Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Myśliwski Wiesław. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Myśliwski Wiesław. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 lipca 2026

"Ostatnie rozdanie" Wiesław Myśliwski


(...) człowiek jest z istoty wielobytem, konsekwencją niekończącej się mnogości wyobrażeń siebie (...). Pragnienie poznanie siebie jest to tylko daremnym błądzeniem pośród tych wyobrażeń. Być może nawet czymś w rodzaju tęsknoty za sobą, rozpaczy za sobą, ale też ustawiczną ucieczką od siebie w nasze o sobie wyobrażenia. Powie ktoś: a pamięć? Czyż nie jest strażnikiem naszego ja? Czyż nie zapewnia nam poczucia, że to my, nie kto inny? Otóż nie radziłbym ufać pamięci, jako że pamięć jest podległa naszej wyobraźni, więc nie może być wyrocznią prawdy o nas. Tak naprawdę kim jesteśmy zawdzięczamy wyobraźni. 
 
 
Ostatnie rozdanie Wiesława Myśliwskiego jest zapisem życia pewnego mężczyzny i jego konfrontacji z własnymi wyborami, wyobrażeniami oraz pamięcią. Osią książki jest stary, spięty gumą notes z nazwiskami i imionami, który bezimienny narrator próbuje uporządkować, zastanawiając się, które nazwiska wykreślić, kogo zostawić. Przeglądanie rozsypujących się kartek przywołuje wspomnienia, zwłaszcza te z domu rodzinnego, z czasów dzieciństwa i młodości, które przypadły na okres tuż powojenny. Jest to opis świata mocno zanurzonego w PRL-u, który staje się stopniowo bliższy naszej współczesności, mglisto określonej. Można się z tego upływu czasu domyślić, że bohater przekroczył już znacznie wiek średni. W dzieciństwie mieszkał w małym miasteczku, gdzie matka prowadziła pensjonat. Uczył się w liceum plastycznym. Potem studiował malarstwo, które porzucił, podobnie jak naukę krawiectwa, by wreszcie dorobić się majątku na robieniu różnych interesów. 
 
Jest w głównej postaci powieści wewnętrzny niepokój, który każe jej co jakiś czas przeglądać notes. Ten niekończący się proces porządkowania notatek staje się próbą opowiedzenia sobie swojego życia, zrozumienia go poprzez relacje z innymi, jakkolwiek byłyby one nietrwałe, czy zerwane. Najczęściej wspomina matkę, swoją pierwszą miłość, mieszkańców miasteczka, zwłaszcza miejscowego krawca, jego pomocników, szewca, z którym grywał namiętnie w pokera. Czasami są to historie o ludziach spotkanych przelotnie, których zachowania czy słowa na zawsze utrwaliły się w jego pamięci. Obraz, jaki się wyłania ze wspomnień sprawia wrażenie, że osoby z przeszłości bohatera są intensywniej istniejące, bardziej żywe niż on sam. Tak jakby on, ciągle zmieniający mieszkania, zajęcia, pogrążony w robieniu coraz to innych interesów, niespokojny duch niemogący się przywiązać na dłużej do nikogo, istniał mniej. Jakby był kimś pustym i w pewien sposób dotkliwie świadomym tej wewnętrznej pustki, stąd to ciągłe dążenie do jej chwilowego wypełnienia. Wybór nieustanych życiowych zmian, jeśli to był wybór a nie zdanie się na przypadek lub ucieczka (od samego siebie? pójścia na kompromisy? od przywiązania się do kogoś?) stał się jego sposobem na życie. Może zaś w tych ciągłych poszukiwaniach, porzucaniu miejsc i ludzi jest uwydatniona nie tylko prawda o bohaterze, który opowiadając kiedyś dziecku baśń  - w gruncie rzeczy o sobie samym - najczęściej powtarzał zwrot: w tym momencie, lecz też ogólnie o kondycji człowieka, który obecnie, bardziej niż kiedykolwiek w przeszłości, ma silne poczucie tymczasowości wszystkiego.
 
