Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 kwietnia 2026

"Jałta" Jacek Kaczmarski

Jak nowa - rezydencja carówSłużba swe obowiązki znaPrecz wysiedlono stąd TatarówGdzie na świat wyrok zapaść ma
 
Okna już widzą, słyszą ścianyJak kaszle nad cygarem LewJak skrzypi wózek popychanyZ kalekim demokratą w tle
 
Lecz nikt nie widzi i nie słyszyCo robi Góral w krymską nocGdy gestem w wiernych towarzyszyWpaja swą legendarną moc
  
Nie miejcie żalu do StalinaNie on się za tym wszystkim kryłPrzecież to nie jest jego winaŻe Roosevelt w Jałcie nie miał siłGdy się Triumwirat wspólnie brałZa świata historyczne kształtyWiadomo, kto Cezara grałI tak rozumieć trzeba Jałtę
 
W resztce cygara mdłym ognikuPływała Lwa Albionu twarzNie rozmawiajmy o Bałtyku!Po co w Europie tyle państw?
 
Polacy? Chodzi tylko o toŻeby gdzieś w końcu mogli żyć!Z tą Polską zawsze są kłopotyKaleka troszczy się i drży
 
Lecz uspokaja ich gospodarzPożółkły dłonią głaszcząc wąsMój kraj pomocną dłoń im podaPotem, niech rządzą się, jak chcą
 
Nie miejcie żalu do ChurchillaNie on wszak za tym wszytkim stałWszak po to tylko był TriumwiratBy Stalin dostał to, co chciałKomu zależy na pokojuTen zawsze cofnie się przed gwałtemWygra, kto się nie boi wojenI tak rozumieć trzeba Jałtę
 
Ściana pałacu słuch napinaGdy do Kaleki mówi LewJa wierzę w szczerość słów StalinaDba chyba o radziecką krew
 
I potakuje mu KalekaNiezłomny demokracji stróżStalin to ktoś na miarę wiekuOto mąż stanu, oto wódz
 
Bo sojusz wielkich - to nie zmowaTo przyszłość świata - wolność, ład!Przy nim i słaby się uchowaI swoją część otrzyma - strat
 
Nie miejcie żalu do Roosevelta
Pomyślcie, ile musiał znieśćFajka, dym cygar i butelkaChurchill, co miał sojusze gdzieś!Wszakże radziły trzy ImperiaNad granicami, co zatarteW szczegółach zaś już siedział BeriaI tak rozumieć trzeba Jałtę
 
Więc delegacje odleciałyUcichł na Krymie carski gródGdy na zachodzie działa grzmiałyTransporty ludzi szły na wschód
 
Świat wolny święcił potem tryumfOpustoszały nagle frontyW kwiatach już prezydenta gróbA tam transporty i transporty
 
Czerwony świt się z nocy budziZ woli wyborców odszedł ChurchillA tam transporty żywych ludzi A tam obozy długiej śmierci
 
Nie miejcie więc do Trójcy żaluWyrok historii za nią stał
Opracowany w każdym caluKażdy z nich chronił, co już miałMógł mylić się zwiedziony chwiląNie był Polakiem ani BałtemTylko ofiary się nie myląI tak rozumieć trzeba Jałtę
 
Tylko ofiary się nie myląI tak rozumieć trzeba Jałtę
 
-----------
Piosenki można posłuchać tu - link. 
 
 

wtorek, 1 sierpnia 2023

"Dotąd doszliśmy" Ewa Lipska

dotąd doszliśmy. Tu się rozwiązały
koniec z początkiem. Przekłady Homera
na brzegu siedząc przeglądamy teraz.
Nikt nie przypływa po nas. Puste oceany.
Spokój gwałtowny. Może to już sierpień.
Może strach. Rozegrany przez nas umiejętnie.
Jest mi tak jakby już było za późno.
Może to sierpień. Ale drzew tu nie ma
a sierpień zawsze dojrzewa na drzewach.
Nikt nie przypływa. Homerycki żart
i wiatr z kamieni nam wróży jak z kart.
Nikt nie przypływa 

 
 __________
Źródło: Ewa Lipska Wiersze Czytelnik 1967

piątek, 21 lipca 2017

"Miejcie nadzieję", Adam Asnyk

Miejcie nadzieję!... Nie tę lichą, marną
Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera,
Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno
Przyszłych poświęceń w duszy bohatera.

Miejcie odwagę!... Nie tę jednodniową,
Co w rozpaczliwym przedsięwzięciu pryska,
Lecz tę, co wiecznie z podniesioną głową
Nie da się zepchnąć z swego stanowiska.

______
Wiersz Adama Asnyka w wykonaniu Jacka Wójcickiego
Muzyka: Zbigniew Preisner

wtorek, 14 lutego 2017

Na Walentynki

"Wyjątek z gazety melbournskiej z dnia 14lutego 1913 roku.

