Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Montgomery Lucy Maud. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Montgomery Lucy Maud. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 grudnia 2014

Trzy pytania dręczące czytelników

Trzy pytania, nie dające spokoju czytelnikom (a czasami także ich mamusiom), na które autorki nie udzieliły odpowiedzi, są przedmiotem tego wpisu. Kolejność pytań jest nieprzypadkowa. Ułożone zostały tak, by to najbardziej intrygujące znalazło się na końcu.
Na pociechę można z ilustracji do wpisu dowiedzieć się, jak na prawdę wygląda Piżmowiec.

Pytanie pierwsze: W co się zmieniła sztuczna szczęka Piżmowca z Doliny Muminków Tove Jansson?

Pewnego dnia Piżmowiec miał pecha. Pękł sznur hamaka i biedak wylądował na ziemi. Oświadczył więc, że rodzina Muminków doprowadziła go do ostateczności i zamierza teraz wieść życie pustelnicze w pobliskiej jaskini.
"- Jakże niepotrzebna jest ta cała bieganina, gadanina, budowanie domów, gotowanie jedzenia i gromadzenie własności." Jako filozof  nie stworzony do rozmyślania o przyziemnych sprawach dodał jeszcze: "Możecie mi przynosić jedzenie dwa razy dziennie, ale nie przed dziesiątą."
Udał się do swojej nowej siedziby, rozejrzał i wówczas wzrok jego padł na Czarodziejski Kapelusz, który Muminek i Włóczykij ukryli w najdalszym kącie jaskini. Ukryli nie bez powodu, bowiem rzecz włożona do niego zmieniała się i nigdy nie było wiadomo, w co się przeobrazi. Piżmowiec postanowił się zdrzemnąć i przechować w kapeluszu sztuczną szczękę, by się nie zapiaszczyła. I to był błąd.
Następne, co zobaczyła rodzina Muminków wybierająca się na wycieczkę, to galopujący i wrzeszczący Piżmowiec. "Biegł z wytrzeszczonymi oczami i zjeżonym włosem. Wymachiwał łapkami i plótł coś bez związku.(...) Gdy Włóczykij z Muminkiem zajrzeli ostrożnie do jaskini, wszędzie na piasku było widać dziwne ślady, jak gdyby ktoś tam tańczył i skakał.
 - To nie są ślady łapek Piżmowca - powiedział Muminek. -Zastanawiam się czy to w ogóle są ślady łapek - powiedział Włóczykij. - Wyglądają bardzo dziwnie."
W tym miejscu autorka zrzuciła ciężar wyjaśnień na cudze barki, dając następujący przypis:
"Jeśli jesteście ciekawi w co zamieniły się sztuczne zęby Piżmowca, spytajcie o to waszą mamusię. Ona z pewnością będzie wiedziała."

Szukając ilustracji do wpisu odkryłam, że ktoś tu się podszywa pod zwierzę nazywane piżmowcem.
źródło ilustracji

Pytanie drugie: Komu ciotka Becky zapisała swój dzban w książce Dzban ciotki Becky (A Tangled Web) Lucy Maud Montgomery?


Dzban był w posiadaniu klanu Darków i Penhallowów od ponad stu lat. Było to ogromne brzuchate naczynie wykonane za czasów panowania Jerzego IV i przywiezione na Wyspę Księcia Edwarda przez jednego z przodków. Nie był specjalnie cenny, ani ładny (posklejany, z obtłuczonym dzióbkiem), ale stanowił rodzinną pamiątkę i jako taki, był upragniony prawie przez każdego członka tej rozgałęzionej familii. Wszystkich więc zelektryzowała wiadomość, że obecna posiadaczka dzbana ciotka Becky zamierza wydać bankiet i na nim oznajmić, kto po jej śmierci otrzyma rodzinny skarb.
Jak stado harpii zgromadzili się wokół łoża ciotki Becky, każdy licząc, że właśnie jemu przypadnie dzban. Ciotka Becky dobrze o tym wiedziała i postanowiła po raz ostatni zakpić sobie z rodziny. Była bardzo złośliwą, znającą tajemnice wszystkich osiemdziesięcioletnią staruszką, przywódczynią klanu, bowiem każdy w głębi serca jej się obawiał i panowało powszechne przekonanie, "że sam diabeł zmykałby przed jej językiem." 
"- Wszyscy umieracie z ciekawości, kto dostanie ten dzban - zauważyła - ale będziecie musieli uzbroić się w cierpliwość. Zamierzałam wam to dzisiaj powiedzieć, ale przyszedł mi do głowy lepszy pomysł. Dzban wręczę powiernikowi, który przechowa go, i dopiero gdy od ostatniego dnia października upłynie rok, dowiecie się, komu jest przeznaczony. (...) Być może zostawię zapieczętowany list z nazwiskiem szczęśliwego wybrańca (...) niewykluczone, że upoważnię powiernika, aby to on wybrał osobę (...) nie zapominając jednak o moich sympatiach i uprzedzeniach."
I tu posypała się litania wad poszczególnych członków rodziny.
Rok szybko upłynął i był brzemienny w wydarzenia, oraz skandale rodzinne, bo wszyscy w swoich decyzjach uwzględniali nadzieję na dostanie dzbana. A w październiku okazało się, że nikt nigdy się nie dowie, co było napisane w zalakowanej kopercie ciotki Becky. Dlaczego i komu w końcu przypadł dzban? - proszę sprawdzić osobiście.

