Wcale nie jest tak trudno opisać rzeczy dostrzeżone. O wiele trudniej jest dostrzegać. Prawdziwy pisarz to nie ten, który dobrze pisze - to ten, który najwięcej dostrzega.
Szkice piórkiem to dziennik pisany przez Andrzeja Bobkowskiego we Francji w latach 1940 - 1944. Tematyka jego jest bardzo szeroka: analizy polityczne, literackie, filozoficzne mieszają się z zapisem codziennych wydarzeń. Sporą część stanowi dziennik podróży - opis wyprawy rowerowej wzdłuż południowego wybrzeża Francji. Przede wszystkim Szkice piórkiem są jednak kroniką czasu wojny, spiętą jak klamrą wejściem wojsk do Paryża, w czerwcu 1940 niemieckich, w sierpniu 1944 amerykańskich.
Wojenna codzienność we Francji opowiedziana jest wiernie, czasami ze zgryźliwą ironią. Bobkowski umie bowiem dostrzec nie tylko uciążliwość, grozę, ale i absurdy okupacyjnej rzeczywistości. Wszystko opisane jest błyskotliwie, z niechęcią do egzaltacji, choć kiedy trzeba, autor potrafi oddać stany emocjonalne zarówno własne, jak i zbiorowe. Na przykład dojmujące poczucie końca wszystkiego w 1940, gdy już wiadomo, że wojna jest przegrana, Paryż upadnie, a samego Bobkowskiego czeka przymusowa ewakuacja na południe wraz z fabryką, w której pracuje i konieczność rozstania z żoną:
Miałem uczucie, że stojąc (...), w pustym, prześlicznym ogrodzie, żegnam się bezpowrotnie ze wszystkim, z tą Francją, która była jak sen i pryska jak sen; z całą młodością - może z całą epoką. W upalnym powietrzu róże pachniały i jakiś odległy kobiecy głos uspokajał płaczące dziecko: "No już nie płacz..."
Drugim przykładem może być opis poczucia wyrzucenie poza czas nad Morzem Śródziemnym, gdy po klęsce Francji nie wiadomo, co robić dalej, a jutro wydaje się słowem z epoki, która minęła; czy wreszcie szał radości, jaki ogarnia cały Paryż na widok amerykańskich czołgów i rozpacz Bobkowskiego, bo nie ma najmniejszych szans, by te czołgi wjechały do Warszawy, w której trwa Powstanie.
Świetne są również opisy chłonięcia pejzaży, przyrody, zanurzenia się w tu i teraz. Pochwała śródziemnomorskiego słońca, morza, intensywności życia, zachłanne gromadzenie wrażeń. Z tego powodu strony poświęcone wyprawie rowerowej czyta się świetnie. Dziennik Bobkowskiego bywa jednak nierówny. Są partie mniej udane, na przykład: nudne recenzje paryskich przedstawień teatralnych.
Francja autora fascynuje i doprowadza do białej gorączki ze złości. Z jednej strony podziw dla francuskiej kultury (przewijająca się przez całe Szkice piórkiem fascynacja Balzakiem), wolności, stylu życia dążącego do harmonii i równowagi, ludzkiej miary wszystkiego, zachwyt wspaniałymi katedrami, starymi budowlami, zabytkami tak zwyczajnie wtopionymi w szemrzące życie. Jednak to zakorzenienie w przeszłości i kulturze, oprócz niewątpliwych zalet, ma również według Bobkowskiego drugą stronę: skostniałość. Autor ostro też pisze o klęsce Francji w 1940 roku: nie tylko nie chcieli się bić, ale
nie chciało im się nawet uciekać, a potem o kolaboracji pokazując gorliwości francuskich władz we współpracy z Niemcami. Co się zaś tyczy Polaków, to też nie ma większych złudzeń - zapisek z dnia 18.12.1940 - również by kolaborowali, gdyby Niemcom zachciało się być jak we Francji wielkodusznymi - pomachać nam biało-czerwoną chorągiewką...
