niedziela, 5 maja 2019

"Krótka historia Stowarzyszenia Nieurodziwych Dziewuch i inne opowiadania", Helen Oyeyemi


Krótka historia Stowarzyszenia Nieurodziwych Dziewuch i inne opowiadania Helen Oyeyemi to nagrodzony i zbierający entuzjastyczne recenzje zbiór opowiadań brytyjskiej pisarki pochodzenia nigeryjskiego. Wszystko zupełnie zasłużenie, bo opowiadania są absolutnie niezwykłe. Niepokoją i fascynują swoją niejednoznacznością, dziwnością, płynnym łączeniem współczesności z tak nieodłącznymi dla niej mediami społecznościowymi i korporacjami, celebrytami z magią zaczerpniętą z baśni, mitologii, folkloru. Każde opowiadanie jest inne, ale łączy je widoczna radość ze snucia opowieści, przewrotne poczucie humoru i tytuły pisane małą literą, oraz klucze. Klucze pojawiają się w sposób mniej lub bardziej zakamuflowany (na przykład: w postaci kodu otwierającego drzwi) w każdym utworze. Motto zaś całej książki brzmi: otwórz mnie ostrożnie. Słowa te znajdowały się, jak podaje autorka, na kopercie zawierającej list Emily Dickinson do Susan Huntington Gilbert z 11 czerwca 1852. Czyż to nie dobra zachęta do poszukiwania własnych interpretacji przedstawionych światów, w których granice między wydarzeniami rzeczywistymi a fantastycznymi są zatarte?

 Oczywiście, nie wszystkie z dziewięciu opowiadań podobały mi się jednakowo. Wyróżniłabym pięć absolutnie znakomitych, będących pokazem wielkiej wyobraźni autorki i jej sprawności w operowaniu różnymi stylami i konwencjami.

W książkach i różach słychać dalekie echa Pięknej i Bestii w mrocznym wydaniu. Opowiadanie rozgrywa się w Katalonii i nawiązuje do katalońskiego zwyczaju obdarowywania ukochanych osób książkami lub różami. Pewnego dnia przypadek styka ze sobą dwie kobiety, które nic nie łączy ze sobą oprócz tego, że każda z nich nosi zawieszony na szyi klucz, będący znakiem obecnej w ich życiu tajemnicy.

 Czas w opowiadaniach jest współczesny, ale płynny. Niekiedy jest nieokreślony - baśniowy, czasami wychylony w przeszłość, jak w książkach i różach albo w bliską przyszłość, tak jak w obecności. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że obecność to opowiadanie z pogranicza science fiction. Pewien psycholog wymyśla nową terapię mającą na celu pomoc pacjentom przeżywającym stratę bliskich osób. Wypróbowuje ją na sobie i za jej zgodą, na byłej przyjaciółce. Efekty są bardzo zaskakujące i każą zadawać pytanie, co jest tak naprawdę stratą.

Wątki feministyczne przewijają się w całej książce, ale chyba najsilniej wybrzmiewają w utworze pod tytułem: "przepraszam" nie sprawia, że jej herbata staje się słodsza, choć wydaje się, że ma on bardziej uniwersalne przesłanie mówiące o potrzebie solidarności ze skrzywdzonymi. Mieszanina zaś wątków mitologicznych i opowieści o patchworkowej rodzinie, buntujących się nastolatkach, ich idolach i mediach społecznościowych wypada świetnie.

Pociągające i budzące niepokój opowiadanie czy twoja krew jest równie czerwona bazuje na lęku przed rozmyciem podziału miedzy tym co żywe, a tym, co jest martwe i tylko ożywione. To też bardzo nieoczywiste ujęcie tematu manipulacji. Poruszająca jest zwłaszcza zmiana perspektywy widzenia wydarzeń w połowie opowieści i pokazanie w przewrotny i fenomenalny, na poły baśniowy, po trochę surrealistyczny sposób, że sztuka jest tworzeniem dodatkowej przestrzeni, częściowo niezależnej od twórcy, w której możliwe są rzeczy niemożliwe do zaistnienia, zdobycia w inny sposób, na przykład (a to tylko epizod): zmiana jaka zachodzi w okaleczonej, oszpeconej dziewczynie.

