"Na jeziorze zalegała o tej porannej porze mgła, czasami tak gęsta, że gdy się stanęło na tym wysokim brzegu, wzrokiem nie docierało się do lustra wody w dole. Dopiero kiedy wstające po drugiej stronie na przeciwległym brzegu słońce zaczynało rozrzedzać mgłę, wyłaniało się z wolna i jezioro. Było coś niezwykłego w tym słońcu wydostającym się z takim uporem i przebijającym się przez mgłę jakby zacieśniającą się przed nim w obronie. Ale, być może, już zapomniałem, jak wstaje słońce, i teraz na nowo to odkrywałem. Bo też kiedy ja widziałem ostatni raz wstające słońce, próbowałem sobie przypomnieć. Musiało to być bardzo dawno, tak że pamięć się zerwała.
Pożałowałem, że nie maluję już, bo gdybym malował, postawiłbym na brzegu sztalugi i próbował przenieść to słońce na płótno. Miałbym nawet tytuł Narodziny słońca. Omal bezświetliste, odarte z promieni, pozbawione ciepła, rozrzedzone przez mgłę, która jakby je wsysała, wraz z całym światem, że nawet ziemia nie miała siły, aby mu pomóc. Czułem niemal jego ból, jego niewiarygodny wysiłek, gdy wypychało się samo na ten świat. Wydawało mi się, że unosi z sobą również całą ziemię wraz z tą przepastną mgłą. I doznawałem wręcz ulgi, gdy się wreszcie wydobyło. Po czym zmierzając szerokim pasem po wyrąbanym jakby dla niego lesie, aby go nic już nie zatrzymało na drodze do jeziora, dochodziło po tamtej stronie do brzegu i zanurzało się, obmywając ze swojej męki. I już po tafli, rozbryzgując mgłę promieniami, szło najwyraźniej ku nam, że nawet czułem jakiś rodzaj napięcia, towarzyszący zapewne każdemu oczekiwaniu, kiedy podejdzie pod ten wysoki brzeg, gdzie staliśmy ja i mój Oskar. Pewnie czuł to samo i Oskar, bo nie dał się nigdy odciągnąć, dopóki słońce nie podeszło na tyle blisko do nas, że mogłem powiedzieć, dzięki ci, słońce, żeś wzeszło, a Oskar radośnie zaszczekał. Po kilku dniach sam mnie już ciągnął każdego ranka na ten brzeg. Przysiadał na tylnych łapach i ani zaskamlał, warknął czy zaszczekał. Podnosił tylko łeb i z niepokojem na mnie popatrywał. I czekaliśmy, kiedy słońce zacznie wschodzić, i dopiero gdy podeszło do nas, dał się poprowadzić w las."
Ostanie rozdanie Wiesław Myśliwski
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarze. Uprzejmie proszę o kilka słów opisu, jeśli ktoś zamieszcza link.