Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ariadna Oliver. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ariadna Oliver. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 października 2016

Ariadna Oliver i czytelnicy,

czyli "Słonie mają dobrą pamięć" Agathy Christie.


Teraz  przenosili się do miejsca, gdzie rozlewano kawę i gdzie można było zmienić towarzyszy i pogawędzić z kimś innym. Pani Oliver dobrze wiedziała jak niebezpieczny był to moment. W tej właśnie chwili mogły dopaść ją  i zaatakować inne kobiety. Zasypać wyrazami uwielbienia, a pani Oliver zawsze czuła się rozpaczliwie bezradna, gdy oczekiwano od niej właściwych reakcji. Po prostu nie było czegoś takiego jak "właściwa reakcja". W rzeczywistości rozmowa przypominała posługiwanie się przewodnikiem dla podróżnych z listą właściwych zwrotów.
 Pytanie: "Koniecznie muszę to pani powiedzieć. Uwielbiam pani książki. Są po prostu cudowne".
Odpowiedź zmieszanego autora: "To bardzo miło z pani strony. Bardzo się cieszę".
"Musi pani wiedzieć, że od miesięcy czekałam na to spotkanie. To po prostu wspaniałe."
"Och, to bardzo miło z pani strony. Naprawdę bardzo miło". I dalej w podobnym tonie. Zupełnie jakby żadna ze stron nie była w stanie mówić o czymkolwiek innym. Wszystko musiało dotyczyć twoich książek albo książek tej drugiej kobiety, jeśli tylko było wiadomo, co napisała. Ofiara wpadała w literacką pajęczynę i nie wiedziała, jak się wydostać. Niektórzy to potrafili, lecz pani Oliver była świadoma własnej nieudolności. 

http://www.sadowniczy.pl/pol_pl_Jablon-Szara-Reneta-START-PACK-10332_1.jpg

 Tym razem jednak spotkanie z czytelnikami miało jeszcze bardziej krępujący, acz nietypowy, przebieg za sprawą pani Burton-Cox, która zadała zaskakujące pytanie:
 - Najpierw muszę zapytać panią, choć jestem pewna, że się nie mylę, czy ma pani chrzestną córkę? Chrzestną córkę nazwiskiem Celia Ravenscroft? (...) Jestem pewna, że pani o wszystkim wie albo domyśla się, jak do tego doszło. Czy to jej matka zabiła ojca czy ojciec zabił matkę?

Dziesięć lat wcześniej rodzice Celii zostali odnalezieni martwi w pobliżu swojego domu. Oboje mieli rany postrzałowe. Sąd orzekł podwójne samobójstwo z przyczyn nieznanych. Cień dawnych wydarzeń padł na ich córkę. Ariadna Oliver poczuła się odpowiedzialna za szczęście swojej chrześnicy mającej wyjść za mąż za syna pani Burton-Cox i poprosiła o rozwiązanie tej sprawy Herculesa Poirota.

Słonie mają dobrą pamięć została wydana w 1972 roku i jest ostatnią napisaną przez autorkę powieścią z Herculesem Poirot (Kurtyna powstała około trzydziestu lat wcześniej i z zgodnie z wolą Agathy Christie ukazała się w 1975, gdy pisarka była już pewna, że nie napisze więcej o swoim bohaterze). Trzeba otwarcie powiedzieć, że jest to książka słabsza niż inne w dorobku Christie. Podobna koncepcja śledztwa dotyczącego sprawy z odległej przeszłości mistrzowsko została zrealizowana w powieści Pięć małych świnek i tę książkę mogę szczerze polecić.


Słonie mają dobrą pamięć to też ostatni utwór z Ariadną Oliver. Na zakończenie więc jeszcze kilka zdań z tej książki o stosunku Agathy Christie do własnej twórczości wyrażone za pomocą jej powieściowego alter ego:

W zeszłym tygodniu dostała list od wielbiciela, zaczynający się od: "Czytając Pani książkę widzę, jak szlachetną musi być pani kobietą". Po przeczytaniu "Drugiej złotej rybki" wpadł w ekstazę, która zdaniem pani Oliver była zupełnie nie na miejscu. Nie żeby cechował ją nadmiar skromności. Uważała, że jej kryminały są całkiem dobre w swoim gatunku. Niektóre były gorsze, a inne dużo lepsze od pozostałych. Lecz nie widziała żadnych powodów, by ktokolwiek uważał ją za osobę szlachetną. Była pisarką, która szczęśliwie wyrobiła sobie styl, odpowiadający sporej liczbie czytelników. Ot, łut szczęścia, twierdziła pani Oliver.

poniedziałek, 26 września 2016

Ariadna Oliver i jabłka raz jeszcze,

czyli "Wigilia Wszystkich Świętych" Agathy Christie.