  Aczkolwiek dzień świętego Walentego kojarzy się nam zwykle z dawaniem i otrzymywaniem drobnych prezentów oraz ze sprawami sercowymi, mija dokładnie trzynaście lat od owej fatalnej soboty,  kiedy to grupka złożona z około dwudziestu dziewcząt, a także dwóch nauczycielek z pensji pani Appleyard, udała się na piknik pod Wiszącą Skałę. Po południu trzy dziewczęta i jedna nauczycielka zniknęły w tajemniczy sposób. Odnaleziono tylko jedną z nich. Wisząca Skała jest malowniczym masywem wulkanicznym na równinach u podnóży góry Macedon, niezwykle ciekawym dla geologów ze względu na jedyne w swoim rodzaju formacje skalne, włącznie z monolitami, jakoby bezdennymi czeluściami i jaskiniami, dopiero ostatnio (1912) zaznaczonym na mapie. Sądzono, że zaginione próbowały wspiąć się na niebezpieczne stromizny w pobliżu wierzchołka, gdzie przypuszczalnie spotkała je śmierć. Jednakże nigdy nie ustalone, czy owa śmierć nastąpiła wskutek nieszczęśliwego wypadku, samobójstwa czy morderstwa, ponieważ ciał nie odnaleziono.

Prowadzone przez policję oraz osoby prywatne intensywne poszukiwania na tym stosunkowo niewielkim obszarze nie dostarczyły żadnego klucza do tajemnicy".  
__________
"Piknik pod Wiszącą Skałą", Joan Lindsay
Temat muzyczny z filmu pod tym samym tytułem. Wykonanie Gheorghe Zamfir

wtorek, 7 lutego 2017

"W imię dziecka", Ian McEwan

Bohaterką najnowszej, niewielkiej pod względem objętości, powieści Iana McEwana jest Fiona Maye, sędzia Wysokiego Trybunału Anglii i Walii, specjalizująca się w sprawach rodzinnych. Jest świetną, doświadczoną prawniczką, której przychodzi rozpatrywać sprawy rozwodowe, przyznawać opiekę nad dziećmi, oczywiście kierując się ich dobrem, co bywa niekiedy trudne w przypadku dużych różnic kulturowych między rodzicami. Najtrudniejsze jednak do rozstrzygnięcia bywają przypadki medyczne. Należy orzec, kto ma rację, czy rodzice bliźniąt syjamskich, którzy nie chcą ich rozdzielenia, czy lekarze gotowi uratować jedno z nich, kosztem życia drugiego. Podobna sprawa - nastolatka, który ze względów religijnych, jest świadkiem Jehowy, odmawia leczenia - stanowi główną oś fabularną książki. Pytania, czy prawo jest wystarczającym narzędziem w kwestii rozstrzygania rzeczy, które dotyczą wiary i emocji, czy można na osobie prawie dorosłej wymusić leczenie wbrew jej woli, jaką cenę płaci się za wydawanie werdyktów w takich sprawach, wiszą w powietrzu.

W imię dziecka jest powieścią z muzyką w tle. Fiona wybrała i z dużym powodzeniem gra amatorsko muzykę klasyczną. Ten wybór też ją jakoś charakteryzuje, bo przestrzeganie zasad okazało się zbyt ważne, by pozwolić sobie na swobodę, improwizację potrzebną w jazzie, więc po kilku próbach, mimo zachęt męża, skapitulowała. Z wszystkich utworów muzycznych przewijających się w powieści najważniejsza jest, wykonywana dwukrotnie w niecodziennych okolicznościach, kompozycja do wiersza Yeatsa. Określa on sytuację bohaterów, różną, ale podobną w tym, że dochodzą do ściany. Nie da się brać miłości lekko, jak drzewo liście rodzi, ani życia lekko jak trawa na grobli rośnie, bo grunt właśnie usuwa się pod stopami. Fionie z powodu obciążenia emocjonalnego pracą i odejścia męża, czującego oddech czasu na plecach, do innej, młodszej kobiety. Sytuacja dotkliwie odczuwana, gdy ma się prawie sześćdziesiąt lat i świadomość, że nie jest łatwo ułożyć sobie życie w tym wieku na nowo. Orzeczenie sądu zaś sprawia, że punkt oparcia traci nastolatek, z powodu zetknięcia się z inną perspektywą widzenia świata niż religijna, ambiwalentnego stosunku rodziców do wyroku, utraty wiary. Szukanie sensu gdzie indziej okazuje się za każdym razem trudne bez względu na wiek.

Proza McEwana charakteryzuje się skondensowaniem, kilka sytuacji, parę wspomnień, drobiazgi rysujące emocje postaci. Bije jednak z niej autentyzm w przyglądaniu się ludziom.

