sobota, 20 czerwca 2026

"Tymczasowy dżentelmen" Sebastian Barry


Bardzo trudno przypomnieć sobie pijaństwo, bo w zasadzie jest to pewna forma ludzkiej nieobecności, potężna trąba powietrzna, która wymazuje cały krajobraz.  
 
Tymczasowy dżentelmen jest historią Jacka McNulty'ego, irlandzkiego weterana drugiej wojny światowej, który pod koniec lat pięćdziesiątych trafia z ramienia ONZ do Akry. Tam zaczyna spisywać wspomnienia, będące próbą emocjonalnego poukładania swojego życia, przede wszystkim zaś przyjrzenia się relacjom z żoną i córkami. W tle dzieje się wielka historia, która subtelnie odzwierciedla losy Jacka. Jego młodość, wchodzenie w życie zbiega się z optymizmem początków wolnej Irlandii, pełne napięć lata trzydzieste i wojna w Europie są jak rzeka, do której wpadają nieszczęścia osobiste. Okres przejściowy między końcem panowania brytyjskiego a powstaniem niepodległej Ghany Jack spędza w stanie zawieszenia na afrykańskiej ziemi, usiłując uporządkować własne życie, zanim będzie mógł ruszyć dalej. 
 
Powieść zachwyca pięknym, emocjonalnym językiem. Sprawia on wrażenie trochę staroświeckiego, kwiecistego, ale jest taki, jakim mógłyby wypowiadać się ktoś, kogo dzieciństwo przypadło na czasy jeszcze przed pierwszą wojną światową, a młodość na lata dwudzieste. Jest to też język nasączony odniesieniami religijnymi, jak na katolickiego Irlandczyka przystało. Oprócz wiarygodnej narracji Sebastian Barry świetnie buduje w książce napięcie. Już otwierająca scena - storpedowania okrętu - przykuwa uwagę i w pewien sposób charakteryzuje bohatera, któremu nie jeden raz dzięki ślepemu trafowi udaje się ocalić życie lub nie ponosić konsekwencji własnych zachowań.  
 
Czy da się rozliczyć własne życie, zobaczyć, co w nim było dobrego, co złego, wreszcie przyznać się do własnych win i błędów oraz spróbować zacząć od nowa? To jest jedno z głównych pytań, jakie zadaje powieść. Jackowi podsumowywanie swojego życia idzie mozolnie. Ciężko mu nie tyle przyznać się do swoich win, co w pełni zrozumieć ich wagę. Nie chce przyjąć własnej przegranej i czepia się wątłej nadziei, że coś jeszcze da się naprawić. I to jest takie ludzkie, tak powszechne.  Umieszcza w swoim dzienniku trzeźwe zdanie: Niniejsze sprawozdanie z własnych poczynań napełnia mnie pokorą, jest to jednak w ogromnej mierze historia złego człowieka. I trudno nie przyznać mu racji, przy czym nie ma w nim okrucieństwa, jest raczej bezmyślność, egoizm, uzależnienie od hazardu i alkoholu. Twierdzi, że bardzo kochał swoją żonę Mai, ale kiedy zadaje pytanie: Chciałbym zapytać Boga, a jeśli nie Boga, to jakiegoś dobrotliwie nastawionego anioła, o odpowiedź na pytanie, dlaczego Mai Kirwan przypadł w udziale taki los, dlaczego spośród wszystkich kobiet na świecie, jej właśnie zapisano taką przyszłość, choć zaczynała tak pełna obietnic i szczodrych darów - ma się ochotę nim potrząsnąć, bo w niedostatecznym stopniu dostrzega własną odpowiedzialność. Mai przytrafił się on, jako mąż. I jeszcze życie w katolickiej, tradycyjnej Irlandii, gdzie czternastolatki oddaje się do klasztoru, nieposłuszne żony się zamyka, kobieta nie może się rozwieść, nie może po ślubie podjąć pracy, a jej majątkiem, także tym odziedziczonym po rodzicach, zarządza mąż.
 
Dla swoich córek Jack jest głównie rodzicem nieobecnym, co przy problemach ich matki z depresją i również alkoholem jest po prostu smutne. W najbardziej trudnej sytuacji rodzinnej jego pomysłem na jej rozwiązanie jest zaciągnięcie się do armii brytyjskiej na ochotnika, czego nie musi robić, bo jest obywatelem neutralnego państwa. Sytuacja Irlandii w czasie drugiej wojny światowej była bowiem skomplikowana. Władze bardzo starały się zachować neutralność, obawiając się, że pozwolenie na wejście angielskim okrętom do portów sprawi, że one już ich nie opuszczą i państwo straci dopiero co uzyskaną suwerennośc. Wielu też Irlandczyków tak nienawidziło Brytyjczyków, że życzyło Niemcom zwycięstwa. Pierwsze zadanie jakie Jack otrzymał po wstąpieniu do armii nie było specjalnie zaszczytne. Popłynął do Afryki pilnować brytyjskich kolonii na wypadek zamieszek lub gdyby francuski rząd Vichy postanowił je zająć. Refleksja nad byciem brytyjskim oficerem, przedstawicielem imperium też przychodzi w jego życiu dość późno. 
  
Tymczasowy dżentelmen Sebastiana Barry'ego nie jest tak wybitną i wstrząsającą książką jak Czas starego boga, ale dalej jest wart lektury, chocby tylko ze względu na wspaniały styl autora.  
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarze. Uprzejmie proszę o kilka słów opisu, jeśli ktoś zamieszcza link.