poniedziałek, 18 lipca 2016

"Rzymska komedia", Jarosław Mikołajewski.

Rzymska komedia Jarosława Mikołajewskiego jest osobistym przewodnikiem autora po Rzymie. Składa się na nią sto tekstów powstałych z tygodnia na tydzień w latach 2009 - 2011 i umieszczonych w trzech częściach: Piekło, Czyściec, Raj. Inspiracją dla pisarza, jego mistrzem był, co oczywiste, Dante. Sytuacje, rozmowy, sceny, opisy rozsiane w pieśniach Boskiej komedii, czasem jedna, czasem kilka linijek służą do opowiedzenia historii Rzymu, ukazania jego miejsc, dzieł sztuki, kościołów, kościółków, katakumb, ulic, zaułków, czy wreszcie pejzażu. Przy czym utwór Dantego jednocześnie nadaje strukturę temu opisowi wędrówki po mieście, ale za razem jest potraktowany jako pretekst, na zasadzie luźnego wiązania wersetów z miejscami i historiami. Jak pisze Mikołajewski: (...) tylko kaprysom twojego przewodnika wędrowcze, zawdzięczasz, że idziemy tą ścieżką, nie inną, bo równie dobrze, przy każdej pieśni, zamiast w prawo mogliśmy pójść w lewo, na ukos, czy wstecz.

Po drogach czasami zadziwiających powiązań prowadzi nas pisarz od linijek opowiadających o kręgu heretyków w piekle, na grób Keatsa na Cmentarzu protestanckim. Z głębi dantejskiej otchłani przed Zamek św. Anioła, by opowiedzieć pokrótce historię ściętej tam Beatrice Cenci w XVI wieku. I dalej od opisu dna piekła, gdzie cierpią najwięksi zdrajcy: oprócz Judasza, Brutus i Kasjusz, na miejsce, gdzie ci ostatni, jak się przypuszcza, zamordowali Juliusza Cezara, do archeologicznego "dołu" Largo di Torre Argentina, by opowiedzieć historię innych zdrad. Gdy Dante chwali naturę w Raju Ziemskim umieszczonym na szczycie Góry Czyśćcowej Mikołajewski przedstawia Villę Ada, najdzikszy z rzymskich parków. Wers: Tu rośnie Róża, w której Słowo Boga Ciałem się stało; z pieśni XXIII Raju wiodą go, a wraz z nim czytelników, do Roseto Comunale, miejskiego ogrodu różanego.

Rozrzucone są po Rzymskiej komedii opowieści o ludziach związanych z Rzymem. Nie mogło wśród tylu innych, zabraknąć opisu dziejów rywalizacji dwóch architektów rzymskich doby baroku Berniniego i Borrominiego. Zrozumiałe są strony poświęcone sztuce Caravaggia, "najsłynniejszego malarza Rzymu". Autor opowiada też o epoce rozkwitu włoskiego kina w latach 50 i 60, o porwaniu Aldo Moro, o Mussolinim, który skojarzony z syreną z XIX pieśni Czyśćca, uwodzącą wdzięcznym pieniem, jak ona omamił Włochów w latach dwudziestych. Wyjątkową rolę odgrywa, zamieszczony także na okładce, Pasolini i historia jego nagłej śmierci.
Largo di Torre Argentina Źródło zdjęcia.
Oczywiście to tylko kilka przykładów wybranych z dziesiątków innych. Rzymska komedia jest bowiem pozycją do wielokrotnej lektury i to zarówno ze względu na samą przyjemność czytania, jak i ogromną ilość informacji w niej zawartych. Może być też inspiracją do własnych poszukiwań. Ach, chciałoby się po przeczytaniu tej książki rzucić wszystko i jechać natychmiast do Rzymu, choćby tylko po to, żeby z tego całego bogactwa piękna odmalowanego przez autora, zobaczyć pinie, tak opisane w środkowej części utworu, Czyśćcu, w rozdziale pod tytułem: Sosna, siostra:

Pinia parasolowa kojąco jest wszechobecna na placach, w parkach, wzdłuż ulic i obrzeżach Miasta, na początku podrzymskich pól. Owszem, wygląda jak halucynacyjny parasol, lecz pinie jedna obok drugiej, w długim szeregu, wyglądają jak Boży pawlacz, antresola niebios. Nie licząc ciasnych zaułków, gdzie nie widać nic prócz ścian i nieba, znalazłem zaledwie kilkanaście miejsc w Rzymie, skąd pinii nie widać, lecz kiedy je widać, zawsze znaczące są ich ustawienia i rzeczą zabawną jest odgadywanie z daleka, co ich układ obwieszcza.
Długie szeregi drzew mogą oznaczać, że pod ich czaszami ciągnie się linia drogi albo linia brzegu, kępy pinii mogą rysować granice wykopaliska, ich gaje - ogrody. Pinia pojedyncza może znaczyć tyle, że pozwolono wyrosnąć drzewu, którego nasienie wędrowiec przeniósł na podeszwie w przypadkowe miejsce, może też znaczyć, że jego braci pinie wycięto w pień i tylko to jedyne ocalono, Bóg wie na czyją pociechę. Jak w dzielnicy Pigneto, w której pomiędzy domami łatwo znaleźć samotne parasole. (...)
"Samotne sosny wzdłuż morskiego brzegu nie wiedzą o mojej miłości", pisze w ważnym wierszu Sandro Penna. Niby dlaczego miałyby wiedzieć? Bo pinie mądre są, wszechobecne, kiedy zamkniesz oczy są trwalszą pamiątką Rzymu niż ruiny i krzyże, jak nic innego łączą niebo i ziemię, i chciałoby się, żeby wiedziały, czego sami o sobie nie wiemy. "Uranio, sosno, siostro", wołał Iwaszkiewicz. Pinio, "Pineo, miserere nobis", wołam w Wielki Czwartek roku 2010 pomiędzy Koloseum za zawalonym domem opętanego Nerona, w chłodnym pożarze stygnącego słońca. 

 
Wpis powstał w ramach lipcowego odcinka wyzwania "Pod hasłem": Zabierz na wakacje... ejotka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę o kilka słów opisu, jeśli ktoś zamieszcza link.