Opodal ogrodów wikliny 

Opodal ogrodów wikliny z kochaną spotkać się miałem:
I przeszły przez zarośla jej nóżki śnieżnobiałe.
Chciała, bym miłość brał lekko, jak drzewo liście rodzi,
A ja byłem młody i głupi, nie chciałem się na to zgodzić.

W polu nad rzeką płynącą z moją kochaną stałem,
Złożyła mi na ramiona swe ręce śnieżnobiałe
Chciała, bym życie brał lekko, jak trawa na grobli rośnie,
Lecz byłem młody i głupi, i teraz płaczę żałośnie.

W. B. Yeats
Tytuł oryginału: Down by the Sally Gardens (1889). Tłumaczenie: Ludmiła Marjańska

niedziela, 22 stycznia 2017

22 stycznia - rocznica urodzin Bolesława Leśmiana

"Kiedy w dzieciństwie czytałem strofę Leśmiana:

W mgłach daleczeje sierp księżyca
Zatkwiony ostrzem w czub komina
Latarnia się na palcach wspina 
W mrok, gdzie już kończy się ulica -

taki opis ulicy był nie tylko piękny, ale również niezwykle dokładny. Tak właśnie wyglądała w nocy ulica, przy której mieszkałem. Ulica ta bowiem, jak cały świat, była dziwna, dziwna we dnie, a tym bardziej w nocy. Podmiejska ulica małych domków i zaniedbanych ogrodów, do których można było wieczorem wchodzić przez dziury w płotach. Tymi samymi dziurami przedostawał się księżyc i kładł swoje łapy na trawie i krzakach. Czytałam wówczas Leśmiana razem z innymi baśniami. Rozumiałem tylko niektóre jego wiersze, ale wystarczyło ich, aby uwięziły moją wyobraźnię. W dzieciństwie nie zna się jeszcze ogólnych praw rządzących światem, ale widzi się więcej drobiazgów, niż ich może dostrzec człowiek dorosłych, jest się w bliższym, bardziej osobistym kontakcie z przyrodą i ze wszystkimi strzępami otaczającego nas świata, takimi jak psy, pochylone od starości płoty czy drzewa przez nas zasadzone w ogrodzie. Czułem wówczas, że Leśmian to jest ktoś, co doskonale rozumie tajemnice tych wszystkich rzeczy, co żyje z nimi naprawdę za pan brat.(...)
Od tego czasu nie przestałem czytać Leśmiana. Dziś wydaje mi się,że rozumiem z niego więcej, że wiem trochę o tym, co się dzieje we wnętrzu jego baśni i jakie wynikły dla niego konsekwencje z zawarcia owego dozgonnego braterstwa z rzeczami znikomymi, podległymi przemijaniu.
Cały Leśmian jest baśnią, od wiersza otwierającego Sad rozstajny (...) aż do zamykającej ostatni, pośmiertny tom poety Dziejby leśnej, poematu dramatycznego, nad którym panuje szum zaklętych drzew. Ta baśń narasta poprzez poszczególne tomy ogromnieje i bogaci się z upływem czasu, a zarazem rozwiewa się, wyniszcza wewnętrznie i staje się coraz smutniejsza. Ale pomimo tych przemian, pomimo nieustannego ruchu, jest to ciągle ta sama baśń, ten sam zaklęty krąg najdziwniejszej wyobraźni poetyckiej, jaka wydała nasza literatura. (...)
Jest to baśń o przyrodzie, o świecie zmysłowym i przemijającym, w którym człowiek żyje. O wspaniałości  tego świata, ale nie tylko o wspaniałości. Również o rzeczach wzgardzonych, o śmieciach, odpadkach istnienia."
_______________________
"Półmrok ludzkiego świata" Zygmunt Kubiak, Znak 2001
fragment eseju "Magia Leśmiana"

"Szewczyk" z tomu "Łąka" (1920)
Autor: Bolesław Leśmian (22.01.1877 - 05.11.1937)
Data urodzin Leśmiana jest niepewna, czasami podawany rok 1878 lub 1879. 
śpiewa: Natasza Czarmińska

niedziela, 1 stycznia 2017

"I pieśnią całe ogarniam niebiosy..." — życzenia noworoczne


Wszystkim tu zaglądającym życzę pomyślności w Nowym Roku.
 Oby nadchodzący 2017 rok pod każdym względem, nie tylko czytelniczym, był lepszy niż miniony.

W 2017 mija sto czterdziesta rocznica urodzin i osiemdziesiąta śmierci Bolesława Leśmiana. Z tej okazji siedem moich ulubionych muzycznych interpretacji wierszy poety zaśpiewanych przez różnych twórców.

1. "Ballada bezludna" - wiersz z cyklu Ballady, z tomu Łąka (1920). Śpiewa Magda Umer:
2."Boże, pełen w niebie chwały" z wydanego pośmiertnie tomu Dziejba leśna (1938). Utwór znalazł się na płycie Starego dobrego małżeństwa: Pod wielkim dachem nieba z 1992 roku.

