Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świetlicki Marcin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świetlicki Marcin. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 listopada 2018

"Listopad", Marcin Świetlicki

Listopad, niemal koniec świata, kilka minut przed zmierzchem.
Schroniłem się w kawiarni, siadłem tyłem do światła.
Wolne? Zajęte - odpowiadam, rzucam kurtkę na to drugie krzesło.

Och, gotów jestem już wyjść z tego miasta, ręce wytrzeć o
liście, cały ten kurz, tłuszcz miasta
wytrzeć o liście, wyjdź ze mną zobaczysz.

Znudzimy się i pozabijamy po tygodniu, ale pomyśl o tych
łunach, które pozostawimy za sobą, o tych wszystkich miejscach
i kobietach, mężczyznach; pomyśl z jaką ulgą

będziemy krzyczeć w hotelowym pokoju, na najwyższym piętrze,
a nasze krzyki dotrą na pewno, aż na
portiernię. Wolne? Już za chwilę będzie wolne - odpowiadam.
Zmierzch.

czwartek, 18 stycznia 2018

"Pora śmierci choinek", Marcin Świetlicki

Styczeń, pora śmierci choinek. Trupy rozebrane
z łańcuchów i ozdóbek. Mnóstwo bohaterów
porzuconych w śniegu. Zapomniana gwiazda
pozostawiona, zaplątana między 
łysiejące gałązki. Bez blasku.
Trzej królowie już w drodze powrotnej
i nic ich nie prowadzi. Wracają do swoich
rzezi. Dziś ostatni
okruch ze świątecznego ciasta dostał się pod nogi
i dzioby ptaków. To olbrzymie zwierzę, które wchodzi w takich 
momentach rycząc: ZAMYKAMY! 
KONIEC! KONIEC! być może jest podłe 
i godne nienawiści, ale przecież kiedyś, 
gdy będziemy zmęczeni zachodami - wschodami, 
lewą i prawą ręką, kocham cię - nie kocham, 
będziemy je przyzywać - i gdy wreszcie przyjdzie 
- przyjmiemy je z wdzięcznością.