Pani Oliver wyciągnęła z papierowego opakowania wesoło malowane pudełko. Zdjęła wieczko, wzięła niewielki owoc i podniosła go do ust. Oblizała palce, wytarła je w chusteczkę i zamruczała niewyraźnie:
- Lepi się.
- Już pani nie je jabłek? Zawsze widziałem panią z torbą jabłek w ręce. Wciąż pani po nie sięgała. Od czasu do czasu torba pękała i jabłka wysypywały się na drogę.
- Mówiłam panu - rzekła pani Oliver - że nigdy już nie spojrzę na jabłka. Nienawidzę ich. Możliwe, że kiedyś się przemogę i znów zacznę je jeść, ale teraz nie chcę niczego, co kojarzy się z jabłkami.
- A cóż to takiego pani je teraz? - Poirot uniósł wesoło malowane wieczko z rysunkiem palmy i przeczytał: "Tunis dates." Ach więc teraz daktyle.
Palma daktylowa |
Akcja powieści toczy się niespiesznie doprowadzając do zaskakującego finału. Zagadka kryminalna jest wciągająca. Hercules Poirota w jej rozwiązywaniu niezawodny. Możemy być pewni, że odkryje kto poczuł się zagrożony na tyle, by pozbyć się nastolatki. Przyjemne jest to mrugnięcie okiem Agathy Christie, że tylko zbrodnia mogłaby sprawić, by przestała lubić swoje ukochane jabłka. I byłby to niezły kryminał, może nie najlepszy tej autorki, ale trzymający poziom, gdyby nie nadmierne narzekanie bohaterów, że czasy zmieniły się na gorsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarze. Uprzejmie proszę o kilka słów opisu, jeśli ktoś zamieszcza link.