 
 3."Com uczynił..." (Dziejba leśna). Wykonanie Czesława Niemena pochodzi z płyty z 1972. Ponieważ utwór trwa osiem minut poniżej tylko fragment. Tu dłuższa wersja
 
 4. "Strój" z cyklu Ballady z tomu Łąka. Piosenka z autorskiego albumu Magdy Kumorek pod tytułem: Śmiercie (2013); powstałego, jak pisze sama aktorka, z miłości do polskiej muzyki ludowej i twórczości Bolesława Leśmiana.
 

5. "Śni się liściom nieskończoność" to końcowy fragment Pana Błyszczyńskiego z Napoju cienistego (1936). Utwór pochodzi z płyty Gdzie ty jesteś  Magdy Umer z roku 1995.
 
6. "Wiedza" z cyklu Spojrzystość (Napój cienisty). W 2009 roku zespół Pustki nagrał płytę z poezją polską po tytułem: Kalambury. Gościnnie Leśmiana zaśpiewała Katarzyna Nosowska
 
7. "Wiersz księżycowy" (Napój cienisty), w wykonaniu wokalistki związanej z "Piwnicą pod Baranami", Nataszy Czarmińskiej.

niedziela, 18 grudnia 2016

"Zadymka", Julian Tuwim


Senność gęsta jak śnieg i krążąca jak śnieg
Zasypuje śnieżnemi płatkami sennemi
Bezprzyczynny mój dzień, bezsensowny mój wiek
I te ślady bezładnych moich kroków po ziemi.

Jeśli chcę, mogę spać; jeśli chcę mogę wstać,
Siąść przy oknie z gazetą z zeszłego tygodnia
Albo iść w senność dnia - wtedy inny, nie ja,
Siedząc w oknie, zobaczy dalekiego przechodnia.

Czy to dobrze, czy źle: tak usypiać we mgle?
Szeptać wieści pośnieżne, podzownne, spóźnione?
Czy to dobrze, czy źle: snuć się cieniem na tle
Kołującej śnieżycy i epoki przyćmionej?

Śnieg pierzyną mi legł, wiek godziną mi zbiegł
W białej drzemce, w puszystym, przyprószonym spacerze
Bezprzyczynny mój dzień, bezsensowny mój wiek
Składam wierszom powolnym w ofierze.

__________________
"Zadymka" Julian Tuwim (tom "Treść gorejąca", 1936)
Kompozytor: Jan Kanty Pawluśkiewicz
Wykonanie: Marek Grechuta 

niedziela, 30 października 2016

"Odpływ", Lars Saabye Christensen

Wreszcie znalazłem na formularzu Busy Bee coś, co mogłem zakreślić i czemu mogłem się oddać. Postawiłem krzyżyk przy "Scrabble". Mówcie mi Scrabble! (...) Czy miałbym ochotę zagrać już, tu i teraz? I to jak! Zażądałem jednak wprowadzenia nowej zasady: chciałem układać słowa w języku ojczystym, norweskim. Inna sytuacja dałaby przeciwnikowi - wszyscy pozostali byli Amerykanami - oczywiste fory, które najlepiej można porównać do skoku o tyczce bez tyczki albo z tyczką. Zgodzono się. Zarówno kierownictwo, jak i rezydenci przyznali mi rację. Mówcie mi Scrabble jeszcze raz! Tego samo wieczoru zagrałem z Tinkerem Taylorem i z hukiem wygrałem. Ułożyłem kilka cudownych słów. (...) W końcu zagrałem przeciwko Doktorowi Feelowi, a może Doktorowi Goodowi, wszystko jedno, nie wszystko jedno natomiast, że od tej ich przegranej wprost krajało się serce; (...) Nikt więcej nie chciał już ze mną grać. Dwa dni później wezwał mnie Doktor Feelgood. Znów usiadłem na białej skórzanej kanapie, nie wiedząc, co mnie czeka. Oczywiście powinienem był wiedzieć. Ten ważniak Tinker Taylor, klub armatni we własnej osobie, wyprosił i wymarudził sobie wreszcie spacer po porcie, posługując się szlachetną wymówką kupienia pulpetów krabowych dla nas wszystkich, ale zamiast się tym zająć, w księgarni Barnes&Noble dopadł słownik norwesko-angielski i w tym wydaniu nie znalazł ani jednego z ułożonych przeze mnie słów. Ten idiota je zapisał, zapisał moje słowa ze scrabbli! Poproszono mnie o wyjaśnienia. To nie był żart. - Jestem przede wszystkim poetą - powiedziałem. - Co to znaczy "ukalarium"? - To tyle, co powolna żałoba. Albo czas trwania cierpienia po odejściu najbliższej osoby. - Tego słowa nie ma w słowniku. - W słowniku nie ma wielu słów. Może ono również oznaczać stan ducha, jaki ogarnia człowieka, kiedy zapuści się możliwie najgłębiej w norweski las, co w Norwegii często się zdarza. - A co to znaczy "javikur"? - "Javikur" jest spokrewnione z "ukalarium", oznacza stan ducha bliższy wściekłości niż melancholii. - Ale tego słowa też nie ma w słowniku. - Nie mogę odpowiadać za to, które słowa w nim zamieszczono.

