wtorek, 9 grudnia 2014

"Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek"

Wpis powstał w ramach Ejotkowego wyzwania czytelniczego: Pod hasłem, edycja grudniowa: "Stoliczku nakryj się".
Wybrałam książkę nie tylko, zgodnie z regułami, zawierającą nazwę potrawy, ale też taką, w której  jedne z moich ulubionych czynności: czytanie i jedzenie ogrywają kluczową rolę w przebiegu akcji.
Moją propozycją jest Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek Mary Ann Shaffer i Annie Barrows.
Tekst zawiera niewielkie spoilery.


Książka zaczyna się od zdań pełnych ekscytacji bezami zrobionymi z prawdziwych jajek z cukrem kupionym na powojenne kartki. Czytamy je w liście datowanym na styczeń 1946 roku napisanym przez główną bohaterkę książki, pisarkę, Juliet Ashton. Powieść, ma bowiem rzadko obecnie spotykaną formę. Jest zbiorem listów wymienianych między Juliet, jej przyjaciółmi a członkami Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek z wyspy Guernsey. Głównym tematem są wojenne losy mieszkańców wyspy, która była okupowana przez wojska niemieckie i całkowicie odcięta od Wielkiej Brytanii.
Listy są urocze, zabawne, ukazują ciepłych, życzliwych ludzi, z poczuciem humoru i dystansem do siebie, troszkę dziwaków, których łączy miłość do książek. Czasami świeżo odkryta, która pozwala na oryginalne odczytanie klasyki. (Ach te okrzyki jednej z bohaterek, dlaczego nikt jej nie powiedział, że Duma i uprzedzenia jest najpiękniejszą książką o miłości w angielskiej literaturze i co jeszcze jest przed nią ukrywane).

Powstanie Stowarzyszenia też ma ścisły związek z jedzeniem.
Wszystko zaczęło się od świni, która zrobiła uprzejmość swojej właścicielce i zakończyła swój żywot w taki sposób, że jej zwłoki długo wyglądały świeżo i nadawały się urzędniczych oględzin. Dzięki temu, kilka innych świń uniknęło zarekwirowania przez niemieckie władze okupacyjne na wyspie Guernsey. Jedna z nich skończyła na stole grupki sąsiadów. Po pół roku jedzenia głównie ziemniaków i brukwi była to prawdziwa uczta, która przeciągnęła się poza godzinę policyjną. Aby ukryć fakt nielegalnego zjedzenie pieczonego prosiaka powołano: "Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek." Nazwę przyjęto od spożywanego podczas spotkań placka.  Stowarzyszenie zajmowało się głównie dyskusjami nad przeczytanymi książkami, pozwalając uczestnikom poznać się i zaprzyjaźnić.

Powieść jest wielką pochwałą czytania. Czytania, które łączy ludzi, chociaż czasami może być też powodem do zerwania zaręczyn (patrz: Juliet i jej zdaniem niewybaczalny uczynek narzeczonego). Uczy wyrażać uczucia. Jest niekończącą się przyjemnością, bowiem w każdej książce odkrywa się coś, czasami drobiazg, który skłania do przeczytania następnej pozycji. Pozwala na ucieczkę od rzeczywistości, a niekiedy oderwanie się od codzienności bywa godne najwyższej pochwały.
Na kartki tej ciepłej, zabawnej lektury cień rzuca wojna. I tu mam problem z opisami przeżyć wojennych bohaterów. Wydaje mi się, że poruszanie problematyki Holocaustu w sposób jaki robią to autorki, jest naiwne i nieadekwatne do tematu, spokojnie można było pominąć pewne wątki. Druga część książki wydała mi się z tego powodu troszkę słabsza.

Mimo tych zastrzeżeń, zalecam wszystkim spożycie tej dawki optymizmu, wzruszenia i życzliwości. Poprawa nastroju gwarantowana.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę o kilka słów opisu, jeśli ktoś zamieszcza link.