Pani Oliver wyciągnęła z papierowego opakowania wesoło malowane pudełko. Zdjęła wieczko, wzięła niewielki owoc i podniosła go do ust. Oblizała palce, wytarła je w chusteczkę i zamruczała niewyraźnie:
- Lepi się.
- Już pani nie je jabłek? Zawsze widziałem panią z torbą jabłek w ręce. Wciąż pani po nie sięgała. Od czasu do czasu torba pękała i jabłka wysypywały się na drogę.
- Mówiłam panu - rzekła pani Oliver - że nigdy już nie spojrzę na jabłka. Nienawidzę ich. Możliwe, że kiedyś się przemogę i znów zacznę je jeść, ale teraz nie chcę niczego, co kojarzy się z jabłkami.
- A cóż to takiego pani je teraz? - Poirot uniósł wesoło malowane wieczko z rysunkiem palmy i przeczytał: "Tunis dates." Ach więc teraz daktyle. 

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/4/40/Dahab_Egypt_Phoenix_dactylifera.JPG
Palma daktylowa
Chwytanie zębami jabłek pływających w wodzie było jedną z atrakcji przyjęcia w wigilię Wszystkich Świętych. I wtedy to pani Oliver po raz ostatni jadła jabłka. Nabrała do nich wstrętu, gdy w wielkim ocynkowanym wiadrze, służącym do tej zabawy znaleziono zaraz po zakończeniu halloweenowego spotkania utopioną trzynastoletnią dziewczynkę. Dziewczynkę, która wcześniej uparcie twierdziła, że widziała morderstwo.

Akcja powieści toczy się niespiesznie doprowadzając do zaskakującego finału. Zagadka kryminalna jest wciągająca. Hercules Poirota w jej rozwiązywaniu niezawodny. Możemy być pewni, że odkryje kto poczuł się zagrożony na tyle, by pozbyć się nastolatki. Przyjemne jest to mrugnięcie okiem Agathy Christie, że tylko zbrodnia mogłaby sprawić, by przestała lubić swoje ukochane jabłka. I byłby to niezły kryminał, może nie najlepszy tej autorki, ale trzymający poziom, gdyby nie nadmierne narzekanie bohaterów, że czasy zmieniły się na gorsze.

niedziela, 18 września 2016

Ariadna Oliver i wydawca,

czyli "Trzecia lokatorka" Agathy Christie
 
Pani Oliver krążyła niespokojnie po swoim salonie. Była bardzo wzburzona. Przed godziną zapakowała skorygowany ostatecznie maszynopis. Teraz miała odesłać go do wydawcy, który od pewnego czasu zdradzał objawy zniecierpliwienia i co trzy lub cztery dni ponawiał monity.
- No i co? - mówiła autorka zwracając się do urojonego wydawcy. - No i co? Spodziewa się pan czegoś na poziomie. A mnie nie podoba się wcale ta chała. Okropna chała! Pan przecież nie ma zielonego pojęcia, czy to, co ja piszę jest złe czy dobre. W każdym razie, ostrzegałam w porę. Mówiłam, że mam na warsztacie okropne świństwo. A pan na to: "Skąd znowu! Nie wierzę". Teraz się przekonamy... Edith! - krzyknęła uchyliwszy drzwi, a gdy nadeszła pokojówka, kazała jej niezwłocznie odnieść paczkę na pocztę.
- No i co dalej? - podjęła przerwany monolog. - Co teraz robić!


