Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Winnicka Ewa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Winnicka Ewa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 stycznia 2018

"Był sobie chłopczyk", Ewa Winnicka

Był sobie chłopczyk  Ewy Winnickiej to niewielkich rozmiarów reportaż do przeczytania w jedno popołudnie. Jednocześnie ciężar emocjonalny książki sprawia, że pozostaje ona z czytelnikiem na długo. Przedstawia ona słynną, szeroko opisywaną w prasie, sprawę śmierci bezimiennego dwulatka znalezionego w stawie na obrzeżach Cieszyna wiosną 2010 roku.

Reportaż podzielony jest na trzy części. W pierwszej zatytułowanej Kryptonim "Jasiu" autorka opisuje pracę policji nad ustaleniem tożsamości chłopca, co mimo że śledztwo w sprawie było prowadzone na szeroką skalę zajęło dwa lata. Z opisu wyłania się obraz żmudnego policyjnego działania, sprawdzania każdego donosu, ogromnej wykonanej pracy. W części drugiej 23 miesiące Szymona autorka opowiada o rodzicach i rodzinie chłopca. To najbardziej poruszający fragment książki. Zawiera krok po kroku rekonstrukcję wydarzeń, które zakończyły się tragedią. Końcówka o tytule Będzin to zapis wydarzeń mających miejsce po aresztowaniu rodziców i próba nakreślenia szerszego obrazu przyczyn tragedii i wyciągnięcie wniosków.

Sprawa sama w sobie wydaje się niewyobrażalna, bo to przecież niemożliwe, żeby nikt z otoczenia nie zauważył zniknięcia dziecka. Z reportażu wyłania się obraz niewydolnego systemu pomocy rodzinie. Zaskakująco łatwo instytucje do tego powołane, jak mopsy czy przychodnie tracą kontakt z zagrożonym przemocą dzieckiem, wystarczy że opiekunowie zmienią miejsce zamieszkania. Jeszcze dobitniej jak łatwo dziecko może zniknąć pokazuje policyjne śledztwo - sita poszukiwań są zawsze za rzadkie. Sprawy nie ułatwia okoliczność, że wszystko dzieje się w rejonie przygranicznym. Reporterka pokazuje też znieczulicę społeczną na zauważaną przemoc wobec dzieci. Słowa: "to nie moja sprawa", "nie interesowaliśmy się" powtarzają się u świadków jak refren.

Ascetyczny styl, jakim napisana jest książka nie zmniejsza uczucia bezsilności zmieszanego z szokiem, niedowierzaniem i oburzeniem jaki wywołuje opis zdarzeń zwłaszcza zawartych w części poświęconej rodzinie chłopca. Fakty podane szczegółowo, dokładnie, z chłodnym dystansem mówią same za siebie - przemoc fizyczna i psychiczna ze strony najbliższych, obojętność cechująca dalszych krewnych i otoczenie (przez dwa lata nikt nie interesuje się, gdzie podział się chłopczyk). I narastająca u czytelnika bezradność, która wynika z przekonania, że dzieci w ten sposób traktowane przypuszczalnie powtórzą te same schematy wobec swojego potomstwa, przekazując następnemu pokoleniu bagaż krzywdy i cierpienia, a także prawdopodobnie wejdą jako dorośli w konflikt z prawem.   

1 czerwca, w Dzień Dziecka, w 2017 roku zapada wyrok skazujący w sprawie Szymona. Wstrząsające jest, że podobnych spraw jest dużo. W krótkim rozdziale kończącym książkę, autorka przytacza statystyki: Co roku ofiarą przemocy i zaniedbań ze strony  opiekunów pada prawie piętnaście tysięcy dzieci. Kilkadziesiąt z nich traci życie.

Wpis bierze udział w wyzwaniu "Pod hasłem"