niedziela, 9 listopada 2014

"Niektórzy lubią poezję"

Dzień dwudziesty szósty - zmiana zdania pod wpływem książki

Niektórzy lubią poezję,
Niektórzy - czyli nie wszyscy.
Dlaczego nie wszyscy? Bo nie wszyscy też lubią rosół z makaronem. I nie ma w tym nic złego, wbrew zdaniu niektórych. Jednak odkrycie poezji na własną rękę niekiedy się zdarza, gdy ktoś ma szczęście i nie dał się całkowicie zniechęcić przez szkołę. I jest fascynującą sprawą. Czasami, tak myślę,  jest to kwestia trafienia na "własnego" poetę.

Pewnego dnia natknęłam się na tom wierszy Leśmiana. Dokładnie mówiąc kupiłam go z niepojętych dzisiaj dla mnie przyczyn, bo przecież stanowczo nie lubiłam poezji. Może, gdy usiłuję przyczynę wygrzebać z pamięci, ta piosenka miała z tym coś wspólnego. Ale jest to raczej chwytanie pierwszej z brzegu odpowiedzi niż prawda. Przeczytałam cały tom za jednym zamachem, bo czytało się to jak napisany za pomocą rymów (co o dziwo nie przeszkadzało lekturze), zbiór dziwnych baśni, czasem na pograniczu horroru (Migoń i Jawrzon, Gad, Topielec). A baśnie w przeciwieństwie do poezji zawsze lubiłam. I właśnie baśniowość Leśmiana wzbudziła mój zachwyt. Tu mogłabym przytoczyć wszystkie mądre zdania o roli ludowego bohatera, motywów literatury ludowej, stylizacji językowej u poety, ale nie jestem krytykiem literackim. Nie będzie też o poruszaniu przez niego problematyki egzystencjalnej, teistycznej, silnych i skomplikowanych związkach z symbolizmem itd i itp. Wydaje mi się, że to jest zbędne i czytanie poezji odwołuje się raczej do uczuć, skojarzeń, obrazów. Przytoczę tylko wypowiedź Leśmiana o baśni w trochę innym niż w oryginale kontekście: Baśń ta jednakże gra rolę poważną w naszym myśleniu: rolę tęczowego mostu, który nas łączy z dziedziną nielogiczną istnienia, z brzegiem urwistym owej tajemnicy, której twarz nie jest do twarzy ludzkiej podobna. Może można to też powiedzieć o poezji. Może to ta niejedna, chwiejna odpowiedź na pytanie: po co to jest poezja.

Czy na pytanie "poezja czy proza" wybrałabym poezję? Raczej nie. Czytam głównie prozę. Nie bywam pochłonięta lekturą tomików mało znanych ani sławnych poetów. Ale od czasu do czasu jakiś wiersz, kilku ulubionych poetów. Wszystko, dzięki Leśmianowi. Na koniec bliski mi wiersz.
A że przypadku Leśmiana moje wcześniejsze minimalne zainteresowanie poezją duszono skutecznie Dusiołkiem w malinowym chruściaku, cieszę się, że jeden z moich ulubionych utworów tego poety: "Topielca" mogę  przytoczyć (i czytać) bez szkolnych skojarzeń.

Topielec
 W zwiewnych nurtach kostrzewy, na leśnej polanie,
Gdzie się las upodabnia łące niespodzianie,
Leżą zwłoki wędrowca, zbędne sobie zwłoki.
Przewędrował świat cały z obłoków w obłoki,
Aż nagle w niecierpliwej zapragnął żałobie
Zwiedzić duchem na przełaj zieleń samą w sobie.
Wówczas demon zieleni wszechleśnym powiewem
Ogarnął go, gdy w drodze przystanął pod drzewem,
I wabił nieustannych rozkwitów pośpiechem,
I nęcił ust zdyszanych tajemnym bezśmiechem,
I czarował zniszczotą wonnych niedowcieleń,
I kusił coraz głębiej - w tę zieleń, w tę zieleń!
A on biegł wybrzeżami coraz innych światów,
Odczłowieczając duszę i oddech wśród kwiatów,
Aż zabrnął w takich jagód rozdzwonione dzbany,
W taką zamrocz paproci, w takich cisz kurhany,
W taki bezświat zarośli, w taki bezbrzask głuchy,
W takich szumów ostatnie kędyś zawieruchy,
Że leży oto martwy w stu wiosen bezdeni,
Cienisty, jak bór w borze - topielec zieleni. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę o kilka słów opisu, jeśli ktoś zamieszcza link.