I wreszcie: krótka historia stowarzyszenia nieurodziwych dziewuch. Rzecz dzieje się na campusie uniwersyteckim i przedstawia, zgodnie z tytułem, historię pewnego stowarzyszenia studentek. Oprócz kluczy, często powtarzającym się motywem w opowiadaniach są książki. Tu są obiektem uroczej, masowej kradzieży z włamaniem. Finał tej opowieści, podobnie jak wszystkich innych, jest zaskakujący, a przy czytaniu go odczuwa się czystą radość, tę opiewaną w hymnach iskrę bogów.
 

niedziela, 31 marca 2019

Zabawa z poradnikiem "Boginie w każdej kobiecie" Jean Sinody Bolen (1)

Kilka lat temu wielki rozgłos zyskała książka Clarissy Picoli Estes Biegnąca z wilkami, w której pisarka przedstawia i analizuje różne znane z baśni i legend motywy związane kobiecością splatając je z psychologią. Na fali popularności tej książki wydano szereg innych, podobnych pozycji. Do nich należy poradnik Jean Sinody Bolen Boginie w każdej kobiecie. Bolen jest psychiatrą i psychoterapeutką odwołującą się w swojej pracy do perspektywy jungowskiej. W swojej książce zdecydowała się przywołać postacie z mitologii greckiej. Innymi słowy, autorka przedstawia obecne w kobiecej psychice archetypy w postaci greckich bogiń. Są to: Demeter (matka), Hera (żona), Persefona (córka), Afrodyta (kochanka), Artemida (siostra), Atena (strateg), Hestia (strażniczka domowego ogniska). Cel jaki stawia sobie poradnik jest uczynić z mitów narzędzia poznania. Przyjrzenie się wewnętrznym wzorcom ma pozwolić wniknąć w potrzeby, motywy działania, prowadzić do zrozumienia i akceptacji siebie, ewentualnie zmiany. Założeniem ogólnym jest, że w psychice każdej kobiety obecne są wszystkie boginie. Jednak w indywidualnych przypadkach jedne się rozwijają i nabierają mocy, inne nie. Zależy to od wrodzonych predyspozycji, rodziny, kultury, zdarzeń i napotkanych osób i oczywiście osobistego wyboru i praktyki. Autorka omawia jeden po drugim mity związane z poszczególnymi boginiami, a następnie podaje typowe cechy, mocne i słabe strony, sposoby wchodzenia w relacje z innymi charakterystyczne dla kobiet, które wpisują się w dany archetyp.

Poradnik jest ciekawie napisany i może być pomocny w osobistym rozwoju, jeśli uznamy za prawdziwe twierdzenie, że czytanie takiego typu książek jest skuteczne w jakikolwiek sposób. Jedną cechę Boginie w każdej kobiecie posiadają na pewno, są bardzo sugestywne. Skłaniają mianowicie do "rozpoznawania bogiń w otoczeniu", co jest  ryzykowne, bo ludzie są zazwyczaj bardziej skomplikowani niż to się wydaje na pierwszy, czy nawet setny, rzut oka. Kuszą także do przyjemnej zabawy w określaniu bogiń patronującym bohaterkom literackim i filmowym. Postacie literackie są trudniejsze do sklasyfikowania i przeważnie są to typy mieszane. Pozostanę więc przy filmowych bohaterkach i proponuję cztery portrety kobiece według książki Boginie w każdej kobiecie. Bogiń jest wprawdzie siedem, ale te cztery wydawały mi się oczywiste. Będą to Atena, Demeter, Persefona i Hestia. Kolejność zamieszczonych postaci nie ma znaczenia, w tekście poniżej występują spoilery, choć mam nadzieję, że nie zepsują nikomu przyjemności oglądania. Filmy nie są też najnowsze, zostały nakręcone już jakiś czas temu i co znaczące trzy z nich zostały wyreżyserowane przez kobiety. Ponieważ zgodnie z tytułem wpisu jest to zabawa, interpretacje postaci są dość dowolne. 
 Atena

Atena: Minnie Driver
 Guwernantka to film w reżyserii Sandry Goldbacher z 1998 roku. Akcja filmu rozgrywa się w XIX wieku, w Wielkiej Brytanii. W głównej roli Rosiny da Silva występuje Minnie Driver.

