wtorek, 5 maja 2015

"Widziałem ją tej nocy", Drago Jančar



"Widziałem ją tej nocy" Drago Jančara to piękna i smutna książka, na którą składa się pięć relacji osób związanych z główną bohaterką Veronicą. Opowiadają one (trzymając czytelnika w nieustanym napięciu), dzieje pięknej, ekscentrycznej młodej kobiety, która wróciwszy ze studiów w Berlinie do nudnej, według niej, Lublany, szokuje przechodniów spacerując po promenadzie z aligatorem na smyczy. Jest beztroska, żywiołowa, ale też wielkoduszna. Cechy te nie sprzyjają przeżyciu w niespokojnych wojennych czasach.

 Oprócz portretu głównej postaci z tych kilku historii wyłania się w tle obraz Jugosławii tuż przed wojną, a potem obraz wojny i skomplikowanych zawirowań historii tak charakterystycznych dla Europy Wschodniej. Bowiem akcja powieści rozpoczyna się w obozie jenieckim kierowanym przez Anglików dla żołnierzy ruchu oporu, wiernych królowi, walczących najpierw z Niemcami, a później również z komunistyczną partyzantką, w chwili, gdy komuniści na czele z Tito przejmują władzę. Świat się rozsypał i stanął na głowie. Ci, którzy dochowali wierności ojczyźnie będą rozliczani przed komisjami, które mają badać, kto ma ręce splamione krwią. Kto po czterech latach wojny nie ma zakrwawionych rąk? - pada retoryczne pytanie.

Przede wszystkim jest to książka o przerażającej łatwości, z jaką dochodzi do uruchomienia mechanizmu przemocy. Ot przypadek, na przykład: spacer. Opowiada o pamięci i wypieraniu z niej tego, co uwiera. Każdy z narratorów poszczególnego opowiadania się samookłamuje. O żalu, z powodu tego, co się zrobiło i jak za tym, czego się zaniechało. O tej grze, w którą grają ludzie: Gdybym zrobił(a) to powiedział(a) tamto, to może wszystko potoczyłoby się inaczej. I oczywiste jest, że ci, którzy są najbardziej winni, najskuteczniej wymazują to z pamięci. Los zaś, jaki spotyka tych, którzy tylko chcą cieszyć się światem bywa tragiczny w zderzeniu z historią.

 Żyjemy w czasach, kiedy szacunek zdobywają wyłącznie ludzie, żywi lub martwi, którzy gotowi byli walczyć, a nawet poświęcać się dla wspólnych idei. Tak myślą zwycięzcy i pokonani. Nikt nie ceni tych, którzy chcieli tylko żyć, którzy kochali innych ludzi, naturę, zwierzęta, świat i czuli się z tym dobrze. W naszych czasach to za mało. A ja, choć mogę zaliczyć się do tych, co walczyli, nawet jeśli zostali pokonani, też chciałem tylko żyć. Że ma to sens, pokazał mi w czasie wojny ta ciekawa wszystkiego, wesoła, otwarta na świat i trochę melancholijna kobieta, którą spotkałem w tamtym bliskim dalekim kraju. Veronica.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę o kilka słów opisu, jeśli ktoś zamieszcza link.