystyczne dla dzieł wybitnych wyważenie poszczególnych elementów. Dla dorosłych jest to moim zdaniem lektura obowiązkowa, dla dzieci wydawnictwo określiło kategorię wiekową na dziewięć plus. Mnie się to wydaje za wcześnie, może dwanaście plus byłoby dobrze.


7 Malowana mama Jacqueline Wilson, to wybrana jedna z wielu książek tej autorki, jakie ukazały się w Polsce. Równie dobrze mogłabym podać Dziecko ze śmietnika czy Dziewczynka z walizkami. Jacqueline Wilson ma dar pisania prosto, lekko, z subtelnym humorem i z psychologiczną wnikliwością o trudnych problemach dla dzieci i z perspektywy dziecka. Malowana mama opowiada o życiu z rodzicem chorym na chorobę dwubiegunową.


8 Muminki Tove Jansson. Absolutny klasyk. Dowód, w moim przypadku, na twierdzenia, że czytanie fragmentów zniechęca do lektury. Przeczytałam w dzieciństwie wydrukowany gdzieś urywek Komety nad Doliną Muminków. Wrażenia jakie odniosłam to, że niezbyt sympatyczni bohaterowie dokądś płyną tratwą, nie wiadomo po co. Teraz Muminki uwielbiam, zwłaszcza melancholijną Dolinę Muminków w listopadzie.


9. Plusk Carla Hiaasena. Autor pisze także dla dorosłych. Czytałam kilka jego książek przeznaczonych dla mojej grupy wiekowej, ale poza ogólnym wrażeniem miłej lektury nic nie pamiętam. Plusk jest utworem o tematyce ekologicznej z wspaniałymi opisami przyrody Florydy. Dwójka rodzeństwa stara się pomóc swojemu ojcu w udowodnieniu, że pływające kasyno wypuszcza ścieki do zatoki. Interesująca, zabawna "przygodówka" do przeczytania w jedno popołudnie, ale która zachwyca i która zostaje w pamięci na dłużej.

10. Wiatr z księżyca  Erica Linklatera, książka dla młodszych dzieci z roku 1944. Gdy wieje wiatr z księżyca nie można być grzecznym, więc Flora i Dora, dwie siostry, nie są. Rozrabiają ile wlezie i za karę zmieniają się w kangury a to dopiero początek przygód. Urocza opowieść ze świetnymi w polskim wydaniu ilustracjami Zbigniewa Lengrena. Ma staroświecki wdzięk i żałuję, chyba tylko w tym wypadku, że nie przeczytałam jej w odpowiednim wieku, bo wtedy mogłabym bawić się przy lekturze jeszcze lepiej.


środa, 17 grudnia 2014

Świąteczne opowieści


Dzisiejszy wpis jest o czterech, krótkich, mniej znanych utworach, pełnych dowcipu i ciepła, które każdego wprawią w świąteczny nastrój.

Opowiadanie pierwsze o świątecznych przysmakach, czyli "Pomarańczki komisarza Montalbano" Adrei Camilleri'ego.
 Komisarz policji w Vigacie na Sycylii Moltabano jest wielkim miłośnikiem jedzenia. Króciutkie opisy sycylijskiego jedzenia i nabożeństwa z jakim podchodzi on do spożywanych potraw sprawiają, że czytelnik robi się głodny. Tytułowe dla całego zbioru opowiadanie dzieje się w okolicach świąt. Komisarz przepada za jedzeniem w samotności, a przynajmniej w milczeniu, ale gdy znajduje zaproszenie na pomarańczki od swojej gospodyni Adeliny nie może się oprzeć. 
 Jadł je tylko raz, ale ich wspomnienie zakodowało się z pewnością w jego DNA i stało się genetycznym dziedzictwem. Adelina potrzebuje dwóch dni na przyrządzenie tego dania i robi go przy wyjątkowych okazjach, najczęściej gdy jej dwaj synowie są na wolności. Komisarz, aby zjeść swoje pomarańczki musi dopilnować, aby nie trafili oni z powrotem do wiezienia, co nie jest łatwe. W okolicy bowiem dokonano włamania. Co zwycięży: apetyt Montalbano na ulubioną świąteczną potrawę czy jego uczciwość?