Ostatnie rozdanie stawia fundamentalne pytania o to kim jest człowiek, czym jest pamięć, czy da się uchwycić sens życia, odczytać własny los. Refleksje, które snuje, są jednak dalekie od abstrakcyjnych rozważań. Powieść rozgałęzia się na historie o poszczególnych postaciach, mocno osadzone w codzienności. Dzięki uważnemu przyglądaniu się ich losom i charakterom pokazuje indywidualność i niepowtarzalność każdego z nich, czyni zwykłych ludzi niezwykłymi. Należy jeszcze podkreślić, że ponieważ główny bohater to niedoszły artysta, książka jest malarska, nasycona obrazami. Nie chodzi tylko o piękno i obrazowość języka, które sprawia, że poszczególne sceny zostają na długo z czytelnikiem. Ani też o opisy prac malarskich, w większości potencjalnych, choć są to fascynujące fragmenty książki, stawiające pytania w różnych kontekstach o to, czym jest sztuka. Po prostu patrzenie, uważne przyglądanie się (życiu, światu, ludziom) jest ogromnie ważne w powieści zarówno w sensie dosłownym, jak i metaforycznym. Na przykład, jeden z jej najpiękniejszych rozdziałów dotyczy wyglądania przez okno: Zastygałem nieraz na długo w tym oknie patrząc. I wystarczyło mi, że patrzę. Miałem poczucie, że nie dlatego patrzę, że mam oczy, lecz jakbym został obdarzony przez ten widok za oknem łaską patrzenia. I może nawet jestem, dzięki temu, że patrzę. 

niedziela, 21 czerwca 2026

21 czerwca - pierwszy dzień lata

"Na jeziorze zalegała o tej porannej porze mgła, czasami tak gęsta, że gdy się stanęło na tym wysokim brzegu, wzrokiem nie docierało się do lustra wody w dole. Dopiero kiedy wstające po drugiej stronie na przeciwległym brzegu słońce zaczynało rozrzedzać mgłę, wyłaniało się z wolna i jezioro. Było coś niezwykłego w tym słońcu wydostającym się z takim uporem i przebijającym się przez mgłę jakby zacieśniającą się przed nim w obronie. Ale, być może, już zapomniałem, jak wstaje słońce, i teraz na nowo to odkrywałem. Bo też kiedy ja widziałem ostatni raz wstające słońce, próbowałem sobie przypomnieć. Musiało to być bardzo dawno, tak że pamięć się zerwała. 
 
Pożałowałem, że nie maluję już, bo gdybym malował, postawiłbym na brzegu sztalugi i próbował przenieść to słońce na płótno. Miałbym nawet tytuł Narodziny słońca. Omal bezświetliste, odarte z promieni, pozbawione ciepła, rozrzedzone przez mgłę, która jakby je wsysała, wraz z całym światem, że nawet ziemia nie miała siły, aby mu pomóc. Czułem niemal jego ból, jego niewiarygodny wysiłek, gdy wypychało się samo na ten świat. Wydawało mi się, że unosi z sobą również całą ziemię wraz z tą przepastną mgłą. I doznawałem wręcz ulgi, gdy się wreszcie wydobyło. Po czym zmierzając szerokim pasem po wyrąbanym jakby dla niego lesie, aby go nic już nie zatrzymało na drodze do jeziora, dochodziło po tamtej stronie do brzegu i zanurzało się, obmywając ze swojej męki. I już po tafli, rozbryzgując mgłę promieniami, szło najwyraźniej ku nam, że nawet czułem jakiś rodzaj napięcia, towarzyszący zapewne każdemu oczekiwaniu, kiedy podejdzie pod ten wysoki brzeg, gdzie staliśmy ja i mój Oskar. Pewnie czuł to samo i Oskar, bo nie dał się nigdy odciągnąć, dopóki słońce nie podeszło na tyle blisko do nas, że mogłem powiedzieć, dzięki ci, słońce, żeś wzeszło, a Oskar radośnie zaszczekał. Po kilku dniach sam mnie już ciągnął każdego ranka na ten brzeg. Przysiadał na tylnych łapach i ani zaskamlał, warknął czy zaszczekał. Podnosił tylko łeb i z niepokojem na mnie popatrywał. I czekaliśmy, kiedy słońce zacznie wschodzić, i dopiero gdy podeszło do nas, dał się poprowadzić w las."
 