  Ta scena, jedna z wielu moich ulubionych, dobrze oddaje charakterystyczne dla tej powieści pękniecie, to, czym być może jest środkowy jej fragment  - pełnym wściekłości javikurem. Odpływ składa się bowiem z kilku części. Prologu dziejącego się w Oslo, w którym główny bohater, Chris, razem z ojcem uczestniczy w zburzeniu zaprojektowanego przez tego ostatniego budynku. Przedstawionej następnie właściwej historii zatytułowanej Błystka a opowiadającej o lecie roku 1969, w którym ludzie lądowali na Księżycu, a nastoletni Chris spędzał wakacje z matką nad norweską zatoką Oslofjorden. Potem następuje radykalna zmiana w utworze - czytelnik przenosi się do koszmarnego amerykańskiego miasteczka Karmack. Narracja zmienia się z pierwszoosobowej w trzecioosobową, występuje nowa postać, bezduszny Frank Farrelli, który zajmuje się przekazywaniem złych wiadomości rodzinom, których bliscy zostali poszkodowani w wypadkach. Książkę kończy obszerny epilog z podtytułem Wióry i pył, w którym odnajdujemy wiele lat później Christa z Błystki w jednym z ośrodków terapeutycznych w Stanach Zjednoczonych. Wszystkie części łączy przewijająca się przez nie piosenka Elli Fitzgerald Blue skies.


   Autor miesza tropy, nie wiadomo, czy Karmack istnieje naprawdę, czy to dziwne miasto to wyraz żałoby, metafora piekła. Przypuszczalnie środkowa część książki opowiadająca o nim jest strzępkiem  niedokończonej, zniszczonej przez Chrisa powieści. (Lekcja hartu udzielona przez ojca przyswojona: "bądź zawsze gotowy na zniszczenie tego, co stworzyłeś"). Możliwe, że absurdalne, przerysowane wydarzenia, groza zmieszana z groteską są próbą odnalezienia słów, których zabrakło, ustawienia ich we właściwej kolejności by opowiedzieć o poczuciu winy, stracie i bólu. Zapisem tego, co chciałoby się zapomnieć, bo zapisuje się nie tylko po to by utrwalać, ale by zapomnieć. A wspomnienia czekają na krawędzi czasu. Wspomnienia o wakacjach na norweskiej wyspie w lipcu 1969, kiedy ludzie lądowali na Księżycu a Chris usiłował napisać drugi wiersz w życiu, właśnie na ten temat. Lato to okaże się czasem pamiętnym, naznaczonym tymi wszystkimi rzeczami, które zdarzają się pierwszy raz: pierwszą sympatią, pierwszymi próbami literackimi, ważną przegraną w scrabble, przyjaźnią, zdradą tej przyjaźni, przeczuciem, że walka z Moby Dickiem jest zawsze przegrana, nawet jeśli się nie przeczytało książki i zmyśliło dla przyjaciela dobre zakończenie. Echa tego lata będą towarzyszyć Chrisowi całe życie.

 Odpływ to zachwycająca książka o (nie)godzeniu się ze stratą najbliższych i o sile wspomnień. Na tylnej stronie okładki znajduje się cytat z norweskiej gazety brzmiący tak: Powieść Christensena przerosła nasze oczekiwania. Moje też.

sobota, 2 lipca 2016

2 lipca - rocznica urodzin Wisławy Szymborskiej

Czwarta nad ranem

 

Godzina z nocy na dzień.
Godzina z boku na bok.
Godzina dla trzydziestoletnich.

Godzina uprzątnięta pod kogutów pianie.
Godzina, kiedy ziemia zapiera się nas.
Godzina, kiedy wieje od wygasłych gwiazd.
Godzina a-czy-po-nas-nic-nie-pozostanie.

Godzina pusta.
Głucha, czcza.
Dno wszystkich innych godzin.

Nikomu nie jest dobrze o czwartej nad ranem.
Jeśli mrówkom jest dobrze o czwartej nad ranem
- pogratulujmy mrówkom. I niech przyjdzie piąta.
o ile mamy dalej żyć.


