czwartek, 30 kwietnia 2015

"Jednorożec", Iris Murdoch

Zamek Gaze był wielkim szarym i posępnym domem o fasadzie zakończonej blankami i o wysokich wąskich oknach, z których rozciągał się widok na morze. Obok rozciągało się wybrzeże z wyschniętą bagienną trawą, skały opadały stromo w białą kipiel morza, dolmeny czerniały na tle nieba. Marian Taylor jadąc samochodem w kierunku domostwa myślała, że nigdy nie widziała krajobrazu tak nieprzychylnego człowiekowi. Przyjęła właśnie pracę guwernantki w Zamku Gaze i czuła narastającą panikę. Na miejscu okazało się, że w posiadłości nie ma żadnych dzieci a jej praca miałaby polegać na byciu damą do towarzystwa pani Crean-Smith. Trzeba było przyzwyczaić się do sennej, ociężałej rutyny panującej w domu, życia jałowego, monotonnego, pozbawionego rozrywek i towarzystwa innego niż dziwni domownicy. Zdarzały się chwile, że późno w nocy Marian czuła się dziwnie przestraszona, choć nigdy już nie wróciła jej gwałtowny lęk z pierwszego dnia. Powoli odkrywała skomplikowane więzi łączące mieszkańców zamku. Po pewnym czasie zorientowała się, że jej pracodawczyni Hanna Crean-Smith po nieszczęśliwym wypadku, może próbie zabójstwa, sprzed siedmiu laty została uwięziona w domu, nie do końca wiadomo czy dobrowolnie. Czy Hanna nie chciała opuścić zamku w ramach pokuty, czy była zbyt dobrze pilnowana? Według tworzącej się legendy wśród tutejszych ludzi, gdy Hanna wyjdzie poza obręb ogrodu umrze, a ponieważ minęło siedem lat od tragicznych wydarzeń, coś musi się wydarzyć. Marion ta historia wydała się szaleństwem, i mimo że zdawała sobie sprawę z jej nieracjonalności i dziwaczności, wręcz niesamowitości, poddała się jej urokowi.

 Jednorożec Iris Murdoch stanowi połączenie współczesnej powieści psychologicznej z elementami powieści gotyckiej. Aura niepokoju towarzyszy już pierwszym stronom powieści a potem atmosfera jeszcze gęstnieje. Tok narracji pozostaje przy tym realistyczny. Wydarzenia czytelnik poznaje oczami przybyszów z zewnątrz: Marian Taylor albo Effigana Coopera, wiernego rycerza zakochanego platoniczną miłością w Hannie, który przyjeżdża, co roku do Zamku Gaze, by łudzić głownie siebie, że ją stąd zabierze. Naiwność Marian i egocentryzm Effigana, oraz podejmowane przez nich działania prawdopodobnie były czynnikami prowadzącymi przez splot okoliczności do przesilenia na Zamku. Albo były kroplą, która przelewa czarę, bo  może sytuacja była zbyt krucha by pozostać niezmienioną i nieszczęście wydarzyłoby się i tak. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi.

Zagadkę stanowi też główna bohaterka utworu Hanna. Kim jest? Osobą niezrównoważoną psychicznie, u której poczucie winy to zachwianie psychiczne jeszcze pogłębiło, najbardziej wzniosłą skrajną egoistką, czy przeciwnie niewinną ofiarą. Ewentualnie odmianą Penelopy czekającej z lękiem na powrót męża lub Kirke uprawiającą swoje czary. Wyliczankę można ciągnąć inspirując się baśniowymi sugestiami bardzo silnie obecnymi w utworze.

Hanna może być kimś, kto dobrowolnie przyjął na siebie cierpienie, by powstrzymać rozprzestrzenianie się zła, jak głosi to idealistycznie jeden z bohaterów. Wymowa powieści jest raczej wobec tej koncepcji sceptyczna. Iris Murdoch była filologiem klasycznym i powieść ilustruje grecką idee Ate oznaczająca przenoszenie się cierpienia z jednej istoty na drugą. Ate córka Zeusa i bogini niezgody Eris ciągle krążyła nad głowami śmiertelników. Była uosobieniem błędu, lekkomyślności, omylności, zaślepienia, prowadzącej do grzechu i zbrodni. Duch jej zdaje się unosić nad poczynaniami wszystkich bohaterów powieści. I jakoś złudne wydaje się przekonanie jednej z postaci opuszczającej na końcu powieści mroczny Zamek Gaze, że należy ona do racjonalnego, wielkiego dobrze oświetlonego świata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę o kilka słów opisu, jeśli ktoś zamieszcza link.