Opowiadanie drugie o tym co powinno znajdować się na czubku choinki, czyli "Choinka" Tove Jansson.
Słodki sen kołysał pogrążoną w śnie zimowym rodzinę Muminków i pewnie spaliby, aż do wiosny gdyby nie pewien Paszczak, który wpadł do ich domu i krzyczał, że mu się "sprzykrzyło i że nadchodzi Wigilia". Przerażony Muminek obudził rodzinę: - Stało się coś strasznego. To się nazywa Wigilia.
 I nikt niestety nie miał czasu bliżej wyjaśnić o co chodzi. Tylko Gapsa z daleka krzyknęła, że bez choinki absolutnie nie dadzą sobie rady, i że trzeba ją ubrać.
- Przez chwilę bądźcie cicho i pozwólcie mi pomyśleć - powiedział Tatuś. - Jeżeli choinka ma być przystrojona, i to najładniej, to chyba nie po to, żebyśmy się mieli w niej ukrywać przed jakimś niebezpieczeństwem, ale chyba po to, żeby je raczej przebłagać. Zaczynam rozumieć o co tu chodzi.
Przestraszone i jak widać, niewiele rozumiejące Muminki korzystając ze strzępków informacji dobrze sobie poradziły z nadchodzącą "katastrofą", udowadniając, że świeże spojrzenie jest czasami konieczne, by dostrzec istotę świąt.
 
Opowiadanie trzecie o pewnej miłej świątecznej działalności (napisane tak ogólnie, żeby za dużo nie zdradzić z przebiegu akcji tego niedługiego utworu), czyli "Usiądźcie wszyscy wraz" Connie Willis
Na Ziemię przylecieli obcy. Posadzili swój statek kosmiczny przed głównym budynkiem uniwersytetu w Denver i pomaszerowali wprost do frontowych drzwi głównego budynku w najlepszej tradycji "Zaprowadźcie nas do waszego wodza". I to wszystko. Po prostu przybyli i czekali. Zamieszanie jakie wybuchło łatwo sobie wyobrazić. Ale niestety po dziewięciu miesiącach, nadal nie było wiadomo o co przybyszom chodzi. Głównie stali i patrzyli.  Gdyby nie wyraz ich twarzy, wszyscy mogliby pomyśleć, że mieszkańcy Altaira są roślinami. Żadna roślina nie potrafiłaby tak patrzeć. Ich spojrzenia wyrażały ostateczną i absolutną dezaprobatę. Z czasem powołano komisję do badania obcych, której jedynym sukcesem było nakłonienie Altairczyków do odwiedzania rozmaitych miejsc. Po pokazaniu muzeów, parków narodowych, rodeo, zoo, baletu " Dziadek do orzechów", zaprowadzono ich do centrum handlowego w okresie przedświątecznym. Centrum pełnego obładowanych zakupami ludzi, stoisk ze smakołykami, szkolnych chórów, piszczących dzieciaków, poprzebieranych Mikołajów, ozdób świątecznych itp. I wtedy obcy nareszcie zareagowali. I ponieważ jest to pogodne i bardzo dowcipne opowiadanie nie wyjęli miotaczy ognia, tylko usiedli. Aby wiedzieć, co ich do tego skłoniło, należy koniecznie przeczytać opowiadanie.

Opowiadanie czwarte o tym, że czasami fajerwerki pasują do Gwiazdki, czyli "Mistrzowskie posuniecie dziadka do orzechów" Janet Kagan.
Rzecz dzieje się na planecie Ucieszności zamieszkanej przez inteligentne, czworonożne stworzenia z pięknymi ogonami. Przebywają tu również ludzie, głównie przedstawiciele dyplomatyczni, ich rodziny i etnografowie. Daleko od domu i ziemskich świąt, pracowniczka ambasady- Marianna postanawia choć trochę  poczuć nastrój świąteczny. Dlatego słuchając Dziadka do orzechów Czajkowskiego, zabiera się za wykonanie drewnianego dziadka do orzechów. Jej świąteczne przygotowania wzbudzają zainteresowanie miejscowych.  Potem są bardzo wesołe wspólne święta z czerwoną choinką i zielonymi bombkami i mnóstwem anielskiego włosia, a później już nic nie może powstrzymać lawiny wydarzeń, prowadzących na skraj rewolucji.
Okazuje się, że zwyczaje, nie tylko świąteczne, można ulepszać, a przenikanie się kultur prowadzi do pozytywnych zmian. I czasami fajerwerki pasują do Gwiazdki.


Serdecznie dziękuję za pomoc K.
_________________
 "Pomarańczki komisarza Montalbano" Adrea Camilleri
"Choinka" Tove Jansson, Opowiadania z Doliny Muminków
"Usiądźcie wszyscy wraz" Connie Willis, Kroki w nieznane. Almanach fantastyki (tom 5, 2009)
 "Mistrzowskie posuniecie dziadka do orzechów" Janet Kagan (Nowa Fantastyka nr 147, 12/ 1994)