piątek, 5 grudnia 2014

Zima nadchodzi, czyli o "Planecie wygnania" Ursuli K. Le Guin

Zima nadchodzi, pora roku trwająca jedną czwartą ludzkiego życia.
Na planecie Werel bowiem jeden rok obejmuje czas przeznaczony człowiekowi do istnienia. Dziesięć lat temu przybyli tu koloniści z Ziemi, zrzeszeni w Lidze Wszystkich Światów. Część z nich odleciała na wieść o wojnie z obcym, inni zostali na wybrzeżu wyczekując powrotu pozostałych lub kontaktu z Ligą. Trwają w swoim teraz już jedynym  mieście nad morzem, co raz mniej liczni, bardziej wycofani, żyjący z roku na rok coraz prościej, ponieważ planeta okazała się dla nich nieprzyjazna. Są jak kruche, w kolorze nieba filiżanki, z których piją swój tradycyjny napój - piękne wytwory cywilizacji, która przemija.
Nigdy nie byli na tej planecie sami. Żyły tu plemiona, budujące zimowe miasta, zwane przez nich wifami - wysoko rozwiniętymi formami życia. Dziesięć pokoleń przeminęło, ale ten czas nie przezwyciężył wrogości. Obie grupy siebie określały jako ludzi, ci drudzy to obcy, od których trzeba się trzymać z daleka. 
Zima nadchodzi, pora roku, której tym razem nikt może nie przeżyć.
Bo oprócz zimna i śniegu,  nadchodzą też z północy ghalowie. Gna ich na południe głód, są zorganizowani w duże grupy i po ich przejściu zostaje tylko naga, splądrowana ziemia. Jedyną szansą ocalenia jest współpraca między przybyszami z gwiazd a mieszkańcami planety.
Czy zgodę da się osiągnąć? Kiedy inny staje się swoim, a poczucie wyobcowania mija? A może, jak w pięknie przedstawionym wątku miłosnym, inność jest pociągająca i poznanie jej warte jest wielkiego ryzyka. W powieści te pytania są pięknie zobrazowane. Oprócz tego, występują: wyraziści bohaterowie, świat stworzony kilkoma trafnymi słowami, subtelnie nakreślone opisy stanów uczuciowych postaci. Jest w tej zwięzłej prozie magia i uniwersalność, jaką mają baśnie.


Po za tym, jest to krótka, licząca sto dwadzieścia stron, urzekająca historia o tym, że "był tylko śnieg, który spadł, i śnieg, który padał, i to jedynie na wyciągnięcie ręki, bo dalej nie było już zupełnie nic." Prawdziwy śnieg, którego zwały zasypią lasy i doliny a z północy nadejdzie Zima. I dla bohaterów będzie trwała "pięć tysięcy zimowych nocy, pięć tysięcy zimowych dni - całą resztę ich młodości, a może całą resztę ich życia."
Planeta wygnania to zimowa opowieść o oswajaniu obcości, o tym, co sprawia, że jakieś miejsce staje się domem; do przeczytania właśnie na początku zimy.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę o kilka słów opisu, jeśli ktoś zamieszcza link.