sobota, 1 listopada 2014

... i miłości nieszczęśliwej

W dalszym ciągu dzień dziewiętnasty - adaptacja ulubionej książki, część 2

W tej części wpisu będzie o moich ulubionych książkach, których sfilmowanie wydaje się z różnych powodów trudne; jednak których adaptacje powstały i to bardzo dobre. Tak jak pisałam poprzednio, z wyjątkiem ostatniego przykładu, najpierw widziałam film, później przeczytałam książkę.

Cechą prozy Kazuo Ishiguro jest powściągliwość, opiera się ona na kunsztownym budowaniu nastroju, niedopowiedzeniach, subtelnym dawaniu znać, że to co opowiada główna postać nie do końca jest prawdą. Jego Okruchy dnia opowiadają o służącym doskonałym, który służbie podporządkował całe swoje życie. Narracja jest pierwszoosobowa, jak zawsze u tego pisarza. Wiemy tyle, ile powie nam główny bohater, który, podsumowując swoje życie, nie może powiedzieć nam najważniejszego, bo sam nie chce wyznać tego nawet sobie. Film z roku 1993 jest perfekcyjną realizacją książki. Przede wszystkim zawdzięcza to aktorstwu. Anthony Hopkins zagrał tu rolę życia. Jego Stevens jest genialnie wykreowany. Emma Thompson też jest znakomita. Udało się w tym wypadku zrobić adaptację doskonałą.

   

Kochanica Francuza Johna Fowlesa ma skomplikowaną narrację - zmienia się ona od trzecioosobowej, do pierwszoosobowej, więcej w pewnym momencie sam narrator wkracza do akcji. Książka ma też kilka zakończeń zostawionych czytelnikowi do wyboru. Jest to opowieść o pisaniu powieści i jednocześnie doskonały romans dziejący się w epoce wiktoriańskiej. Do adaptacji filmowej scenariusz napisał Harold Pinter, wybitny dramaturg angielski (literacka Nagroda Nobla 2005), przetwarzając utwór o tworzeniu literatury na film o robieniu filmu i dodając wątek współczesny. W roli tytułowej wystąpiła Meryl Streep. W tym przypadku wolę jednak książkę. Z powodów trudnych do określenia. Film, widziany jako pierwszy, zrobił na mnie ogromne wrażenie. Część współczesna idealnie wpisuje się w tematykę utworu. Może brakuje mi rządzącego się absolutnie narratora, opisów stanów psychicznych bohaterów; sama nie wiem.


I obiecany na początku wpisu wyjątek; czyli najpierw przeczytałam książkę, potem z ciekawości obejrzałam film.
Tylko Beatrycze Teodora Parnickiego za punkt wyjścia obiera prawdziwą historię spalenia przez zbuntowane chłopstwo mnichów w klasztorze cystersów w 1309 roku. Opowiada o śledztwie w tej sprawie prowadzonym przeciw diakonowi Janowi Stanisławowi na dworze papieskim w Awinionie. Podczas gdy Kochanica Francuza ma nad aktywnego narratora, ta dziwna powieść nie ma go wcale. Składa się z wielu dialogów. Pierwszym moim skojarzeniem po przeczytaniu było, że jest zapis sesji psychoterapeutycznej, tyle tylko, że średniowiecznej. Ponadto, jest to opowieść o dociekaniu jak tworzy się historia, czy dzieje zależą od jednostek plus dużo teologii. Mądrzej i zgrabniej napisał to Andrzej Kijowski w tekście na obwolucie (PAX, Warszawa 1964):
W tej powieści nic się nie dzieje, wszystko się już stało. Nie wiadomo przy tym, co się stało naprawdę. Przebieg wypadków jest dopiero przedmiotem dochodzenia i właśnie z zapisu owego dochodzenia powstaje..Powieść Parnickiego - a raczej nie powieść, lecz wielki dialog - jest labiryntem myślowym, wielopiętrowym, zagmatwanym wszerz i w głąb. Jest olbrzymią konstrukcją, której kontur ostateczny wyznacza zresztą nie historiozofia, lecz teologia.
Nie twierdzę, że wszystko zrozumiałam, ale powieść zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie i stała się ulubioną. Jednocześnie czułam się tak przytłoczona "rozgadaniem" tej książki, że zaczęłam się zastanawiać nad niemożliwym; czy nie udało by się jej przetworzyć na obraz. Konkretnie na animacje, w której nie pada ani jedne słowo. Od strony plastycznej  wyobrażałam sobie to mniej więcej tak. Jakiś czas potem Telewizja Kultura nadała powtórkę filmu z roku 1975 i tak dowiedziałam się, że adaptacja filmowa w ogóle istnieje.
Kadr z filmu "Tylko Beatrycze". Więcej danych o filmie na stronie: Teodor Parnicki w kinie


 Film zrealizowany jest dość skromnymi środkami i (co nie dziwi), oparty na dialogach. W roli głównej, świetnie zagranej, Mirosław Gruszczyński. Niestety film jest bardzo trudno dostępny. Gdy nadarzy się okazja warto go obejrzeć, bo stanowi przykład wybitnej adaptacji niełatwej, eksperymentalnej prozy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę o kilka słów opisu, jeśli ktoś zamieszcza link.