Pani Oliver skończyła powieść i nie miała żadnego zajęcia. Odczuwała pustkę i wiedziała, że stan ten potrwa póki nie pojawi się nowy impuls twórczy, dlatego więc bardzo zaangażowała się w śledztwo prowadzone przez Herculesa Poirota. Tak mocno, że ten ostatni zwrócił się do niej z uwagą: Musi pani wziąć się w garść i popędzać mnie z mniejszą energią. Sprawa zaś, którą starał się rozwiązać zaczęła się bardzo nietypowo. Pewnego dnia zjawiła się u niego młoda dziewczyna szukająca rady w sprawie morderstwa, które, jak sama twierdziła, prawdopodobnie popełniła. Na pierwszy rzut oka Hercules Poirot bardzo ją rozczarował: 
Bardzo mi przykro ... Doprawdy .. Nie chciałabym być nieuprzejma, ale.. - odetchnęła głęboko, spojrzała na detektywa, odwróciła wzrok i wybuchnęła raptownie: - Za stary pan! Nie wiedziałam , że pan jest taki stary. Słowo daję, nie chciałabym być nieuprzejma... Za stary jest pan. Bardzo przepraszam.
Cóż, miała rację. Akcja Trzeciej lokatorki jest osadzona w latach sześćdziesiątych. Ariadna Oliver w Kartach na stół (1936) była damą po czterdziestce, teraz przekroczyła już sześćdziesiątkę; Herculesowi Poirot, o wiele od niej starszemu, lat już się po prostu nie liczy, bo być może okazało by się, że ludzie tyle nie żyją. Nie znaczy to, że nie poradził sobie ze śledztwem, choć obojgu przyszło zmierzyć się ze światem ówczesnej młodzieży. Nowoczesność jawiła się im obco, ale problemy przed jakimi stanęła bohaterka okazały się starej daty. Zaś zagadka kryminalna, jaką zaserwowała Agatha Christie bardzo typowa dla jej twórczości, co nie znaczy, że mało interesująca i na pewno nie chała.

piątek, 9 września 2016

Ariadna Oliver o tym jak trudno ukryć mordercę,

czyli "Tajemnica Bladego Konia" Agathy Christie

Pani Oliver w stanie graniczącym z obłędem snuła się po gabinecie, mamrocząc coś do siebie. Rzuciła na mnie krótkie, obojętne spojrzenie i kontynuowała wędrówkę. Jej niewidzące oczy przesuwały się po ścianach, prześlizgiwały po oknie i od czasu do czasu zamykały się jakby w przypływie bólu.
- Ale dlaczego - mówiła pani Oliver w przestrzeń - dlaczego ten idiota nie mówi natychmiast, że widział kakadu? Dlaczego nie miałby tego zrobić? Nie mógł tego uniknąć! Jeśli jednak nie wspomina o tym, cały pomysł jest zmarnowany. Musi być sposób... musi być.
Jęknęła, chwyciła się za krótkie siwe włosy i szarpnęła je z całej siły. Potem spojrzała na mnie nagle oprzytomniałymi oczami i powiedziawszy: "Halo, Mark. Dostaje szału", kontynuowała swoje skargi.(...)
  Coś nie gra? - spytałem ze współczuciem. - Może lepiej sobie pójdę?- Nie, nie idź. W każdym razie stanowisz rozrywkę.
Przyjąłem ten wątpliwy komplement.
- Chcesz papierosa? - zapytała pani Oliver ze zdawkową gościnnością. - Są tu gdzieś. Zobacz w pokrywie maszyny do pisania.
- Dziękuję, mam własne. Poczęstuj się. Och prawda, nie palisz.
- Ani nie piję. A chciałabym. Jak ci amerykańscy. detektywi mający całe litry żytniówki pod ręka, w bieliźniarce. To rozwiązuje chyba ich problemy. Naprawdę nie wiem, jak można uniknąć kary za morderstwo w normalnym życiu. Wydaje mi się, że od momentu popełnienia morderstwa cała sprawa jest zupełnie oczywista.
- Bzdura. Popełniłaś całą masę morderstw.
- Co najmniej pięćdziesiąt pięć - oświadczyła pani Oliver. - Część dotycząca morderstwa jest łatwa i prosta. Dopiero wyjaśnienie sprawia trudności. To znaczy: dlaczego miałby to być ktoś inny niż morderca? Widać go na kilometr.
- Nie w wykończonym produkcie.
- Tak, ale ile mnie to kosztuje - powiedziała pani Oliver ponuro. - Mów, co chcesz, ale to nie jest naturalne, aby pięć czy sześć osób było na miejscu, kiedy B zostaje zamordowany, i żeby wszyscy mieli motyw do zamordowania go, chyba że B jest piekielnie nieprzyjemny, a w takim wypadku nikogo nie obchodzi, czy został zamordowany, czy nie, i nikt nie troszczy się o to, kto jest sprawcą.
- Rozumiem twój problem - odparłem. Ale jeśli udało ci się uporać z tym pięćdziesiąt pięć razy, będziesz w stanie zrobić to jeszcze raz.
- To właśnie mówię sobie stale, ale za każdym razem nie potrafię w to uwierzyć i przeżywam męczarnie.


