niedziela, 30 sierpnia 2015

"Morderstwo na plebanii", Agatha Christie


Okładka książki Morderstwo na plebanii

Jeśli literatura jest strawą dla ducha to wydaje się, że istnieje w niej odpowiednik comfort food - powieści ukochanych pisarzy, w których wszystkie schematy są znane na wylot, a i tak ich książki sprawiają nam przyjemność, przywołując dobre wspomnienia pierwszej ekscytującej lektury. Miło jest jeszcze raz zanurzyć się w znanym świecie i spotkać bliskich sobie bohaterów. Jedną z moich ulubionych bohaterek jest panna Jane Marple, stworzona przez Agathę Christie.

Pierwszą powieścią z Jane Marple jest Morderstwo na plebanii, ze sympatycznie złośliwym pastorem, jako narratorem. Pastor ma nie tylko lekko kpiący stosunek do swoich parafian, ale jest też  mało ostrożny w wyrażaniu swych życzeń. Pewnego dnia przy obiedzie, bowiem zdarza mu się wypowiedzieć mało przystające do jego urzędu duchownego zdanie, że każdy, kto zamorduje pułkownika Protheroe, odda światu przysługę. Parę dni później pułkownik zostaje odnaleziony zastrzelony na plebanii przy jego biurku.

Rzecz dzieje się w małym cichym miasteczku St. Mary Mead, w którym nic się zdarza, więc zainteresowanie życiem sąsiadów kwitnie. Jak zgryźliwie zauważa pastor:
To zagadka dla mnie (...) w jaki sposób tutejsi ludzie w ogóle pobierają pożywienie. Spożywają chyba posiłki stojąc przy oknie, żeby na pewno nic nie uszło ich uwadze.
Panna Marple zaś w jego oczach to największa miejscowa plotkarka, przy tym zawsze wiedząca o wszystkim, co się dzieje, i wyciągająca z każdego zdarzenia jak najgorsze wnioski. Ogrodnictwo służy jej - według niego -  jako zasłona dymna by mieć oko na okolice, a zwyczaj obserwowania ptaków przez mocną lornetkę jest pretekstem do przeróżnych innych obserwacji. Nie wie tylko, że panna Marple nie tylko widzi i słyszy niemal wszystko, ale wyciąga ze spostrzeżonych faktów niezwykle trafne i subtelne wnioski. Ma, bowiem niecodzienne hobby: 

Można się oczywiście zajmować robotami na drutach, harcerstwem, dobroczynnością, szkicowaniem pejzaży... ale moim konikiem jest - i zawsze była natura ludzka. Taka różnorodna i fascynująca. No, a w małym miasteczku, gdzie nic człowieka nie odrywa, jest tyle sposobności do tego rodzaju studiów. Człowiek zaczyna klasyfikować ludzi jak ptaki albo kwiaty - taki a taki rodzaj, taki a taki gatunek, taka a taka odmiana. Niekiedy oczywiście popełnia się błędy, ale z biegiem czasu coraz mniej. Poza tym można dokonywać prób. Bierze się mały problem, jak, na przykład, owa torebka krewetek(...) - drobna zagadka, ale całkiem niezrozumiała, jeżeli się jej właściwie nie rozwiąże.(...)To fascynujące - jeżeli się wszystko dokładnie rozważy i po sprawdzeniu okazuje się, że się miało rację.

Oczywiście lata studiów nad naturą ludzką nie pójdą na marne i pozwolą wytypować pannie Marple aż siedmiu podejrzanych i ostatecznie wskazać mordercę ku zdumieniu policji.

Dobrze było odświeżyć sobie książkę i jeszcze raz spotkać sympatyczną starszą damę, sceptycznie nastawioną do tego, że człowiek jest z natury stworzony do czynienia dobra, która zawsze spodziewa się po wszystkim i wszystkich najgorszego i zazwyczaj ma rację.
_____________
Wpis powstał w ramach wyzwania: Ciąg myślowy (Pod hasłem)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę o kilka słów opisu, jeśli ktoś zamieszcza link.