 Przyglądając się bohaterce filmu odhaczamy kolejne punkty na liście cech charakteryzujących kobietę o silnym archetypie Ateny. Atena to ulubiona córka Zeusa, bogini ceniąca racjonalność, strategiczne myślenie, praktyczność. Rosina jest ukochaną córką swojego ojca. Po jego tragicznej śmierci to ona, a nie jej matka, opracowuje plan utrzymania rodziny i skutecznie wprowadza go w życie. Atena, gdy uważała to za pomocne, chętnie przybierała inną postać. Rosina, zdając sobie sprawę, że o posadę dla żydowskiej dziewczyny będzie niełatwo, stwarza sobie fałszywą tożsamość i jako Mary Blackchurch zatrudnia się w bogatym domu Cavedishów w Szkocji jako guwernantka. W mitach Atena była opiekunką, doradczynią i sojuszniczką mężczyzn, patronką uczonych i wynalazców (pokazała ludziom jak budować wozy i statki). W Boginiach w każdej kobiecie podkreśla się, że kobiety Ateny świetnie odnajdują się w stereotypowo przypisanych mężczyznom zawodach. Rosina zatrudniona w jednym z nielicznych dostępnych dla kobiet w XIX wieku zawodów, guwernantki, szybko spycha to zajęcie na drugi plan i staje się asystentką pana domu, więcej, jego wsparciem, pomagając mu znaleźć sposób udoskonalania fotografii.

  Jak pisze Jean Bolen w swoim poradniku, Atena ma też swoją ciemną stronę. Jest nią brak poczucia solidarności z innymi kobietami. Posiada za to łatwość funkcjonowania w męskim świecie. Ma to swoje przyczyny w dzieciństwie, kiedy Atena odczuwa podziw dla ojca i poczucie bliskości z nim oraz brak podobieństwa i różnicę zainteresowań między sobą a matką. Ponadto silnie rozwinięte zalety, takie jak: racjonalność, krytyczne myślenie mogą prowadzić do braku wyrozumiałości wobec słabości innych, wreszcie do niedostatku empatii. Rosina surowo ocenia panią Cavendish, jako niedorastającą intelektualnie mężowi do pięt. I tak gorąco mu współczuje, że musi się męczyć z głupią żoną, którą słusznie traktuje z pogardą. Ktoś bardziej doświadczony życiowo dostrzegłby może bezradną, stłamszoną przez męża kobietę, bohaterka jest jednak na to za młoda. Jako Atena ma też skłonność do idealizowania mężczyzn. Nie przychodzi jej na myśl, że Cavendish mógłby się równie paskudnie zachować wobec niej, co oczywiście się dzieje. Stosunek Rosiny do najstarszego syna państwa Cavendish, który wrócił na wakacje do domu, też cechuje charakterystyczny dla kobiet Aten brak cierpliwości dla marzycieli i wrażliwców. Wszystko powyższe sprawia, że wplątuje się w nieciekawą sytuację, oględnie mówiąc, oczywiście na własne życzenie, bo jak pisze Bolen w realizacji swoich planów bogini nie przejmowała się takimi sprawami jak: Czy to się godzi? lub Czy to jest moralne?. Scena kulminacyjna filmu przywodzi na myśl mit o Arachne. Arachne nie została ukarana za to, że podjęła współzawodnictwo z Ateną w tkaniu. Bogini rozzłościła się, bo tkaczka przedstawiła na swej tkaninie miłosne igraszki Zeusa. W filmie za pomocą kompromitującego zdjęcia publicznie zostaje ujawnione nieobyczajne zachowanie pana domu. Rosina musi opuścić posiadłość w atmosferze skandalu, potraktowana niesprawiedliwie. Oczywiście jako kobieta Atena, praktyczna, z żyłką do interesów, poradzi sobie. Kilka lat później widzimy ją jako właścicielkę studia fotograficznego w Londynie.