W Tajemnicy Bladego Konia  Ariadna Oliver pomaga w śledztwie jednemu ze swoich znajomych Markowi Easterbrookowi. Sprawa dotyczy morderstw, które popełniono na odległość. W pewnym domu, dawniej będącym "Gospodą pod Bladym Koniem", mieszkają trzy kobiety, które służą pomocą w popełnianiu zabójstw doskonałych. Wystarczy życzyć komuś śmierci a osoba ta po pewnym czasie umiera. Zabijanie za pomocą czarnej magii wydaje się niemożliwe, ale wszystko świadczy o tym, że tak to się odbywa. Aby odkryć prawdę, Mark Easterbrook wraz ze swoją przyjaciółką Ginger decyduje się skorzystać z usług "trzech wiedźm". Ariadna Oliver zaś jest sceptyczna, co do swojej roli w wyjaśnianiu tej sprawy. Twierdzi, że sprawy okultystyczne są jej z gruntu obce: - Piszę tylko o bardzo zwyczajnych morderstwach - powiedziała ze skruchą. Brzmiało to tak, jakby mówiła: "Gotuje tylko zwyczajne potrawy." Jednak to ona, w odpowiednim momencie podsunie Markowi i policji kluczową wskazówkę.

Książkę czyta się bardzo przyjemnie, bo ma pomysłową intrygę i bardzo logiczne, przyziemne rozwiązanie zagadki.

piątek, 2 września 2016

Ariadna Oliver o tym, że nie należy niczego sugerować pisarzowi i raczej nie pytać go o czym pisze,

czyli "Zbrodnia na festynie" Agathy Christie.

(...) Widzi pan, to jest moje morderstwo, że tak powiem. Wszystko przemyślałam i zaplanowałam, wszystkie elementy pasują do siebie jak deski łączone na pióro i wpust. Jeżeli w ogóle wie pan cokolwiek o pisarzach, musi pan zdawać sobie sprawę, że nie cierpią oni, kiedy cokolwiek im się sugeruje. Ludzie mówią: "Wspaniale, ale czy nie byłoby lepiej, gdyby ten a ten zrobił to a to?"Albo: "Czy nie jest to cudowny pomysł, żeby ofiarą został A zamiast B?" Lub: "A gdyby tak morderczynią okazała się D zamiast E?" W porządku, piszcie sobie sami, jak chcecie to tak pozmieniać! (...)

- Wiem, madam, że pani ma zawsze mnóstwo pomysłów, ale ja nie bardzo widzę... 
(...)Pani Oliver westchnęła głęboko zwróciła się do Poirota.
- Tak, muszę więc to panu opowiedzieć. Tylko że ja nie jestem najlepsza w opowiadaniu. To znaczy, kiedy coś piszę, jest to zupełnie jasne, ale kiedy mówię, zawsze staje się okropnie pogmatwane. Dlatego nigdy z nikim nie omawiam fabuły moich książek przed napisaniem. Przekonałam się, że nie warto, bo gdy próbowałam, rozmówcy patrzyli na mnie zakłopotani. Mówili , że owszem, ale prawdę powiedziawszy nie wiedzą, co się właściwie wydarzyło i z pewnością nie jest to raczej materiał na książkę. A więc zniechęcali. Niesłusznie, bo kiedy napisałem, wychodziło dobrze!
Pani Oliver przerwała dla nabrania oddechu, po czym mówiła dalej. 
- Więc to idzie tak. Peter Gaye, młody fizyk jądrowy, według podejrzeń na pensji komunistów, jest żonaty z tą dziewczyną, Joan Blunt, a jego pierwsza żona nie żyje, ale naprawdę to żyje, pojawia się, bo jest tajną agentką, a może nie jest, znaczy się może być naprawdę turystką, a żona ma romans i ten facet Loyola zjawia się, aby się spotkać z Mayą, albo żeby ją szpiegować, i jest próba szantażu za pomocą listu od gospodyni albo może od lokaja, i ginie pistolet, a ponieważ nie wiadomo do kogo ten list szantażujący, i strzykawka wypada przy obiedzie, a potem znika....
Pani Oliver postawiła kropkę, trafnie odgadując doznania Poirota. 

