niedziela, 30 października 2016

"Odpływ", Lars Saabye Christensen

Wreszcie znalazłem na formularzu Busy Bee coś, co mogłem zakreślić i czemu mogłem się oddać. Postawiłem krzyżyk przy "Scrabble". Mówcie mi Scrabble! (...) Czy miałbym ochotę zagrać już, tu i teraz? I to jak! Zażądałem jednak wprowadzenia nowej zasady: chciałem układać słowa w języku ojczystym, norweskim. Inna sytuacja dałaby przeciwnikowi - wszyscy pozostali byli Amerykanami - oczywiste fory, które najlepiej można porównać do skoku o tyczce bez tyczki albo z tyczką. Zgodzono się. Zarówno kierownictwo, jak i rezydenci przyznali mi rację. Mówcie mi Scrabble jeszcze raz! Tego samo wieczoru zagrałem z Tinkerem Taylorem i z hukiem wygrałem. Ułożyłem kilka cudownych słów. (...) W końcu zagrałem przeciwko Doktorowi Feelowi, a może Doktorowi Goodowi, wszystko jedno, nie wszystko jedno natomiast, że od tej ich przegranej wprost krajało się serce; (...) Nikt więcej nie chciał już ze mną grać. Dwa dni później wezwał mnie Doktor Feelgood. Znów usiadłem na białej skórzanej kanapie, nie wiedząc, co mnie czeka. Oczywiście powinienem był wiedzieć. Ten ważniak Tinker Taylor, klub armatni we własnej osobie, wyprosił i wymarudził sobie wreszcie spacer po porcie, posługując się szlachetną wymówką kupienia pulpetów krabowych dla nas wszystkich, ale zamiast się tym zająć, w księgarni Barnes&Noble dopadł słownik norwesko-angielski i w tym wydaniu nie znalazł ani jednego z ułożonych przeze mnie słów. Ten idiota je zapisał, zapisał moje słowa ze scrabbli! Poproszono mnie o wyjaśnienia. To nie był żart. - Jestem przede wszystkim poetą - powiedziałem. - Co to znaczy "ukalarium"? - To tyle, co powolna żałoba. Albo czas trwania cierpienia po odejściu najbliższej osoby. - Tego słowa nie ma w słowniku. - W słowniku nie ma wielu słów. Może ono również oznaczać stan ducha, jaki ogarnia człowieka, kiedy zapuści się możliwie najgłębiej w norweski las, co w Norwegii często się zdarza. - A co to znaczy "javikur"? - "Javikur" jest spokrewnione z "ukalarium", oznacza stan ducha bliższy wściekłości niż melancholii. - Ale tego słowa też nie ma w słowniku. - Nie mogę odpowiadać za to, które słowa w nim zamieszczono.

Ta scena, jedna z wielu moich ulubionych, dobrze oddaje charakterystyczne dla tej powieści pękniecie, to, czym być może jest środkowy jej fragment  - pełnym wściekłości javikurem. Odpływ składa się bowiem z kilku części. Prologu dziejącego się w Oslo, w którym główny bohater, Chris, razem z ojcem uczestniczy w zburzeniu zaprojektowanego przez tego ostatniego budynku. Przedstawionej następnie właściwej historii zatytułowanej Błystka a opowiadającej o lecie roku 1969, w którym ludzie lądowali na Księżycu, a nastoletni Chris spędzał wakacje z matką nad norweską zatoką Oslofjorden. Potem następuje radykalna zmiana w utworze - czytelnik przenosi się do koszmarnego amerykańskiego miasteczka Karmack. Narracja zmienia się z pierwszoosobowej w trzecioosobową, występuje nowa postać, bezduszny Frank Farrelli, który zajmuje się przekazywaniem złych wiadomości rodzinom, których bliscy zostali poszkodowani w wypadkach. Książkę kończy obszerny epilog z podtytułem Wióry i pył, w którym odnajdujemy wiele lat później Christa z Błystki w jednym z ośrodków terapeutycznych w Stanach Zjednoczonych. Wszystkie części łączy przewijająca się przez nie piosenka Elli Fitzgerald Blue skies.


                                         

Autor miesza tropy, nie wiadomo, czy Karmack istnieje naprawdę, czy to dziwne miasto to wyraz żałoby, metafora piekła. Przypuszczalnie środkowa część książki opowiadająca o nim jest strzępkiem  niedokończonej, zniszczonej przez Chrisa powieści. (Lekcja hartu udzielona przez ojca przyswojona: "bądź zawsze gotowy na zniszczenie tego, co stworzyłeś"). Możliwe, że absurdalne, przerysowane wydarzenia, groza zmieszana z groteską są próbą odnalezienia słów, których zabrakło, ustawienia ich we właściwej kolejności by opowiedzieć o poczuciu winy, stracie i bólu. Zapisem tego, co chciałoby się zapomnieć, bo zapisuje się nie tylko po to by utrwalać, ale by zapomnieć. A wspomnienia czekają na krawędzi czasu. Wspomnienia o wakacjach na norweskiej wyspie w lipcu 1969, kiedy ludzie lądowali na Księżycu a Chris usiłował napisać drugi wiersz w życiu, właśnie na ten temat. Lato to okaże się czasem pamiętnym, naznaczonym tymi wszystkimi rzeczami, które zdarzają się pierwszy raz: pierwszą sympatią, pierwszymi próbami literackimi, ważną przegraną w scrabble, przyjaźnią, zdradą tej przyjaźni, przeczuciem, że walka z Moby Dickiem jest zawsze przegrana, nawet jeśli się nie przeczytało książki i zmyśliło dla przyjaciela dobre zakończenie. Echa tego lata będą towarzyszyć Chrisowi całe życie.

Odpływ to zachwycająca książka o (nie)godzeniu się ze stratą najbliższych i o sile wspomnień. Na tylnej stronie okładki znajduje się cytat z norweskiej gazety brzmiący tak: Powieść Christensena przerosła nasze oczekiwania. Moje też.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę o kilka słów opisu, jeśli ktoś zamieszcza link.