wtorek, 21 października 2014

"Potrzebna atrakcyjna brunetka" do opieki nad chorym dzieckiem

Dzień dziesiąty - książka, która przypomina dom

Gorączka nad ranem spadała, budziłam się czując się w miarę dobrze.W mieszkaniu panowała cisza. Wszyscy wyszli do pracy lub szkoły. Na małym stoliku (a właściwie taborecie, służącym za stolik), stojącym przy łóżku, leżało przygotowane przez mamę śniadanie i lekarstwa. W domowej biblioteczce czekały książki, w tym najchętniej czytane kryminały w kieszonkowym wydaniu, czasami z jamnikiem lub kluczykiem na okładce.










Wśród nich Potrzebna atrakcyjna brunetka Erle'a Stanley'a Gardnera była moją ulubioną.

Zaczynała się od tego, że Perry Mason, znany prawnik, jadąc ulicami miasta zauważył, że na każdym rogu stała brunetka. Każda bardzo atrakcyjna, ubrana na ciemno z jasnym futrem wkoło szyi. Kierowany ciekawością wysiadł z samochodu. Na jego prośbę (aby dodać sytuacji przyzwoitości) towarzyszyła mu oddana sekretarka Della Street. Jak się okazało wszystkie odpowiedziały na ogłoszenie o pracę dla dublerki. Jedna z nich Ewa Martell została zatrudniona wraz z opiekunką (ponownie względy przyzwoitości). Ta ostatnia poprosiła, stawiając sprawę honorarium otwarcie ("nic panu nie zapłacę, bo nie mam pieniędzy"), by adwokat przyjrzał się przedsięwzięciu pod względem prawnym. O każdy inny aspekt zajęcia  miała zatroszczyć się sama licząc na swoje doświadczenie życiowe i rewolwer kaliber 44.
Wkrótce pojawił się trup, wszystko się szalenie skomplikowało, na scenie pojawiło się mnóstwo niejasno powiązanych z morderstwem postaci. Perry Mason musiał rozwikłać ten kłębek ludzkich namiętności i sprzecznych faktów, sam będąc przez prokuratora oskarżanym o ukrywanie kluczowych świadków.

Oczywiście udało mu się to, ale jak sam przyznał w ostatniej chwili. Powiodło mu się też w sprawie uzyskania wynagrodzenia. A mi przyjemnie się chorowało czytając pasjonujący przebieg procesu sądowego, a przedtem zbierania wszystkich informacji. Nie mówiąc już o dyskretnie zasugerowanym romansie między Perrym a jego sekretarką. Nawiasem mówiąc, nawet drobna scena miłosna nie mogłaby chyba być umieszczona w tej książce - tym razem by podtrzymać odpowiedni poziom przyzwoitości u czytelnika. Z podobnych powodów żadnych opisów zbrodni czy zwłok. Jednym słowem lektura uroczo staroświecka.

Po takiej czytelniczej zaprawie w dzieciństwie rozwinęła mi się miłość, ale niekonsekwentnie: nie do thrillerów prawniczych, a do dramatów sądowych. Chętnie oglądam każdy film dziejący się w na sali rozpraw.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę o kilka słów opisu, jeśli ktoś zamieszcza link.