niedziela, 13 sierpnia 2017

"O ziołach i zwierzętach", Simona Kossak

Tak toczy się życie dojrzałej, wielotysięcznej rodziny mrówczej. Początki były jednak bardzo skromne i trudne. Założycielką rodu była młodziutka królowa. Po odbyciu lotu godowego, który trwał zaledwie kilka minut, wróciła na ziemię, natychmiast odgryzła i zjadła swoje piękne błyszczące skrzydła - swój strój weselny. Jedynym jej pragnieniem było wrócić pod ziemię. Wykopała więc korytarzyk zakończony komorą, zasypała starannie otwór wejściowy i tak, pogrzebana żywcem wiodła życie samotnicy. Przez wiele miesięcy żywiła się rezerwami tłuszczowymi własnego ciała i mięśniami pozostałymi po skrzydłach, a w jej ciele dojrzewały jajeczka. Potem zaczęła je znosić. Część z nich zjadła lub dawała larwom do zjedzenia. Wreszcie pierwsze robotnice opuściły kokony i natychmiast nawiązały łączność ze światem zewnętrznym; do gniazda zaczęło napływać pożywienie. Na ten sygnał matka zaprzestała pracy, stała się płochliwa; ukryta w najgłębszych komorach przystąpiła do znoszenia jajeczek.

To fragment opowieści o mrówkach. W książce O ziołach i zwierzętach Simony Kossak jest równie ciekawych historii przeszło osiemdziesiąt. Można się z nich dowiedzieć, między innymi, kto towarzyszy odyńcom w ich samotnych wędrówkach po lesie, jak dokładnie odżywiają się motyle i dlaczego werbena nie jest już, jak była przed wiekami, magicznym zielem. Zdobyć wiedzę o wyścigu zbrojeń między nietoperzami a ćmami, o pochodzeniu pojawiających się w leśnym runie wydeptanych kolistych ścieżkach bez śladu wejścia - prawdziwych kręgach czarownic i o tym, jak naprawdę wygląda kwiat paproci, oraz jak się mieszka kątem u popielic.

Fabularyzowane opowieści o zwierzętach, ich zwyczajach i życiu rodzinnym to oczywiste samograje. Trudniej jest ciekawie opowiedzieć o roślinach. Tu, autorka, opisując wybranych przedstawicieli flory, przytacza, oprócz informacji botanicznych, stare zielarskie traktaty, czasami sięgające czasów antycznych, ludowe zwyczaje, fragmenty dzieł literackich. Odwołuje się też do wierzeń i legend słowiańskich, celtyckich, nordyckich. I tak, na przykład, można się dowiedzieć, że w starożytnej Grecji fiołek wonny był symbolem śmierci, Słowianie uważali zaś sędziwe lipy za świętość i w ich cieniu przeprowadzali sądy, a cykorią podróżnik zawieszoną przy wejściu chaty w XIX wieku odstraszano żebraczki.
Pierwsza strona rozdziału o głogu.
O ziołach i zwierzętach jest pięknie napisane i zilustrowane - każdy rozdział poświęcony poszczególnej roślinie lub zwierzęciu rozpoczyna się czarno-białym rysunkiem. Simona Kossak przez ponad trzydzieści lat mieszkała w głębi Puszczy Białowieskiej zajmując się zawodowo badaniem dziko żyjących ssaków leśnych. I tę wiedzę i wrażliwość nabytą przez codzienne obcowanie z lasem i przypatrywanie się roślinom i zwierzętom odczuwa się przy lekturze. Bardzo przyjazna czytelnikowi jest też forma książki. Ułożone alfabetycznie krótkie opowiadania można czytać po kolei albo wybrać najbardziej interesujące hasła. Jest to przyjemna lektura, zwłaszcza teraz latem. Z obserwacją zwierząt może być trudniej, ale na pewno kilka mijanych codziennie chwastów straci swoją anonimowość.

 Jedyne zastrzeżenia, jakie mam w stosunku do książki, dotyczą ziołoleczniczych porad w niej zawartych. Pewien stopień ich uogólnienia może być źle zrozumiany. Najlepszym przykładem jest to, co autorka pisze o pokrzywie: podobnie jak insulina obniża poziom cukru w organizmie... Prawdą jest, że pokrzywa obniża poziom cukru przez swoje właściwości moczopędne, ale nie działa jak insulina i nie może jej zastąpić. Zwrot podobnie jak sugeruje niewielką różnicę, gdy jest ona zasadnicza. Ostrożność w zastosowaniu rad dotyczących właściwości leczniczych roślin, znajdujących się w O ziołach i zwierzętach, jest wskazana.
____
Wpis bierze udział w wyzwaniu: Pod Hasłem -hasło na sierpień: trudny... czy trudniejszy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę o kilka słów opisu, jeśli ktoś zamieszcza link.