  

Róża Morning Sun 

_____

Ostanie rozdanie Wiesław Myśliwski  

sobota, 25 marca 2023

25 marca - rocznica urodzin Wiesława Myśliwskiego

 

"Wyznania z natury rzeczy nie są sprawą łatwą. Ale wyznanie pisarskie jest chyba najbardziej podatne na konwencjonalność, na okazjonalność, na koniunkturalność, ponieważ tak zwana świadomość literacka podlega presji zbyt wielu okoliczności, i to zarówno zewnętrznych, społecznych, jak i wewnętrznych, emocjonalnych i intelektualnych. Toteż ilekroć staję przed faktem zmuszającym mnie do określenia relacji między moją twórczością o mną, do samointerpretacji tego, co piszę, dlaczego piszę, z jakiego źródła bije moje pisarstwo, nachodzi mnie obawa, czy to, co powiem, będzie prawdą, półprawdą czy całkowitą mistyfikacją owej świadomości. 
  Nie wiem bowiem, jaka jest prawda we mnie. Gdybym to wiedział, nie uprawiałbym literatury. Gdybym to wiedział, musiałbym wówczas siebie zaakceptować lub odrzucić, a wyrosła z takich przekonań literatura byłaby albo ciągłym utwierdzaniem się w samozadowoleniu, albo ciągłym samounicestwieniem. Tym samym pozbawiona by została swojego naturalnego powołania, jakim jest ustawiczne poszukiwanie. Czy więc byłaby jeszcze literaturą? Literatura jest przecież nie tylko poszukiwaniem prawdy o świecie, jest także, a może przede wszystkim, poszukiwaniem prawdy o sobie samym, pragnieniem dotarcia do siebie poprzez pisanie o innych, a tym samym odnalezienia siebie wśród innych. W nie zrutynizowanym akcie twórczym nie ma takiej kolejności, że coś najpierw wiem i dopiero o tym piszę. Piszę, bo nie wiem. Literatura nie jest więc dla mnie ilustracją tego, co wiem, jest ledwo tlącą się o wieczorze naftową lampą w dawnej chłopskiej izbie, prowadzącą mnie po mrokach mojej niewiedzy, mojego nieodczuwania, i nieprzeczuwania. Każde słowo jest wydarciem z siebie cząstki tajemnicy, każde zdanie poszerzeniem granic swojej wyobraźni, swojej wrażliwości. Toteż moje książki wiedzą więcej o mnie niż ja sam i wiedzą prawdziwiej."
_______
W środku jesteśmy baśnią. Mowy i rozmowy. Wiesław Myśliwski Wydawnictwo Znak Kraków 2022
Zdjęcie z 2006 roku. Autorem zdjęcia jest Mariusz Kubik. 

piątek, 2 września 2022

"W środku jesteśmy baśnią. Mowy i rozmowy" Wiesław Myśliwski


 Piszę, bo nie wiem. Literatura nie jest więc dla mnie ilustracją tego, co wiem, jest ledwo tlącą się o wieczorze naftową lampą w dawnej chłopskiej izbie, prowadzącą mnie po mrokach mojej niewiedzy, mojego nieodczuwania, i nieprzeczuwania. Każde słowo jest wydarciem z siebie cząstki tajemnicy, każde zdanie poszerzeniem granic swojej wyobraźni, swojej wrażliwości. Toteż moje książki wiedzą więcej o mnie niż ja sam i wiedzą prawdziwiej.

 W środku jesteśmy baśnią to książka, która ukazała się z okazji 90-tych urodzin Wiesława Myśliwskiego. Składa się ona z dwóch części. Krótszej, zatytułowanej Mowy, zawierającej teksty publicznych wystąpień pisarza. Najważniejszym z nich, do którego autor wielokrotnie się odwołuje, jest tutaj esej Kres kultury chłopskiej. Są tu także wspomnienia czy szkice o innych artystach. Druga część książki, o wiele obszerniejsza, o tytule Rozmowy to wywiady udzielone przez Wiesława Myśliwskiego na przestrzeni lat. Najstarszy pochodzi z roku 1986, najnowszy z 2020, zazwyczaj związane są one z premierą kolejnej powieści autora. Ponieważ pisarz stanowczo odżegnuje się od udzielenia kiedykolwiek wywiadu-rzeki, można potraktować tę pozycję jako jego ekwiwalent. 