Owoce odmiany Antonówka Na drzewie
"Podniosła się, aby go powitać, a kilka jabłek sturlało jej się z kolan i potoczyło we wszystkie strony. Jabłka zdawały się nieodłącznym motywem spotkań z panią Oliver." Żródło
Pani Oliver tym razem nie pisze swojej powieści kryminalnej. Zostaje poproszona o zorganizowanie morderstwa na festynie w pięknej posiadłości Nasse House. Zlecenie, by zaaranżować zabawę w "Polowanie na Mordercę", wydaje się jej dobrą okazją do oderwania się od codziennej rutyny i sporym wyzwaniem, bo jak mówi: (...) trudniej to wszystko urządzić, niż się wydaje. Prawdziwi ludzie są przecież całkiem inteligentni i nie można im tego odebrać, a ja dawkuję inteligencję bohaterom. W czasie przygotowań zaczyna jednak czuć, że coś jest nie w porządku i że ktoś nią manipuluję, aby osiągnąć.. Nie potrafi określić co i bardzo ją to niepokoi. Z tego powodu prosi o przybycie na miejsce Herculesa Poirota. Niestety nawet on nie jest w stanie zapobiec zbrodni. Najgorsze przeczucia pani Oliver się spełniają - morderstwo, które miało być tylko zabawą staje się rzeczywistością. Ktoś, kto miał tylko udawać ofiarę zostaje się nią naprawdę.

Zagadka kryminalna jest ciekawa i czytałoby się to bardzo przyjemnie i lekko, gdyby nie jedna kwestia. Zazwyczaj w książkach Agathy Christie czytelnik nie żałuje ofiary, bo zostaje zamordowana na początku i nie zdążył się do niej przywiązać. W kilku powieściach można współczuć mordercy (na przykład w Morderstwie w Orient Expresie). W Zbrodni na festynie zaś los jednego ze świadków okazuje się godny pożałowania i z tego względu książka wydała mi się smutną historią o samotności. 

czwartek, 25 sierpnia 2016

Ariadna Oliver o bohaterze swoich powieści kryminalnych,

 czyli "Pani McGinty nie żyje" Agathy Christie.

- Nic na to nie poradzę - odrzekła pani Oliver z uporem. - Jest wegetarianinem od zawsze. Zabiera ze sobą maszynkę do tarcia marchewki i rzepy.
- Ależ Ariadne, skarbie, dlaczego?
- Skąd mam wiedzieć? - odparła pani Oliver ze złością. - Skąd mam wiedzieć, dlaczego wymyśliłam tego odrażającego człowieka? Chyba zwariowałam! Dlaczego jest Finem, skoro nie mam pojęcia o Finlandii? Dlaczego wegetarianin? Skąd te wszystko jego idiotyczne dziwactwa? Tak się po prostu stało. Zrobisz coś, ludziom to się podoba, więc ciągniesz dalej - i zanim się zorientujesz, ten irytujący Sven Hjerson przyczepia się do ciebie na resztę życia. A ludzie piszą i mówią, że na pewno go uwielbiam. Uwielbiam? Gdybym napotkała na swojej drodze tego kościstego, tyczkowatego, roślinożernego Fina, popełniłabym lepsze morderstwo niż wszystkie, które wymyśliłam.

