Za świata historyczne kształtyWiadomo, kto Cezara grał
Sprawa Stalina Gilesa Miltona opowiada o tym, jak doszło do zawarcia koalicji antyniemieckiej między Wielką Brytanią, Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim, sojuszu z jednej strony zaskakującego ze względu na wzajemną wrogość i różnice ideologiczne stron, z drugiej zaś bardzo pożądanego z powodu nazizmu, który niczym walec miażdżył Europę. Punktem przełomowym była napaść Hitlera na Związek Radziecki w 1941 roku. Książka pokazuje kulisy wielkiej polityki, która zmieniła losy świata, a także interesująco kreśli portrety Churchilla, Roosevelta i ich pierwsze wrażenia ze spotkania z Józefem Stalinem. Trzeba bowiem pamiętać, że na skutek izolacji ZSRR, był on osobą kompletnie nieznaną na arenie międzynarodowej. Głównie jednak Giles Milton przedstawia skomplikowaną i zmieniającą się w czasie dynamikę relacji między Wielką Trójką, wynikającą nie tylko ze zmiennej sytuacji na froncie, gry interesów, ale też z odmienności charakterów, wzajemnego braku zaufania i niestety rywalizacji między przywódcami zachodnich aliantów. Jak pisze brytyjski autor - w pewnym momencie Roosevelt stawiał sobie za punkt honoru utrzymywać lepsze relacje ze Stalinem niż Churchill.
Giles Milton ma lekkie pióro - całość, pełna anegdot, jest napisana wciągająco, niemal sensacyjnie. Przedstawia wydarzenia z
punktu widzenia bardzo wielu osób, ale szczególnie ważnymi postaciami w jego książce są ambasadorowie: ekscentryczny brytyjski Archibald Clark Kerr i amerykański, były przemysłowiec, Averell Harriman. Ten ostatni zaczynał jako osoba organizująca dostawy żywności, sprzętu i uzbrojenia do Związku Radzieckiego, a wcześniej do Wielkiej Brytanii. W jego misjach zarówno pomocowych, jak i dyplomatycznych towarzyszyła mu córka Kathleen. Głównie dzięki jej dziennikom i listom, książka daje wgląd w życie codzienne, napierw w bombardowanym Londynie, a potem w Moskwie, oczywiście na tyle, na ile to było możliwe w warunkach sowieckiej dyktatury. Jest to perspektywa z jednej strony ograniczona, bo skupiona w dużej mierze na życiu w ambasadzie, z drugiej pozwala spojrzeć na wielkich tego świata od bardziej prywatnej strony.
Łatwo wybrać ścieżkę dźwiękową do tej książki. Byłaby nią piosenka Jacka Kaczmarskiego zatytułowana Jałta, z gorzką, przejmującą ironią, ale jakże celnie podsumowująca obrady Wielkiej Trójki i ich konsekwencje dla Europy. Na marginesie, decyzje podejmowane w Jałcie były tylko rozwinięciem postanowień ze wcześniejszej konferencji w Teheranie, co jest dobrze przedstawione w książce. Widać w niej znakomicie politykę imperialną. W czasie spotkań Wielka Brytania, stara potęga rywalizowała ze wschodzącym imperium (USA), a totalitarna dyktatura, wzmocniona przez Amerykanów, też zaczynała mieć ambicje mocarstwowe, czego najlepszą oznaką były zmieniające się portrety w siedzibach radzieckich władz. Marks i Lenin zostali zastąpieni przez carskich generałów. Czy zdawano sobie sprawę z rosnących apetytów Sowietów i z tego że, na przykład plany przeprowadzenie uczciwych referendów w krajach bałtyckich po wejściu tam Armii Czerwonej to mrzonki? Sprawa Stalina pokazuje rodzącą się z czasem świadomość, przynajmniej u niektórych uczestników wydarzeń,
niestety tych, których wpływ na rzeczywistość był ograniczony, że
stanowisko zachodnich aliantów wobec agresywnych, imperialnych zapędów Związku
Radzieckiego było nie tyle podyktowane własnymi interesami (choć to oczywiście też), co po prostu nieprzemyślane i zbyt naiwne. Nie ma wątpliwości, że spuszczamy Frankensteina ze smyczy na Europę - jak to konkluduje poniewczasie jedna z postaci.