Ten wiersz stał się inspiracją do powstania pewnej kolekcji o wdzięcznej nazwie: "The Museum of Four in the Morning". Jej twórca John Rives, poeta, performer, na jednej z konferencji TED historię założenia tego zadziwiającego zbioru rozpoczyna tak:

Najbardziej romantyczna rzecz, która przydarzyła mi się w sieci zaczęła się jak wiele innych: beze mnie, i nie w sieci. Dziesiątego grudnia 1896 roku umarł mężczyzna z tego medalu, Alfred Nobel. Dokładnie sto lat później, dziesiątego grudnia 1996 roku, ta czarująca pani, Wisława Szymborska, dostała Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury...(ciąg dalszy:tu



wtorek, 22 grudnia 2015

Świąteczne życzenia

Wszystkim tu zaglądającym życzę pełnych ciepła, spokoju i radości Świąt Bożego Narodzenia oraz pomyślności w Nowym 2016 Roku. A ponieważ na śnieg nie możemy liczyć w tym roku,
 proszę o to moja ulubiona śnieżna kolęda:


Tekst: Marian Hemar
Kompozycja: Zbigniew Preisner z płyty: Moje kolędy na koniec wieku
Wykonanie: Beata Rybotycka

wtorek, 27 października 2015

Dziesięć piosenek

Napisałabym w tytule "dziesięć piosenek inspirowanych książkami", gdyby nie fakt, że utwór, który był impulsem do powstania tego wpisu Child in time Deep Purple nie spełnia tego warunku. Być może w jego przypadku było odwrotnie - piosenka natchnęła pisarza. Jej słowa stanowią, bowiem tytuł powieści Iana McEwana Dziecko w czasie. Dlatego że nie pasuje do pozostałych została umieszczona jako pierwsza na liście. Pozostałe piosenki znajdują się na niej w kolejności alfabetycznej dzieł, które przyczyniły się do ich powstania. Oczywiście jest to lista osobista. Wybierałam tylko utwory, które bardzo lubię, zarówno te muzyczne, jak i literackie.

1. Dziecko w czasie Ian McEwan (Child in time Deep Purple).
Uwaga jest bardzo długi kawałek muzyczny, trwa około 10 minut.

2. Alicja w Krainie Czarów Lewis Carroll (White Rabbit Patti Smith).
Zamieszczony utwór jest coverem, bo wolę go w tym wykonaniu. 

3. Dziady Adam Mickiewicz  (Baranek Kult).
Cytat z II części Dziadów jest troszkę zmieniony. W oryginale jest kraśny zamiast kwietny.

4. Franny i Zooey Jerome David Salinger (Young Glass Hey Rosetta).
 Piosenka była już na blogu, ale ją lubię, a Franny i Zooey są moim ulubionym utworem Salingera, więc nie mogłam się oprzeć, by nie umieścić jej jeszcze raz. Rozpoczyna się po krótkim 50 sekundowym wywiadzie. 

5. Jakiś potwór tu nadchodzi Ray Bradbury (Something wicked Vernian Process).
Utwór dobrze oddaje około halloweenowy klimat tajemniczego lunaparku, który przybywa do miasteczka.

6. Odyseja Homer (Calypso Suzanne Vega)
 Podoba mi to pogodzenie się nimfy, w imieniu której przemawia (śpiewa) Suzanne Vega, z odejściem ukochanego.

7. Potop Henryk Sienkiewicz (Pan Kmicic Jacek Kaczmarski)
Bardzo ładne i ironiczne streszczenie dziejów głównego bohatera.

8. Romeo i Julia William Szekspir (Romeo Kalina Jędrusik),
czyli uwielbiani przeze mnie mistrzowie piosenki.:)

9. Wichrowe wzgórza Emily Brontë (Wuthering Heights Kate Bush).
Piosenkę polubiłam przez przyzwyczajenie, ale ponieważ Wichrowe Wzgórza są moją ulubioną książką, utwór musiał znaleźć się na liście.
10. Wiele hałasu o nic William Szekspir (Sigh No More Mumford & Sons)
Tytuł piosenki, jak i całego albumu wzięty został z dramatu Szekspira (za angielskojęzyczną Wikipedią), dlatego moja ulubiona piosenka znalazła się na liście.;)  Sztukę Szekspira lubię najbardziej w wersji filmowej z Emmą Thompson.

wtorek, 4 sierpnia 2015

4 sierpnia - rocznica śmierci Krzysztofa Kamila Baczyńskiego

SUR LE PONT D'AVIGNON

Ten wiersz jest żyłką słoneczną na ścianie
jak fotografia wszystkich wiosen.
Kantyczki deszczu wam przyniosę -
wyblakłe nutki w nieba dzwon
jak wody wiatrem oddychanie.
Tańczą panowie niewidzialni
 "na moście w Avignon".
Zielone staroświeckie granie
jak anemiczne pączki ciszy.
Odetchnij drzewem to usłyszysz
jak promień - naprężony ton,
jak na najcieńszej wiatru gamie
tańczą liściaste suknie panien
 "na moście w Avignon".
W drzewach, w zielonych okien ramie
przez widma miast - srebrzysty gotyk.
Wirują ptaki płowozłote
jak lutnie, co uciekły z rąk.
W lasach zielonych - białe łanie
uchodzą w coraz cichszy taniec.
Tańczą panowie, tańczą panie
 "na moście w Avignon".

