wtorek, 31 stycznia 2017

"Baśń", Jonas T. Bengtsson

 W domu budzą mnie takie odgłosy, jakby w naszej kuchnie zdychało jakieś zwierzę. Znam je i wiem,
że będą trwały. Może przez dziesięć minut, a może do wschodu słońca. Ojciec leży skulony na ławie. T-shirt ma mokry od potu. Ściska koc w palcach, widziałem już, jak darł na kawałki stare prześcieradła.(...)
 Za każdym razem, gdy się przeprowadzamy, mam nadzieję, że koszmary nie pojadą z nami.
 Chociaż już przestałem w to wierzyć.

 Wprowadzamy się i przez pewien czas nas omijają. Przez tydzień albo kilka miesięcy. To się zmienia.
 Kładę się przy nim. Ława jest wąska, więc leżę na samym brzeżku, twarde drewno wbija mi się w bok. Obejmuję go za szyję, gładzę po czole, palce zaplątują mi się w jego włosy, ale on mimo wszystko się nie budzi. Nigdy się nie budzi.(...) 
- Na pewno sobie poradzimy - szepczę do niego, tak jak on mówi do mnie, kiedy wszystko jest trudne. - We dwóch na pewno damy sobie radę.

Baśń Jonasa Bengtssona opowiada o relacji ojca i syna. Akcja rozpoczyna się w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, kiedy poznajemy bohaterów, sześcioletniego Petera i jego ojca w czasie jednej z wielu przeprowadzek. Szybko orientujemy się, że żyją oni na marginesie społeczeństwa. Ciągłe zmiany miejsca zamieszkania, dorywcze prace ojca, "pożyczanie" rzeczy i jedzenia, ucieczki, bo ktoś wezwał policję. Chaotyczna rzeczywistość tłumaczona jest dziecku przez rodzica przy pomocy historii o królu i królewiczu, którzy nie mają już domu i wyruszyli w świat, aby pokonać białą królową. Są bowiem ostatnimi ludźmi, którzy wciąż widzą prawdziwy świat, jedynie ich nie oślepiły czary królowej. A najważniejszy, mający nieść poczucie bezpieczeństwa, przekaz opowiadanej codziennie baśni to: We dwóch na pewno damy sobie radę.

W powieści narratorem jest Peter. Przyjęcie tej perspektywy sprawia, że wiemy początkowo tyle, ile jest w stanie pojąć umysł wrażliwego chłopca. Z czasem, z niepełnego siłą rzeczy opisu wydarzeń, przefiltrowanych przez wyobraźnię dziecka, zaczynamy rozumieć więcej niż ono samo. I to, co zawarte w niedopowiedzeniach, przemilczeniach jest najbardziej przejmujące i przerażające. Wraz z dojrzewaniem magiczność w postrzeganiu świata znika, ale pozostaje prosty, oszczędny ton opowieści oddający wycofanie się, nieprzystawanie do otoczenia dorosłego już bohatera. To nieprzystosowanie, bunt to oczywiste skutki braku stabilności, doznanej krzywdy. Sposobem wyrazu uczuć dla Petera staje się malarstwo. Podejmuje on też próbę zrozumienia przeszłości spotykając się z dalszą rodziną od strony ojca. Nie wszystkie sprawy z dzieciństwa ulegają jednak wyjaśnieniu, pozostaje nadmiar niewiadomych (choroba czy skrajny nonkonformizm, a może powielenie doznanej krzywdy, morderstwa czy tylko usiłowania), tak jakby na baśń o królu i królewiczu została nałożona druga - o ojcu i synu odwołująca się do tej pierwszej. Baśń o synu, dla którego ojciec jest całym światem. I syn dopóki jest z ojcem czuje się kochany i potrzebny, ale dobro dziecka nie jest dla ojca wystarczająco ważne. Obietnica: We dwóch na pewno damy sobie radę zostaje złamana i pozostaje smutna historia opowiadająca o bezbronności dziecka wobec zaślepienia rodzica, który zatraca się w walce z wymyślonymi wrogami. Historia o królu i królewiczu ma dobre, jak na baśń przystało, zakończenie. Udaje się im przechytrzyć zło, przepłynąć jezioro i dotrzeć na ląd. "Witajcie, witajcie. Wygraliście. Jesteście tu teraz. Żyjecie". Koniec opowieści o ojcu i synu, w którym jezioro też odgrywa decydującą rolę, jest bardzo niejednoznaczny, także jednak niesie nadzieję, że Peter zbuduje własne życie.

Wpis powstał w ramach wyzwania "Pod hasłem: autor ze znakiem".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę o kilka słów opisu, jeśli ktoś zamieszcza link.