W tym czasie krętą drogą ze wzgórza nadjechał powoli samochód, a ogryzek jabłka ciśnięty z dużą siłą uderzył Poirota w policzek. (...) Widok szlachetnej twarzy, wysokiego czoła, niechlujnego kłębowiska siwych włosów poruszył strunę w jego pamięci. Jabłko również pomogło mu sobie przypomnieć.
 Gdy się czyta ten wybuch Ariadny Oliver, gdzieś tam majaczy pytanie o stosunek Agathy Christie do Herculesa Poirota. Czy lubiła wykreowaną przez siebie postać? Z jej wspomnień wynika na pewno jedno, że żałowała, iż już w pierwszych książkach uczyniła Poirota dość wiekowym. A może wybuch frustracji Ariadny wywołany współpracą z teatrem, jest odbiciem nieuniknionych trudność na jakie natykała się autorka z przerabianiem powieści na sztuki teatralne. W każdym razie współdziałanie ze znanym dramaturgiem jawi się pani Oliver jako koszmar. Bardzo tęskni za pracą w pojedynkę.W tych okolicznościach padają z jej ust często cytowane słowa: Pisarze są nieśmiałymi, nietowarzyskimi istotami, które rekompensują sobie brak towarzyskich talentów, wymyślając własnych znajomych i własne rozmowy.
Ale nie tylko Ariadna cierpi, Hercules Poirot też się męczy, acz z powodów prozaicznych:

Ja również muszę wiele znieść - rzekł Poirot. Brakuje mi słów, żeby opisać to, co gotuje Maureen Summerhayes. To nie jest jedzenie. A przeciągi, zimny wiatr, wymiotujące koty, psia sierść, połamane nogi u krzeseł, to okropne, okropne łóżko, w którym śpię - przymknął oczy, rozpamiętując swoje cierpienie - letnia woda w łazience, dziury w wykładzinie na schodach i kawa - nie ma słów, żeby opisać płyn, który podają jako kawę. To zniewaga dla żołądka.

Hercules Poirot zgodził się na takie warunki pobytu, ponieważ znajomy policjant prosił go, by przyjrzał się pewnej sprawie. Miał on wątpliwości, czy rzeczywiście lokator pani McGinty, James Bentley zabił ją dla kilku funtów. A jeśli nie on, to kto mógł zamordować starszą panią, która zajmowała się sprzątaniem w okolicy? Słynny detektyw przeprowadza wnikliwe śledztwo, o którym czyta się z dużą satysfakcją.

piątek, 19 sierpnia 2016

Ariadna Oliver o sztuce pisania kryminałów,

  czyli "Karty na stół" Agathy Christie.
 