Z przewijających się w tej książce tematów, obok wątków autobiograficznych, trzy są najbardziej fascynujące: kultura chłopska, spojrzenie na literaturę i proces twórczy, i wreszcie kwestie najistotniejsze: pytania o sens istnienia. 

  Kultura chłopska jest kulturą umarłą. I jak zaznacza Myśliwski: To, że musiała umrzeć jest normalnym wyrokiem dziejów. Postuluje on krytyczne przyjrzenie się jej dziedzictwu i stosunkowi do tej kultury. Brak jej zrozumienia objawiał się w przeszłości, z jednej strony chłopomaństwem czy bardzo charakterystycznym dla PRL-u sprowadzaniem całego jej bogactwa do folkloru, z drugiej zaś niedocenianiem czy lekceważeniem - przypisywaniem sobie przez inteligencję polską wyłączności na tworzenie narodowej kultury, czego konsekwencją stało się zubożenie czy wręcz zafałszowanie perspektywy w widzeniu roli innych. 

 Myśliwski podkreśla niezmiennie, że kultura chłopska jest wielką inspiracją dla jego twórczości, i to na wielu poziomach, zwłaszcza zaś języka, przy czym nie interesuje go żadna gwara a duch chłopskiej  mowy, jej wewnętrzna wolność, charakterystyczna dla języka mówionego. Z tym ponadto wiąże się to, o czym opowiada wielokrotnie, bardzo oryginalna metoda, jaką stosuje przy tworzeniu swoich powieści.To oczywiste, że język jest podstawowym narzędziem dla pisarza. W przypadku jednak Myśliwskiego ma on jeszcze bardziej wyjątkowe i ogromne znaczenie:

 Jeśli mam przeczucie struktury językowej, która wydaje się nośna i pojemna, to język powoła wszystko: bohatera, który z kolei powoła swój los, powołując zaś własny los stworzy inne postacie i świat (...). 

To przeczucie struktury językowej pojawia się wraz z pierwszym zdaniem, stąd też jego wielka waga: 

bo w pierwszym zdaniu jest w gruncie rzeczy cała książka. Jest już potencjał całej książki. Nie chcę powiedzieć, że plan. Ja bym w ogóle nie napisał książki, gdybym miał plan. Nigdy nie robię żadnego planu. Nigdy nie notuje, co będzie najpierw, potem i tak dalej. I co będzie na końcu. W ogóle nie wiem, o czym piszę, i pierwsze zdanie to jest takie zaczepienie kotwicą świata. Co będzie dalej nie wiem, ale od tego zaczepienia kotwicy wszystko się zaczyna.

 To pisanie bez planu też jest bardzo charakterystyczne dla tego autora, bo proces tworzenia traktuje jako proces poznawczy - nie byłoby po co pisać, gdyby pisanie nie poszerzało granic moich własnych uczuć i myśli. 

 Myśliwski twierdzi też, że poczucie dotkliwości istnienia jest konieczne, aby tworzyć. Zdania mówiące o konieczności akceptacji tragiczności życia, o ważnym dla autora rozróżnieniu między życiem a losem, wielokrotnie wracają, bo te kwestie są bardzo ważne dla pisarza. Trzeba bowiem zaznaczyć, że cechą tej książki, którą można uznać za wadę, acz niekoniecznie, jest pewna powtarzalność myśli, stwierdzeń czy wątków autobiograficznych, wynikająca po prostu z jej charakteru. Rozmówcy Myśliwskiego bywają rozmaici, na różne sprawy kładą nacisk, czasami czuć, że rozmowa dla obu stron jest męcząca. Pytania z wywiadów, które dzieli kilka lat, siłą rzeczy się powtarzają. Podobnie odpowiedzi. Z tego względu, by być może uniknąć znużenia, lepiej dawkować sobie tę lekturę, nie mniej jednak warto po nią sięgnąć.