 _________________
Krzysztof Kamil Baczyński (kwiecień 1941)
Kompozytor: Andrzej Zarycki
Wykonanie: Ewa Demarczyk

sobota, 27 czerwca 2015

"Znów wędrujemy ciepłym krajem"

Znów wędrujemy ciepłym krajem
Malachitową łąką morza
Ptaki powrotne umierają
Wśród pomarańczy na rozdrożach

Na fioletowo-szarych łąkach
Niebo rozpina płynność arkad
Pejzaż w powieki miękko wsiąka
Zakrzepła sól na nagich wargach...

A wieczorami w prądach zatok
Noc liże morze słodką grzywą
Jak miękkie gruszki brzemieje lato
Wiatrem sparzone jak pokrzywą

Przed fontannami perłowymi noc
Winogrona gwiazd rozdaje
Znów wędrujemy ciepłą ziemią
Znów wędrujemy ciepłym krajem
______________
Tekst: "Piosenka" Krzysztof Kamil Baczyński (1938)
Muzyka i wykonanie: Grzegorz Turnau

czwartek, 28 maja 2015

Przyleciały

Jaskółka (fragment)

Jaskółko, cierniu chmury,
kotwico powietrza,
ulepszony Ikarze,
wniebowzięty fraku,

jaskółko, kaligrafio,
wskazówko bez minut,
wczesno-ptasi gotyku,
zezie na niebiosach,

jaskółko, ciszo ostra,
żałobo wesoła,
aureolo kochanków,
zmiłuj się nad nimi.


____________
Słowa: Wisława Szymborska
Muzyka: Andrzej Zieliński
Wykonanie: Skaldowie

czwartek, 7 maja 2015

"Franny i Zooey", J. D. Salinger

Sensacją literacką, która wybuchła na początku roku była wiadomość, że po czterdziestu latach Harper Lee przerwała milczenie i że wyjdzie jej druga powieść, będąca ciągiem dalszym Zabić drozda. Być może czeka nas jeszcze jedno podobne wydarzenie. W 2015 będzie też otwarte archiwum Salingera, w którym prawdopodobnie znajdują się jakieś jego nieznane utwory. Więcej o tym można przeczytać tu.
 
Najbardziej ekscytująca wydaje się informacja o nowych opowiadaniach o rodzinie Glassów. Jeśli bowiem najsłynniejszą pozycją Salingera jest oczywiście Buszujący w zbożu to o wiele lepszą od wyżej wymienionej i niestety o wiele mniej znaną jest Franny i Zooey. Główne postacie tej książki stanowi rodzeństwo: Franny i Zooey Glass. Jest to niewielka objętościowo, poruszająco piękna powieść, którą bardzo trudno opisać tak, jak na to zasługuje. Opowiada ona o tym, że najlepszym rozwiązaniem kryzysu egzystencjalnego, czy duchowego nie jest wędrówka w poszukiwaniu mistrza religijnego (na przykład do Indii), tylko położenie się na kanapie w domu. Mistrz sam się znajdzie. I o tym, że rodzeństwo pamięta, i wszystko, co zrobiliśmy w wieku lat dziesięciu, zostanie nam w odpowiedniej chwili wypomniane.

 Ale mówiąc serio. W książce niewiele się dzieje, jej sednem są cztery rozmowy. Składa się ona z dwóch części. Pierwsza zatytułowana Franny dotyczy samotności, poczucia wyobcowania, niemożności porozumienia się z drugim człowiekiem. Rozmowa jest tu ślizganiem się po powierzchni, absolutną niemożnością przekazania swoich doświadczeń. Druga zatytułowana Zooey złożona jest z trzech rozmów przybliżających sytuację życiową bohaterów i pozwalających wniknąć w głąb ich psychiki. W czwartej rozmowie, telefonicznej, bo o pewnych rzeczach trudno mówić wprost, są zbyt kruche, padają najważniejsze odpowiedzi na pytanie o sens i cel bycia w świecie, oraz mówi się o pewnej osobie siedzącej na werandzie.
Na zakończenie piosenka inspirowana utworem. 

czwartek, 1 stycznia 2015

Z tęsknoty za śniegiem

Śnieżna elegia

Dzwoń mi, dzwoń mi,
Dzwonku mosiężny,
Gońmy końmi
Kres niedosiężny.

Sanki suną
W śnieżnej bezbrzeży,
Srebrną łuną
Biel mi się śnieży.

Dzwoń mi, dzwoń mi,
Dzwonku maleńki,
Pieszczę dłońmi
Chłód twojej ręki.