Demeter
  Keri Russell jako Demeter

 Ilustracją kobiety o silnym archetypie Demeter będzie bohaterka filmu Adrienne Shelly pod tytułem Kelnerka z 2007 roku. W głównych rolach występują Keri Russell (Jenna) i Nathan Fillion (dr Pomatter). Jenna pracuje jako kelnerka w niewielkim amerykańskim miasteczku. Łatwo ją polubić, ze względu na cechy charakterystyczne dla kobiet spod znaku Demeter. Jest konkretna, praktyczna, jednocześnie ma w sobie dużo ciepła. Z opiekuńczego stosunku do otoczenia wynika jej skłonność do niesienia pomocy. Demeter jest szczęśliwa, kiedy może spełniać rolę żywicielki. U Jenny objawia się to, a jest w tym kierunku bardzo utalentowana, hurtowym pieczeniem ciast. Demeter to matka, symbolizuje instynkt macierzyński u kobiet. Głównym tematem filmu jest niechciana ciąża bohaterki. Jean Bolen w swoim poradniku pisze: Reakcja na nieplanowaną ciążę zależy od tego, jak silnie zaznacza się obecność Demeter w psychice. Jeśli ten archetyp panuje niepodzielnie kobieta będzie chciała urodzić dziecko bez względu na okoliczności i sytuację życiową. Jenna ma wątpliwości, czy chce być w ciąży ze swoim paskudnym, manipulującym mężem, z którym miała zamiar się rozwieść. Dziecko komplikuje sytuacje, jednak mimo wszystko postanawia je urodzić. Sytuacja z mężem ulega zawieszeniu, a bohaterka wdaje się w romans. Według książki Boginie w każdej kobiecie relacje z mężczyznami dla kobiet Demeter często okazują się pułapką. Macierzyńskie cechy Demeter i jej problem z mówieniem nie powodują, że lgną do niej mężczyźni niedojrzali lub z cechami socjopatycznymi. W pierwszym przypadku Demeter nie ma wysokich wymagań i może się z kimś związać tylko dlatego, że on taki biedny. W drugim, mężczyźni na kobiecie pasożytują odwołując się do jej instynktu dawania. W przypadku Jenny mąż stanowi typ drugi, a kochanek to, i niech nas nie zwiedzie wdzięk wcielającego się w tę rolę Nathana Filliona, ten biedny, którego żona nie rozumie. Dodatkowo narusza on zasady etyki lekarskiej sypiając z pacjentką. Do konfrontacji między panami dojdzie w szpitalu po porodzie Jenny; zdradzana żona też zbiegiem okoliczności się tam znajdzie. I tylko nie będzie tam zagubionej dziewczyny. Zamiast niej będzie kobieta, która wie, kto jest w jej życiu najważniejszy i że zrobi wszystko, by jej córka była szczęśliwa.  
__________
Część druga: Boginie w każdej kobiecie, Jean Sinody Bolen (2)

niedziela, 24 marca 2019

"Matka Joanna od Aniołów", Jarosław Iwaszkiewicz

 Matka Joanna od Aniołów to opowieść o opętaniu. Rzecz dzieje w XVII wieku na wschodnich kresach Rzeczpospolitej, w okolicach Smoleńska, w małej miejscowości Ludyń. Tam właśnie ksiądz Suryn, teolog i egzorcysta, zostaje posłany, aby wypędzić demony jakie opętały zakonnice. Najbardziej opętaną zaś zdaje się być przeorysza - matka Joanna od Aniołów.

 Opowiadanie Iwaszkiewicza jest utworem, w którym każdy element jest świetnie skonstruowany. Zwięzłe, sugestywne, fenomenalne opisy jesiennego pejzażu, których emocjonalne zabarwienie ciągle się zmienia. Pokazanie rozrastającej się ciemności nocnej, zapachu opadłych liści, zamierającej jesienią przyrody, budują klimat nieokreślonego końca. Już w jednej z pierwszy scen ukazany jest przedmiot, który odegra ważną rolę w dramatycznym finale. Pojawianie się postaci drugoplanowych, zawsze przykuwających uwagę, jest za każdym razem znaczące, na przykład: obecność pewnego szlachcica, stojącego przy księdzu Surynie, jak zły duch, w  przełomowych momentach. Wszystko zresztą, co dzieje się w tle jest też ważne i trafnie oddane. Atmosfera strachu i sensacji panująca w miasteczku, nie tylko związana z nawiedzeniem klasztoru przez diabły -  spalono tu miejscowego księdza, którego zakonnice oskarżyły o czary. Opętanie jest również największą atrakcją Ludynia. Jedni wierzą w nie głęboko, niektórzy mają wątpliwości, dla innych nie ma znaczenia, czy opętanie jest prawdziwe, liczy się widowiskowe przedstawienie. Ono ściąga możnych tego świata do mieściny, takich jak królewicz Jakub Sobieski. Klerowi natomiast diabelskie opętanie świetnie służy do manipulacji wiernymi. Znakomici są wreszcie główni bohaterowie: matka Joanna i ksiądz Suryn, w jakiś dziwny sposób podobni do siebie.