- Podobała mi się pani najnowsza książka - powiedział nadinspektor Battle uprzejmie. - Ta, w której wszyscy komisarze zostają jednocześnie zastrzeleni. Potknęła się pani raz czy dwa na szczegółach. Wiem, że stara się pani być ścisła, więc jestem ciekaw... 
- Szczerze mówiąc - przerwała mu pani Oliver - gwiżdżę na ścisłość. Kto jest dokładny? W dzisiejszych czasach nikt. (...) jakie ma to znaczenie, że pomylę stopnie policyjne albo napiszę rewolwer zamiast pistolet czy gramofon zamiast dyktafon i użyję trucizny, po której ofiara wypowiada jedno zdanie i umiera. Chodzi tylko o to, by było dużo trupów! Jeśli historia staje się odrobinę nudna, można ją ożywić znajdując następną ofiarę. Ktoś zamierza coś wyznać i właśnie wtedy zostaje zabity. To ma zawsze powodzenie. To powtarza się we wszystkich moich książkach, choć oczywiście jest zakamuflowane na różne sposoby. Czytelnicy lubią niewykrywalne trucizny, głupich inspektorów policji, dziewczyny związane w piwnicach, w których wydobywa się gaz albo zalewa je woda (to doprawdy bardzo kłopotliwy sposób zabijania), i bohatera, który gołymi rękami może załatwić w pojedynkę siedmiu łajdaków. Do chwili obecnej napisałam trzydzieści dwie książki i naturalnie wszystkie są dokładnie takie same, co zauważył wyłącznie pan Poirot. Żałuję tylko, że zrobiłam swojego detektywa Finem. Nie wiem nic o Finach i wciąż dostaję z Finlandii listy wytykające mi, że zrobił on coś nieprawdopodobnego. Wydaje się, że on tam w Finlandii czytają dużo powieści kryminalnych. Przypuszczam, że to z powodu długich zim i braku światła dziennego. W Rumunii i Bułgarii chyba wcale nie czytają. Byłoby lepiej, gdybym zrobiła go Bułgarem. - Przerwała. - Bardzo przepraszam. Mówię o sprawach zawodowych, a tu mamy prawdziwe morderstwo.  
- Jak miło cię widzieć moja droga - powiedziała pani Oliver, wyciągając rękę ubrudzoną kalką,
a drugą ręką próbując przygładzić włosy, co było niewykonalne. Potrąciła łokciem papierową torbę,
która spadła ze stołu i po podłodze potoczyły się jabłka. Źródło zdjęcia
Karty na stół to pierwsza książka, w której Agatha Christie zetknęła z sobą Herculesa Poirota i Ariadnę Oliver. Okoliczności ich poznania stworzyła dość niezwykłe. Ekscentryczny pan Shaitana postanowił pokazać Poirotowi swoją niezwykłą kolekcję morderców, którym się udało - uniknęli odpowiedzialności za swoje czyny. Pomysł polegał na tym, by na obiad i partię brydża zaprosić czterech zbrodniarzy i czterech detektywów. Oprócz Poirota i pani Oliver (w końcu pisze o zbrodni, więc musi się na niej znać), gośćmi po stronie śledczych był inspektor Scotland Yardu i pułkownik z Secret Service. Po skończonej rozgrywce brydżowej gospodarz został znaleziony zasztyletowany. Kto z czworga osób, które już wcześniej popełniły morderstwo, na tyle doskonałe, by nie stać się oskarżonymi, zabił jeszcze raz? Które z nich najbardziej obawiało się zdemaskowania? Klucz do osobowości podejrzanych, a więc do zagadki, kryje się, według Herculesa Poirota, w zapisach brydżowych. Oczywiście słynny detektyw znajdzie mordercę, pani Oliver, niezupełnie zgodnie z prawdą, będzie twierdzić, że od początku wiedziała, kim on jest. A oprócz tego wygłosi także kilka bardzo trafnych uwag o zawodzie pisarza.
Bardzo przyjemna lektura. 

sobota, 13 sierpnia 2016

Ariadna Oliver po raz pierwszy

Jak piszę książki, co ja mogłabym powiedzieć na ten temat? O czym tu mówić? Najpierw trzeba coś wymyślić, a potem zmusić się, siąść i to napisać

Te słowa wypowiada w Zbrodni na festynie Ariadna Oliver, jedna z bohaterek stworzonych przez Agathę Christie. Postać szczególna, której autorka podarowała własne doświadczenia związane z twórczością literacką, a oprócz tego obdarzyła wieloma własnymi cechami, na czele z uwielbieniem jabłek. Właściwie, nie będzie minięciem się z prawdą powiedzenie, że Ariadna Oliver to autoironiczny portret samej Agathy.

Pierwszy raz Ariadna Oliver pojawia się w jednym z opowiadań z tomu Parker Pyne na tropie (1934). Dowiadujemy się tu o niej niewiele. Jest współpracowniczką pana Pyne, pisarką tworzącą scenariusze służące mu do uszczęśliwiania klientów zgodnie z anonsem zamieszczanym w prasie: "Czy jesteś szczęśliwy? Jeśli nie, zasięgnij porady u Parkera Pyne'a, 17 Richmond Street". Jako pełnokrwista bohaterka Ariadna Oliver wystąpi dopiero u boku Herculesa Poirota w wydanych w 1936 roku Kartach na stół. Otrzymujemy tam jej dość dokładny opis:

Pani Ariadna Oliver była bardzo znaną pisarką kryminałów i powieści sensacyjnych. Pisała popularne (choć niezbyt gramatyczne) artykuły, jak "Pociąg do zbrodni", .... Była także gorącą popleczniczką feministek. Gdy w prasie głośno było o jakimś morderstwie, było pewne, że ukaże się wywiad z panią Oliver, w którym pisarka powie: "Gdyby na czele Scotland Yardu stała kobieta, wszystko wyglądałoby inaczej" Najpoważniej w świecie wierzyła w kobiecą intuicję. Poza tym była sympatyczną panią w średnim wieku, przystojną, choć nieco niedbale ubraną, z ładnymi oczami, i wielką ilością nieposkromionych, siwych włosów, z którymi stale eksperymentowała.