W srebrnej celi
Trwa wiatr w bezruchu,
Śnieg się bieli
Białością puchu.

Gdzież my, gdzież my
Ulżymy ustom?
Grzeszmy, grzeszmy
Śnieżną rozpustą!

Dzwoń mi, dzwoń mi,
Dzwoń nieustannie,
Gońmy końmi
Po srebrnej sannie.

Świat w przebiegu
Przez śpiew dziękczynny,
Grąży w śniegu
Swój błękit płynny.

Sina, sina
Przed nami droga,
Dal rozpina
Namioty Boga.

Śpieszmy, śpieszmy
W radość bezbrzeżną,
Grzeszmy, grzeszmy
Rozpustą śnieżną! 

 Ruńmy z końmi
W tę otchłań siną,
Dzwoń mi, dzwoń mi,
Śnieżna godzino! 

_______________
Autor tekstu: Jan Brzechwa
Kompozytor: Czesław Niemen

środa, 24 grudnia 2014

24 grudnia

Całą noc padał śnieg

Całą noc padał śnieg
Cichy, cichy, cichuteńki
Przyszedł świt, a tu świat
Cały biały, bielusieńki
Jakby ktoś świata skroń
Gładził chłodem białej ręki
I powiedział szeptem doń:
Nic się nie bój, mój maleńki
Niech cię głowa już nie boli
Niech cię smutna myśl nie trapi
Bo od dziś, bo od dziś
Pokój ludziom dobrej woli.
Otwórz oczy, znów się zbudź
Z mroku czarnej melancholii
I ptaszęcym głosem nuć:
Pokój ludziom dobrej woli!

W słońcu patrz skrzy się śnieg,
Szron na drzewach jak koronki.
Spoza gór, spoza rzek,
Spoza łąki i rozłąki
Spoza leśnych, srebrnych cisz,
Jakby dzwony, skądś dzwoniły
I mówiły światu: słysz!
Nic się nie bój świecie miły!
Niech cię głowa już nie boli
Wszystkim żalom połóż kres,
Dosyć trosk i dosyć łez
Pokój ludziom dobrej woli!
Nową drogę zacznij stąd,
Już za tobą dni niedoli!
Dzisiaj w dzień wesołych świąt:
Pokój ludziom dobrej woli!

Tak po cichu i powoli
Białym śniegiem nuci mu,
Choćby dziś w tym jednym dniu:
Pokój ludziom dobrej woli!

_______
Autor tekstu: Marian Hemar
Kompozytor: Zbigniew Preisner z płyty: Moje kolędy na koniec wieku
Wykonanie: Beata Rybotycka

sobota, 13 grudnia 2014

Presja świąteczna



Presja świąteczna doczekała się swojego literackiego, humorystycznego opisu w książce: Uciec przed świętami Johna Grishama. Nora i Luther Krankowie, bohaterowie tej powieści, małżeństwo w średnim wieku, (ich córka przeprowadziła się właśnie do Peru), postanowili - w tym roku żadnych świąt Bożego Narodzenia. Wyjadą sobie spokojnie, dokładnie dwudziestego piątego grudnia na Wyspy Karaibskie. Unikną, dzięki temu, tłoku w sklepach, bólu nadgarstków przy wypisywaniu świątecznych kartek, obowiązkowej popijawy w pracy i wyrzucania pieniędzy na górę jedzenia i niepotrzebne nikomu prezenty.
Zacny plan i dzisiaj w jeden z tych ponurych i ciemnych dni grudniowych też marzę, aby pojechać tam, gdzie będzie więcej światła. Łatwo było mi więc podzielać uczucia bohaterów. Niestety żyją oni w typowej dzielnicy zamieszkałej przez amerykańską klasę średnią, gdzie wszyscy sąsiedzi się znają, co ma swoje plusy i minusy. Złe strony takiego sąsiedztwa niestety wychodzą na jaw, bowiem  zamiary Kranków trafiają na mur niezrozumienia ze strony otoczenia. Nieprzyjemnym spojrzeniom i komentarzom nie ma końca. Punktem kulminacyjnym nacisku stają  się kartki, mające skłonić Luthera do postawienia podświetlonego bałwanka Frosty'ego na dachu domu. Przyznaję, że kibicowałam bardzo mocno zwłaszcza Lutherowi, bo Nora niekiedy była skłonna iść na ustępstwa, by nie poddawali się świątecznej presji. Jak to się wszystko skończyło przekonajcie się sami. Tę żartobliwą książkę czyta się błyskawicznie, ot godzina, dwie spokoju w przedświątecznym zamieszaniu. I może, gdy przygotowania do świąt dadzą się wam we znaki, dojdziecie do wniosku, że w następnym roku rejs po ciepłych morzach będzie najlepszym sposobem spędzenia Bożego Narodzenia.