poniedziałek, 23 marca 2015

"Mówi Chandler"

Mówi Chandler to swoista autobiografia pisarza, na którą składa się wybór notatek, fragmentów utworów i przede wszystkim listów. Zbiór ten jest podzielony tematycznie na rozdziały (wymieniając najważniejsze): o Chandlerze, powieści kryminalnej, rzemiośle pisarskim, o świecie filmu i o telewizji, o kotach, o swoich opowiadaniach, powieściach, i o Philipie Marlowe. Całość poprzedza kalendarium życia autora.

Listy i notatki pochodzą głównie z lat czterdziestych i pięćdziesiątych, wiele spraw przebrzmiało, niektórzy autorzy zostali zapomniani, więc nie wszystko jest równie interesujące. Najciekawsze oprócz portretu samego pisarza wydają się uwagi o sztuce pisania i powieści kryminalnej.
Uchwycony zostaje w nich moment przełomu, kiedy obok powieści detektywistycznej, rozwija się i osiąga swój szczyt, między innymi za sprawą Chandlera, czarny kryminał. Interesująco czyta się opinie Chandlera o twórcach mu współczesnych. Na przykład, że bardzo cenił Zabójstwo Rogera Akroyda Agathy Christie, które łamało reguły kryminału, tak jak je wtedy rozumiano. I nie było już nikogo, tej samej autorki, reklamowane wówczas, jako kryminał doskonały, pomogło mu rozstrzygnąć wątpliwość. Czy można napisać nieskazitelny klasyczny kryminał? Doszedł do wniosku, że nie. Pisze też, dlaczego podstawowa koncepcja tej powieści go zirytowała. Z listów przebija podziw do Hammetta, Erle Stanley'a Gardnera, za umiejętność, z jaką ten ostatni panuje nad rozwojem akcji (Chandler uważał, że budowanie tego elementu powieści - jakże niesłusznie - jest jego słabą stroną). Znajdują się tam również opinie o twórczości Orwella, Hemingwaya, Szekspira. Chandler pisze w listach, esejach wielką obronę gatunku literackiego, jaki uprawiał, przed krytykami zarzucającymi, że powieść kryminalna nie może osiągnąć "szczytu doskonałości literackiej", ponieważ jest, na przykład: "literaturą eskapizmu". Na co Chandler słusznie zauważa, że każde czytanie dla przyjemności jest ucieczką i to konieczną. Wszyscy ludzie muszą od czasu do czasu uciekać od morderczego rytmu własnych myśli. Jest to część procesu życiowego istot rozumnych. A w innym miejscu: Wszystkie rzeczywiście dobre powieści kryminalne czyta się po raz drugi, niektóre wiele nawet razy.(...) zawsze mają zalety dobrej beletrystyki. 
"Wabi się Taki (...), co pewien czas wpada w kłótliwy nastrój i pyskuje przez dziesięć minut bez przerwy. Niestety, nie wiem, co wtedy usiłuje powiedzieć, ale podejrzewam, że sprowadza się to do bardzo sarkastycznej opinii: Powinien byś pisać lepiej" - z rozdziału: "Chandler o kotach". (Źródło zdjęcia)

Można dzięki tej książce prześledzić etapy powstawania wielu dzieł pisarza, jego pracę scenarzysty w Hollywood. Powtarzają się uwagi, że ze swoich prac najbardziej cenił Żegnaj laleczko. Wprost pisze, że przywiązuje wielką wagę do postaci i charakterów. Strony poświęcone Philipowi Marlowe należą do frapujących, zwłaszcza tam, gdzie autor ironizuje, by bronić swojego bohatera przed dziwnymi interpretacjami. W ostatniej zaś powieści, niedokończonej, której fragmenty zamieszczone są na końcu książki, żeni swojego detektywa z kobietą piękną i bogatą. 
W sztuce pisania najważniejsze wydają mu się styl i natchnienie: najtrwalszą wartością w pisarstwie jest styl, styl jest najcenniejszym walorem, w jaki autor może zainwestować swój czas.(...) Styl jest owocem jakości jego (pisarza) doznań i przeżyć, a dopiero zdolność przeniesienia tych doznań i przeżyć na papier czyni go pisarzem... Na natchnienie zaś czeka, bo wtedy powstaje wielkie pisarstwo, a po ukończeniu pisania bywa się wyczerpanym, ale sam proces nie jest świadomym wysiłkiem.

Z książki wyłania się obraz człowieka bardzo kochającego żonę; tak piszącego po jej śmierci: Przez trzydzieści lat była biciem mojego serca. Była ledwie dosłyszalną muzyką na granicy dźwięku. Głęboko przenikliwego i wrażliwego obserwatora. Kogoś, kto ma poczucie humoru i znając swoją wartość, jako pisarza, posiada też ogromny dystans do siebie. Bo czyż te słowa nie czynią go ujmującym:
Czy czytam swoje wydane rzeczy? Owszem, co gorsza narażając się na to, że uzna się mnie za egocentrycznego durnia, wyznam, iż z trudem się od nich odrywam. Nawet ja, który przecież doskonale je znam. Koniec końców te książki muszą mieć jakąś siłę magiczną, ale nie uważam tego wcale za swoją zasługę. To jest dane przez naturę, jak rude włosy. Wstyd mi, że kiedy biorę swoją książkę, żeby coś w niej sprawdzić, po dwudziestu minutach łapię się na tym, że wciąż ją czytam, jakby autorem był zupełnie ktoś inny. 
 ____________
Wpis powstał w ramach wyzwania: "Pod hasłem".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę o kilka słów opisu, jeśli ktoś zamieszcza link.