Czas na prawdę: tak wygląda prawdziwy piżmowiec. Źródło: Wikipedia.
Pytanie trzecie: Jak miała na imię główna bohaterka i narratorka powieści Rebeka Daphne du Maurier?

Nie wiemy jak brzmiało jej imię i nie dowiemy się tego nigdy. Oczywiście zyskuje ona nazwisko, kiedy wychodzi za mąż: de Winter. O jej nazwisku panieńskim, choć nie pada ono w tekście, czytelnik dowiaduje się, że jest trudne w pisowni (rzadko, kto pisze je bezbłędnie), urocze i niezwykłe, i bardzo pasuje bohaterce, tak jak pasowało do jej ojca. O imieniu ani słowa. Nikt nie zwrócił się do niej nigdy po imieniu przez prawie dwa lata (taki czas obejmuje akcja utworu), a przynajmniej nie zostało to zapisane na żadnej z czterystu stron książki.Tytułowa Rebeka, pierwsza żona męża naszej bohaterki tak dominuje w życiu narratorki, że ta biedaczka traci swoje imię i w żadnym miejscu powieści nie zostaje nazwana.

To zwierzę zbliżone najbardziej do postaci występującej w Muminkach to szczur piżmowy, inaczej piżmak.
Źródło zdjęcia: Wikipedia.

niedziela, 12 października 2014

Wielokrotnie

Dzień drugi – książka czytana wielokrotnie.

Podanie jednej książki przeczytanej więcej niż trzy razy przekracza moje możliwości. W dzieciństwie i młodości wielokrotna lektura była dla mnie normą. Z wiekiem  raczej mi przeszło. Pewnie wtedy, gdy uświadomiłam sobie, ile ciekawych książek czeka na przeczytanie. Jednak uważam, że powrót do ulubionych utworów to jak spotkanie ze starymi przyjaciółmi. Miło ponownie pobyć w ich towarzystwie.  A warto wracać z dwóch powodów. Po pierwsze ze względu na nas samych. Pięknie o tym mówi cytat z Atramentowego Serca Corneli Funke.

Zauważyłaś, że książka po kilkakrotnym przeczytaniu staje się o wiele grubsza, niż była? [...] Jakby za każdym razem coś zostawało między kartkami: uczucie, myśli, odgłosy, zapachy... A gdy po latach zaczynam ją kartkować, odnajdujemy w niej nas samych, młodszych, innych... Książka przechowuje nas jak zasuszony kwiat; odnajdujemy w niej siebie i jakby nie siebie.

Po drugie w związku z samą książką, by zobaczyć to, co przeoczyliśmy za pierwszym razem, przyjrzeć się konstrukcji i językowi i czerpać być może radość z innego odczytania. Powieść przeczytana kilka lat temu i dzisiaj mogą okazać się dwoma różnymi utworami.
Pozycji przeczytanych więcej niż trzy razy mam bardzo dużo. Pierwsze przykłady, jakie przychodzą mi do głowy: Mistrz i Małgorzata Bułhakowa czytana przez pewien czas regularnie, co wiosnę. Podobnie Trylogia Sienkiewicza bywała lekturą letnią. Książki Musierowicz i Chmielewskiej, Le Guin, opowiadania Sapkowskiego, Solaris Lema, Srebrne orły Parnickiego, Portret Doriana Graya Wilde'a, i tak listę można ciągnąć długo.

 Temat wyzwania obejmuje też książki przeczytane kilkakrotnie raz za razem. I tu pora ogłosić nie zwycięską książkę, ale autorkę i przyznać się publicznie do szaleństw czytelniczych. Oto ona:



Lucy Maud Montgomery. Źródło: Wikipedia



















Po pożyczeniu „Ani z Zielonego Wzgórza” z biblioteki przeczytałam ją sześć razy z rzędu. Po prostu kończyłam i zaczynałam od nowa.



I jeszcze jedna powieść tej autorki przeczytana sześciokrotnie z rzędu, tym razem na spółkę: „Dzban ciotki Becky”. Pochłonięty następująco: najpierw po cichu przeze mnie, potem na głos znów przeze mnie (bo musiałam, po prostu musiałam z zachwytu przeczytać ją swojej siostrze); kolejno jeszcze raz na głos czytałam ją na wyraźne żądanie siostry. Później ona przeczytała sobie jeszcze raz sama. 
 
Ulubione wydanie

Inne książki tej pisarki, zwłaszcza ukochany „Błękitny zamek”, pozostałe części cyklu o Ani, też były więcej niż trzy razy czytane, acz z przerwami.