 Kim jest bowiem matka Joanna? Szlachcianką z podupadłej książęcej rodziny, którąś już z kolei córką, z wadą urody uniemożliwiającą zamążpójście (które niekoniecznie musiało być wyborem lepszej drogi życiowej, o czym świadczy smutna piosenka śpiewana w oberży). Przykuta do swojego miejsca, wyznaczonej roli, nie chce być, tak twierdzi, jedną z tych przemijających bez wzmianki, nikogo nieobchodzących, postaci. Los księdza Suryna też jest określony. Jako trzynastolatek trafił do zakonu i spędził tam całe dotychczasowe życie. Z klasztornej monotonii wyrywa go dopiero polecenie udania się do Ludynia i odprawienia egzorcyzmów. Wytrącony zostaje ze swojej codzienności już samą podróżą: poruszyła go; niby zastałą beczkę, wstrząśniętą ruchem, przepełniły go prądy z dna i wspomnienia. A potem mierzy się z sprawą, która go emocjonalnie przerasta. Wszystko, w co wierzył, staje się zetlałe. Bezsilność każe mu użyć się skrajnych środków, takich jak, między innymi, wizyta u rabina.

  Czy nawiedzenie przez demony jest prawdziwe? Jest to kwestionowane przez różne postacie, na przykład, siostrę Małgorzatę - jedyną nieusidloną przez diabły, co znaczące, często łamiącą regułę zakonną wymykaniem się do miasteczka na plotki. Sceptyczny jest też stary proboszcz. Więc może opętanie to brak dobra? Anioł odleciał od matki Joanny i oto została sama z sobą. Przejaw poczucia winy? Pytania się mnożą. Czy bezsilność może prowadzić do pychy a ta do desperackich czynów? Czy wiara chroni przed złem a jej utrata do niego prowadzi? Czy opętanie jest tylko maską  mającą usprawiedliwić popełniane zło, albo czy taką maską może być uczucie do drugiego człowieka? Zakończenie Matki Joanny od Aniołów zostawia czytelnika z pytaniami bez odpowiedzi i w tym tkwi siła oddziaływania tej historii.


Ekranizacja opowiadania w reżyserii Kawalerowicza jest równie dobra, co oryginał. Źródło zdjęcia: Filmweb.

niedziela, 17 lutego 2019

"Kot. Historia i legendy", Laurence Bobis

Kot. Historia i legendy Laurence Bobis przedstawia złożone dzieje kota w historii europejskiej. Książka obejmuje okres od starożytności do XIX wieku, ale najobszerniej opowiada o średniowieczu, bo wtedy tworzy się świat wyobrażeń, który w swoich głównych zarysach jest punktem wyjścia do naszego współczesnego stosunku do kota. Jak twierdzi francuska autorka, pisanie o historii kota to szukanie śladów polegające na przeczesywaniu tekstów literackich, teologicznych, życiorysów świętych, przepisów prawnych, recept leczniczych i kulinarnych, zapisów dawnych wierzeń ludowych, a także oglądanie obrazów, rzeźb i rysunków w średniowiecznych rękopisach. Książka, która powstała w wyniku tych poszukiwań zwięźle i ciekawie prezentuje obszerną wiedzę o relacji człowieka i kota. Już kilka przykładów tytułów rozdziałów brzmi zachęcająco i świadczy o szerokim omówieniu tematu: Rywal Boga?, Święci i mnisi szturmowani przez koty, Sprzedać skórę z kota, Kot i kobieta, Koty czarodziejskie, koty potworne, Umoralnianie kota, Bożek heretyków, Czarownica w kota zamieniona, Zwierzę prostaka i szaleńca, Mysi trybunał.

