czwartek, 1 września 2022

Wiersz na wrzesień


mówiąc milczę

 

mycie szklanek, patrzenie pod światło

 

wrześniowe niebo i te chmury przejrzyste

 

____

Źródło:  Zbierane, gubione Krystyna Miłobędzka
Biuro Literackie Wrocław 2010

 

poniedziałek, 1 sierpnia 2022

Wiersz na sierpień

Świt sierpniowy
 

Wrony powolnym krokiem patrolują parapet.
Pręgowany ślimak, opity sokiem liści, chowa się przed dniem.
Brązowe sztywne strączki szczodrzeńca zbierają nektar
złotego czerwcowego deszczu.
                                     
                                                  W domu, bojaźliwe stonogi
ośmielają się na tango po piwnicznej podłodze.
Słyszę spokojny oddech książek w pokoju
i przypominam sobie sen sprzed lat:
mój ojciec - cała ta złożoność, wiedza kabalistyczna,
dziecinna próżność, heroiczna mądrość, dobroć, słabość,
poczucie klęski i wiara - przemieniał się po przejściu 
przez tunel za śmiertelną bramą, w różę,
                       w staroświecką, ciemnoróżową ogrodową różę.

Nie ma wiatru. Mleczne niebo. Ślady
niebieskiego cienia
                     roztapiającego się jak lód
Dzień będzie gorący.
To nie cień - to wiązki nocy. Mam je 
przed oczami; wziąwszy głęboki oddech
przy otwartym oknie, zapuszczam roletę.
Znaczyło to, mówię do siebie,
                                      że wypuścił z rąk
niepotrzebną mu już wiedzę: teraz mógł być już własną esencją
             była tu w całej swej okazałości, wielopłatkowa, wonna
urzekająca, szalona róża w słońcu.
                                      Znowu zasnęłam
jak gdyby w niejasnym zapachu
sosnowego drzewa; w półkach bibliotecznych
schroniła się w miękkiej ciemności 
resztka nocy.


















Autorka:  Denise Levertov
Przełożyła: Julia Hartwig
Źródło: Dzikie brzoskwinie. Antologia poetek amerykańskich; Wydawnictwo Sic! Warszawa 2003

niedziela, 10 lipca 2022

10 lipca - rocznica urodzin Marcela Prousta

(...) kiedy pewnego zimowego dnia wróciłem do domu i matka, widząc, że zmarzłem, zaproponowała, żebym wypił, wbrew swoim zwyczajom, trochę herbaty. Z początku odmówiłem, lecz potem, nie wiedzieć czemu, zmieniłem zdanie. Matka posłała po niewielkie i pulchne ciastka, zwane magdalenkami, które wyglądają jak odciśnięte w prążkowanych muszlach Świętego Jakuba. I niebawem, przytłoczony ponurym dniem i perspektywą smutnego jutra, machinalnie podniosłem do ust łyżeczkę, z rozmoczonym w herbacie kawałkiem magdalenki. Lecz w tejże chwili, gdy łyk płynu zmieszanego z okruchami ciastka dotknął mego podniebienia, zadrżałem, czując nagle, że dzieje się ze mną coś nadzwyczajnego. Zalała mnie fala rozkosznej błogości, oddzielona od reszty świata, nieświadoma swojej przyczyny. I natychmiast wszelkie dolegliwości życia mi zobojętniały, nie dotykały mnie klęski, jakie ze sobą niosło, jego nietrwałość stała się złudzeniem; tak samo działa miłość, wypełniając wnętrze bezcenną esencją, albo raczej tej esencji nie było we mnie, ona była mną. Przestałem czuć się byle jaki, przypadkowy, śmiertelny. Skąd do mnie przyszła ta potężna radość? Czułem, że miała ona jakiś związek ze smakiem herbaty i ciastka, lecz zarazem była czymś nieskończenie więcej, nie mogła mieć tej samej natury. Skąd się wzięła? Co oznaczała? Gdzie ją schwytać? Piję następny łyk, lecz nie znajduję w nim nic więcej niż w pierwszym, piję trzeci, który daje mi mniej niż drugi. Koniec z tym, moc napoju zdaje się słabnąć. To jasne, że prawda, której szukam ukrywa się nie w nim, lecz we mnie. On ją tylko obudził, lecz sam jej nie zna, może jedynie powtarzać w nieskończoność, coraz słabiej, to samo zeznanie, którego nie potrafię zinterpretować, toteż chciałbym, aby mi było dane znów je u niego wyprosić i odnaleźć jak najrychlej nienaruszone, do mojej dyspozycji, do ostatecznego wyjaśnienia sprawy. Odstawiam filiżankę i zwracam się ku własnemu umysłowi. To on musi odnaleźć prawdę. Ale jak? Poważna to rozterka, ilekroć umysł czuje, że sam siebie przekracza, bo przecież on badacz, jest zarazem ową krainą tajemną, którą musi zgłębić, zapuszczając się tam, gdzie cały jego ekwipunek zda mu się na nic. Zgłębić? To nie wystarczy - tworzyć! O to stoi wobec czegoś, czego jeszcze nie ma i co on może tylko powołać do życia, by potem ogarnąć to swoim światłem.

______
W poszukiwaniu utraconego czasu. W stronę Swanna Marcel Proust
Przełożyła Krystyna Rodowska Wydawnictwo Officyna Łódź 2018

piątek, 1 lipca 2022

Wiersz na lipiec

 Lipiec


 
Słońce ogrzewa grzbiet jaszczurki
i pokorny grzbiet góry
Kruk skrzeczy niesiony prądem ciepła.
Dolinny dąb pochyla się nad stodołą,
obumiera gałąź za gałęzią.
Stoi spokojnie śmiertelny, rad
z ciepłego światła, którym karmiły się liście,
z ciemnych wód, którymi karmiły się korzenie, 
z żołędzi, którymi karmiły się dzięcioły
przez pół tysiąca deszczowych pór roku.
 
 
 
____________
Autorka: Ursula K. Le Guin
Tłumaczenie:  Justyna Bargielska, Jerzy Jarniewicz, .
Źródło: Dotąd dobrze, Wydawnictwo: Prószyński i S-ka; 2019