wtorek, 26 lipca 2016

"Rzeczy ulotne", Neil Gaiman.

Rzeczy ulotne z podtytułem Cuda i zmyślenia to zbiór opowiadań opatrzony przez Neila Gaimana wstępem, w którym autor pozwala zajrzeć za kulisy powstania swych utworów. Pozwala to poczuć się jak na pokazie magika, w czasie którego zdradza on odrobinę z tego, jak wykonuje swoją "sztuczkę" przekształcania dwudziestu sześciu liter i garści znaków przestankowych w rzecz jednocześnie ulotną, jak i bardzo trwałą, w opowieść. Bo moim zdaniem pisarstwo Neila Gaimana ma w sobie coś z magii, przewrotnej i wysokiej klasy iluzji, zacierającej granicę rzeczywistości, jak na pisarza fantastyki przystało, i pozostawiającej czytelnika zadziwionego pomysłowością i wyobraźnią autora. Mnie dodatkowo jeszcze czasami Gaiman umiejętnie straszy.

Oczywiście nie wszystkie opowiadania podobały mi się jednakowo. Niektóre jednak można polubić już za sam tytuł jak zabawne: Zbłąkane oblubienice złowieszczych oprawców w bezimiennym domu potwornego pożądania. Inne za pomysł, aby napisać ostatnią księgę Biblii (Gdy nastał koniec) lub instrukcję w postaci wiersza (niejedynego zresztą w tym zbiorze), jak zachowywać się, gdy trafimy do baśni (Instrukcja). Niezły jest opis kart z wampirzego tarota, czy nawiązujące do twórczości Bradbury'ego (Jakiś potwór tu nadchodzi), opowiadanie Październik w fotelu. Mogę jeszcze wymienić napisanego na urodziny córki Ptaka słońca o niezwykłym klubie smakoszy, czy niepokojącą wersję Sinobrodego: Ukryta komora, która sprawiła, że przypomniałam sobie mój ulubiony retelling tej baśni - Krwawą komnatę Angeli Carter.
"To właśnie cud arlekinady.(...) Zmieniamy swe kostiumy. Zmieniamy nasze role." Cytat z jeszcze jednego dobrego opowiadania, pt: Arlekin i walentynki.  Źródło obrazu.


Najlepsze są, moim zdaniem, dwa opowiadania. Pierwsze z nich to zaskakujące i przewrotne Studium w szmaragdzie, nawiązujące już w tytule do Sherlocka Holmesa i łączące w sobie świat stworzony przez Artura Conan Doyle'a i H.P. Lovecrafta. O tej historii sam autor pisze tak: Składniki opowieści, które pojawiły się w mej głowie, połączyły się w całość znacznie lepszą, niż z początku liczyłem. (Pisanie bardzo przypomina gotowanie - czasami ciasto nie chce urosnąć, nieważne co zrobisz, a od czasu do czasu smakuje lepiej, niż mógłbyś marzyć). W oryginale, w wyszukanej szacie graficznej, Studium w szmaragdzie można przeczytać na autorskiej stronie Neila Gaimana.

Druga historia to Problem Zuzanny, opowiadająca, według pisarza, między innymi, o sile literatury dla dzieci. Bardzo lubiłam w dzieciństwie cykl powieści o C. S. Lewisa o Narnii. Jednak pewna rzecz, gdzieś tam mnie uwierała, wydawała się okropnie nie w porządku. Chodzi o los jaki przypadł Zuzannie, która jako jedyna z czworga rodzeństwa Pevensie nie trafiła w Ostatniej bitwie do Narnii. Tłumaczenie, dlaczego tak się stało, jakie podawał autor wydawało mi się już wtedy, eufemistycznie mówiąc, dziwne i niewystarczające. Dzisiaj, gdy patrzę na tę serię powieści dla dzieci z perspektywy dorosłej, sądzę, że było przykro odkryć, że ulubiony twórca jest mizoginem. Cieszę się, że nie tylko dla mnie stanowi problem, jak Lewis potraktował Zuzannę. Neil Gaiman pisze, że chciał napisać opowiadanie równie jak pierwotna historia problematyczne i równie irytujące, choć z innej perspektywy. W pełni mu się to udało. Świetnie jest w nim skonstruowana narracja. Składa się z rzeczywistości i ze snów. W snach jest wszystko, co Gaiman dokłada od siebie do tej opowieści. Pozostała cześć zawiera tylko fakty, które napisał Lewis plus konsekwencje sytuacji, w jakiej znalazła się Zuzanna wydobyte na jaw i jaskrawo oświetlone, by je wyraźnie uświadomić czytelnikowi.  

2 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Zgadzam się.:)
      Właściwie jestem dopiero na początku czytania Gaimana,więc myślę, że jeszcze dużo dobrych rzeczy przede mną.

      Usuń

Uprzejmie proszę o kilka słów opisu, jeśli ktoś zamieszcza link.