Udomowienie kota wiąże się z rozwojem rolnictwa i Laurence Bobis opisuje krótko te początki, a także powszechnie znany kult jakim otaczano koty w starożytnym Egipcie. Podaje przy tym interesujące i mało znane szczegóły, jak na przykład: panujący nad Nilem zwyczaj golenia brwi na znak żałoby po śmierci kota. Omawia także dystans z jakim traktowano to zwierzę w świecie grecko-rzymskim. Arystoteles pisze o kocie, jako o przedstawicielu fauny nilowej i przypisuje mu wybujały temperament. Cyceron cześć jaką otaczany jest w kulturze egipskiej kot traktuje drwiąco. Autorka zwraca uwagę, że skojarzenia, które wydają się nam tak oczywiste, niekoniecznie były takie w przeszłości. W starożytności częściej zwierzęciem stawianym w parę z kotem nie jest, tak oczywista dla nas, mysz, lecz ptak. I ma to metaforyczne znaczenie - kot łowiący ptaki jest utożsamiany z uwodzicielem "polującym na dziewczęta". 

Kot staje się zwierzęciem pospolitym już we wczesnym średniowieczu o czym świadczy jego obecność w mitologii skandynawskiej (historia o Thorze, któremu udaje się unieść tylko jedną łapę kota) i zapiski w kodeksach irlandzkich i walijskich. Zwłaszcza te ostatnie szczegółowo regulują rożne kocie kwestie, między innymi, jak ma wyglądać odszkodowanie za kradzież kota - złodziej winien sypać proso przeznaczone do zmielenia, aż do chwili, gdy zakryje ono zwierzę. Sekret unieruchomienia kota w czasie tej procedury nie przetrwał do naszych czasów.

Jednak ogólnie stosunek do kota w średniowieczu jest ambiwalentny. Oczywiście kot pełni kluczową funkcję ekonomiczną i profilaktyczną, chroni domy przed gryzoniami, ale jednocześnie balansuje na granicy tego, co swojskie i dzikie, uosabia naturę silniejszą niż wychowanie. Jest też dla człowieka zwierciadłem, w którym widać zdeformowane ludzkie wady, takie jak: spryt, pożądliwość, zmienność, rozwiązłość, złośliwość, łakomstwo, hipokryzja. Porównanie kobiety do kota pojawia się często w mizoginicznych tekstach średniowiecznych. Kotka, według autora włoskiego pamfletu, to istne "godło kobiety", raz jest łakoma i podstępna, to znowu perfidna lub przymilna. Podobnie jak kot kieruje się instynktem i głosem ciała. Nawet jeśli w średniowieczu kot jest znacznie częściej krytykowany niż chwalony, to jednak właśnie wtedy zostaje ukazany związek miedzy kotem a człowiekiem.
Pierwsze zdjęcie kota z 1885 roku, Imperium Brytyjskie, fot. Harry Pointer; kot miał na imię Szach. Źródło zdjęcia: histografy.pl