Będzie towarzyszyć w rozwiązywaniu kryminalnych zagadek Herculesowi Poirot jeszcze w pięciu książkach: Pani McGinty nie żyje (1952), Zbrodnia na festynie (1956), Trzecia lokatorka (1966), Wigilia Wszystkich Świętych (1969), Słonie mają dobra pamięć (1972). Pojawi się także w Tajemnicy Bladego Konia (1961), by pomóc głównemu bohaterowi Markowi Easterbrookowi rozwiązać zbrodnie związane z okultystyczną tajemnicą.

Zgodnie ze swoim imieniem - Ariadna, zaczerpniętym z mitologii greckiej, pani Oliver jest raczej kimś, kto przyczynia się mniej lub bardziej do rozwiązania zagadki niż pełnoprawnym detektywem. Działa nieco chaotycznie, bywa rozkojarzona. Ale przy tym całym nieporządku w głowie często zaskakuje zdolnością błyskawicznego dostrzegania prawdy. Najsilniejszą jej stroną jest wrażliwość, spostrzeganie podświadomie różnych rzeczy, co przekłada się na wypowiadanie, na przykład uwag, dzięki którym Herkules Poirot dochodzi do sedna sprawy, jak dzieje się to w Trzeciej lokatorce. Podobnie rzecz ma się w Tajemnicy Bladego Konia, gdzie Ariadna Oliver mimowolnie pomaga śledczym w określeniu rodzaju trucizny stosowanej do zabijania ofiar, przy okazji ratując życie jednej z nich. W Kartach na stół rozmawia z niektórymi podejrzanymi, co pozwala jej odkryć sprawę, której nie dostrzegła wcześniej policja. Silnie rozwinięta intuicja podpowiada jej, by wezwać na pomoc Herkulesa Poirota, gdy czuje, że coś jest bardzo nie w porządku (Zbrodnia na festynie). Nie należy jej przeczuć, intuicyjnego oglądu świata lekceważyć, bo potem się tego żałuje, tak jak słynny detektyw:

Popełniłem wielki błąd. Nigdy nie przeczytałem tej historii, kryminalnej, którą napisała pani dla uczestników turnieju detektywistycznego. Wydawało mi się, że wobec rzeczywistego morderstwa to jest bez znaczenia. Myliłem się. Ta historia ma znaczenie. Pani jest osobą wrażliwą madame. Wychwytuje pani atmosferę, rozpoznaje charaktery, typy osób, które spotyka. I przekłada pani wszystko na swoje pisarstwo. To nie jest bezpośrednio rozpoznawalne, ale takie jest źródło pani inspiracji. pani umysł tworzy czerpiąc z tych doznań. (Zbrodnia na festynie). 

Wprowadzenie takiej postaci, jak Ariadna Oliver do powieści ma także za zadanie rozśmieszyć czytelnika. Nie tylko puszczonym do niego okiem, jak wtedy, gdy okazuje się, że pani Oliver także w swojej twórczości wykreowała ekscentrycznego, niebrytyjskiego detektywa, który w przeciwieństwie do Herculesa jest chudym, kostycznym wegetarianinem, niebojącym się przeciągów ani zimna, ale także poprzez same cechy pani Oliver. Takie, jak jej wybujała wyobraźnia, którą dręczy przesłuchujących ją policjantów i okazywane czasami niezłomne przekonanie, że zgadła, kto jest mordercą. Postawiona wobec faktów szybko przenosi swoje podejrzenia na inną osobę, przeważnie błędnie. A gdy prawdziwy zabójca zostaje zdemaskowany oświadcza: Zawsze czułam, że on to zrobił. 

Jeśli nawet w głowie pani Oliver panuje, zwłaszcza z punktu widzenia Herculesa Poirota, lekki zamęt potrafi ona, według niego, klecić całkiem sensowne kryminały. Jej czasami barwne i zabawne opowiadania o tym, jak tworzy, umożliwiają Agacie Christie przedstawienie własnych przekonań i doświadczeń pisarskich, oraz pozwalają na omówienie zabiegów stosowanych przez autorów kryminałów. Może dlatego warto się tej postaci bliżej przyjrzeć.