Pisanie o jakimś zjawisku świadczy o jego występowaniu. Jeśli kot miał być, jak podkreślano, wyłącznie zwierzęciem użytkowym i potępiano przyjemność jaka płynie z towarzystwa kota, a także zastanawiano się nad kwestią czy pustelnik jest naprawdę samotnym pokutnikiem oddanym tylko Bogu, jeśli towarzyszy mu kot, to ludzi lubiących koty musiało być w średniowieczu więcej niż się to na pierwszy rzut oka wydaje. I tu warto przytoczyć z bogactwa kocich spraw poruszanych przez książkę interesującą kwestię koloru sierści, bo pośrednio łączy się ona z nieufnością z jaką duchowni patrzyli na relację człowiek kot. Utożsamienie czarnego kota z siłami zła, czy wręcz diabelskimi nie było początkowo w średniowieczu oczywiste. Często diabła przedstawiano jako rudego mężczyznę, więc rude koty zaczęły być z nim kojarzone. Wierzono powszechnie, że głaskanie białego kota, ze względu na jego urodę sprawia większą radość niż głaskanie inaczej umaszczonego zwierzęcia, więc biały kot był podejrzany jako ten, który kusi do zła. Pewien franciszkanin stworzył opowieść o białym kocurze o imieniu "Zły Pan". Dopiero później kot koloru czarnego staje ulubionym wcieleniem szatana i jego stereotypowe wyobrażenie coraz silniej utrwala się w kolejnych opisach: jest to czarny kot nieprzeciętnych rozmiarów. Autorka snuje przypuszczenia, że to może dominikanie odegrali znaczącą rolę w rozpowszechnieniu się wyobrażenia satanistycznego kota i utrwaleniu w kulturze antagonistycznej pary psa i kota. W drugiej połowie dwunastego wieku pojawia się motyw kota-idola, który objawia się heretykom. Przenika on potem do legendy o świętym Dominiku, założycielu zakonu dominikanów powołanego do walki z herezją. Zakonu, którego nazwa przywołuje łacińskie słowa: Domini canes, czyli dosłownie "psy Pana".

Wróćmy do tak zachwalanej w średniowieczu użyteczności kota. Podstawowym jego obowiązkiem było łowienie myszy, ale bywał też używany do innych celów. Spożywanie kotów było kontrowersyjne, nakładano pokutę na osobę, która dopuściła się takiego czynu. Hildegarda z Bingen twierdziła, że jedzenie mięsa kota sprawia, że ciało ogarnia szaleństwo, ale ślady archeologiczne we Francji wskazują, że w wypadku klęski głodu zwierzęta te były zjadane. Z drugiej zaś strony składniki pochodzące z ciała kota stosowano w leczeniu różnych dolegliwości i sporządzania medykamentów. Traktowanie kota jako zwierzęcia futerkowego było powszechne, więcej, w ramach propagowania skromności w zakonach nakazywano noszenie futra tylko z owcy, kota i królika. Autorka pisze, że w średniowieczu pojawia się wiele opowieści o przypalonym kocie, wskazującym na powszechność praktyki przypalania futerka kota, by bronić go przed kuśnierzem. Z czasem nabierają one przenośnej treści o tym, że prawdziwa wartość skrywana jest pod brzydotą, a także służą do krytykowania zamiłowania kobiet do strojenia się.

Książka traci swój rozmach przechodząc do omawiania czasów nowożytnych. Renesans przynosi zmianę relacji człowiek - kot. Ludzie chętnie okazują przywiązanie kotom, zachowują się ich imiona, a wady im przypisywane przekształcają się w zalety. W czasie Rewolucji francuskiej sławi się je jako wolne i niezależne zwierzęta. W XIX wieku powstają pierwsze organizacje mające chronić koty przed ludzkim okrucieństwem. Kot. Historia i legendy kończy się rozdziałem o gloryfikacji kota w literaturze, czego przykładem ma być pierwsza powieść, w której kot jest narratorem, czyli Kota Mruczysława poglądy na życie E. T. A. Hoffmana z 1822 roku. Późniejsze czasy przynoszą wysyp kotów literackich, by wymienić najbardziej znane: Pluto z opowiadania E. A. Poego Czarny kot, Kot z Cheshire z Alicji w krainie czarów, koty z wierszy T. S. Eliota, Behemot z Mistrza i Małgorzaty Bułhakowa. Współczesna literatura charakteryzuje się więc bogactwem utworów o kotach w porównaniu ze średniowieczem, z której to epoki zachował się jeden sławiący kota wiersz na marginesie rękopisu irlandzkiego z IX wieku. Poemat opowiada o biały Pangurze i padają w nim słowa, które można odnieść do wszystkich kotów świata:

Kot jest mistrzem - ani słowa
I zna swoje ścieżki własne

_____________
Całość poematu o białym Pangurze w tłumaczeniu Ernesta Brylla i Małgorzaty Goraj-Bryll można przeczytać tu. Pangur był też uroczo przedstawiony w zachwycającej pod względem plastycznym animacji dla dzieci: Sekret księgi z Kells z 2009 roku.